15.05.06, 20:31
Liino, co u Ciebie? Zaglądasz?
Obserwuj wątek
    • liina Re: Liina? 15.05.06, 21:20
      Witaj Balbinko!

      Zaglądam cały czas, ale jestem w bardzo kiepskiej formie psychicznej niestety,
      nie daje sobie rady jakos. Sa dni lepsze i gorsze,ale co się rusze po miescie i
      zajde tam gdzie bylam z mama, tam gdzie parkowalysmy samochod, stoisko , na
      którym kupilysmy razem spódnice ( miałysmy obie takie same)itd...Najlepiej jak
      bym z domu nie wychodzila,ale nie moge sie zamknac i nie wychodzic do ludzi i do
      swiata.Wszytko mi sprawia ogromny ból i to z czasem nie mija, jest coraz gorzej,
      bo mija wiecej czasu od smierci i coraz mocniej tesknie, coraz więcej rzeczy sie
      zbiera, które chcialabym jej opowiedziec...
      Nie chce Was tutaj tym zamęczac, wiem, ze jest duzo osób, które cierpią tak jak
      ja.Najlepiej mi sie chodzi spac, jak sie zmecze,bo jak się nie zmęcze to zasnac
      nie moge, a najgorzej mi sie budzi.Tragiczne jest przebudzenie, kiedy sie budze
      i sobie uswiadamiam, ze jej nie ma...
      • rima Re: Liina? 16.05.06, 09:58
        Witaj Liino...
        Doskonale cię rozumiem, bo przeżywam to samo... Im dalej tym momentami
        gorzej... Czasami już myślę, że się upiorałam z tym bólem i smieję się i
        towarzysko udzielam, ale momentami przychodzi taka chandra, taki ból, taka
        tęsknota, że nie ma słów które by potrafiły to opisać. Wszystko kojkarzy się z
        mamą, potrawy, miejsca, filmy, ubrania, słowa... Tak bardzo brakuje rozmowyz
        nią, jej dotyku, jej uśmiechu, jej krzyku, jej poczucia humoru... WSZYSTKIEGO!!
        I chociaż zaliczam sie do katolików i to na dodatek wierzących, gdy przychodzxą
        złe dni, obwiniam wszystrkich łącznie z sobą - i nie mam skrupułów.
        Co, gdy przyjdzie podejmować jakieś na[rawdę życiowe decyzje?? Jak ma mi
        doradzić...
        Liina, ciahlesobie powtarzam, że ona cieszys ię, że ja żyję i reszta rodziny,
        że ja sobie radzę ic hce żebyśmy godnie przeżyli to życie i to mnie jakos
        trzyma...
        IZa
        • liina Re: Liina? 16.05.06, 11:18
          Witam!

          Kilka razy wyszłam gdzies towarzysko,ale i tak ciągle o tym wszytkim mysle, nie
          umiem sie oderwac.Jestem osobą wierząca, choc nie identyfikuje sie za bardzo z
          Kosciołem Katolickiem, ale znam dosyc dobrze Biblię i wiem, ze Biblia mowi w
          wielu miejscach, ze wszyscy umarli beda zyc. Wierze w to, ale jednak i tak czuje
          tyle żalu i przykrosci. Wiem, ze to bardzo wazna obietnica, bo co by bylo
          gdybysmy juz w ogole nie mieli zadnej mozliwosci zobaczenia bliskch? A tak
          bedziemy ja miec, ale kiedy? Ja jeszcze musze tyle czasu tutaj na ziemi sama bez
          mamy zyc.
      • liina Do KWiecinskiej. 17.05.06, 22:50
        Przeczytalam Twojego posta na forum o chemioterpii. Piszesz tam o tym tlenie, ze
        mama miala Twoja tlen podlaczony i walczyla o kazdy oddech, tak jak moja.
        Wiesz, jak moja mama zmarla, to przeszlo mi przez mysl ile ludzi pod tym tlenem
        juz umarlo i ilu jeszcze umrze?
    • b_a_l_b_i_n_k_a Re: Liina? 16.05.06, 11:36
      Dziewczyny wiem, że jestem nudna, ale może łatwiej byłoby Wam przejść przez ten
      etap z pomocą specjalisty i antydepresantów. Nikt za Was Waszego bólu nie
      przeżyje, wiem :-( Ale może w ten sposób Wasze cierpienie byłoby fizycznie
      łatwiejsze do zniesienia.
      • rima Re: Liina? 16.05.06, 13:54
        Wiesz balbinko, też o tym myślałam ale uważam że pomimo naszego ogromnego bólu
        przechodzimy naszą traumę tak jak wiele osób i nie ma w tym nic nadzwyczajnego.
        Myslę że to normalny proces, tyle że my to nazywamy, a przynajmniej staramy się
        nazwać z Liiną... Ale kogokolwike byś,y nie zapytały podejrzewam, że mieli by
        podobne odczuaci... moja przyjaciółka joginka powiedziała mi któregoś razu że
        taki stan, kiedy się ciągle o tym myśli, kiedy się cierpi tak fizycznie sięga
        dwóch lat i jest to jak najbardziej normalne, potem jest lżej..
        Obserwuję mojego tate który ze mną teraz mieszka do rodzinnego ich domu jeździ
        sporadycznie podlać kwiaty, ale on też to bardzo przeżywa... Często mi mówi że
        człowiek jest taka niezmierzona istota i zadzwia go wciąż, bo on myślał że nie
        przeżyje śmierci mamy, że była miłością jego życia i nie wyobrażał sobie
        dalszego swojego życia nawte o jeden dzień dłużej niż mama (byli ze sobą 43
        lata). Wprawdzie pdoczas pogrzebu i przed całą ceremo0nią dostał lekkie leki
        uspokajające bo ciśnienie mu skakało jak głupie, ale jakoś powolutku w tempie
        iście ślimaczym dochodzi do siebie... napadają go rożne stany emocjonlne jak
        każdego - ale człowiek żyje, na chwałę i podoieństwo swoich rodziców... I jakby
        to niekórzy powiedzieli równeiż Boga!!:)
        Iza
        • b_a_l_b_i_n_k_a Re: Liina? 16.05.06, 13:59
          \Tak bardzo jesteście dzielni...Ściskam Was mocno.
      • kwiecinska Re: Liina? 16.05.06, 14:21
        Dziewczyny,

        mi też jest strasznie trudno.
        Wróciłam juz do pracy i próbuję jakoś oderwać się od tamtych wydarzeń, ale jak
        tylko to robię to mam ogromne wyżuty sumienia i zaraz znowu powracam myślami do
        tych dni, kiedy jeszcze byłam z Mamą. Mam przed sobą na biurku jej zdjęcie,
        patrzę na nie i nie moge uwierzyć, że jej już nie ma i co gorsze - nigdy nie
        będzie.
        Ostatnio byłam na zakupach, weszłam do sklepu, w którym często kupowałyśmy
        sobie takie same ubrania i wchodząc do przymierzalni miałam wrażenie, że ona
        wchodzi ze mną....

        Nikt nie wypełni mi tej pustki.

        Dziś rano dzwoniąc do domu, czułam się niezręcznie, bo wiedziałam, że to nie
        ona odbierze.

        Ja też oskarżam wszystkich (a najbardziej siebie), że nie zrobiłam więcej,
        jeszcze więcej.. Ale czy to więcej by ją uratowało ? Czy rzeczywiście można
        oszukać przeznaczenie ?
        Jedyną otuchą jest dla mnie myśl, że umiera tylko ciało, a z duszą Mamy na
        pewno się jeszcze spotkam. Nachodzą mnie oczywiście wątpliwości, czy oby na
        pewno coś tam jest, ale wierzę gdzies podświadomie, że świat byłby zupełnie bez
        sensu gdyby nie było niczego po śmierci.
        Mam sny o Mamie codziennie, ale jeszcze w żadnym z nich Mama nie pokazała mi
        się szczęśliwa, taka jaka ją sobie teraz wyobrażam. Wydaje mi się, że Ona chce
        abym żyła dalej szczęśliwie i nie śni mi się świadomie, aby zmniejszyć mój ból.
        Tymczasem ja tak pragnę aby przyśniła mi się uśmiechnięta i zadowolona i
        powiedziała jak bardzo mnie kocha i jak mocno za mną tęskni...
        Czy Wam się śnią Wasze Mamy ?

        Nawiązując do rady Balbinki, to szczerze uważam, że przynajmniej w moim wypadku
        wizyta u jakiegoś specjalisty czy też leki - nie sa dobrym rozwiązaniem. Ja
        chcę i musze przeżyć ten ból. Oddalając od siebie te wspomnienia, ból i
        cierpienie możemy doprowadzić do sytuacji w której za kilka miesięcy wpadniemy
        w depresję. Nie da się zapomnieć o swojej Mamie i nikt nam nie może radzić
        tego zrobić. Teraz potrzebujemy czasu i spokoju aby powoli (nie na siłę) wracać
        do naszego normalnego życia, ale jednocześnie wciąż celebrować wspomnienia i
        chwile spędzone razem.

        Pozdrawiam Was Kochani bardzo serdecznie.
        • b_a_l_b_i_n_k_a Re: Liina? 16.05.06, 14:47
          Głupio mi że tak wystartowałam z tym wysyłaniem Was do specjalisty. Ja biegam
          nawet z małymi problemami :-( To chyba zależy od siły w nas. Boję się bardzo
          momentu, kiedy zycie skonfrontuje mnie ze śmiercią. Zużywam tyle energii na ten
          strach...że nie dałabym rady sama się z tym uporać:-(
          • marzena3007 Re: Liina? 16.05.06, 15:36
            Hej Kochani,
            nie pisałam długo, bo coraz ciężej to idzie, ale jestem z Wami sercem cały
            czas. Liina, tak bardzo bardzo mi przykro. Ja brak Mamy czuje do dziś, choć
            zmarła w czerwcu 1997 roku. Każdego dnia łapie się na tym, że czegoś już nie
            zobaczy, czegoś jej nie powiem. Czasem to boli wprost fizycznie. Ja początkowo
            nie przyjmowałam do wiadomości jej śmierci, a przecież zmarła przy mnie, w
            domu. I krew mnie zalewa, że nie zobaczyła wnuczek - byłaby taka dumna - mojego
            domu, tego jaka jestem teraz. Czasem tak bardzo chciałabym jej coś powiedzieć,
            poradzić, usłyszeć jej głos. Teraz miałaby 59 lat. Ale ja wiem, że ją jeszcze
            zobaczę, wiem, że w jakiś sposób jest obecna. Dziewczyny, trzymajcie się,
            przyjdzie czas, że wspomnienia staną się mniej bolesne, a nasze Mamy zawsze
            będą w sercu do chwili kiedy je znów zobaczymy.
            • koofel Re: Liina? 16.05.06, 15:59
              Dokładnie to czuję co piszecie.Jeślijednak mi się nie powiedzie to kto wesprze
              moe dzieci.Dorosłe ale moje zawsze dzieci.Kto doradzi.Wiem,żeżycie będzie się
              toczyć dalej a jednak ciągle mi się te myśli kłębią w głowie.Zal i strach.
        • liina Sny 16.05.06, 17:11
          "Czy Wam się śnią Wasze Mamy ?"- pytanie Kwiecińskiej.

          Witaj Kwiecińska!
          Mnie sie mama snila od jej smierci trzy razy, przez okres 1,5 miesiaca.
          Raz snila mi sie na starym mieszkaniu , mieszkalismy tam jak bylam dzieckiem
          malym.Łozko stalo w przedpokoju ( dziwne), ja siedzialam obok mamy, a mama
          lezala jeszcze w pizamie, bo jej sie wstac nie chcialo rano po prostu.Zarowno
          mama jak i ja bylysmy w obecnych czasach.Nie bylam dzieckiem.
          Pierwsze na co zwrocilam uwage, to na brzuch, gdyz mama przed smiercia miala
          spore wodobrzusze, ale ani sladu po nim nie bylo, wiec zaczelam reka dotykac
          brzucha mamy,a ona nie rozumiala po co ja to robie i sie mnie pyta, o co mi
          chodzi?Tak jakby nigdy nie wiedziala, ze byla chora. Nie powiedzialam jej o co
          chodzi, pomacalam brzuch, byl calkiem plaski.Mama wstala i poszla sie
          ubrac...dalej nie wiedzac o co mi chodzilo z tym brzuchem...

          Potem snila mi sie jak jechalam z nia samochodem, siedzialam obok, ona cos mowi
          sobie, opowiadala o czyms, a ja w myslach sobie zaczelam przypominac ten
          straszny ostatni okres przed smiercia, te szpitale itd.I mysle sobie, jaka ona
          jest silna, ze teraz tak swietnie po tym wszytkim funkconuje, bylam pelna
          podziwu. Az nagle...doszlam w myslach do momentu jej smierci i oniemialam, bo z
          jednej strony widze w myslach ten obraz jak odchodzi, a z drugiej siedze obok
          niej i ja slysze jak tak beztrosko mowi, widze ja zywa...Obudzilam sie potem szybko.

          Trzeci sen byl krotki, taki przelotny, mniej wyrazisty.
          To tyle ile mama mi sie snila, wiecej nic do mnie nie mowi, ale Biblia mowi, ze
          umrali po smierci spia, ze zmartwychwstana dopiero jak bedzie dzien Sądu
          Ostatecznego i ze beda mieli inne ciała niz teraz my mamy.Biblia mowi, ze krew i
          cialo Królestwa Bozego odziedziczyc nie mogą, wiec pewnie po smierci , w tym
          drugim swiecie, bedziemy mieli inne ciala,ale mam nadzieje, ze sie rozpoznamy
          bez problemu.

          Ja też oskarżam wszystkich (a najbardziej siebie), że nie zrobiłam więcej,
          > jeszcze więcej.. Ale czy to więcej by ją uratowało ? Czy rzeczywiście można
          > oszukać przeznaczenie ?

          Nie mozna bylo zrobic nic wiecej, ja tez o tym mysle, czy oby wszytko zrobilismy
          co bylo mozliwe, ale mysle, ze wszytko.Mam tylko takie poczucie winy, ze czasem
          do mnie przychodzila zapytac co to bedzie, mowilam, ze bedzie dobrze, zeby sie
          nie martwila za duzo na zapas, ze nie wolno zle myslec itd., ale jednak dobrze
          nie bylo, bo odeszla.


          Jesli chodzi o rade Balbinki, to mysle, ze w niektorych przypadkach jest to
          dobra rada , a czasem takie rozwiazanie jest koniecznoscia.
          Kiedys leczylam sie jakis czas w poradni zdrowia psychicznego, ale z zuplenie
          innego powodu, dostalo mi sie w zyciu jeszcze z innej zuplenie strony i wiem, ze
          poradnia i leki moga pomoc jesli nie ma innego wyjscia. Nie zagladalam tam od
          kilku lat, radzilam sobie dobrze potem bez lekow i nawet wizyt u specjlaisty juz
          po czasie.Mam nadzieje, ze jakos sobie i tym razem poradze bez tego, bo tak jak
          tutaj ktos pisal, ze to ma nieco oslabnac dopiero po 2 latach? ja sie chyba
          wykoncze...Znam siebie na tyle, ze mam nadzieje, iz bede wiedziala kiedy bije
          ostatni dzownek i kiedy juz sama rady nie dam. Znalam sporo osob z poradni
          zdrowia psychicznego i wiem, ze jesli sie nie zareguje w odpowiednim monecie na
          taki stan depresyjny, to moze to sie bardzo zle skonczyc, wiec jesli dluzej ktos
          sobie rady nie daje, to im szybciej sie zglosi, tym lepiej.Problem w
          umiejetnosci rozpoznania tego ostatniego dzwonka.
          Mnie lekarz w hospicjum powiedzial, ze trzeba swoje przejsc i lekow nie brac,
          ale mysle, ze nie jest to regula dla wszytkich i trzeba tez uwazac z takimi
          stwierdzeniami, ze trzeba przejsc, nic panu czy pani nie bedzie i tyle.
          Jest mi bardzo ciezko, coraz gorzej wlasciwie, ale jeszcze mam nadzieje, ze
          jakos dam rade.

          POzdarwiam serdecznie Wszystkich:-(
          • rima Re: Sny 17.05.06, 08:34
            Witaj Liina!
            Powiem Wam szczerze że zazdroszczę osobom którym mama bądź inna bliska osoba
            która odeszła się śni i to dobrze. Znam nawet soosby, którym takie właśnie
            ososby się snią i mówia im że teraz jest im tam lepiej. Mama zmarła 25 lutego
            ale od tamtej pory dopiero po około muiesiącu przyśniła mi się,. i to nie tylko
            mi, ale również moim dwóm braciom i tacie. Ale co dziwne, przyśniła się nam tej
            samej nocy i niby w różnych sytuacjach ale była część wspólna, bo nie
            widzieliśmy twarzy mamy. Wiedzieliśmy że to jest ona, wszystkie nzaki na niebie
            i ziemi nam to mówiły ale jej twarzy nie widzieliśmy. Guzy które miała
            (przerzutowe na tkankach miękkich, w rzeczywistości babrały się, ale w śnie
            również popękały jednak nic z nich się nie sączyło, były ładne i zagojone). O
            tych dwóch latach Liina ja mówiłam i powiem Ci ejszcze coś, ta sama ososba
            powiedziała mi również, że nie należy się przejmować jeśli ukochana osoba się
            nie śni: widocznie wszystko co miała nam powiedzieć, dobrego czy złego,
            powiedziała nam za życia. I ja się tego trzymam, bo jest tro dla mnei i
            sensowne i najbardziej pasujące do mojego aktualnego stanu wyjaśnienie.
            Powiem Ci Liina, że moja mama zmarła wcześniej od twojej o jakiś miesiąc i
            teraz jak opisujesz to ja przechodziląm to samo: na samym początku nic, radość,
            że tak świetnie sobie radzę, że w sumie myślałam że będzie gorzej, ale im
            dalej, tym stany się zmieniały. I mneij więcej po półtora miesiąca miałam taki
            stan jak ty, jakby dopiero zaczęo do mnie docierać , że jej nie ma, że odeszła
            na wieki, i wówczas ogromny ból, psychiczny i fizyczny, płacz przy najmniejszym
            drobiazgu i strach że sobie nie poradzę. Potem są kolejne etapy i myślę, że
            dasz radę, DLA MAMY! Ja czasami jak się rozkleję i nie mam siły się pozbierać
            to od razu widzę mamę, jak stoi i kiwa mi palcme jak to tylko ona potrafiła,
            Ej, Iza, weź się w garść, z uśmiechem staram się ją wyobrażać. Chociaż takie to
            dziwne bo jak chcę sobie przypomnieć jakieś fajne momenty, kiedy była
            uśmiechnięta, radosna, i wogóle tylko te miłe to cięzko mi przychodzi
            przypominanie sobie o nich, od razu widzę osttanie dni i chwile mamy.
            Powiem ci moje droga, że ja tez mam takie myśli czy zrobiłam wszystko.
            Strasznie cierpię z tego pwoodu. Pamiętam jak neijednokrotnie długo przed
            śmeircią mamy, ona starała si.ę wejść na temat śmierci, pogrzebu i takich
            rzeczy a ja jej mówiłam, mamcia, nie rozmawiajmy tera zo tym, wszyskto będzie
            dobrze, czy ja cię kiedyś oszukałam. A ona do mnei: Córeczko, ale nie możemy
            uciekać od tego tematu, w końcu musimy o tym proozmawiać. A ja jej zawsze
            odpowiadałam: Będziemy rozmawiać jak przyjdzie pora, jak już będzie czas. I
            co?? Ciągle zwlekała, a teraz się obwiniam i żałuję, że tyle tamtów mogliśmy
            oporuszyć, że tyle mogła mi pwoiedzieć jeszcze a ja jej a bałam się poruszać
            niektórych. Eh!@! Mmza nadziję, że kiedyś jak się spotkamy to o tym
            porozmawiamy..
            Iza
            • liina Re: Sny 17.05.06, 12:13
              Witam!
              A ja mam nadzieje, ze juz o tym własnie rozmawiac nie bedziesz musiala, bo juz
              nie bedzie smierci i chorob w nastepnym swiecie.
              Ja z moja mama pogadalam o tym,powiedzialam jej, ze zasnie i sie za chwile
              obudzi w nowym swiecie , jak bedzie zmartwychwstanie. Ciezko mi bylo to mowic,
              ale wierze w to sama, chcialam ja jeszcze w tym przekonaniu utwierdzic i dobrze,
              ze z nia o tym pogadalam, bo bylo jej to potrzebne.Przychodzil do niej ksiadz w
              szpitalu i mowil jej to samo,ale ksiadz to jednak osoba obca, ona wiedziala, ze
              ja wierze w Boga bardzo i w Biblie, wiec jesli ja to jej powiedzialam, to mysle,
              ze ja to nieco uspokoilo, o ile w ogole w takim momnecie cos moze uspokoic.
              Nie chciala abysmy plakali, w przedostatnim dniu pytala sie mnie i siostry czemu
              placzemy, po czym stwierdzila, ze za 50 lat i tak juz nikogo z nas nie bedzie,
              ze nie ma co plakac, bo wszyscy tak skoncza.
              Wiem, ze nie chce abysmy plakali, ale strasznie mi jej brakuje, mam tyle rzeczy,
              o ktorych chcialabym porozmawiac, zapytac o rade, na chwile ja zobaczyc choc,
              uslyszec na chwile i nic...Calkowita cisza.
              Mysle, ze ona spi i nie widzi jak mi ciezko, ale moze to i lepiej dla niej, bo
              tez by pewnie sie meczyla, a juz dosyc swojego przeszla, zeby jeszcze po smierci
              sie meczyc i tesknic.Moze ma nawet lepiej niz ja, bo spi i czeka na
              zmartwychwstanie, a ja sie tutaj mecze teraz.
              Pozdrawiam Cie Rima i Wszystkich.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka