07.01.06, 14:37
W tym tygodniu mamy chłopców M u siebie. Ponieważ z kompletowaniem wyprawki
dla pompona jest troche zachodu i mamy deficyt czasowy, po materacyk do
łóżeczka M musiał pojechać z chłopakami. Wytłumaczył im, że w drodze do
dziadków będą musieli jeszcze wejść do sklepu i kupić materacyk dla... i tu
starszy wtrącił "dla bachora". M powiedział za nim "dla dziecka" ale
specjalnej dezaprobaty w jego głosie nie było. Uważam, że powinna. Ja byłam w
drugim pokoju, starszy pewnie nie wie, że to usłyszałam. W mojej obecności
chyba by się nie odważył, tak myślę.
I teraz pytanie, co robić w takiej sytuacji. Z M porozmawiam, żeby zwracał
uwagę na słowa dzieci i nie pozwalał na tego typu odzywki. Ale to sie da
załatwić. Nurtuje mnie inna sprawa: po pierwszej reakcji na wieść o nowym
bracie chłopcy zapewne trawią temat gdzieś w sobie i obawiaja się jak to
bedzie. To może wywoływać u nich różne emocje, też negatywne. Czy wobec tego
ten przysłowiowy "bachor" jest normalny, zakładając, że dzieciaki różnie
reaguja na rodzeństwo, w dodatku przyrodnie?
Nie wiem, na ile mozna ingerować w emocje dzieci. Przychodzą do nas regularnie
i widzą, że jest coraz więcej rzeczy dla dziecka, nowe sprzęty, wózek. Nie
komentują tego, raczej milczą. Odnosze wrażenie, że temat dla nich jest dość
drażliwy. Ale przecież nie sposób po narodzinach schować dziecko do szafy i
udawać, że go nie ma. Z tematem trzeba się zmierzyć i przygotowywać jakoś
dzieci do tego, choć one same może tematu poruszac nie chcą. Czy może w ogóle
to zostawić i dać sprawom biec swym torem?

Ja z chłopcami mam dobry kontakt, nie wylewny, trochę w nim zdrowego dystansu
ale dzieci mnie szanują i lubią. Nie chcę tego popsuć poprzez wychowawcze
pogadanki albo ciuciulenie o bobasku w ich obecności. Głaskanie i kwilenie do
brzusia nie wchodzi w grę.

Doświadczone mamy, pomóżcie.
Obserwuj wątek
    • mrs_ka Re: Bachor 07.01.06, 15:06
      Wiesz, ja nie jestem doświadczoną mamą, ale mieszkałam kiedyś rok z uroczymi
      jedenastoletnimi bliźniętami płci męskiej i wiem stąd, że w pewnym wieku (10-14
      powiedzmy) takie słowa jak bachor, laska (w sensie: dziewczyna), puszczać gazy
      itd. są oznaką wielkiego dystansu, dojrzałości i dorosłości... Oczywiście piszę
      to z przekąsem i z punktu widzenia jedenastolatka.
      To nie znaczy, że nie należy wychowawczo zahaczyć o temat "bachora", bo należy.
      Ale warto tez wziąć poprawkę, że młódź męska do pewnego wieku jest raczej
      niezsocjalizowana, choć sama młódź twierdzi coś zupełnie odwrotnego. To jest też
      czas nacisku grupy rówieśniczej, kiedy to określenia "mój stary", "gówniarz" (o
      bracie) czy "starsza" (o matce) są przyjmowane wśród równieśników z radosnym
      rechocikiem uznania i podziwu. W tym wieku młódź też z uporem bada granice
      społecznego i rodzicielskiego przyzwolenia, puszczając co jakiś czas salwę w
      rodzaju "bachora" i obserwując reakcję dorosłych. Rodzice czy dorośli są od
      tego, aby tę dzicz cywilizować i nawracać, ale sama dzicz musi się jednak
      wydziczyć zanim dojdzie do etapu inteligentnych i uroczych młodzieńców.
      Tak więc zwrócić uwagę, poruszyć temat z ojcem, ale brac też poprawkę na to, że
      jest to tylko etap i zawczasu trzeba uzbroić się w cierpliwość.
      a.

      ps. "moje" bliźniaki też w końcu dorosły i są teraz ujmującymi studentami
      Oxfordxu, więc "ducha nie gaście" wink))
      • pom Re: Bachor 07.01.06, 15:18
        Dzięki.
        Oczywiście, że biorę poprawkę na wiek cielęcy. Stąd też dość spokojny wydźwięk
        mego postu. Także uważam, że jakkolwiek czas dziczy wieku dziecięcego ma swoje
        prawa, to dorośli muszą reagować i pokazywac granice. M ma spore kłopoty z
        natychmiastową reakcją i bywa zbyt pobłażliwy, zupełnie obiektywnie na to patrząc.
        Jeśli mam mieć dzis z kimś pogadankę, to właśnie z moim chłopem. Uczule go na
        zachowanie chłopców na pewno, żeby choćby jaśniej i bardziej stanowczo reagował
        na takie zachowania.
    • m-m-m Re: Bachor 09.01.06, 07:50
      A ja nie byłabym tak optymistyczna i nie do końca mogę się zgodzić, że to
      przyczyna wieku cielęcego. dzieciak powiedział to co naprawdę myśli. To, że
      uważasz Pom, iż oni Cię szanuja to może być wynik umiejętności trzymania jezyka
      za zębami, a nie rzeczywistego szacunku.
      Z moich doswiadczeń oraz z obserwacji i lektury o dzieciach ludzi
      rozwiedzionych wynika, że przyrodnie rodzeństwo z drugiego związku nie jest
      pozytywnie przyjmowane przez rodzeństwo z pierwszego.
      Właściwoeie złudzeniem jest, że byłoby mile widziane. To konkurencja i do tego
      obca. Wrogość jest oczywista. Jak to rozwiązać - nie wiem do końca. Oczywiście
      rozmowy z ojcem dzieci są konieczne, ale...no, nie będę krakać.
      • mrs_ka Re: Bachor 09.01.06, 13:23
        MMM (kurczę, za każdym razem, kiedy Cię cytuję, mam zgryz jak napisać Twój nickwink
        ja z kolei nie bylabym aż taką pesymistką. Nowe dziecko w rodzinie jest zawsze w
        jakimś sensie konkurencją i stopień pokrewieństwa nie jest tu najważniejszy.
        Więcej, podejrzewam, zależy od matki i tego, jak okresla ona macochę i jej
        potomstwo, niż od obiektywnych odczuć pasierba, który raczej sam na pewne
        psychologiczne odkrycia nie wpadnie. Względnie: wpadnie kole osiemnastki lub
        pierwszej lektury Kępińskiegowink
        Nie wiemy, co chłopak naprawdę myśli. Powiedział tylko "bachor", do czego można
        dopisać wiele różnych interpretacji. Ja wybieram tę najbardziej zwykłą i
        popularną. Po pierwsze dlatego, że IMO jest najbardziej prawdopodobna, po drugie
        dlatego, że nie zawsze jest dobrze doszukiwać się mulistego i kamienistego dna w
        każdej cudzej wypowiedzi.
        To, jak przyrodnie rodzeństwo zostanie przyjęte przez dziecko/pasierba zalezy od
        całej trójki: ojca, macochy i matki.
        Jeżeli pasierb był cały czas traktowany jako nieznośny bagaż Wymarzonego Faceta,
        to nie sądzę, aby narodziny dziecka przyniosły cuda. Jeśli jednak pasierb ma
        normalnego, kochającego i opiekunczego ojca; normalną, sympatyczną macochę i
        normalną matkę, przejdzie tylko zwyczajowe fazy "konkurencji z noworodkiem", a
        dalej będzie już tak, jak w każdej przeciętnej rodzinie.
        Dla mnie wrogość nie jest oczywista, jest sygnałem niewłaściwej relacji w
        rodzinie. Tę niewłaściwośc można rozumieć szeroko i może ona wystąpić na różnych
        płaszczyznach, więc się o tym nie produkuje, bo wyszłaby epistoła.
        a.
        • m-m-m Re: Bachor 09.01.06, 16:31
          To, jak przyrodnie rodzeństwo zostanie przyjęte przez dziecko/pasierba zalezy od
          całej trójki: ojca, macochy i matki

          Niekoniecznie, niekoniecznie...kazde dziecko ma swoja osobowość i jakis tam
          wpływ dorosły nań ma, ale tylko w kawałku.
          Ja znam tę druga stronę, jak to było u mnie i moich znajomych w podobnej
          sytuacji kiedyś i na pewno wpływu na mnie nia miałby nikt z rzeczonej wyżej
          trójki.

          dlatego, że nie zawsze jest dobrze doszukiwać się mulistego i kamienistego dna
          > w
          > każdej cudzej wypowiedzi

          Być może też bym się nie dopatrywała, gdybym kiedyś nie była pasierbicą, a dziś
          macochą. Z owym mulistym dnem tez trzeba się liczyć.
        • jayin Re: Bachor 10.01.06, 18:55
          > To, jak przyrodnie rodzeństwo zostanie przyjęte przez dziecko/pasierba zalezy od całej trójki: ojca, macochy i matki.

          Zgadzam się. Ogólnie.
          Dodałabym do tego jeszcze tylko, że największy wpływ na stosunki z przyrodnim rodzeństwem mają PRZEDE WSZYSTKIM dotychczasowy kontakt ze
          "wspólnym" rodzicem (pierwszego dziecka i jego przyrodniego brata/siostry) - czy był dobry, czy był marny. Ważna jest też postawa drugiego
          rodzica (czyli tego "własnego" - np. własnej matki/ojca, kiedy to ojciec/matka ma następne dzieci, będące przyrodnim rodzeństwem
          dla pierwszego dziecka).

          Jeśli "wspólny" rodzic był w porządku wobec pierwszego dziecka swojego, a drugi rodzic pierwszego dziecka nie będzie "anty" przyrodniemu rodzeństwu, to jest duża szansa, że dziecko "załapie" pozytywne nastawienie do przyrodniego brta/siostry i będzie OK (pomijając zwykłe fazy, o ktorych pisane już tu byłosuspicious)

          A czasem jest tak, że osoba macochy/ojczyma (czy też mniej formalnie: tego "innego" ojca/matki przyrodniego rodzeństwa) - jest na marginesie i ma najmniejszy wpływ na stosunki przyrodniego rodzeństwa, szczególnie, gdy rodzeństwo ma już możliwość samodzielnego "układania" swojego towarzystwa.

          A czasem jest też tak, że mimo niechęci, czy wręcz nienawiści drugiego rodzica do przyrodniego rodzeństwa swojego dziecka (tzn chodzi o tego rodzica, co tego przyrodniego rodzeństwa nie "stworzył) - dzieci załapują kontakt ze sobą i też bywa OK...
    • mamaika Re: Bachor 09.01.06, 17:56
      Może być bardzo róznie.Córki mojego M traktują naszego syna(2,5 roku ) dość
      obojętnie i chłodno, z wyjątkiem najmłodszej - ona dość życzliwie ale czasem i
      żle ( ma 11 lat ). Najstarsza -dorosła juz dziewczyna nawet kupuje mu prezent
      na gwiazdkę, ale to taka gierka pod Tatusia, bo nigdy nawet nie odezwała się do
      niego cieplej, generalnie olewka totalna ot taki nie wyrażony słowami "bachor".
      Dramatu w tym żadnego,ot życie.Ciekawe jest natomiast zachowanie mojego M ,gdy
      najmlodsza weekenduje o nas. Syndrom Spikie'go o którym kiedys pisałam przy
      rownoczesnym niejako lekceważeniu naszego syna. Gdy po ostatniej jej wizycie
      rozmawiałam z nim o tym,że to niedopuszczalne żeby go odtrącał w jej obecności
      najpierw usłyszałam,że przesadzam a potem tłumaczenie,że jego córka ma tu
      jednego rodzica a nasz synek nas dwoje. Ciekawe sam uznał,że to głupie no bo
      jest. Zobaczę jak będzie następnym razem smile. Stosunki miedzy mną a
      dziewczynami w chwili obecnej poprawne,ale chłodne . Pom nie ma się zawczasu
      czym martwić, dzieci róznie znoszą fakt przyjścia na świat rodzeństwa a chyba
      zwłaszcza przyrodniego. Czas pokaże. Nie martw się . Powodzenia i ciepłaczki
      dla maleństwa.
    • elf28 Re: Bachor 09.01.06, 18:05
      Pom,z tego co tu napisały dziewczyny rzeczywiście to różnie wygląda. Jak wiesz,
      mój M ma dowójkę chłopaków z dwóch małżeństw. Chłopcy za sobą przepadają. Są
      bardzo za sobą. Widzą się dość rzadko, ale zawsze jeden o drugiego pyta. Wg
      mnie to zasługa M i tego jak troszczy się o ich relacje. Wg mnie matki obu
      chłopców mają tu mniej do powiedzenia ale jeśli kiedy kolwiek bedzie problem to
      z tym młodszym, którego matka - co tu owijać w bawełnę - jest emocjonalnie
      niewydeukowanym człowiekiem.

      Myślę więc, że spokojnie podejdź do sytuacji. A swoją drogą i tak podziwiam
      Cię, że nie zareagowałaś. Ja chyba spokojnie ale stanowczo zaznaczyłabym
      granicę słownictwa, nawet jeśli to słownictwo wieku cielęcego smile
      • pom Re: Bachor 09.01.06, 18:42
        Dzięki, Dziewczyny.
        Nie dramatyzuję i nie zamartwiam się na zapas.
        Na razie temat zostawiam, bo to był jeden jedyny incydent i faktycznie nie znam
        motywów dziecka.
        Zalezy mi na ciepłych stosunkach między rodzeństwem i zrobie wszystko, żeby tak
        sie stało. Jeśli nawet słowo "bachor" było wynikiem negatywnego stosunku to
        mozna to przepracować. Nawet jeśli będzie to wymagać czasu i dużej dozy
        cierpliwości z mojej i M strony. W odróżnieniu od dzieci ja ją muszę znaleźć.
    • maxxi26 Re: Bachor 11.01.06, 16:36
      Pomku..

      Ja do tej pory używam słowa "bachor" w zasadzie do każdego dzieciaka. Mówię tak
      do brata (obecnie lat 23 wink, jak też bardzo długo na własne dziecię). Jak
      miałam i mniej lat to inne słowo dla mnie nie istniało. Obecnie jestem na
      etapie słowa "dzidziol"...

      MOże zwróć uwagę na to czy pasierbowie używają tego sformułowania w ogólności,
      czy tylko w szczególności...

      Pozdrawiam
      • kalina81 Re: Bachor 12.01.06, 17:10
        ja jestem pasierbicą, która nienawidziła swej macochy i jak jechała na wakacje
        do babci i taty to tato musiał przychodzić do babci do domu, bo powiedziałam, że
        tej jego baby i bachora nie chcę widzieć na oczy. Aż pewnego dnia, ujrzałam
        śliczną młodą dziewczynę z wózkiem, która weszła przez MOJĄ furtkę, do MOJEGO
        domu i zostawiła ten wózek w MOIM ogrodzie, powiedziała do mnie cześć królewno i
        sobie poszła. Wszyscy z zapartym tchem patrzyli przez okno jak okrążam ten wózek
        i sie powoli zbliżam do niego, jak zaczyanm "gugać" do środka i wkońcu jak
        wyjmuję półrocznego bobasa z wózka i łażę z nim po ogródku, pokazuję swoje
        zabawki. Myślę, że najwięcej kosztowało to moją macochę, bo doskonale wiedziała
        jaki mam do niej stosunek. I choc pokochałam brata od pierwszego wejrzenia to i
        tak zadręczałam tatę, żeby powiedzial, że to mnie bardziej kocha, że jestem
        ważniejsza itd. Do dziś pozostała we mnie zazdrość, że moi bracia mają go na
        codzień, a ja tylko dwa razy w roku i jak przyjeżdżam to nie dają mi się w
        spokoju nim nacieszyć(oni pewnie też byli zazdrośni, że poświęca mi "ich" czas).
        Jak juz kiedyś pisałam, moja macocha to najfajniejsza kumpela pod słońcem, moi
        bracia to najwspanialsze rodzeństwo i bardzo się cieszę, że wszyscy mieli tyle
        cierpliwośći do mnie i że wierzyli że dorosnę.
        • pom Re: Bachor 12.01.06, 20:44
          Kalino, dziękuję Ci za ten post bardzo.smile)
        • natasza39 Re: Bachor 12.01.06, 23:45
          Twój post karolinko, potwierdza tylko to co wiedziałam zawsze.
          Wiem napewno, że nie ma złych dzieci, sa tylko głupi rodzice.
          Pozdrawiam!
          • elf28 Re: Bachor 13.01.06, 17:18
            duża buzia za to co napisałaś. Skądinąd dobrze rozumiem co czujesz smile
            • kini_m Re: Bachor 29.01.06, 10:17
              Troszke czasu minęło od tego zdarzenia, ale problem zaistniał więc może się
              powtórzyć. Dlatego napiszę nieco od siebie. Częściowo zgadzam się z Mrs_Ka.
              Natomiast potrzeba też wykazać się zwiększoną czujnością na problem, tak jak
              oddają to słowa M-m-m, bo istnieje niebezpiczeństwo przespania
              problemu, "wymykania się" wychowania dziecka.

              Myślę że nie można wrzucac do jednego worka słów:
              - laska, mój stary, starsza,
              wraz ze słowami:
              - bachor, gówniarz,
              Te pierwsze to tylko młodzieżowy slang.
              Te drugie niosą już brak kultury (nawet wśród młodzieży).
              O ile tych pierwszych używa się zasadniczo wśród młodzieży (choć nie bez
              wyjątku) i od rówieśników zazwyczaj się ich uczymy, o tyle te drugie są już w
              częstszym używaniu dorosłych zazwyczaj używane w tonie poniżającym - i w ten
              sposób podłapywane przez dzieciaki. A to już nie jest prawidłowe.
              Co do kwesti nacisku grup rówieśniczych - właśnie należy budować dziecku jego
              własną autonomię raczej o wartości propagowane prawidłwo w rodzinie, niż
              pozwolić bez oraniczeń na wpływ nacisków rówiesniczych. Obserwując historie
              pojedynczych dzieciaków na przestrzeni czasu - widzę jak te najbardziej
              wrażliwe, wyalienowane kiedyś dzieciaki stają się pod wpływem czynników
              koleżeńskich bardzo niepokojącymi osobami (np. nazbyt zuchwałe w zachowaniach).
              Myślę że zbyt często brakuje postaw rodziców właściwie korygujących zachowanie
              dzieci. Niestety naciski rówieśnicze są zrównywaniem do dołu, dla bardziej
              podatnych dzieci to niebezpieczne.

              > W tym wieku młódź też z uporem bada granice społecznego i rodzicielskiego
              > przyzwolenia, puszczając co jakiś czas salwę w rodzaju "bachora" i
              Nie lubię tego okreslenia: "dziecko bada granice".
              Dziecko zazwyczaj nie jest tutaj świadome - więc nie może być badaczem.
              (Właściwsze stwierdzenie: granice poznaje - bo czyni zazwyczaj bez świadomości.)
              Niemniej to poznawanie granic (lub jak inni: badanie) oznacza że granice trzeba
              postawić, nie można tego zastąpić cierpliwością (de facto: biernością).

              m-m-m napisała:
              > A ja nie byłabym tak optymistyczna i nie do końca mogę się zgodzić, że to
              > przyczyna wieku cielęcego. dzieciak powiedział to co naprawdę myśli.
              Podobnie myślę, że nie wszystko można tłumaczyć wiekiem cielęcym.
              Bo inaczej prześpimy zbyt wiele niepokojących sygnałów i obudzimy się z ręką w
              nocniku, albo z dzieckiem niemal przestępcą (np. zdarzające się wśród dziciaków
              kradzieże komórek - za to dzieciaki już stają normalnie przed sądem dla
              nieletnich). Chuchać na zimne, reagować szybko.
              Szybsza reakcja rodzica - daje to, że można to zrobić spokojniej, w mniejszej
              skali. Później gdy problem narasta - reakcja rodzica musi być już bardziej
              stanowcza. Więc przyspieszając reagowanie na problem - działamy na korzyść jego
              spokojniejszego rozładowania.

              > Jak to rozwiązać - nie wiem do końca.
              Właściwie rozpoznać problem, wyciągnąć wnioski, zastosować.

              > Z moich doswiadczeń oraz z obserwacji i lektury o dzieciach ludzi
              > rozwiedzionych wynika, że przyrodnie rodzeństwo z drugiego związku nie jest
              > pozytywnie przyjmowane przez rodzeństwo z pierwszego.
              > Właściwoeie złudzeniem jest, że byłoby mile widziane.
              > To konkurencja i do tego obca. Wrogość jest oczywista.
              To możliwe przypadki - ale nie uogólniałbym tego.
              Tuatj zgodziłbym się raczej z Mrs-Ka:
              > Nowe dziecko w rodzinie jest zawsze w jakimś sensie konkurencją i stopień
              > pokrewieństwa nie jest tu najważniejszy.
              Prawda. Przeciez rodzeństwo nawet z tych samych rodziców jest dla siebie
              konkurencją.

              Mrs_Ka napisała:
              > To, jak przyrodnie rodzeństwo zostanie przyjęte przez dziecko/pasierba
              > zalezy od całej trójki: ojca, macochy i matki.
              > Więcej, podejrzewam, zależy od matki i tego, jak okresla ona macochę i jej
              > potomstwo, niż od obiektywnych odczuć pasierba, który raczej sam na pewne
              > psychologiczne odkrycia nie wpadnie. Względnie: wpadnie kole osiemnastki lub
              > pierwszej lektury Kępińskiegowink
              > Nie wiemy, co chłopak naprawdę myśli. Powiedział tylko "bachor", do czego
              > można dopisać wiele różnych interpretacji. Ja wybieram tę najbardziej zwykłą
              > i popularną. Po pierwsze dlatego, że IMO jest najbardziej prawdopodobna,
              > po drugie dlatego, że nie zawsze jest dobrze doszukiwać się mulistego i
              > kamienistego dna w każdej cudzej wypowiedzi.
              Wpierwszej części się zgodzę: napewno rodzice mają najistotniejszy wpływ na
              postawy ich dziatwy (pozytywny i negatywny wpływ). Rodzice w dużej mierze
              nadają tu ton zachowań i myślę że to jest właściwszy trop wyjaśnienia niż
              wytłumaczenie tego przez wpływy rówieśnicze (czego też z góry: nie wykluczam).
              Natomiast myślę że dalej zbyt bardzo tracisz czujność.
              Tu nie jest właściwe zbyt szybkie zastosowanie brzytwy Ockhama.
              Raczej winno się sprawdzić wszelkie mniej miłe możliwości, właśnie dla ich
              odcięcia.

              > Jeżeli pasierb był cały czas traktowany jako nieznośny bagaż Wymarzonego
              > Faceta, to nie sądzę, aby narodziny dziecka przyniosły cuda.
              Pamiętam że Pom nie jesteś osobą zbyt lękliwą na nowe okoliczności, nowe rzeczy
              i osoby w życiu. Więc jako osobę nie dopatrującej w nadmiarze zagrożeń (np.
              nieznośnych bagażów)- tę ewentualność raczej odrzucam.

              > Jeśli jednak pasierb ma normalnego, kochającego i opiekunczego ojca;
              > normalną, sympatyczną macochę i normalną matkę, przejdzie tylko
              > zwyczajowe fazy "konkurencji z noworodkiem", a dalej będzie już tak,
              > jak w każdej przeciętnej rodzinie.Dla mnie wrogość nie jest oczywista
              > jest sygnałem niewłaściwej relacji w rodzinie.
              No własnie - to nie jest oczywiste, czyli jest problem. A problem
              nierozwiązany - to problem który może się rozwinąć. A jeśli nie zareagujemy w
              porę - to za drugim razem będzie trudniej, a za trzecim... Właśnie dlatego że
              pewne kwestie młody człowiek zrozumie dopiero w wieku kole osiemnastki lub
              pierwszej lektury Kępińskiego - to wszystko co prędzej należy mu pomóc
              zrozumieć, podpowiedzieć.

              m-m-m napisała:
              > To, jak przyrodnie rodzeństwo zostanie przyjęte przez dziecko/pasierba
              > zalezy od całej trójki: ojca, macochy i matki
              > Niekoniecznie, niekoniecznie...kazde dziecko ma swoja osobowość i jakis tam
              > wpływ dorosły nań ma, ale tylko w kawałku.
              Trochę racji też tu masz. Trzeba bowiem pamiętać że:
              Osobowość dziecka - mamy duży wpływ na jej kształtowanie u dziecka.
              Charakter - tutaj mamy częściowo wpływ.
              Temperament - najmniej od nas zależy, co nie znaczy że nie można pomóc w jego
              układaniu, ale to jest skuteczne jeśli czym prędzej się zacznie pracę z
              dzieckiem.

              pom napisała:
              > Czy wobec tego ten przysłowiowy "bachor" jest normalny, zakładając, że
              > dzieciaki różnie reaguja na rodzeństwo, w dodatku przyrodnie?
              Nie. Jeśli zachowanie nie jest poprawne - to wypada założyć że nie jest
              normalne. Jest problem - należy na niego reagować.
              Nie można wszystkiego wytłumaczyć przyrodnim rodzeństwem.
              Ba... nawet niesnaski między rodzonym rodzeństwem winny wywołać odpowiednią
              reakcję u rodzica.

              > Ale przecież nie sposób po narodzinach schować dziecko do szafy i
              > udawać, że go nie ma.
              Jeśli w ogóle naszła Ciebie taka myśl, to uważam że dajesz się uzależniać
              dziecku. Bo nawet samo pojawienie takiej myśli znamionuje coś nieprawidłowego -
              do takich myśli nie winno dochodzić (nawet jako negacja).

              > Z tematem trzeba się zmierzyć i przygotowywać jakoś
              > dzieci do tego, choć one same może tematu poruszac nie chcą. Czy może w
              > ogóle to zostawić i dać sprawom biec swym torem?
              > Ja z chłopcami mam dobry kontakt, nie wylewny, trochę w nim zdrowego
              > dystansu ale dzieci mnie szanują i lubią. Nie chcę tego popsuć poprzez
              > wychowawcze pogadanki albo ciuciulenie o bobasku w ich obecności.
              > Głaskanie i kwilenie do brzusia nie wchodzi w grę.
              No chyba jednak ze wzgl na Twą myśl
              • kini_m Re: Bachor 29.01.06, 10:19
                No chyba jednak ze wzgl na Twą myśl (schować dziecko do szafy - wyrażoną nawet
                jako zaprzeczenie) znaczy że tracisz zdrowy dystans, być może dajesz się
                wciągać w manipulacje dziecka (mówię: być może).
                Nie chcesz psuć kontaktów?
                Dobrze, ale cierpliwość dorosłego nie może tez być rozciągliwa jak guma. To co
                jest nieprawidłowe powinno spotkać się z jasną i czytelną reakcją dorosłego.
                Nie myślę od razu o karaniu, ale myślę że powinien wyjść jakiś zdecydowany
                sygnał od dorosłego.
                Inaczej cierpliwość stanie się tylko biernością, i będzie antywychowawcza.
                I jeszcze jedno - Pom, nie masz robić im "pogadanek". Ty powinnas powiedzieć
                powiedzieć im o swoich uczuciach, o tym jak Ciebie to zabolało, że o nowym
                braciszku/siostrzyczce tak się wyrażają.
                Że powinnaś panować nad emocjami - owszem.
                Ale panowanie nad emocjami - nie równa się - duszenie emocji w sobie.

                Cierpliwość - znaczy tylko tyle że musimy się nastwić na wielokrotność
                powtarzania naszego sygnału, być może nie oczekiwać że od razu coś zniknie z
                zachowań dziecka.
                Cierpliwość - nie znaczy że pozostawić problem bez echa.

                Na samej tylko rozmowie między rodzicami nie powinno się skończyć. To musi też
                dotrzeć do dziecka - w formie do wyboru.
                Nawet podsłuchanie przez dziecko takiej rozmowy między rodzicami - może być
                odpowiednią stymulacją dla dziecka.

                Pozdrawiam
                (o szlag by to... chyba znowu za bardzo się rozkręciłem)
                • pom Re: Bachor 29.01.06, 12:00
                  Sorry, Kini, powaliłeś mnie, nawet nie doczytałam do końca.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka