beduinka
12.01.04, 17:32
Shadia Nugud i Andrzej Sołtysik
Tylko razem z Shadią
Ona ma 25 lat, on 37. Ona wychowywała się w Emiratach Arabskich, on w
Krakowie. Ona skończyła architekturę, on prowadzi Multikino w TVN-ie i jest
rzecznikiem prasowym stacji. Są razem od czterech lat, ale dopiero teraz
zdecydowali się na ślub. Dlaczego?
Znaleźli miłość, o jakiej czyta się w romansach. To, co mogło ich dzielić,
połączyło. Pojechaliby za sobą na koniec świata. Bo obydwoje uważają, że
związek kobiety i mężczyzny to coś, o co należy walczyć za wszelką cenę.
GALA: Podobno wzięliście ślub pod przymusem.
SHADIA NUGUD: Na legalizację naszego związku nalegał mój tata. Nie wzięliśmy
ślubu, a mimo to zamieszkaliśmy razem. To nie podobało się moim rodzicom.
Martwili się o mnie.
ANDRZEJ SOŁTYSIK: I nic dziwnego. Żaden rodzic nie byłby zachwycony, gdyby
jego córka w połowie studiów nagle wyprowadziła się do innego miasta do
faceta z telewizji - w dodatku o 12 lat starszego i po rozwodzie.
GALA: To, że pracujesz w telewizji, też było u ciebie punktem ujemnym?
ANDRZEJ: Dla ojca Shadii telewizyjna popularność nie ma znaczenia. Jest
chirurgiem i uważa, że poważni ludzie to jedynie lekarze, ewentualnie
prawnicy. Nie podobało mu się też to, że nie jestem muzułmaninem. On wychował
się w Sudanie. Córka zgodnie z tradycją obowiązującą w tym kraju jest
własnością ojca. Dopiero po wyjściu za mąż przechodzi w ręce męża. Jeśli więc
decyduje się na związek z niemuzułmaninem, ojcu trudno to zaakceptować.
GALA: To dlatego namówił was do ślubu?
SHADIA: Któregoś dnia po prostu nie wytrzymał, zadzwonił i powiedział, że
jeśli chcemy, by w przyszłości wszystko między nami układało się dobrze, ślub
wziąć musimy i już. Nie chciałam się temu poddać, ale to Andrzej jako
mądrzejszy i doroślejszy stwierdził: "A dlaczego by nie". Zresztą ślub i tak
nic nie zmienił w naszym życiu. Jesteśmy razem od czterech lat, a dopiero od
trzech miesięcy nosimy obrączki. W przyszłym roku będziemy mogli się razem
rozliczyć z podatków i tyle.
GALA: A czemu sami po prostu nie zdecydowaliście się pobrać?
ANDRZEJ: Shadia jest zbuntowana wobec tradycji. Dla mnie to już drugie
małżeństwo, a poparzony boi się ognia.
GALA: Tata Shadii już cię zaakceptował?
ANDRZEJ: Myślę, że jeszcze długo będę musiał mu udowadniać, że jestem godzien
zaufania i że poważnie traktuję jego córkę. Na razie jestem barbarzyńcą w
ogrodzie.
SHADIA: Przed nami teraz podróż do Emiratów, gdzie tata pracuje, i do Sudanu,
gdzie się urodził. Andrzej zna tylko rodzinę mojej mamy, która jest Polką.
Tacie zależy na tym, by przedstawić Andrzeja także swoim bliskim.
GALA: Wychowałaś się w Emiratach. Nie masz ochoty tam wrócić?
SHADIA: Nie planowałam zostać w Polsce. Co prawda tutaj rodzice poznali się,
kiedy tata przyjechał na studia, ale kiedy miałam sześć lat, zabrał nas do
Emiratów. Tam chodziłam do szkoły, tam mam przyjaciół. Do Polski
przyjechałam, podobnie jak on, na studia. Towarzyszyła mi mama. W Dubaju
tęskniła za Polską. W domu mówiło się, że wrócimy do Emiratów, gdy tylko
skończę się uczyć, bo tam żyje się lepiej. Kiedy poznałam Andrzeja,
przestałam o tym myśleć.
GALA: Andrzej, a gdyby jednak Shadia uparła się, że chce wracać, byłbyś gotów
rzucić wszystko i jechać z nią?
ANDRZEJ: Oczywiście. Pojechałbym za nią aż na koniec świata. Praca i zawód
determinują nasze życie, ale nie muszą decydować o jego sensie.
GALA: Ale w muzułmańskim kraju nie moglibyście żyć jak tutaj.
SHADIA: Muzułmanka nie może sobie pozwolić na wiele rzeczy. Najtrudniejsza do
zaakceptowania jest chyba nieustanna kontrola najpierw sprawowana przez ojca,
a potem przez męża. Co prawda w Emiratach nie dochodzi do takich ekstremów
jak choćby w Arabii Saudyjskiej, gdzie dziewczyna nie może wyjść na ulicę bez
opieki mężczyzny z własnej rodziny. Ale w Dubaju nie może na przykład
posiedzieć sobie w nocnym klubie, pójść na prywatkę. Przed ślubem z
muzułmaninem warto więc zorientować się, jaki reżim nas czeka. Poznać zasady,
które narzuca religia. W Polsce obowiązuje stereotyp, że Arab to rozrywkowy,
bogaty gość, który postawi żonie piękny dom i kupi samochód.
GALA: Shadia, zdecydowałaś się na zmianę nazwiska po ślubie?
ANDRZEJ: Nie wymagałem tego od niej.
SHADIA: Skróciłam tylko panieńskie nazwisko, bo składało się z kilku członów
i wzbudzało w Polsce sensację. Nazywam się Shadia Mahomed Ahmed Ahmed Nugud.
Wydaje mi się, że zmienianie nazwiska to głupi zwyczaj. Każdy jest sobą.
Dlaczego miałabym żyć pod nazwiskiem Andrzeja, skoro mam swoje? Rozumiem, że
dziecko dziedziczy nazwisko po ojcu.
ANDRZEJ: Myślę, że dzieciom damy podwójne nazwisko. Dlaczego nie?
GALA: Muzułmańska kobieta jest wychowana do uległości wobec mężczyzny. Shadia
ulega?
ANDRZEJ: To stereotyp. Muzułmanie bardzo szanują kobiety, wspaniale się nimi
opiekują. Mężczyzna zapewnia wszystko, co jest potrzebne do życia rodzinie.
Nie oczekuje od swojej żony, że będzie przynosiła pieniądze do domu. To dowód
na szacunek dla niej, a nie zmuszanie do uległości, podporządkowania.
SHADIA: Nie jestem religijna. Arabski model rodziny nie razi mnie, bo
wychowałam się w arabskim kraju. Na pewno trochę inaczej patrzę na mężczyzn,
inne mam oczekiwania niż dziewczyna w moim wieku wychowana w Polsce, ale
uległa nie jestem.
ANDRZEJ: Ale ostatnio odrzuciła propozycję wyjazdu na lukratywny
sześciomiesięczny staż do Stanów Zjednoczonych. Powiedziała, że nie
potrafiłaby zostawić mnie aż na tak długo.
SHADIA: Uważam, że w życiu są rzeczy, o które nie warto walczyć za wszelką
cenę. Związek kobiety i mężczyzny, rodzina to rzecz najważniejsza. Prace i
zawody miewa się różne, ale jeżeli nie masz osoby, na której możesz polegać,
to nie masz nic. Wyobraźmy sobie, że stawiam na karierę w architekturze.
Pracuję - po kilkanaście godzin dziennie, rozlatuje mi się małżeństwo. I co?
Siedzę w pustym biurze w drogiej garsonce i patrzę na ścianę. Nie chcę tego.
ANDRZEJ: Jak widzisz Shadia jest moim osobistym aniołem stróżem.
GALA: Wychowaliście się w różnych kulturach. Uprawiacie różne zawody. Dzieli
was spora różnica wieku. Czego się od siebie uczycie?
SHADIA: Andrzej wyjaśnia mi, o czym są polskie filmy. Gdyby nie ja, pewnie
nie nosiłby bojówek i sportowych bluz.
ANDRZEJ: Godzinami mógłbym słuchać Shadii opowiadającej o architekturze. Z
nią odkryłem na nowo wiele doskonale znanych mi miejsc. A co do różnicy
wieku - Shadia często mi mówi, że mógłbym wreszcie dorosnąć. Mogę sobie
pozwalać na "niedorosłość", bo ona utrzymuje powagę.
SHADIA: On kocha piłkę nożną i zwiedzanie obcych miast zawsze zaczynamy od
stadionu.
GALA: Łatwo było poderwać Andrzeja?
SHADIA: Nigdy nie próbowałam, ale chyba tak, bo jest szalenie naiwny. Robią
na nim wrażenie powłóczyste spojrzenia blondynek z dużym biustem. Myśli, że
patrzą tak tylko na niego.
ANDRZEJ: Ona żartuje.
GALA: Pamiętacie waszą pierwszą rozmowę?
ANDRZEJ: Nie pamiętam ani słowa, choć trwała długo. Cały wieczór i pół nocy.
Byłem nastawiony na to, żeby mówić do Shadii bez przerwy. Mówiłem, mówiłem,
mówiłem jak nakręcony. Żeby nie zapadła cisza, bo cisza byłaby moim wrogiem.
Ludzie z radia używają głosu, żeby...
GALA: ...oczarowywać?
ANDRZEJ: Powiedzmy, że chciałem wykorzystać swoją skłonność do gadulstwa,
zwłaszcza że ona jest oszczędna w słowach. Nie zaczęło się jednak od słów,
ale od spojrzeń. Poznaliśmy się na pokazie mody. Shadia była tam modelką. Na
przyglądanie się jej miałem siedem godzin. Po pokazie podszedłem do niej i
zapytałem: "Może moglibyśmy porozmawiać?". Zgodziła się. I tak 16
października 1999 roku zmieniło się moje życie.
SHADIA: Lubię, gdy Andrzej do mnie mówi. Jak opowiada na przykład o swoim
dniu. Cokolwiek. Bardzo lubię jego głos. Lubię go słuchać.
ANDRZEJ: Shadia jest nastawiona na słuchanie. I potrafi godzinami milczeć.
GALA: Wiadomo już