Dodaj do ulubionych

"Chyba mam (nie)szczęście"?-

16.09.08, 10:08
czytając Wasze historie i perypetie z ex to dochodzę do wniosku,że
ja miałam "szczęście"(nieszczęście wink) spotkać wdowca.
Ale znowu patrząc na to z drugiej str.gdyby żyła nie miałbym tyle
kłopotów z jej synkami(moimi pasierbami-3szt),
bo pewnie nie spotkałabym się i nie wyszłabym za M(on należy do tych
wiernych co to "...w zdrowiu i chorobie..." i nie zostawiłby chyba
nigdy tej alkoholiczki).
No teraz to już nie wiem,czy mam szczęście,czy pecha-M to kochany
człowiek,ale synkowie to diablątka z piekła rodem i gdybym na
początku wiedziała co mnie czeka,pewnie uciekłabym od nich
daaaaaalekoooo.
Marzyłam (po rozwodzie z pijakiem) o spokojnym życiu bez huśtawek
emocjonalnych,wychować syna na porządnego faceta,realizować swoje
plany zawodowe,dokształcić się,
a tu zamiast jednego pijaka mam 3 pijawki i 000-o spokoju!!Wszystko
do góry nogami-dzieciaki chcą rządzić dorosłymi,dla nich liczy się
tylko kasa-daj,daj,daj i pocałuj mnie w d...,zero szacunku dla
kogokolwiek.Czy to normalne,czy tylko ja mam takie "szczęście"?-
zastanawiałam się zanim trafiłam na "macochy",teraz wiem,że nie
jestem sama i jest wiele takich przypadków i że nie trafiłam jeszcze
(przez jakiś przypadek) do piekła ;D
Życie czasami jest do d...,ale nic nie trwa wiecznie!Może dla mnie
też zaświeci słońce-hihihihi
Uff,wylałam trochę żółci,już mi lepiej,to pisanie to jak
psychoterapia-tylko o wiele tańsza!! wink
Vivat macochy!
Obserwuj wątek
    • mamba30 Re: "Chyba mam (nie)szczęście"?- 16.09.08, 10:18
      Jak sama napisałaś i szczęście i nieszczęście. Tak sobie nieraz
      myślałam, że jakby pasierbica żyła z nami, to by może była zupełnie
      innym dzieckiem. A tak? No cóż, po 4 latach i kolejnym komunijno-
      wakacyjnym moim zrywie nie chcę mieć z nia nic wspólnego. Jest to
      juz postanowione. W przypadku gdy ma matkę, jest to na szczęście
      mozliwe.

      Ty piszesz, że Wasi to pijawki. Zapewne tak, sa już duzi i
      wyrachowani. Moja pasierbica ma dopiero 9,5 roku, a też wg mnie jej
      wyrachowanie wali po oczach. Jak jej zrobiłam w maju przyjecie
      komunijne i było mnóstwo prezentów, to było ok. ja ok, mój syn ok,
      ba dziadkowie i ciocia (siostra M) tez ok. Ale juz w lipcu młoda nie
      odezwała sie do cioci i jej synka, mimo, że cały dzień spędziła na
      działce obok, przez siatkę. Normalnie jakby ich tam w ogóle nie
      było. Smutne ale prawdziwe. Cieszę się tylko, że mój syn jest z
      zupełnie innej bajki.
      • 13monique_n Re: "Chyba mam (nie)szczęście"?- 16.09.08, 10:37
        Matko jedyna, mamba! O czym Ty piszesz? To znaczy wiem o czym, o
        hodowaniu, a nie wychowywaniu dziecka. Dzieciaki bywają wkurzające,
        własne i przyszywane. Ale jesli DOROŚLI ludzie potrafią im przekazac
        pewne wartości, nie przeliczalne na złotówki, euro, dolary, to
        dzieciaki sa otwarte, chetne do kontaktów.
        Wczoraj mi się przytrafiła przyjmna niespodzianka. W centrum
        handlowym (i medycznym) nagle zawisła mi na szyi jedna córka NM, a
        druga uwiesiła się na mojej córce smile)) Dodam, że nie widziałyśmy
        się "straaaasznie" dawno, czyli aż w niedzielę (dzień wcześniej).
        Nie jestem pobłażliwą matką, ani macochą. Wymagam od dzieci
        przestrzegania jasnych zasad, o których mówię wyraźnie.
        Spotkałam w życiu 2 dzieci, których nie mam ochoty spotkać ponownie -
        jedno już dorosło. I wiem , że to, jacy są paskudni i trudni do
        zniesienia dla otoczenia to wina rodziców. (także często wina
        zaniechania jednego rodzica, kiedy drugi psuje).
        • mamba30 Re: "Chyba mam (nie)szczęście"?- 16.09.08, 10:55
          Ano taka prawda, dla mnie nie do przyjecia w moim bezposrednim
          otoczeniu. To jest przykład jeden z wielu, ale taki, który mnie w
          jakis sposób mocniej dotknał. Juz dawno napisalam, że M dał doopy w
          tej materii. Może niewiele by to zmieniło, gdyby był inny, ale
          zawsze jakas nadzieja by była. Ja tez jestem wymagajaca raczej w
          stosunku do swojego syna, więc tym bardziej mnie rażą pewne
          zachowania. Tym bardziej sie nie wtracę, im bardziej wychodzi mi to
          bokiem. Juz pisałam kiedys, że w jakis weekend tłumaczyłam młodej
          (tak, jak to robiłam swojemu jak miał ze 2-3 latka), że nieładnie
          jest mówić co, ładniej brzmi słucham i takie tam pierdoły. Było to w
          trakcie normalnej rozmowy, tak przy okazji, a nie jakieś kazanie. Po
          powrocie do domu jak mniemam młoda sie poskarzyła. Larwa zadzwoniła
          do M z komentarzem "powiedz tej qrwie, że mi nie będzie dziecka
          wychowywać".Dziecko do tej pory nie uznaje słowa poproszę, dziekuję,
          przepraszam, dzieńdobry i pocałuj mnie w doopę. M przez 4 lata
          tłumaczy i tak doopa. Żeby powiedziała cześć, jak przyjeżdża i
          pocałuj mnie w doope jak wyjeżdża musi być specjalne zwrócenie jej
          uwagi przez M. Na wakacjach wiecznie było daj, kup, chcę. Miała
          kieszonkowych 50 zł. M jej powiedział za któryms razem, że jak
          bardzo chce cos tam (enta rzecz z kolei), powiedziała do mnie KUP
          MI, a ja sie nie zgodziłam, to może wziąć swoje pieniążki. Już tego
          nie kupiła.

          Dostała od matki herbatniki na drogę. Nie wyjęła ich przez cały
          urlop, mimo, że sie zdarzyło raz czy dwa, że nie było żadnej
          przekąski, a nasze dzieci je lubią i niestety dostają. W drodze
          powrotnej w samochodzi namiętnie grzebała w swojej torebce,
          usilowała je otworzyć bez wyciągania. Nie udało się. Dopiero jak
          syna odstawiliśmy 80 km przed Wawą do babci, jak tylko drzwi się
          zamkneły, wyjęła je, otworzyła i zaczęła jeść. Wszystko od zawsze
          było jej i tylko jej. Rosciła sobie prawa do rzeczy w naszym domu,
          które należały tylko do syna. Zakupione zresztą przeze mnie i exa.
          Na nic tłumaczenia. Teraz też zabrałam na urlop olbrzymie opakowanie
          kredek pasteli, syna zresztą. Jak sie pakowała, to juz były jej.
          Przywłaszczyła sobie.

          Jestem rozżalona po urlopie, najgorszy wyjazd mój w życiu. Zero
          koleżanek, zero zainteresowanie czymkolwiek, wisiała dosłownie na
          plecach, wszystko było be. Robiła na złość mojemu, zabierała pilota
          od TV, chowała, kłamała, że jej coś zrobił, a jak jej zwracał uwage,
          że kłamie, to ripostowała "spadaj dupku". 2 razy sama to słyszałam.
          Twierdziła, że jej przyciał palce na jachcie włazem i rozwyła sie na
          maxa, potem strzeliła focha i zepsuła cały rejs. A ja widziałam na
          własne oczy, że siedzi w kajucie na dole. Nie chcę takiego kogos w
          swoim otoczeniu. Juz nie. Nie zarzekam sie na amen, ale raczej już
          nie obejrze sobie na własne oczeta tego dzieciątka.
          • 13monique_n mamba 16.09.08, 11:04
            ... brzmi to koszmarnie. I wcale Ci się nie dziwię. Opisałaś właśnie
            jedno z dzieci (tej wspomnianej 2), które spotkałam raz i wystarczy.
            No, inaczej - spotykałam w pewnym cyklu czasowym, ale na szczęście
            kontakt się urwał i dopilnuję, żeby się nie odnowił.

            Kwestie tłumaczenia "co vs proszę lub słucham" cóż, co można
            powiedzieć o matce, której wisi, że dziecię sie robi chamowate???
            Ja swojego syna wzięłam właśnie ostro do galopu, bo zaobserwowałam z
            daleka zachowania w grupie równieśniczej. Takie, których nie
            zamierzam tolerować. On ma 15 lat, więc rozumiem wiek durny i
            chmurny, ale "my way or the highway", jak mawia mój brat, kiedy coś
            jest nienegocjowalne. Żyjemy wśród ludzi, kochać ich nie musimy (aż
            takich cudów nie wymagam), ale zachowania odpowiednich form - jak
            najbardziej.

            Współczuję serdecznie zepsutego urlopu. I powtórzę - nie dziwię się
            Twemu postanowieniu. Tylko pytanie - co Twój facet na to? sad
            • mamba30 Re: mamba 16.09.08, 11:17
              Niestey, to część koszmaru. W wolnej chwili możesz wyciągnąc moje
              stare wątki i poczytać sobie o księżniczce.

              Co na to M? Zaakceptował, nie miał wyjścia. Zbyt wiele awantur miało
              miejsce na tym tle. Ja nawet na 5 dzień urlopu byłam na dworcu w
              Gizycku, bo zamierzałam wracać z manelami do domu pociągiem. Nie na
              moje to już nerwy. $ lata są szargane i basta. M to rozumie, będzie
              się z nia spotykał poza naszym domem.

              Zreszta ona juz ma wyprany mózg w duzym stopniu, co sie daje
              zauważyć. Od roku mówi tatus do tamtego gniota jak sie okazało. M
              myslał, że to od grudnia, jak jej sie przy stole wyrwało. Jak
              zadzwonił wtedy w tej sprawie do larwy, to usłyszał, że ma sie nie
              wpier...lać w jej życie z butami.... Rok temu cos jej podpisywał,
              wyszło to teraz, na urlopie. Nie wiem do końca czy wiedział co, czy
              został przez larwe zmanipulowany (temat drazliwy), ale wyszły
              kolejne kwiatki. Zapytałam sie młodej na wakacjach, po co tata
              musiał jechać jej paszport na biegu wyrabiać, skoro nie wujeżdża za
              granice. Wiesz jaka była odpowiedź? Bo przeciez ona ma od roku inne
              nazwisko, więc i paszport trzeba też zmienić. O M często mówi per
              ON, nosi inne nazwisko, ma w doopie całą jego rodzinę. Ja mam na to
              jedno określenie - odbiorca jego pieniędzy i nic więcej.

              M powoli sam pewne fakty dostrzega. A mi intuicja podpowiada, że
              albo ona się zmieni w jedna strone (na korzyść), albo całkowicie
              wyeliminuje razem z mamusią i nowym tatusiem M ze swojego zycia.
              Wszystko sprowadzą tylko do przelewu raz w m-cu. M by tego bardzo
              nie chciał, boli go to. A ja? No cóż, poobserwuję sobie z boczku....
              • betti_domino Re: mamba 16.09.08, 11:24
                mój M też zaakceptował moją niemożność dogadania się z
                gagatkami,zresztą on też nie może się z nimi dogadać,to jak może ode
                mnie tego wymagać??smile
                • mamba30 Re: mamba 16.09.08, 11:29
                  Mój M mówi, że jest to jego córka, jego jedyne dziecko i dopóki ona
                  sie od niego nie odwróci, dopóki nie będzie tego w 100% pewny,
                  będzie utrzymywał z nia kontakty. Rozumie mnie i nie będzie mnie
                  narażał na nerwy związane z przebywaniem w jej towarzystwie.
              • 13monique_n Re: mamba 16.09.08, 12:19
                Jak już rzuciłaś ksywką Eksi to przypomniałam sobie opowieści.
                Straszne i przykre są. I masz rację, nie czas na wspominanie
                drażliwego tematu podpisywania papierków w wyniku których dzieciak
                ma inne nazwisko. Biedny ten Twój facet, przykro mu musi być jak
                cholera!

                "Kfiatki" opisywane pamiętam, tylko kojarze z opóźnieniem.
                Brrrrrrrrrr
                • mamba30 Re: mamba 16.09.08, 14:24
                  jest przykro, niestety, a i ja czasami nie potrafie się powstrzymać
                  od uszczypliwośc na temat jego córuni, ale juz tak mi zalazła za
                  skórę, że nie sposób to opisać
            • mamba30 Re: mamba 16.09.08, 11:19
              Ja swojego młodego ciągle tepię, jak widzę niewłaściwe zachowania.
              Zarówno sprzeczne z normami społecznymi, jak i moim postrzeganiem
              świata. Ale tak było od początku i do chwili obecnej tego pilnuję.
              Efekt mam taki, że jest wszędzie lubiany i zapraszany.
          • marusia1 Mamba 16.09.08, 18:18
            mamba30 napisała:
            Jestem rozżalona po urlopie, najgorszy wyjazd mój w życiu.

            Jestem po wycieczce w Budapeszcie. Było nas 8 bab, z czego znałam 3. Od
            pierwszych minut popadłysmy (na chwilę)pilotowi, zgorszyłyśmy swoim zachowaniem
            "moherowe berety". Ale co się uśmiałyśmy, wyszalałyśmy przy winie - to nasze.
            Tak się rozluźniłam, że nawet podróż nie była straszna i mój kręgosłup zapomniał
            o bólu (co mi mój M. wypomniał - wróciłam i narzekam już). A pod koniec
            wycieczki inne panie (po degustacji winka w "Dolinie Upałych Kobiet")
            stwierdziły, żena nastęny wyjazd nie zabiorą swoich chłopów, tylko psiapsióły.
            Nie ma to jak pełne szaleństwa babskie spotkania! Naładowałam swoje
            akumulatorki. smile

            Po powrocie mój M. tylko zapytał, czy teraz to tak zawsze będzie. 1-2 razy do
            roku tak! Tylko może trochę bliżej, żeby czasu nie tracić na dojazd. smile))
    • kopina77 Re: "Chyba mam (nie)szczęście"?- 16.09.08, 10:39
      Betti nie piszesz w jakim wieku są te Twoje Skarby...???? Jeżeli są
      małe to jesteś dla nich mamą mimo że możesz czuć inaczej...
      Ja wierzę w magię wychowywania i miłośvci ,godzina po
      godzinie.Tłumaczenie i wymaganie, kochanie.Też mam wdowca z
      przychówkiem...też czasem mam dość ich i oni mają dość mnie(postać
      macochy z Kopciuszka jest mi bliska), ale wierzę że to da owoce na
      przyszłość...bo w końcu te dzieci to moja przyszłość, chyba że
      zamieszkają na drugim końcu świata...

      Dużo sił życzę.
      Słoneczko zaświeci...
      • betti_domino Re: "Chyba mam (nie)szczęście"?- 16.09.08, 11:17
        haha"te moje przyszywane" mają ponad 20l,prawie 18l-nie znoszą mnie
        i prawie 13l(w listopadzie-skorpion)-traktuje mnie jak matkę i
        nazywa mamasmilei tylko najmłodszy rokuje "nawrócenie"na dobrą drogę-
        tzn.nauczyć się mniej więcej,jak należy postępować,a jak nie(mam
        taką nadzieję)starsi idą w zaparte,wszystko na odwrótsad
        • mamba30 Re: "Chyba mam (nie)szczęście"?- 16.09.08, 11:20
          I moim zdaniem najbardziej na najmłodszym powinnaś sie skupić.
          Całego świata nie zbawisz, nauczyłam już sie tego.
          • betti_domino Re: "Chyba mam (nie)szczęście"?- 16.09.08, 11:30
            skupiłam się na młodym-tamtych olał-nic na siłę nie wskóram,a po
            dobroci nie ujechałam daleko-wykończyli mnie psychicznie(pijakowi
            nie udało się to przez 14l,a im zajęło to "tylko"2l)
            zresztą młody sam widzi,że traktuję GO na równi z moim rodzonym
            • betti_domino Re: "Chyba mam (nie)szczęście"?- 16.09.08, 11:39
              oczywiście są inne kłopoty,jak zazdrość
              • mamba30 Re: "Chyba mam (nie)szczęście"?- 16.09.08, 14:23
                zazdrość Twoja o dziecko, czy pasierba o Waszego syna?
                • betti_domino Re: "Chyba mam (nie)szczęście"?- 16.09.08, 17:41
                  zazdrość pasierba o mojego rodzonego i na odwrót,jest między nimi
                  różnica 2 lat i może stąd ta rywalizacja o uczucia i zainteresowanie.
                  o małą(9mies.) nie sa tak mocno zazdrośni,włączam ich do pomocy i do
                  zabawy.
    • nangaparbat3 a ja mam szczęscie - do macochy:) 16.09.08, 17:01
      Zostawiłysmy jej maleństwa pod opieka mojej mlodej i jej chłopaka i poszłysmy na
      "Mamma mia". Bawiłysmy sie świetnie i doszłysmy do wniosku, ze przydaloby sie
      jeszcze dwoch tatusiów dla naszych coreksmile)))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka