pom
07.01.06, 14:37
W tym tygodniu mamy chłopców M u siebie. Ponieważ z kompletowaniem wyprawki
dla pompona jest troche zachodu i mamy deficyt czasowy, po materacyk do
łóżeczka M musiał pojechać z chłopakami. Wytłumaczył im, że w drodze do
dziadków będą musieli jeszcze wejść do sklepu i kupić materacyk dla... i tu
starszy wtrącił "dla bachora". M powiedział za nim "dla dziecka" ale
specjalnej dezaprobaty w jego głosie nie było. Uważam, że powinna. Ja byłam w
drugim pokoju, starszy pewnie nie wie, że to usłyszałam. W mojej obecności
chyba by się nie odważył, tak myślę.
I teraz pytanie, co robić w takiej sytuacji. Z M porozmawiam, żeby zwracał
uwagę na słowa dzieci i nie pozwalał na tego typu odzywki. Ale to sie da
załatwić. Nurtuje mnie inna sprawa: po pierwszej reakcji na wieść o nowym
bracie chłopcy zapewne trawią temat gdzieś w sobie i obawiaja się jak to
bedzie. To może wywoływać u nich różne emocje, też negatywne. Czy wobec tego
ten przysłowiowy "bachor" jest normalny, zakładając, że dzieciaki różnie
reaguja na rodzeństwo, w dodatku przyrodnie?
Nie wiem, na ile mozna ingerować w emocje dzieci. Przychodzą do nas regularnie
i widzą, że jest coraz więcej rzeczy dla dziecka, nowe sprzęty, wózek. Nie
komentują tego, raczej milczą. Odnosze wrażenie, że temat dla nich jest dość
drażliwy. Ale przecież nie sposób po narodzinach schować dziecko do szafy i
udawać, że go nie ma. Z tematem trzeba się zmierzyć i przygotowywać jakoś
dzieci do tego, choć one same może tematu poruszac nie chcą. Czy może w ogóle
to zostawić i dać sprawom biec swym torem?
Ja z chłopcami mam dobry kontakt, nie wylewny, trochę w nim zdrowego dystansu
ale dzieci mnie szanują i lubią. Nie chcę tego popsuć poprzez wychowawcze
pogadanki albo ciuciulenie o bobasku w ich obecności. Głaskanie i kwilenie do
brzusia nie wchodzi w grę.
Doświadczone mamy, pomóżcie.