aron68
19.01.08, 17:25
Witam Wszystkich.
U mojej mamy zdiagnozowano raka, są już przerzuty do innych narządów. Od dwóch
dni dostaje chemie jedynie po to by by osuszyć naciek który nacieka na lewe
płuco i opłucną powodując duży ból w lewej stronie ciała. Rokowanie wiadome.
Przygotowałem się już na to, co się stanie, ale nie mogę sie pogodzić z formą jaką
ten rak ją zabierze. Jeszcze miesiąc temu nie wiedziałem nic na temat raka,
dziś ta wiedza poraża. Nie powiedzieliśmy jej, jakie są rokowania, utrzymujemy
mamę w przeświadczeniu, że wyjdzie z tego. Nie piszę tego by otrzymać
komentarze o słuszności tej decyzji ale o pomoc o wyjaśnienie na co muszę się
jeszcze przygotować ( o ile można sie już do czegokolwiek ..) Nie będę się
rozpisywał o błędach lekarzy, którzy doprowadzili do takiego stanu przez swoje
diagnozy. Jej to już nie uratuje życia. Ja już proszę jedynie o godną i
bezbolesną śmierć. Niedługo przyjdzie dzień w którym "zakończy" się życie a
zacznie umieranie.
Minęły 3 tyg. od kiedy poznałem jaki jest jej stan i jakie rokowania. Z każdym
badaniem i ich wynikiem los zabierał resztki nadziei by ostatecznie
klasyfikacja MNT zabrała wszystko. I przychodzi lęk, strach czy będę miał na
tyle siły by przejść z nią na drugą stronę. O jedno jedynie proszę by nie
musiała cierpieć. I tego tak bardzo się boję. Nie ma dobrego wieku na odejście
ale 60 lat to za szybko. Proszę o radę opinię tych osób, kore były w podobnej sytuacji.