Z tego, co czytam, problem dosyć powszechny, a jednak wśród najbliższych koleżanek nie wystąpił. Stąd pytanie tutaj - kto miał/ma podobny problem i jakie postępowanie zalecił ginekolog? U mnie stwierdzono po raz pierwszy dwa lata temu, po USG, gin zlecił kontrolę i obserwację. Okazuje się, że rośnie, a właściwie rosną, bo oprócz jednego największego są inne, mniejsze - lekarz twierdzi, że tylko ten większy wymaga dalszej obserwacji i zlecił kolejną kontrolę za pół roku, zapowiadając, że może skończyć się to zabiegiem

Czy brak jakiegokolwiek leczenia bądź próby jest standardem?
No i jak wygląda taki zabieg - to raczej ambulatoryjna rzecz czy wymaga zostania na oddziale?