myszencja6
01.07.07, 14:45
Witam, chciałabym Wam opisać przypadek mojego taty, może zapytać o porady...
Mój tato jest typem hipohondryka, do urologa chodził od chyba 10 lat i co
jakiś czas robił badanie PSA i posiewy. Sam chciał mimo że w rodzinie
przypadków raka prostaty brak. Obecnie mój tato ma 55 lat, trzy lata temu PSA
było trochę podwyższone, nie chcę skłamać ale coś ok 10 (dokładnie napiszę
jak tato wróci z urlopu)i znowu zrobił biopsję. Tym razem brali posiew z
większej ilości punktów niż zazwczyaj. I wyszedł nowotwór. Zrobił
scynografię, tam widać zmiany w okolicach barku i łokcia. Jeden lekarz
powiedział że są to zwyrodnienia ortopedyczne (fakt, że kiedyś tato miał
kontuzję tej ręki), inny że przerzuty. Ponownej scynografii, kolejnych
konsultacji np ortopedycznych tato nie chce. Lekarz, który go prowadzi
(Wrocław, dr Lenartowski, może ktoś zna?) stwierdził właśnie, że to
przerzuty, więc nie będzie go operował, jak wcześniej planował.Tato też nie
chciał operacji....Lekarz go uspokaja, że wszystko jest w porządku, PSA
wychodzą prawie zerowe, co półroczne badania manualne nie wykazuje żadnych
zmian. Tato czuje się bardzo dobrze, jedynie cierpi na skutki uboczne leków
które bierze. Niestety nie pamiętam nazwy, bo od paru lat nie mieszkam z
rodzicami ale są to leki hormonalne- skutki uboczne: zimne poty, bezsenność,
wypadanie włosów, powiększone gruczoły piersiowe. Oprócz tego co pół roku
lekarz daje mi zastrzyk. Wszystko to ma zapobiegać wydostawaniu się
testostronu z gruczołu prostatu do reszty organizmu. Lekarz powiedział, że
jak pod koniec roku wyniki badań będą równie dobre jak do tej pory, to
spróbują odstawić jeden z leków, zastrzyk albo tabletki (nie pamiętam który).
Tato nie daje się namówić na rtg płuc i scyntografię. Tak jak do tej pory
chodził do lekarza z każdą pierdołą, tak teraz nie chce wiedzieć.
A my nie jesteśmy pewni czy on ma te przerzuty do kości czy nie, na dodatek
ten rak taki 'dziwny', bo nawet lekarz się zdziwił, że przy tak niskim PSA
niemożliwe są przerzuty do kości. Zdziwił się też że z posiewu wyszedł
nowotwór, bo w badaniu manualnym nic nie wyczuł.
Aha, tato nie miał żadnych objawów typu częstomocz, czy bóle przy oddawaniu
moczu. Nie miał i nie ma.
Tato oczywiście też popada w depresję....ale w zasadzie dobrze się trzyma,
nie wymaga opieki, nie wygląda na chorego.Z drugiej jednak strony dostał
rentę i ma dużo czasu na myślenie....za dużo....
Zastanawiamy się z mamą czy nie pójść do lekarza i nie pogadać z nim. Mama
się boi, że lekarz nie mówi tacie wszystkiego i go pociesza 'na wyrost'. Mama
się boi, że to 'podejrzane' że przez tyle czasu nie ma żadnych zmian, że
pewnie lekarz coś ukrywa. Wiem, że to głupie że powinna się cieszyć. Ale mama
wolałaby znać prawdę. Oczywiście to są rozmowy między nami, tato nie wie o
tych wątpliwościach, mimo że sam je miewa.
Nie wiemy co robić? namawiać tatę na dodatkowe badania, czy dać spokój? czy
można coś zrobić z nowotworem kości....?pojęcia nie mam.
Dziękuję za cierpilwe przeczytanie.Napiszcie co o tym sądzicie.Pozdrawiam
życząc Wam oraz Waszym bliskim dużo zdrowia!:-)