Dodaj do ulubionych

tak trudno...

10.02.10, 00:22
witajcie...
Otwieram nowy watek i patrze na puste pole...
Nie wiem jakich uzyc slow...
Boli niemoc... Ale Wy to wiecie...
Jestem z Wami juz od jakiegos czasu, czytam Wasze posty...
Napisac cos samemu jest jednak tak trudno...
Za mna juz 10 tyg "reszty" mojego życia. Wokol mnie pustka, zal, bol, tysiace uczuc...
Samotne serce po stracie Ukochanego... i życ sie nie chce...
To nie była choroba ani wypadek...
I to palace poczucie winy...
I tesknota...
I niemoc...
I kocham...
Chcialabym sie wygadac ale tak powolutku minuta po minucie zamknelam sie w sobie, coraz trudniej mi mowic...
Obserwuj wątek
    • first.marionetka Re: tak trudno... 10.02.10, 07:49

      .... nie zamykaj się w Sobie, to najgorsze co można zrobić.
      Ja straciłam ukochanego syna. Nadal w to nie wierzę, nie pogodziłam
      się... ale to właśnie wśród tych osób na forum wykrzyczałam swój
      ból.Otworzyłam się. Pomaga, bo wszyscy tu nadal kochamy i szukamy
      odpowiedzi jak dalej żyć, jak udźwignąć ten ciężar, który los na nas
      nałożył.
      Pisz, po malutku, tak jak potrafisz,bo zostawienie bólu w sobie jest
      nie do udźwignięcia.
      Przytulam Cię.
      • edzia764 Re: tak trudno... 10.02.10, 11:15
        Gwiazdeczko ... wszyscy, którzy jesteśmy na tym forum połączeni
        jesteśmy "wspólnym problemem" ... stratą ukochanej osoby,
        przezywaniem tego wielkiego cierpienia, bólu, tęsknoty ... a czasem
        niemocy z poradzeniem sobie z tą nową sytuacją. Każdy przechodzi
        etapy żałoby zadając pytania : dlaczego!!!!! ... jak dalej
        żyć !!!... jak unieść ten ciężar, jaki został włożony na nasze
        barki. To miejsce jest odpowiednie, żeby, jak napisała marionetka
        wykrzyczec swój ból. My od osób wśród których przebywamy nie
        otrzymamy takiego wsparcia, jak tu na forum., bowiem wielu z nich
        nie straciło bliskiej osoby, wiec nie rozumie co my przeżywamy.
        Zaufaj nam - "wyrzucaj" z siebie ten ból, bo tu na pewno znajdziesz
        zrozumienie i wspracie .... i ja przytułam Cie mocno Irena
    • tilia7 Re: tak trudno... 10.02.10, 11:28
      Gwiazdez_zko,ja też opłakuję ukochanego mężczyznę.Zdaje się,że z
      podobnej przyczyny.Jeśli masz ochotę pisz na prywatnego maila
      tilia@gazeta.pl
      Na ile będę w stanie to pomogę.Na pewno wysłucham.
      I nie bój się tu pisac.To pomaga.Internet jest dobrym do tego
      narzędziem,bo znajdziesz tu na forum prawdziwe wsparcie i bliskośc a
      jednocześnie możesz zostac anonimowa i czuc się bezpiecznie.
    • gwiazdec_zka Obiecał mi... 10.02.10, 13:03
      Kiedy widziałm sie z Nim ostatni raz... Przytulilam Go, i poprosiłam zeby obiecal mi, Zeby obiecał ze bedzie o siebie dbac...
      Obiecał mi...

      Gdybym wtedy wiedziała to, co wiem teraz, gdybym umiala zrozumiec moje wlasne uczucia wtedy... Gdybym dala nam jeszcze jedna szanse...
      nie umiem wybaczyc sobie...
      Mial 25 lat...

      Tak Tilio, to wlasnie taka tragedia...
      Boje sie mowic, bo ja tak bardzo siebie obwiniam, chociaz nikt wiecej tego nie robi, ani Jego mamusia, tata, rodzenstwo, moja rodzina... Ale ja wiem...
      Nie chce zyc bez niego... Żyje wiec w przeszlosci...
      Powolutku, moze uda mi sie opowiedziec wszystko, moze latwiej bedzie wybaczyc sobie...
      Przeciez chcialam zeby o siebie dbal, zeby uwazal na siebie...
      • mocnakrysia Re: Obiecał mi... 10.02.10, 16:15
        Kochana chyba każdy po stracie bliskiej osoby o coś się obwinia, Ja wiedziałam
        że moja mama umiera i obwiniam siebie o to że nie byłam przy jej śmierci i nie
        odprowadziłam ją na tamtą stronę mimo że kochałam ją i kocham bardzo. Wszystko
        mnie przerosło, pożegnałam się z nią wieczorem ,rano zmarła a mogłam jechać
        wcześniej może bym zdążyła,ale się panicznie bałam tej śmierci i potem było za
        póżno. Cóż nie wybaczę sobie tego nigdy.
      • tilia7 Re: Obiecał mi... 10.02.10, 16:32
        Trudno będzie poradzic sobie z poczuciem winy.Trudno będzie w
        ogóle.Pisz powoli,w takim tempie,w jakim potrzebujesz.Staraj się
        tego nie dusic w sobie,płacz,krzycz,pisz,wyrzucaj to z siebie na
        wszystki możliwe sposoby.
        • gwiazdec_zka Zimna...? 26.02.10, 12:31
          Nie wiem, co się dzieje...
          Zaczynam sie robi na wszystko zla, rozdrazniona i taka obojetna...
          Brakuje mi sily, tak bardzo dotkliwie ze czuc az fizycznie...
          Moglabym polozyc sie na ziemie i nie wstawac... Mam ochote wcisnac sie do mysiej dziury, ale i tak wiem, ze to miejsce tez by mi nie pasowalo jak kazde inne...
          Na poczatku bylam strasznie krucha, wrazliwa na wszystko, tak wrazliwa bo wszystko sprawialo mi bol...
          Nadal jestem wrazliwa, bardziej niz przecietny czlowiek, ale teraz na wiekszosc reaguje zloscia, albo sie zamykam w sobie na innych...
          Boję sie, że zrobie sie zimna dla innych i niewrazliwa na krzywdy innych... Sama nie wiem... Nie chce byc taka... Nie chce stac sie zgorzkniala zimna osoba...
          A jesli taka sie stane?...
          • annubis74 Re: Zimna...? 26.02.10, 14:13
            To raczej normalne. Jest taki moment gdy człowiekowi wydaje się że
            skamieniał. Ja mam swoją teorię na ten temat, że mózg człowieka
            zostaje zniezulony żeby mógł w ogóle przetrwać to co się dzieje. Bo
            gdybyśmy musieli tak od razu zmierzyć się z tym co nas spotkało
            chyba byśmy nie podołali. Pamietam taki okres kiedy skamieniałam,
            nic nie potrafiło mnie wzruszyć, zasmucić, rozbawić, w jakikolwiek
            sposób obejść. To mija...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka