martolinaa77
17.04.09, 22:20
Witam. Czytam Wasze posty i tak Wam zazdroszczę. Mam wrażenie, że przeżywam
moją żałobę podwójnie. Tydzień temu zmarł mój ojciec. Był alkoholikiem i zmarł
na marskość wątroby. Znalazł się w szpitalu z powodu złamania nogi i nie
wyszedł już z niego żywy. Myślę, że zmarł cierpiąc ale nie poskarżył się ani
razu. Ostatnio widziałam go 4 lata temu, też w szpitalu. Od tego czasu wyszłam
za mąż, urodziłam dziecko, przeszłam operację swoją, przeszłam operację mojej
kruszynki i właśnie czeka ją kolejna. W żadnej z tych chwil go nie było przy
mnie. Mojej córki nigdy nie widział i chyba nie miał takiej potrzeby. Byłam go
odwiedzać w szpitalu z mamą, bratem. Nie patrzył na nas tak jakby nie chciał
nas widzieć. Tam traktowali go jak śmiecia. Płaczę bo wiem, że go już nie ma,
płaczę bo już nic tego nie zmieni. A on przez ostatnie lata nawet o mnie nie
pytał. Przed śmiercią miałam sny. Najpierw woda w basenie gdzie nie mogłam
znaleźć męża i córki i topiłam się. Potem butelka z woda spadła 2 razy w ciągu
jednej nocy ze zlewu. Przez ostatnie 2 tyg budziłam się z początkiem tygodnia
o 2.30. I miałam problemy z jedzenie. Noc pred śmiercią robaki i zwierzęta co
mnie atakują. Zmarł we wtorek, pogrzeb moja mama zamówiła na 14.30. W dniu
pogrzebu mój samochód stracił przez chwilę zapłon prawie pod cmentarzem. Jak
wróciliśmy do domu i chciałam go prze parkować to porostu nie odpalił. Zawsze
to ojciec zajmował się moimi samochodami. I po pogrzebie taka przespana noc i
totalna pustka. Nie czuje go a tak bym chciała. Chciałabym wiedzieć, że jest
tak wolny od nałogów i że patrzy na mnie i może mi wybacza bo może gdzieś po
drodze mogłam coś zrobić.Tęsknie za czymś czego nie miałam i już nigdy nie
będę mieć. Żałuję, że nie odczytałam znaków na czas, żałuję że nie uwierzyłam
w nie. Teraz jest we mnie złość i chyba spycham to głęboko gdzieś.