09.05.07, 23:25
witajcie,
potrzebuje pogadac z kims, ktos stracil bliska osobe, partnera.
Ktos najblizszy mi na swiecie nie choruje na raka, ale przypadkiem trafilam na
to forum i widze, ze moze znajde tu kogos, komu moglabym sie wygadac... nie
daje rady, a nikt z licznych znajomych nie rouzmie. Wszyscy sie martwia,
dopytuja... ale nikt, kto sam nie przeszedl takiej tragedii, nie bedzie nigdy
w stanie zrozumiec.
Wiem, ze prosze o wiele, takze pewnie nie dostane wiele odpowiedzi. Prosze,
zeby ktos kto juz sie uporal ze swoim bolem, poswiecil mi troche czasu,
wysluchal, i idiotycznie jakos pocieszyl. Swiruje tak bardzo, ze kilka razy
dziennie dzwonie na jego komorke, poczta glosowa to jedyne nagranie jego glosu
jakie mam. Jesli ktos ma zadatki na altruiste, prosze o kontakt na tego
gazetowego maila, podam gg. Przepraszam za tak bezczelna prosbe.
k.
Obserwuj wątek
    • tupasia Jesli tylko moge jakoś pomóc, 15.05.07, 00:16
      wal śmiało.
      Nie wiem czy będę potrafiła pomóc - 3 lata temu zmarł mój Tata, a ja wciąż
      odwiedzam to forum. Ta choroba odebrała mi chęć życia na długo, więc jeśli
      chcesz - napisz.
      Jeśli coś Cię dręczy, wypisz się tez na tym forum - to pomaga, poza tym jest tu
      tyle osób z sercem na dłoni, że na pewno nie zostaniesz sama.
      Trzymaj się!
      • mzgosia Re: Jesli tylko moge jakoś pomóc, 15.05.07, 13:01
        Ja też niewiem , czy mogłabym pomóc, ale też czuje się samotna, walczę z
        nowotworem i gdyby nie mąż, to niewiem co by było. Jakoś tak mi też smutno,
        Teściowa odeszła kilka miesięcy temu, a nasz przyjaciel Marek odszedł na tą
        chorobę prawie 3 lata temu, a ja wciąż mam wrażenie,ze zaraz zapuka, bo miał
        taki zwyczaj,hmmm - a teraz ja jestem chora i czasami wręcz mówię do niego:
        MAREK POMÓŻ TAM NA GÓRZE, wiem ,że to smiesznie brzmi,ale mam nadzieję, że on
        tam pomoże. Czasami wygadanie się pomaga, spróbuj! Pozdrawiam. Gosia
        • aniawx Re: Jesli tylko moge jakoś pomóc, 15.05.07, 13:39
          Wiaj zapraszam na forum forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=41083. Tam znajdziesz ludzi, którzy są w Twojej sytuacji.
          Trzymaj sie dzielnie,
          Ania
        • tupasia Wiary, co góry przenosi 15.05.07, 13:40
          Gosiu, naprawdę, ja czasem wstaje rano z łóżka i myślę sobie, po co mi to, w
          ogóle straszna dupa ze mnie, czasem przejmuje się takim głupotami, że az wstyd,
          aż dziw, że sporo w życiu przeszłam i niczego mnie to nie nauczyło.
          Masz prawo do tego smutku - oby w umiarze, bo widzisz, ja wiem, że z tą choroba
          można wygrać. Mojemu Tacie się nie udało, ale jemu i nam brakło odwagi do
          walki. Znam człowieka, który ma prawie 70 lat, w ciągu ostatnich 20 lat
          przeszedł kilkanaście poważnych operacji, najpierw guz na móżdżku, potem rak
          jelita grubego - w rezultacie stomia, guz prostaty, między czasie by-passy na
          sercu - było tego tyle, że on sam twierdzi, że nie pamięta :) ale ten człowiek
          ma w sobie taki ogień, taka wole życia i tyle optymizmu, że mogłby cały naród
          obdzielić. Lekarze mówią, że jak lezy w szpitalu to jego sąsiedzi na sali
          szpitalnej szybciej zdrowieją - tak ich nakręca.
          Kiedyś po śmierci mojego Taty rozmawiałam z nim i on mówił, że on po prostu
          nigdy nie odpuszcza, NIGDY. Przed pierwszą operacją (móżdżek) lekarze kazali mu
          się pożegnać, pozałatwiać wszystkie ważne sprawy, bo to juz czas, on im wtedy
          powiedział, że jeszcze zobaczymy - i zobaczyli, jak pół roku po operacji wszedł
          do kliniki na własnych nogach (dojeżdżając samochodem w dodatku) lekarze
          oslupieli. Jest niesamowity! Jeździ teraz do nich na kontrole i za każdym razem
          powtarzają, że nie rozumieją jak to się stało. Wiem, że nielatwo coś takiego w
          sobie wypracowac, mojemu Tacie się nie udało - nam się nie udało zmusić go do
          tego. Dzisiaj jak myślę o tym wszystkim to wiem, że choćbym miała targać go
          siłą, zaprowadziłabym go do psychologa - nie każdy sam potrafi taki poklad
          optymizmu w takiej chwili w sobie uruchomić, ale można i trzeba - ryzyko żadne.
          • halszka.s Re: Wiary, co góry przenosi 15.05.07, 23:33
            Czy temu znajomemu, co choruje od 20 lat, tez pomagal psychoterapeuta?Sama
            choruje od 5 lat, do tej pory obywalam sie bez takiej pomocy , ale juz widze ze
            dalej sama nie dam rady.Jeszcze rok temu bylam pelna wiary i nadziei, niestety
            wraz z postepem choroby mam ich coraz mniej.Wiem, ze rozmowa pomaga, nieraz
            tego doswiadczylam, ale moi bliscy uwazaja, ze im mniej sie na ten temat
            rozmawia, tym lepiej. Cos w rodzaju - nie ma tematu to i nie ma problemu.Staram
            sie wiec nie obarczac ich zbytnio swoimi myslami, nie dokladac im stresu, ktory
            i tak maja. Wystarczy, ze ja mam o czym myslec.Jezeli sprawdziliscie, ze
            psychoterapeuta potrafi zmobilizowac, potrafi sprawic, ze nabierze sie dalszej
            ochoty do walki z choroba, odezwijcie sie. Pozdrawiam.h.
            • tupasia ciężko z tym optymizmem 16.05.07, 15:33
              Pan, o którym wspominałam jest po prostu optymistą od urodzenia i to
              nieziemskim.
              Znam jednak osoby, które własnie dzięki pomocy psychologów obudziły w sobie
              takie pokłady siły. Jeśli czujesz, że już tak dłużej nie możesz nie wahaj się
              sięgnąć po pomoc. Wiem, że rodzina mimo najszczerszych chęci nie potrafi pomóc.
              To co piszesz, nie ma tematu, nie ma rozmowy, to coś co znam aż za dobrze.
              Zawsze jakoś naiwnie wierzyłam, że chory woli, żeby o tym nie rozmawiać, tak
              wydawało mi się, że mój Tata też tego chciał, dzis nie jestem już taka pewna.
              Jego stan pogorszył się kiedy brakło mu sił i chęci do walki - tego nigdy nie
              może braknąć. Niewiele osób ma w sobie tę siłę ot tak po prostu, ale wiem, że
              onkopsycholog może pomóc, znam osobę, która jest w remisji już od 10 lat, ale
              jak czuje, że dopada ją zwatpienie, łapie za słuchawkę i idzie na spotkanie.
              Myślę, że naprawde warto próbować.
              • julka9945 Re: ciężko z tym optymizmem 17.05.07, 11:04
                Wierzcie mi co mówię ja od 2 lat korzystam z pomocy psychiatry [za namową
                lekarza ,chociaz na początku broniłam sie jak mogłam i mówiłam ,że nie mam
                depresji ale mi wytłumaczył, zze jak bedzie depresja to bedzie za póżno i
                faktycznie bardzo mu jestem wdzięczna za to że teraz chodze , zupełnie inaczej
                wygląda dzień a kiedyś nawet nie mogłam się ruszyć z fotela bo nie bylo sensu
                wstac i rodzina mówi że mnie nie poznaje jestem całkiem inną osoba mam chęć do
                życia do walki o życie do przyjmowania chemi nawet inne nastawienie a biorę
                chemie juz 6 lat gorąco namawiam wszystkich z chorobą nowotworowa do takiej
                terapii . Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka