maminka.best
30.07.09, 14:20
u mojej mamy wykryto niedawno raka jelita grubego, w tej chwili leży w
szpitalu, jest tydzień po operacji-guz wycięty, obyło się bez stomi, mama
dochodzi do siebie i czuje sie całkiem nieźle
rzecz w tym, że ja teraz nie mam pojęcia, co dalej, po pierwszym wyniku
histopoatologicznym z wycinka pobranego w czasie kolonoskopii, mama nie
chciała znac żadnych szczegółów dotyczących guza. zapytała tylko lekarza czy
to rak, czy guz jest złośliwy, lekarz potwierdził i tyle...
ja dopiero czytając wasze wypowiedzi i różne poradniki, dowiedziałam się, że
sprawa jest dużo bardziej skomplikowana, że rak może mieć różne stopnie
zaawansowania, że wyniki wskazują również na obecność przerzutów itd
kompletnie nie mam pojęcia, jak dalej postępować, wkrótce mama otrzyma kolejne
wyniki histo z wycinków pobranych w czasie operacji
boję się, że znów nie będzie chciała nic wiedzieć
jak to było w waszym przypadku? czy wchodzicie razem z chorym członkiem
rodziny do gabinetu lekarskiego?
dodam, że moja rodzina żyje w przeświadczeniu, że każdy lekarz, to gbur i
nigdy nie mówi więcej niż to konieczne, kiedy namawiałam tatę, aby w czasie
odwiedzin u mamy zaszedł do lekarza i spytał o mamę, to stwierdził, że nie
będzie się błaźnić, bo lekarz go pogoni, i że na pewno to co konieczne to
lekarze mówią samej zainteresowanej, czyli mamie. i do lekarza nie poszedł
reasumując, podpowiedzcie proszę, jak to było u was-czy faktycznie nie ma co
zawracać lekarzom głowy? czy spotkaliście się ze złym traktowaniem, niechęcią
ze strony lekarzy, kiedy chcieliście uzyskać jakąś informację?
i czy uszanować wolę mamy i nie analizować wyników, nie dopytywać o szczegóły,
pozostać w stanie nieświadomości co do stopnia zaawansowania choroby?