Dodaj do ulubionych

radioterapia

03.04.06, 22:35
Witam. Po badaniu HP u mojej mamy (po operacji( rak szyjki macicy))okazało
się, ze jest juz G2. Lekarz powiedział, że będzie radioterapia, chemioterapia
i brahyterapia. I mam pytanie. Jak kobiety znosza tą radioterpię, czy to sie
da normalnie w miarę funkcjonowac? Pytam dlatego, że najprawdopodobniej mama
będzie do szpitala dojeżdżać (będę ją wozić) ale to jest 70 km. Ta
radioterapia ma byc przez 5 tygodni, codziennie oprócz weekendów. Czy to
jest "do wytrzymania" takie dojeżdżanie? Czy gorzej znosi się chemię ?(chemia
ma byc raz w tygodniu, 5 razy). Jeju, nie wiem co robic, czy lepiej żeby
została w szpitalu? Mama jest bardzo przygnębiona, jakoś miała nadzieje, ze
może się obejdzie bez tych chemii... Przepraszam, ze byc może zadaje takie
mało ważne pytania ale wiem, żę są wśród was osoby, które wiedzą, jak czuje
sie ktos po takich radioterapiach. A ja nie wiem nic, lekarze też mówią tyle
ile chcą. I jeszcze chciałam powiedzieć, że bardzo duzo inormacji zdobywam
własnie czytając wasze posty. Bardzo za to dziekuję.
Obserwuj wątek
    • niebieski_motylek Re: radioterapia 04.04.06, 04:02
      Moja mama miala radioterapie... miala usunieta piers..
      da sie normalnie funkcjonwac... tylko trzeba przestrzegac higieny..... miejsca
      naswietlanego.. przez jakisc czas nie mogla myc..tego miejsca
      nie miala zadnych problemow innych....
      chemie bardzo zle zniosla..nudnosci. temperatura i lezenie w lozko od chemi do
      chemi ale to chyba zalezy od pacjenta.... i od chemi. Bo inne osoby zupelnie
      mogly normalnie funkcjonowac.... A poza tym moja mama miala 74 lata i od lat
      chorowala na serce i nadcisnienie a poza tym bardo nerwowa z niej osoba.. ale
      przezyla... :) a bylam z nia w przychodni.. i musze Ci powiedziec ze nie jest
      tak zle.. jak to sobie wyobrazamy.. panie i panowie. leza sobie.. czytaja
      rozmawiaja...i wychodza... pewni ze nie kazdy.... bo sa rozni chorzy... ale
      myslalam ze bedzie gorzej...
      ..Takze 3majcie sie dzielnie i glowy do gory...
      aska
    • b_a_l_b_i_n_k_a Re: radioterapia 04.04.06, 10:13
      Hej hej Armelio
      G2 to stopień zróżnicowania nowotworu a nie jego zaawansowanie. G2 to sredni
      stopień (moja mama miała G3-najbardziej złośliwy)
      To bardzo dobrze, że mamie zaaplikowano chemię jako dodatek do naświetlań. Ta
      chemia (prawdopodobnie będzie oparta na cisplatynie i 5FU) ma za zadanie
      uwrażliwić komórki na naświetlania. Takie łączenie chemii i naświetlań to teraz
      międzynarodowy standard i zwiększa szanse na wyleczenie o nawet o 30 % w
      stosunku do samych naświetlań. Ta chemia nie powoduje wypadania włosów. Moja
      mama miała tylko niezbyt nasilone mdłości, metaliczny posmak w ustach i w
      momencie podawania chemii bolały ją nerki.Wszystko było jednak do wytrzymania.
      Mama miała chemię raz w tygodniu a nastepnego dnia ją wypłukiwano.Co tydzień
      robiono morfologię, ale wyniki były dobre i mama mogła wziąć całą serię.
      Naświetlania są bezbolesne, natomiast mają wpływ na pracę jelit dlatego dieta
      musi być lekkostrawna. W szpitalu dostaniecie jeszcze wskazówki co mama może
      jeść.Niewolno na przykład surowych owoców.Naswietlania wyołują także biegunkę i
      zaparcia, dlatego dieta jest ważna.
      Skóra w miejscach naświetlanych zrobi się czarna, ale to przejdzie. Nie wolno
      jej w tym czasie myć.
      Jedyną pamiątką,którą mama ma po tych naświetlaniach są trzy wytatuowane
      kropeczki na plecach. Służyły one do precyzyjnego ustawienia aparatury.
      Naświetlania mają czasem długotrwałe skutki uboczne (niestety u mojej mamy tak
      jest)ale to skuteczne leczenie.
      Trzymaj się i pytaj :-)))

      PS. Moją mamę woziła na leczenie moja ciocia 50 km w jedną stronę. Da się to
      zrobić, musicie tylko pamiętać, że jak mama będzie po chemii, to musicie być
      przygotowane że mam będzie często chciała iść do toalety. Nerki mocno wtedy
      pracują.
      Co do całego leczenia, polecam ci książkę Chemioterapia i Radioterapia. Bardzo
      nam ona pomogła zrozumieć całe leczenie.
      • b_a_l_b_i_n_k_a Re: radioterapia 04.04.06, 10:49
        www.gwp.pl/add2cart.php?product=235
        Tak wygląda ta książka.
        • armelia Re: radioterapia 04.04.06, 11:57
          Dziewczyny dziękuję wam bardzo za informacje. Balbinko, książkę właśnie sobie
          zamówiłam, dziekuję za namiary. Nie miałabym pojęcia, że taka istnieje. Własnie
          G2, lekarz mówił, że to jest dość złośliwe i że guz był duzy bo 2,5 cm i 1 cm
          głebokosci i dlatego ta chemia musi byc. Starsznie się tym wszystkim
          denerwujemy, mama jest przygnębiona. Z dietą tez będzie ciężko, mama ma
          dodatkowo refluks i przepukline przełykową. Ale bardzo mnie pocieszyły i
          podbudowały te informacje, że to jest do wytrzymania i że przecież to leczenie
          jest skuteczne, musi być! Teraz tylko musimy pocekac aż wygoi się rana po
          operacji (zrobiła się martwica i lekarz powiedział, ze musi ją "ściąć" bo nie
          chce sie goić).
          Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz dziekuję.
          • b_a_l_b_i_n_k_a Re: radioterapia 04.04.06, 12:02
            NIe jestem pewna, ale przy refluksie powinna być też dieta lekkostrawna, więc
            przy refluksie też jak najbardziej wskazana.
            Guz u mojej Mamy miał 4 cm, tak więc sytuacja była niewesoła. A jak węzły
            chłonne u Twojej Mamy?
            • armelia Re: radioterapia 04.04.06, 12:19
              Węzły, te które jej wycięto miała czyste i wszystko inne też było czyste. Nie
              wiem jak inne, nic o tym lekarz nie mówił, nie wiem czy to można jakoś
              sprawdzić. Mamę często bolą nogi i to pod kolanami, nie wiem... Jak to jest z
              tymi węzłami?
              • estelka1 Re: radioterapia 04.04.06, 15:41
                A ja armelio trochę "postraszę" w kwestii radioterapii. Fakt, że moja mama
                miała naświetlaną głowę i klatkę piersiową, więc na pewno trochę różnic będzie.
                Ale lepiej wiedzieć zawczasu, jaki jest najbardziej pesymistyczny wariant i
                nastawić się na niego. Nas nikt nie przygotował. Chemię (4 cykle po 3 dni) mama
                zniosła nadspodziewanie dobrze. Owszem nie obyło się bez mdłości, wypadania
                włosów i tym podobnych sensacji, ale po każdym cyklu dochodziła do względnej
                równowagi. Od początku grudnia miała naświetlaną klatkę piersiową (27 razy) i
                potem głowę 12 razy. W szpitalu wszystko było w miarę dobrze, a po powrocie do
                domu (ostatnich 7 tygodni) zaczęły się dziać bardzo niedobre rzeczy. Poparzona
                skóra (głowy i twarzy), niby nie mocno, ale skóra ciągle się łuszczy i piecze i
                mama utraciła ledwo "odrośnięte" włosy. W przypadku włosów łonowych będzie to
                mniejszy dyskomfort. Przez ponad tydzień bolała ją skóra brzucha i pleców i tak
                jakby tkanka podskórna oraz mięśnie. Ból był tak silny, że mama nie mogła się
                wyprostować, odkaszlnąć, ani wykonać bardziej gwałtownego ruchu. Po leczeniu
                przeciwzapalnym to ustąpiło. W ciągu kilku ostatnich dni nasiliły się bardzo
                dolegliwości żołądkowe, mdłości, odbijanie. Leki przeciwwymiotne typu atossa,
                zofran, które zalecił onkolog nie pomagały, za to powodowały zaparcia. W
                konsekwencji mama całkowicie straciła apetyt, opadła z sił, a wczoraj wieczorem
                zemdlała i upadła w przedpokoju. Zawieźliśmy ją do szpitala, ale jeszcze nie
                wiem nic konkretnego. O innych dolegliwościach typu uszkodzenie słuchu, zawroty
                głowy, czy problemy z koncentracją oraz pamięcią nie będę sie rozpisywać. To
                raczej ma związek z naświetlaniem głowy, więc Twojej mamie nie grozi. I
                zobaczcie, ledwie półtora tygodnia temu cieszyłam się po kontroli u onkologa,
                że raczysko u mojej mamy jest "uśpione" :-( , a tu takie przykre niespodzianki.
                I podobno tak może sie dziać nawet do pół roku po naświetlaniach. Armelia, co
                do wożenia mamy codziennie... niech ona sama lepiej zdecyduje, co woli i w
                razie czego pozwól jej zmienić zdanie. Dojeżdżanie jest męczące, pobyt w
                szpitalu obciąża strasznie psychikę.
              • b_a_l_b_i_n_k_a Re: radioterapia 04.04.06, 15:52
                Jeśli wszystko inne było czyste to OK :-)
                • estelka1 Re: radioterapia 04.04.06, 16:13
                  balbinko, próbuję się tym pocieszać, ale widok cierpiącej, obolałej mamy
                  powoduje, że zaczynam czarno widzieć :-( Szczerze mówiąc ta ciągła huśtawka
                  mnie wykańcza. Raz jest super, mama doskonale sie czuje i wszystko jest jak
                  przed chorobą, a za dzień czy dwa taki zimny prysznic, jak ostatnie dni. Pewnie
                  wszystkie osoby tu bywająće doskonale to znają, ale powiedz jak sobie z tym
                  radzisz?
                  • b_a_l_b_i_n_k_a Re: radioterapia 04.04.06, 16:26
                    W ogóle sobie nie radzę. Mama zakończyła leczenie trzy lata temu, a ja wciąż
                    nie mogę pozbyć sie strachu o to, co będzie jak choroba wróci :-( Przechodzę
                    terapię, mam leki antydepresyjne. Wcale nie byłam dzielna, jak mama chorowała.
                    Bywało tak, że to mama mnie pocieszała, że wszystko będzie dobrze :-((( Tak to
                    wyglądało u mnie.... Mam z tego powodu okropne wyrzuty sumienia.
                    Nie wiem, co bym zrobiła, gdybym była na miejscu wielu z Was. Wiem co
                    chciałabym zrobić i co warto zrobić i o tym piszę, ale jak zareagowałabym sama
                    nie wiem...
                    • armelia Re: radioterapia 04.04.06, 21:15
                      Estelko, dzieki za "postraszenie", to przecież bardzo ważne. I słowa otuchy są
                      ważne ale i realne spojrzenie na wszystko również. Zdaję sobie sprawe, że moze
                      być bardzo średnio. Ja sobie radzę też kiepsko. Wczoraj jak rozmawiałam z
                      lekarzem to w ogóle stwierdził: "dlaczego pani jest taka przerażona..?" W Ogóle
                      schudłam juz okropnie i wyglądam gorzej niż mama. I mam poczucie winy, ze nie
                      potrafię znaleźc w sobie tyle siły, żeby być wsparciem dla niej, wydaje mi się
                      wszystko co mówię "pocieszającego" do mamy brzmi idiotycznie i że nie potrafię
                      gotować dietetycznych potraw.. I przede wszystkim drżę ze strachu, jak tylko
                      mama mówi że coś ją boli, że może TO już gdzieś przelazło, że może jest w
                      nerkach albo w kościach albo nie wiem gdzie..Dobrze, że jest to forum, ze nie
                      jestem sama. Dzięki raz jeszcze.
                      • estelka1 Re: radioterapia 04.04.06, 22:32
                        Fajnie dziewczyny, że jesteście i że rozumiecie, to co ja czuję, choć
                        wolałabym, żebyśmy poznały się w lepszych okolicznościach:) Ja, dotąd raczej
                        płaczliwa, w tej chwili nie pozwalam sobie na chwile słabości. Prawdę mówiąc i
                        nie mam za bardzo przed kim wylewać swoich żali. Tata sam jest przerażony
                        chorobą mamy. Tyle, co musiałam, powiedziałam, ale oszczędzam mu wiadomości
                        typu, że średnia przeżycia z tym nowotworem wynosi 2 lata. Tata czasem potrafi
                        chlapnąć coś bez zastanowienia przy mamie, a mamie aż taka brutalna wiedza nie
                        jest do niczego potrzebna. Nie jest to oczywiście zła wola taty, tylko jego
                        osobisty strach o mamę i o siebie samego, gdyby czasem mamy zabrakło. A że
                        dotąd to on był chory i słaby i z każdego problemu zwierzał się mamie, to teraz
                        też mu się czasem wyrwie. Mama z obawy o stan zdrowia taty (tata jest po
                        poważnej operacji serca) niewiele mówi mu o tym, co się z nią dzieje, jak się
                        czuje itd. Wszystko "przyjmuję" ja. Mój mąż dużo pomaga moim rodzicom. Kiedy
                        tylko czegoś od niego potrzebują, rzuca wszystko, pracę (na szczęście ma taką
                        możliwość), przyjemności i jedzie do nich. Więc w tym momencie ja też nie chcę
                        dodatkowo obarczać go swoimi obawami, troskami o rodziców. Kiedy już całkiem
                        nie mam siły, wtedy dopiero przy nim pękam. Mam też siostrę, ale ona mieszka
                        daleko i ma przekichane życie z mężem alkoholikiem, ktory przez chlanie
                        niedawno otarł się o śmierć i niestety pije dalej. Też nie chcę jej dostarczać
                        problemów. Owszem informuję ją na bieżąco co się dzieje, ale to mniej więcej
                        wszystko. Przyjaciele :) oni są kochani, ale dopóki ich takie problemy nie
                        dotyczą (i oby nie dotyczyły), w zasadzie nie do końca zdają sobie sprawę z
                        tego, o czym ja mówię. Ja sie oczywiście nie skarżę, na to jak ciężko mnie
                        życie doświadcza :) Wiedziałam od zawsze, że kiedyś nastąpi moment, że role się
                        odwrócą i to ja będę wspierać rodziców. I to, że muszę im pomóc mnie nie
                        przeraża, bo są najcudowniejszymi ludźmi na świecie i ja lubię z nimi być
                        niezależnie od okoliczności. Ale przeraża mnie świadomość, że nasz wspólny czas
                        coraz bardziej się kurczy. I zamiast wykorzystać to, nacieszyć się sobą
                        wzajemnie, to walczymy z jakimś cholernym choróbskiem, które może przyśpieszyć
                        nasze rozstanie.
                        Dobrze dziewczyny, juz się nie rozklejam, bo tylko wystraszę swoją córkę :-)
                        Pozdrawiam Was, trzymajcie się dzielnie. Agnieszka
                        • ulaw2 Re: radioterapia 05.04.06, 08:48
                          Agnieszko przeżywam dokładnie to samo co Ty i wiesz podziwiam moją mamę że,
                          mimo tej paskudnej choroby cały czas się nie poddaje.Mnie nie chce się już
                          nic.Znajomi mówią mi że wyglądam gorzej niż mama.
                          A ktoś tu niedawno radził aby cieszyć się wiosną.
                          • estelka1 Re: radioterapia 05.04.06, 20:35
                            Ja też podziwiam moją mamę. Trzyma się na ogół dzielnie. Dopiero teraz, kiedy
                            jest taka słabiutka i nie może robić tego wszystkiego, na co ma ochotę, trochę
                            się podłamała. Moja mama jest typem "mróweczki", ciągle coś robi, nie potrafi
                            usiedzieć bezczynnie. Jest bardzo ciężko "chora", jak musi zwolnić tempo, czy
                            tak jak teraz leżeć w łóżku. Jeszcze tydzień temu dłubała coś na działce,
                            sprzątała mieszkanie na święta, chodziła z tatą na kilkukilometrowe spacery.
                            Lekarz, który tu na miejscu opiekuje się mamą (to on latem wykrył u mamy raka)
                            twierdzi, że to jest przejściowy kryzys. Organizm jest wyczerpany radioterapią,
                            do tego dochodzi przesilenie wiosenne i brak apetytu na skutek dolegliwości
                            żołądka związanych z naświetlaniem. Tak się podobno może dziać nawet do pół
                            roku po radioterapii. Trochę mi dzisiaj lżej, bo mama próbuje jeść, wstała
                            dzisiaj i poszła się wykąpać. Zmęczyła się okrutnie, ale to i tak już jest
                            postęp, bo wczoraj leżała plackiem :) Mam nadzieję, że codziennie będzie
                            lepiej. Najważniejsze, że onkologicznie jest wszystko ok.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka