Dodaj do ulubionych

Chrześcijanin w depresji

09.10.06, 19:58
Juz parę razy słyszalam , że prawdziwie wierzący, wiedzący że Bóg go kocha
chrześcijanin nie powinien wpadać w depresję.
No,nie wiem... Nie wiem zbyt dużo na temat tej choroby - raczej ogólne
informacje, ale wydaje mi się, że byłoby to zbyt proste.
A może jest proste ?
Obserwuj wątek
    • mary_ann Re: Chrześcijanin w depresji 09.10.06, 20:47
      mader1 napisała:

      > Juz parę razy słyszalam , że prawdziwie wierzący, wiedzący że Bóg go kocha
      > chrześcijanin nie powinien wpadać w depresję.
      > No,nie wiem... Nie wiem zbyt dużo na temat tej choroby - raczej ogólne
      > informacje, ale wydaje mi się, że byłoby to zbyt proste.
      > A może jest proste ?


      Nie, nie jest. Depresja - ta prawdziwa, a nie smutek - jest chorobą. Choroba,
      jak to się mówi, nie wybierasmile
      Inną jest rzeczą, że wiara daje oparcie. W wielu badaniach wychodzi wysoka
      korelacja między stopniem zadowolenia z życia a poziomem religijności (inne
      czynniki "na czele" to, o ikle się nie mylę, rodzina, zdrowie,
      satysfakcjonująca pracasmile)
      • justyna.ada Re: Chrześcijanin w depresji 09.10.06, 21:04
        Zgadza się. Oczywiście można, z tego co wiem, być podatniejszym na depresję z
        jakiegoś powodu. Ale depresja może być prawdziwym krzyżem dla wierzącego
        chrześcijanina (i jego rodziny)
        Nie twierdzę natomiast że Pan Bóg nie potrafi pomagać osobom w depresji smile)
        Ale leczy się ją niezależnie, u lekarzy.
    • mamalgosia Re: Chrześcijanin w depresji 09.10.06, 21:10
      No więc i ja słyszałam. Że depresja to szatańska choroba.
      Szatańskie na pewno jest to, ze osoba w depresji popada w rozpacz - a rozpacz
      jako brak nadziei jest grzechem śmiertelnym. teoretycznie więc chrzescijanin
      nie ma prawa popaść w depresję, przecież żyje nadzieją.
      Ale nie uważam, żeby to było tak prosto. Każda choroba jest efektem grzechu
      pierworodnego i jako taka dobra nie jest. Depresja nie mniej i nie więcej niż
      właśnie każda inna choroba. Skoro chrześcijanina dopada grypa, to i depresja
      moze.
      Wiem, że papież Paweł VI chorował na depresję.
      A dodam tylko tyle, że jest to straszny krzyż, straszny. Własnie szczególnie
      dla chrześcijanina, który wie, że powinien mysleć inaczej.
    • samboraga Re: Chrześcijanin w depresji 09.10.06, 22:25
      > Juz parę razy słyszalam , że prawdziwie wierzący, wiedzący że Bóg go kocha
      > chrześcijanin nie powinien wpadać w depresję.
      > No,nie wiem... Nie wiem zbyt dużo na temat tej choroby - raczej ogólne
      > informacje, ale wydaje mi się, że byłoby to zbyt proste.
      > A może jest proste ?

      niestety, taka była dawniej praktyka KOściłasad( może nie wiedziano za bardzo o
      pochodzeniu depresji? natomiast na ile wiara pomaga...to chyba ważne, by
      spojrzeć na swoje życie, na życie w ogóele, powyżej poziomu braku
      neuroprzekaźników czy poziomu deficytów wczesnego dzieciństwa...

      to zależy czy się trafi do psychiatry czy psychologa na leczeniewink)
    • agrescik75 Re: Chrześcijanin w depresji 09.10.06, 23:57
      W Centrum Formacji Duchowej Salwatorianów w Krakowie miała miejsce sesja, która
      obecnie ukazała się w formie ksiązki: " Depresja a życie duchowe"

      www.salwator.com/?st=focus&id=340
      • mama_kasia Re: Chrześcijanin w depresji 10.10.06, 09:27
        Agreścik, dzięki za link smile

        Pozwolam sobie wkleić ten fragment:

        "Depresja jest dużym zagrożeniem, ale jednocześnie szansą. Wiele się można od niej nauczyć, gdy pojawia się w naszym życiu lub życiu bliskich czy znajomych. Dokonuje się to tylko w klimacie szacunku, współczucia, modlitwy i zrozumienia. Osoby depresyjne to często ludzie o niezwykłej wrażliwości, delikatni jak cienkie kartki tajemniczej księgi, z której tak wiele można wyczytać (...). Czy wolno mówić o sensie depresji? Czy wolno pytać, co ona chce nam dzisiaj powiedzieć? Wierzymy, że Bóg jest w każdej chwili obecny, że nie ma takiego momentu w naszym życiu, który by On opuścił. Jeśliby Bóg jakąś chwilę opuścił, toby jej nie było. A jeśli Bóg jest obecny, to znaczy, że ta chwila ma Sens. Człowiek robi także rzeczy, które nie mają sensu, wiele momentów swojego życia wypełnia bezsensem. Ale Bóg, Jego Sens, nie opuszcza także i tych chwil. Stąd wolno nam także wierzyć, że to, co się dokonuje w depresji, ma głęboki Sens, ponieważ Bóg nie opuszcza ludzi tak mocno zranionych."
        • mader1 Re: Chrześcijanin w depresji 10.10.06, 09:30
          Dziękuję
    • kulinka3 Re: Chrześcijanin w depresji 10.10.06, 05:51
      Czym innym jest depresja jako jednostka chorobowa, czym innym natomiast depresja
      kojarzona potocznie ze smutkiem z powodów niepowodzeń i problemów, sytuacji
      trudnych.
      Ta pierwsza skoro jest chorobą może dopaść każdego i jak mówią specjaliści nie
      ma wyraźnej przyczyny.
      Z drugą jest chyba tak jak pisała Mader, ale trzeba pamiętać o dojrzałości wiary
      każdej osoby.
      • kulinka3 Re: Chrześcijanin w depresji 10.10.06, 08:45
        Polecam również w dzisiejszym "Dzienniku" artykuł pt.Depresję mamy w genach".
        Nowe światło w spojrzeniu na te chorobę.
    • mama_kasia Re: Chrześcijanin w depresji 10.10.06, 09:24
      A czy zauważyliście, że osoby z depresją, czy innnymi
      problemami w sferze psychicznej, jakoś łatwiej lgną do
      wspólnot w Kościele? Bo ja zauważyłam, na chociażby przykładzie
      naszej wspólnoty.
      Nie jest to takie proste być chorym na depresję i można wierzyć,
      ufać Bogu, a jednak ataków nie da się uniknąć. Choć myślę także,
      że człowiekowi mocno, dojrzale wierzącemu jest łatwiej przez
      chorobę przejść.
    • mader1 Re: Chrześcijanin w depresji 10.10.06, 09:28
      Myślicie podobnie, jak ja.
      Myślę, że choroby dotyczące psychiki są bardzo dziwnie traktowane. Albo jako
      jakieś fanaberie, albo wymysły, albo coś wstydliwego.
      Depresja jako słabość, zachwianie relacji z Bogiem - to dla mnie trudna
      interpretacja.
    • fiamma75 Re: Chrześcijanin w depresji 10.10.06, 09:35
      Depresja jest chorobą, straszną sad Nie doświadcza się wtedy Boga, a wiara,
      cóż, bardziej jest potrzebna ta czwórka, co niesie paralityka do Jezusa.
      Za to potem, może się okazać, że owoce depresji są błogosławione, bo Bóg z
      każdej ciemności, z każdego zła, może wyciągnąć niewyobrażalne dobro smile
      • alex05012000 Re: Chrześcijanin w depresji 10.10.06, 11:14
        witam wszystkie/ich,
        mader napisała ciekawy, z mojego punktu widzenia wątek: "Juz parę razy
        słyszałam, że prawdziwie wierzący, wiedzący że Bóg go kocha chrześcijanin nie
        powinien wpadać w depresję. No, nie wiem... Nie wiem zbyt dużo na temat tej
        choroby - raczej ogólne informacje, ale wydaje mi się, że byłoby to zbyt
        proste. A może jest proste ? "
        czytam sobie wasze wypowiedzi, i czuję się niejako wywołana do odpowiedzi,
        jako, że w przeciwieństwie do was niestety wiem o czym pisze:
        - po pierwsze należy rozróżnić popularne powiedzenie wpadać w depresję z powodu
        x, być w depresji.. znaczące po prostu smutek z powodu zdarzenia, lub swego
        rodzaju melancholię, od jednostki chorobowej pt. depresja, która jest taką sama
        jednostką chorobową jak grypa, zapalenie ucha czy skręcenie stawu w stopie...
        jeśli to rozróżnimy powiedzenie "chrześcijanin nie powinien wpadać w depresję"
        stanie sie bez sensu, bowiem jak się nie wpada w grypę czy skręcenie kostki tak
        nie wpada sie w depresję.
        Objawy depresji tzw klinicznej mogą być różne, przede wszystkim zaburzenia snu
        (bezsenność lub nadmierna senność), zaburzenia łaknienia, utrata wagi, smutek,
        przygnębienie, płaczliwość, apatia, niskie poczucie własnej wartości,
        zdenerwowanie aż do wściekłości i agresji, z błahego czasami powodu, każda
        najmniejsza czynność wymaga niewyobrażalnie wielkiego wysiłku, nic nie cieszy,
        żadna czynność wcześniej wykonywana, żadna praca, rodzina, dzieci, hobby,
        NIC ... brak zainteresowania pozytywnego czymkolwiek, niemożność skupienia
        uwagi, czytania!, ucieczka od ludzi, znajomych, przyjaciół, niechęć do kontaktu
        z kimkolwiek - sięgnięcie po słuchawkę telefonu to zadanie ponad siły,
        częściowy lub całkowity brak sił fizycznych, zniechęcenie, zmęczenie, zawrtoty
        głowy i migreny, zaburzenia oddychania, ucisk w klatce piersiowej, oraz inne
        dolegliwości wskazujące błędnie na poważne choroby (niektórzy wydali majątek na
        diagnozy...) aż do myśli samobójczych i prób samobójstwa...
        i to wszystko wina "chemii" w mózgu, podanie odpowiednich leków (niestety
        dobrać wcale nie jest tak łatwo, jest ich kilka podobnych albo niby takich
        samych a jeden działa a drugi nie) powoduje stopniowe cofanie się choroby, mówi
        się o 4-6 miesiącach leczenia conajmniej, ale niektórzy przyjmują leki latami...
        oprócz leczenia farmakologicznego są różne formy psychoterapii...
        czy to straszna choroba?: owszem, potwierdzam w 100%
        natomiast czy Bóg, wiara, ma wpływ - nie wiem, według mnie na same objawy
        choroby nie, wierzącemu wcale nie jest łatwiej... dolegliwości są
        wszechogarniające i nie sposób sie przed nimi obronić, to nie jest smuteczek na
        który zwykłe "weź siew garsć" pomaga, natomiast przy wychodzeniu z choroby
        może...
        nie sądzę aby owoce depresji były błogosławione, bo czy owoce zapalenia gardła
        też miałyby być błogosławione? w jakim stponiu?, w każdym razie nie bardzo
        rozumiem...
        co ma wpływ na chorobę, a raczej na podatność na nią? nie wiem, mozę charakter
        człowieka, moze tryb życia, podatność na stresy, jedni sobie z nimi radzą inni
        nie, moze nadwrażliwość, nadmierne wszystkiego przeżywanie...czasami jakieś
        bardzo silne przeżycie wyzwala objawy lub je nasila...
        w każdym razie nikomu nie życzę zachorowania i pozdrawiam wszystkich
        alex (na depresję leczę sie, farmakologicznie, od stycznia 2005 roku...)
        • mama_kasia Re: Chrześcijanin w depresji 10.10.06, 11:27
          Alex, dzięki za to, co napisałaś.
          A czy mogłabyś napisać, jak pomóc osobom już leczącym się na depresję.
          Jakieś konkretne rady. Znam osobiście dwie osoby chore,
          zresztą bardzo różnie depresję przeżywające, tzn. na zewnątrz widać,
          że różnie.
          Czy można być jakimś konkretnym w stosunku do nich, czy nasze
          "specjalne" zachowanie jest bez znaczenia?
        • addria Re: Chrześcijanin w depresji 10.10.06, 11:50
          Dobrze Alex, że to napisałaś. Jakoś nie zauważyłam Twojego posta wcześniej.
          Pozdrawiam
        • mader1 Re: Chrześcijanin w depresji 10.10.06, 17:06
          nie chciałam wywoływać Cię do odpowiedzi, ale bardzo się cieszę, że napisałaś.
          Co jakiś czas słyszę bowiem o depresji wśród rodzin znajomych. Wydawało mi się,
          a mowa o chorobie, że skwitowanie tego jednym zdaniem jest bardzo krzywdzące,
          zwłąszcza, że słyszałam o lekach, pobytach w szpitalu, zmaganiu się z chorobą
          całej rodziny.
          Dziękuję za post.
    • audita Re: Chrześcijanin w depresji 10.10.06, 11:16
      Chorowałam na depresję. Właściwie powinnam użyć czasu terażniejszego, bo po
      kilku nawrotach już wiem, że mam "dożywocie". Objawy mogą powrócić.
      Dla mnie najtrudniejsze było odnajdywanie granicy, nazwijmy to umownie,
      między "życiem duchowym" a "fizjologią". Tłumaczenie sobie, że moje duchowe
      wątpienia to może objaw choroby, a nie obiektywizm. I druga, ciemna strona
      strona - że poczucie wewnętrznej harmonii to może wynik działania lekarstw, a
      nie działanie Ducha.
      Zaskoczyła mnie ta informacja o Pawle VI, gdzie o tym można coś przeczytać?
      • sion2 "Noc jest mi światłem"... 10.10.06, 11:51
        To taka książka, autora teraz nie podam bo jest na górze a ja teraz mieszkam na
        dole. Polecam ją wszytskim wierzącym cierpiącym na depresję.

        Rzeczywiscie konieczne jest rozroznienie na chorobę i depresję w rozumieniu
        potocznym. Depresja-choroba endogenna może zdarzyc się absolutnie kazdemu i
        pierwsze slyszę ze "wierzącemu nie powinna". Natomiast wiara na pewno rzuca
        światlo - o tym jest ta książka, kazdy zly stan psychiczno-duchowy mozna
        wykorzystac do poglebienia relacji z Bogiem. Poza tym mistyka mówi że aby
        czlowiek mógł byc w pelni przez Boga przemieniony jego psychika musi przejsc
        oczyszczenia takze. I wielu, wielu swiętych mialo w swoim zyciu epizody choroby
        pschicznej, silnej nerwicy np. Jan Boży, Albert Chmielowski, Teresa od Dz.Jezus
        i Teresa od Jezusa, niektorzy nawet lądowali w szpitalach psychiatrycznych. Ale
        gdy w ich zyciu zwyciezala łaska, cala ich natura ulegala integracji w Bogu. A
        znacie moze termin "dezintegracja pozytywna"? to z psychologii Dąbrowskiego,
        taki psycholog sprzed kilkudziesieciu lat, psycholog chrzescijanski, tez warto
        go poczytac.
        A ks. Dajczer, autor "Rozwazan o wierze" mowil mi ze zna wielu pacjentow
        zakladow psychiatrycznych, ktorzy prowadza głębokie życie wewnętrzne. Sama mam
        kolezankę chora na schizofrenię, od ktorej wiary i pokory wielu by się moglo
        uczyc.
    • addria Re: Chrześcijanin w depresji 10.10.06, 11:48
      To bardzo krzywdzące stwierdzenie! Chory (każdy) potrzebuje wsparcia i jeśli
      jest wierzącym to również przez wiarę w to, że Bóg go kocha i akcpetuje z jego
      chorobą i niedoskonałością. Słysząc, że prawdziwi chrześcijaninie nie wpadają w
      depresję, taki człowiek będzie dodatkowo czuł się winny, bezsilny i miał
      nieustające wyrzuty sumienia, a to tylko może prowadzić do jednego: nawrotu
      choroby, bądź nasilenia jej obajwów.
      Depresja to podstępna choroba, wielu ludzi nawet nie wiem, że ją ma...
      • addria Re: Chrześcijanin w depresji-korekta 10.10.06, 12:07
        > Depresja to podstępna choroba, wielu ludzi nawet nie wiem, że ją ma...

        Miało być "nawet nie wie, że ją ma"
        • alex05012000 Re: Chrześcijanin w depresji 10.10.06, 12:39
          owszem, to podstępna choroba i wyniszczająca organizm i psychicznie i
          fizycznie - co może niewielu ludzi wie...trudno uwierzyć że osoba, która nie
          jest w stanie bez zadyszki i kompletnego wyczerpania wejść na 2 pietro po
          schodach nie jest ciężko chora na serce, nie ma zaawansowanej wieńcówki,
          niedowładu nóg tylko "zwyczajną" depresję... depresja to nie tylko stany ducha,
          chore jest całe ciało...
          dopiero od niedawna sie o tej chorobie mówi wiecej, są broszury w
          przychodniach, 20-30 lat temu nikt o niej nie słyszał a pojęcie choroba
          psychiczna i psychiatra było kojarzone z "wariatem" w białym fartuchu z
          zawiązanymi rękawami...
          pytacie jak pomóc choremu? napewno trzeba wiele ciepła, życzliwości, uczucia...
          zwłaszcza od najbliższej rodziny... wszystko zależy od danej osoby i od relacji
          z nią ... jeśli to znajoma, to po prostu unikałabym jakichś scysji, drażliwych
          tematów, ciezko powiedzieć...czy wiesz bo sie domyślasz, czy ci powiedziała...
          np w moim otoczeniu wie o tym mąż, moja mama, kilka osób ze znajomych, reszta
          nie... po mnie tego nie widać ... przynajmniej na zewnątrz...
          • justyna.ada alex odbierz pocztę :-) n/t 10.10.06, 13:15

            • alex05012000 Re: alex odbierz pocztę :-) n/t 10.10.06, 20:22
              odebrałam i odpisałam, w pracy padł mi net, nie wiem czy jutro będzie, w każdym
              razie nie do południa...
          • mama_kasia Re: Chrześcijanin w depresji 10.10.06, 15:16
            To ja pytałam, jak pomóc.

            Pytasz:
            czy wiesz bo sie domyślasz, czy ci powiedziała...
            > np w moim otoczeniu wie o tym mąż, moja mama, kilka osób ze znajomych, reszta
            > nie... po mnie tego nie widać ... przynajmniej na zewnątrz...

            Wiem, bo mi powiedziała. Wiem, bo były stany, gdy było
            widać, gdy był szpital. A z kolei po drugiej osobie rzeczywiście
            nic nie widać. Natomiast, gdy się już wie, to wiele sytuacji w tej
            osoby zachowaniu, w jej decyjach można zrozumieć. Jest być z nią łatwiej,
            gdy się o tym wie.
          • samboraga Re: Chrześcijanin w depresji 10.10.06, 22:24
            > pytacie jak pomóc choremu? napewno trzeba wiele ciepła, życzliwości, uczucia...
            > zwłaszcza od najbliższej rodziny...

            nie wiem czy można pomóc, czy nawet najbliższa rodzina może pomóc, w dodatku
            lekarze wcale tego nie ułatwiają, zasłaniając się w sposób niezdrowy tajemnicą
            lekarską, gdy rodzina prosi o wskazówki...jest to istotne zwłaszcza w sytuacji,
            gdy choroba jest już zaleczona, leki odstawione i ważne, by nie przegapić
            ewentualnego nawrotu...przy osobie chorej na depresję z chorobą walczy cała
            rodzina, i cała rodzina potrzebuje pomocy, fachowego wsparcia, podpowiedzi jak
            pomagać... - ważne jest ciepło, ale równie ważna wiedza np. że w pewnych
            momentach wymaganie od drugiej osoby zwykłych czynności będzie niemożliwe i nie
            wynika z jej złej woli, że ona naprawdę nie może się 'wziąć w garść', że to nie
            jest z jej winy...
    • berek_76 Re: Chrześcijanin w depresji 10.10.06, 20:29
      Cóż, jako biolog z krwi i kości stwierdzenie "prawdziwy chrześcijanin nie
      powinien wpadać w depresję" traktuję dokładnie tak samo, jak stwierdzenie
      "prawdziwy chrześcijanin nie powinien chorować na grypę/raka/łamać nogi". Tyle
      samo w nim sensu.

      Depresja jako choroba nie jest stanem umysłu - ona tylko przede wszystkim w ten
      spośób się objawia. Człowiek chory na depresję to nie jest człowiek przygnębiony
      tylko cżlowiek z zaburzneiami produkcji pewnych substancji - w czym tu jego
      wina? A że substancje te wpływają na stan ducha to poniekąd oddzielna sprawa.

      Myślę, że problem bierze się ze zbyt powszechnego stosowania słowa "depresja" w
      znaczeniu obniżenia nastroju. Podobnie jak "ekologia" w znaczeniu "ochrona
      środowiska" - wiąże się, ale jednak to samo to nie jest.

      -----------------------
      Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
      • elwinga berek_76 - prywata OT :) 11.10.06, 20:54
        Nie na temat, ale chciałam Ci tylko powiedzieć, że czytałam kilka Twoich postów
        (nie tylko tutaj) i że mądra z Ciebie dziewczyna.

        No, i to tyle. smile
    • lolinka2 Re: Chrześcijanin w depresji 11.10.06, 19:56
      a może chrzescijanin być chory na zęby?? na grypę?? na cukrzycę?? na raka?? czy
      to też wyraz niezadowolenia Boga może....?

      Taka sama choroba jak każda inna i każdy madry chrześcijanin z szacunku dla
      zdrowia i zycia będzie ją leczył, bo jak grypy nie wyleczy się studium i
      modlitwą, tak też depresji nie...
      • oleswava Re: Chrześcijanin w depresji 11.10.06, 21:24
        Kiedy miałam 20 lat cierpiałam na depresję. Wtedy już od kilku lat byłam osobą
        wierzącą, i wcześniej wydawało mi się, że jest to coś co ludzi wierzących i
        posiadających żywą relację z Bogiem nie dotyczy. Niestety dopadło mnie, było to
        na tle zdrowotnym - rozchorowałam się i efekty mojej choroby były dla mnie
        bardzo trudne do zniesienia, jako dla dwudziestoletniej dziewczyny. czułam się
        jak wyrzutek, zaczełam się strasznie izolować, bo zresztą i tak byłam skończona
        towarzysko.
        Był to bardzo trudny czas w moim życiu, ale na szczęście skończył się i muszę
        powiedzieć, ze w jego czasie przynajmniej nabrałam szacunku do takich sytuacji.
        Nie można traktowac takich stanów jednym zdaniem: "To grzech". To bardzo
        poważny stan, bardzo destrukcyjny. Nie uważam, żeby popadnięcie w ten stan i
        stracenie nadziei było jakimś rodzajem sprzeciwienia się Bogu-z tej prostej
        przyczyny, że kiedy dopada człowieka ten przerażający smutek, to przygniatające
        poczucie, ze jest się przypadkiem beznadziejnym i że nie ma dla mnie żadnej
        nadziei żadnej pomocy - nie jest to bynajmniej wybór takiej osoby. Dla mnie
        samodzielna walka z tym uczuciem była niemożliwa, choć naprawdę próbowałam.

        Z jednej strony nie chciałabym przesadnie uduchawiać tego stanu - ponoć
        jedzenie łososia i regularne przyjmowanie kwasu Omega 3 bardzo poprawia stan
        psychiczny osoby cierpiącej na depresję. Jednak z drugiej strony nie chciałabym
        oddzielać tak drastycznie natury duchowej i "cielesnej" tego stanu, jak to
        zrobiła chociażby moja poprzedniczka w tym wątku. ja nie leczyłam swojej
        depresji farmakologicznie i wdzięczna jestem, że nikt nie wpadł na taki pomysł,
        bo mówicie co chcecie - środki psychotropowe to najgorszy rodzaj leczenia
        depresji (była tak leczona bliska osoba z mojej rodziny i mój kolega ze
        studiów) i niczego tak naprawdę nie zmienia. Mi bardzo pomogła rodzina i
        właśnie... modlitwa. Przez około 2 lata modliłam się dosłownie dzień w dzień,
        przez łzy o to, by Bóg pomógł mi się wydostać z tej czarnej dziury.Byłam w
        takim dole, że to, że dziś wspominam to tylko jako koszmarny ale dawno
        zakończony rozdział mojego życia uważam za prawdziwy cud. Powoli Bóg zaczął
        napełniać mnie nadzieją, w końcu byłam nawet w stanie zaakceptować siebie ze
        swoją paskudną chorobą, moje poczucie własnej wartości powoli, ale w końcu
        całkowicie się odbudowało. Zaczęłam się na nowo cieszyć życiem i to stało się
        zanim wyzdrowiałam ze swojej choroby, bo na szczęście tak się stałosmile)))
        Miałabym dużo do powiedzenia na temat depresji, ale z własnych dośwaidczeń
        podsumuję to tylko słowami: Bóg nie powoduje depresji (bo i takie wersje
        słyszałam),ani depresja nie jest grzechem przeciwko Bogu. Niemniej jednak Bóg
        jest nadzieją chrześcijanina, bo całym sercem wierzę, że tylko On może naprawdę
        pomóc mu z tego wyjść i cieszyć się swoim życiem.
        Pozdrawiam
        --
        mama gg 5530185
        Basia
        maleństwo
        • alex05012000 Re: Chrześcijanin w depresji 12.10.06, 09:18
          witam,
          musze się wtrącić, i pozwolę sobie nie zgodzić sięw pełni z oleswawa,
          "ponoć jedzenie łososia i regularne przyjmowanie kwasu Omega 3 bardzo poprawia
          stan psychiczny osoby cierpiącej na depresję" a to miłe, bardzo lubię łososia,
          szkoda,z e drogi...
          ale na poważnie: oleswawa pisze: "ja nie leczyłam swojej depresji
          farmakologicznie i wdzięczna jestem, że nikt nie wpadł na taki pomysł,
          bo mówicie co chcecie - środki psychotropowe to najgorszy rodzaj leczenia
          depresji (była tak leczona bliska osoba z mojej rodziny i mój kolega ze
          studiów) i niczego tak naprawdę nie zmienia.
          i tu mam dwie uwagi, po pierwsze według tego co wiem i mojego doświadczenia
          depresję kliniczną, no, moze z wyjątkiem lekkiej bardzo postaci, leczy się
          lekami farmakologicznymi, bez nich objawy choroby nie ustąpią...; po drugie
          leki tzw antydepresanty to nie psychotropy!!!!! ja od 1,5 roku biorę
          antydepresanty, leki hamujące wychwyt zwrotny serotoniny, ale TO NIE JEST
          PSYCHOTROP!!! często ludzie mylą te pojęcia. Może twoi znajomi byli leczeni
          psychotropami, ale zaręczam ci, zę wiekszość chorych na depresję przyjmuje
          antydepresanty, które z psychotropami nie mają nic wspólnego... ja biorę swój
          lek i funkcjonuję normalnie, prowadzę samochód, obsługuję biurowe urządzenia,
          itd.
          Mi bardzo pomogła rodzina i właśnie... modlitwa. pisze dalej oleswawa...
          i chwała Panu za to, tylko, że np. mnie nikt nie był w stanie pomóc i owe
          środki farmakologiczne, które tak krytykujesz ja traktuję jak dobrodziejstwo,
          które i owszem zmieniły - moją koszmarną wegetację w normalne życie.... i nawet
          gdybym miała łykać te leki do końca życia, będę dziękować Bogu za to, ze
          istnieją....
          "Niemniej jednak Bóg jest nadzieją chrześcijanina, bo całym sercem wierzę, że
          tylko On może naprawdę pomóc mu z tego wyjść i cieszyć się swoim życiem. "
          Ja też tak uważam, tylko ja inaczej traktuję pomoc Bożą, "mój Bóg" pokierował
          mnie do dobrego lekarza i "dał" dobry lek, który mnie uzdrowił i za to mu
          dziękuję (jak nie zapomnę...)... pozdrawiam również - alex
          • lolinka2 Re: Chrześcijanin w depresji 12.10.06, 10:04
            jakby ktoś chciał wiedzieć to wierzący się leczą, zgadzam się z tobą ,alex05012000.
            Osobiście od prawie pięciu lat przyjmuję stabilizatory nastroju (na ogół kwas
            walproinowy, czasem okresowo cos jeszcze) i przy obniżeniu nastroju
            antydepresanty (było ich trochę, ostatnio aurorix bo karmię piersią nadal). To
            takie troszkę .... sekciarskie i ksenofobiczne bać się medycyny. Ludzie, w
            tabletkach nie siedzą duchy przodków!!!! A poza tym, spróbujcie sobie
            zaawansowaną cukrzycę normować TYLKO dietą. Życzę łagodnego przebiegu zespołu
            stopy cukrzycowej itp powikłań do utraty wzroku włącznie......
          • mader1 Re: Chrześcijanin w depresji 12.10.06, 10:25
            > Ja też tak uważam, tylko ja inaczej traktuję pomoc Bożą, "mój Bóg" pokierował
            > mnie do dobrego lekarza i "dał" dobry lek, który mnie uzdrowił i za to mu
            > dziękuję (jak nie zapomnę...)...
            to piekne slowa.
            chociaz swiadectwo o uzdrowieniu wcale nie musi temu zaprzeczac.ja w swoim
            zyciu doswiadczam,jak alex.cuda,male cuda dzieja sie jednak wokol.
          • oleswava Re: Chrześcijanin w depresji 25.10.06, 01:18
            BYć może faktycznie pomyliłam pojęcia, jesli tak to przepraszam. MOje negatywne
            nastawienie do leków wzięło się stąd, że jak napisałam już wcześniej mój kolega
            i bliska osoba z mojej rodziny brali leki, które kompletnie ich rozwaliły, nie
            przynosząc żadnej, naprawde żadnej poprawy. MIałam okazję obserwować ich z
            bliska i stąd moje krytyczne i - może zbyt emocjonalne, przyznaję, uwagi.
            Jednak faktycznie te osoby były leczone farmakologicznie ok 15 lat temu, od
            tego czasu nie miałam już żadnej "styczności" z farmakologicznym leczeniem
            depresji. Na pewno nie chciałam urazić osób, które stosują leczenie
            farmakologiczne i są zadowolone z jego efektów. Jeśli tak zrobiłam to
            przepraszam

            Co do tego łososia i kwasu Omega 3 to nie wyssałam sobie tego z palca -
            oglądałam praogram na national geografic, który był w całości poświęcony temu
            tematowi i przedstawiał między innymi historię kobiety ciąrpiącej na depresję,
            która zgodnie z zaleceniem lekarza rozpoczęła spożywanie łososia i innych
            tłustych ryb i zgodnie z tym, co tam przedstawiono jej stan znacznie się
            poprawił.

            > "Niemniej jednak Bóg jest nadzieją chrześcijanina, bo całym sercem wierzę, że
            > tylko On może naprawdę pomóc mu z tego wyjść i cieszyć się swoim życiem. "
            > Ja też tak uważam, tylko ja inaczej traktuję pomoc Bożą, "mój Bóg" pokierował
            > mnie do dobrego lekarza i "dał" dobry lek, który mnie uzdrowił i za to mu
            > dziękuję (jak nie zapomnę...)

            Naprawdę nie miałam zamiaru dać do zrozumienia, że rozumiem to inaczej niż Ty -
            bo ja również uważam, że natrafienie na dobrego lekarza, któy pomoże poradzić
            sobie z problemem to prawdziwe Boże działanie i jak najbardziej widzę w tym
            Jego rękę.

            Podsumowując - nie chciałam urazić i dziekuję za pokazanie mi koncepcji
            leczenia farmakologicznego z innej perspektywy, bo przynajmniej dzięki Tobie
            inaczej na sprawę spojrzałam - o to chyba zresztą chodzi w dyskusjach na forum,
            prawda?
            • alex05012000 Re: Chrześcijanin w depresji 27.10.06, 14:07
              oleswawa, pozdrawiam, a pamiętasz ten łosoś (uwielbiam łososia!!!) to jaki?
              smażony czy wędzony? jak tłuste ryby to pewnie i makrela, którą też
              uwielbiam...
              p.s.1 nie uraziłaś mnie, tylko tak ogólnie, pokutuje pogląd,ze depresja to taki
              stan umysłu, przygnębienia ... i co najwyzej terapia, kozetka psychoanalityka,
              albo spacer po lesie.... a leki to od razu ogłupiają i czynią z człeka
              roślinę..., a tak nie jest;
              p.s. 2 owszem, bardzo trudno jest dobrać lek, ale nie trudniej niż na alergię
              np....,
              • mader1 Re: Chrześcijanin w depresji 27.10.06, 16:25
                We wczorajszej Rzepie był artykuł dotyczący wpływu diety na emocje ludzkie.
                Tytuł zupełnie inny niż temat, na który rozmawiamy " Agresja zwalczana dietą".
                Obok artykułu rozmowa z Sa'eed Bawa , ekspertem od dietoprofilaktyki chorob
                cywilizacyjnych w Katedrze Dietetyki SGGW w Warszawie " Jedzenie potraw z ryb
                to sposób, by zapobiec depresji". " Ryby, które stanowią ich główne źródło,
                dobrze jest jeść conajmniej dwa razy w tygodniu, najlepiej trzy. Najzdrowsze są
                morskie, choć lepiej unikac dużych drapieżników, bo w ich mięsie może kumulowac
                się rtęć "
                Wyżej tłumaczy :
                " Dzieje się tak dlatego, że kwasy tłuszczowe omega-3 zwiększają produkcję
                serotoniny i dopaminy - neuroprzekaźników odpowiedzialnych za doświadczenia
                satysfakcji czy przyjemnych wrażeń"
                Napisane jest jeszcze, że powinna być zachowana równowaga między kwasami omega-
                6 ( tłuszcze z kukurydzy, soi czy słonecznika) a omega -3 ( 5:1).
                Wynika z tego, że spożywanie ryb morskich i owoców morza zdecydowanie wspomaga
                leczenie depresji.

                Zauważyłam, że zimą, gdy moja córka była zakochana bez wzajemności ( jak jej
                się wydawało), zaczęła sięgać po makrelę, której wcześniej nie jadła ...
    • agrescik75 "Jak zwyciężyć depresję" - ks. Serafino Falvo 21.10.06, 14:39
      Dzisiaj byłam na targach ksiązki i wśród miliona ulotek, które mi dawano przy
      każdej okazji, była też ulotka Ośrodka Odnowy w Duchu Świętym, a w niej oferta
      ksiązki:
      "Jak zwyciężyć depresję" - ks. Serafino Falvo
      "Jeżeli żyjesz w smutku i poczuciu bezsensu życia, ta ksiązka jest dla Ciebie.
      Autor ukazuje jak wyjść z depresji dzięki odkryciu Bożej miłości oraz obecności
      Ducha Świętego w naszym życiu"

      Strona wydawnictwa:
      www.jezuici.pl/odnowa/Zamowienia/zam_main.html
      • lolinka2 Re: "Jak zwyciężyć depresję" - ks. Serafino Falvo 21.10.06, 20:47
        ktoś zna treść tej książki????
        Bo ze wstępu brzmi na zasadzie 'pomódl się to cukrzyca ci minie', a osobiście
        jestem dość mocno najeżona na takie 'terapie', choć są spotykane w różnych
        znanych mi denominacjach....
        • nordynka1 Re: "Jak zwyciężyć depresję" - ks. Serafino Falvo 23.10.06, 13:06
          czy wyjście z bulimii przy pomocy modlitwy i Bożej Miłości się w Twojej ocenie
          liczy jako wyzdrowienie z choroby?
          • lolinka2 Re: "Jak zwyciężyć depresję" - ks. Serafino Falvo 23.10.06, 14:04
            wyjście czyli co??
            bo bulimia sama w sobie znikąd sie nie bierze, z reguły jest chorobą
            współtowarzyszącą paru innym, samej jej się poza psychoterapią nie leczy (o ile
            pacjentka nie jest mocno nadwyrężona fizycznie, a psychoterapią też może być
            religia), natomiast cała reszta (depresja, schizoafekty i pare innych) to już
            domena medycyny. I jeśli ktoś wyszedł TYLKO z bulimii, to w zasadzie nadal jest
            chory i prędzej czy później do niej wróci. Znam osobiście przypadek 'wyleczenia'
            przez religię z anoreksji, bez poruszania całego podłoza, po prostu dziewczynka
            zaczęła jeść, odbudowała masę ciała, stała się ogrooooooooooomnie wierząca
            oczywiście (nazbyt??), wróciła do choroby po kilku latach, nie mam pewności czy
            jeszcze zyje.....

            Poza tym gdyby mój bardzo katolicki (aktywny w środowiskach kościelnych, na
            codzień żyjący zgodnie z zasadami swojej religii) psychiatra ufał w zwycięstwo
            nad chorobą psychiczną tylko z pomocą religii, nie byłby lekarzem i nie
            ordynował ludziom prochów niezależnie od wyznawanej denominacji, chyba
            logiczne?? Natomiast uważa on religię za bardzo dobry i skuteczny dodatek do
            terapii, twierdzenia zaś że wyłącznie dzięki modlitwie zwyciężyłem tę czy tamtą
            chorobę.... za stan chorobowy.
            • nordynka1 Re: "Jak zwyciężyć depresję" - ks. Serafino Falvo 23.10.06, 15:01
              To Twój psychiatra powinien poznać pewnien przypadek, w którym osoba chorowała
              na bulimię kilka ładnych lat. Na jej stan wiedzy i umysłu miała tylko bulimię,
              choć owemu okresowi jej życia towarzyszył również permanentny lęk i częste
              stany "zapadnięcia się" w sobie - może można nazwać je "depresyjnymi" - nie
              wiem. Osoba owa skrzętnie ukrywała swoją chorobę przed otoczeniem. Nie wiedział
              o niej nikt prócz spowiednika. Nie była z nią nigdy u lekarza, ani u
              psychologa. Trafiła do wspólnoty religijnej, gdzie przeżyła nawrócenie.
              Doświadczyła Bożej Miłości. Po jakimś czasie ze zdumieniem odkryła, że może
              normalnie jeść. Że nie musi robić tego, co jeszcze niedawno musiała. Jest
              przekonana, że choroba została jej zabrana. Właśnie - nie tyle z niej wyszła,
              co choroba została jej zabrana. Także ów permanentny lęk i "zapadanie się" w
              sobie. Warunki jej otoczenia nie zmieniły się - to co można podejrzewać o
              przyczynę choroby, pozostało w niezmienionej formie.

              Tym przypadkiem jestem ja.
              • alex05012000 Re: wtrącę swoje 3 grosze... 23.10.06, 16:30
                powiem tak: w przypadku bulimii przyjmuję do wiadomości że tak było i
                rzeczywiście być mogło, w przypadku depresji, może z wyjątkiem bardzo lekkiej
                postaci jest to według mnie niemożliwe...
                no chyba, że raz na 100 lat jako tzw cud... w końcu cuda sie też czasami
                zdarzają...
              • mary_ann Re: "Jak zwyciężyć depresję" - ks. Serafino Falvo 27.10.06, 15:26
                Ja bym powiedziała tak (w suemie podobnie jak alex):
                - cuda się zdarzają, ale NIEZMIERNIE rzadkosmile)
                - przejściowe zaburzenia nastroju czy lekka bulimia (parabulimia?) na tle
                nerwicowym mogą ustąpić mniej więcej samoistnie, a także np. na skutek
                nawrócenia. Będę się jednak upierała, że jeśli podłoże problemu jest
                organiczne, to trudno liczyć na trwałe wyleczenie w ten sposób. Chyba, że
                zachodzi punkt pierwszy. Tyle tylko, że ze względu na rzadkośc występowania
                wariantu 1. nikomu sensownie nie radzimy, by oczekiwał cudu,lecząc niedobór
                witaminy B modlitwą, więc czemu upieramy się, by schorzenie organiczne
                (niedobór serotoniny -> depresja) traktowac inaczej?
    • mamalgosia a Chrześcijanin w rozpaczy? 22.10.06, 12:58
      ma prawo?
      • alex05012000 Re: a Chrześcijanin w rozpaczy? 23.10.06, 11:50
        nie róbmy z chrześcijanina obywatela drugiej czy trzeciej kategorii, dlaczego
        nie miałby prawa być w rozpaczy? dlaczego nie mieć prawa do błądzenia,
        wątpienia, szukania, zawracania, rozpaczania i radowania się.... w pewnym
        sensie taki sam człowiek jak każdy inny...
        a wracając do książki, której nie czytałam i raczej nie zamierzam [po co mam
        rozpamiętywać chorobę? leki działają, a sama myśl o chorobie (jej byłych
        objawach) wywołuje we mnie dreszcze...], to może być ewentualnie pomocna ale
        nie jako zamiennik leków i indywidualnej psychoterapii... samą ksiązką tą czy
        inną prawdziwej depresji, nie ponurego nastroju tylko jednostki chorobowej, się
        nie wyleczy...
        • mamalgosia Re: a Chrześcijanin w rozpaczy? 23.10.06, 14:47
          Alex,
          Rozpacz jest grzechem przeciwko nadziei, grzechem śmeirtelnym.
          Jeśli więc chrześcijanin traci nadzieję, to grzeszy. Czy może więc tracić
          nadzieję?
          I jak ma nie tracić, jeśli stracił?
          • mama_kasia Re: a Chrześcijanin w rozpaczy? 23.10.06, 15:46
            Apostołowie też stracili nadzieję, gdy Jezus umarł, a jednak
            potem wrócili...
            • mamalgosia Re: a Chrześcijanin w rozpaczy? 23.10.06, 16:29
              ale potem im się pokazał już zmartwychwstały
          • mama_kasia Re: a Chrześcijanin w rozpaczy? 23.10.06, 15:53
            Zerknęłam jeszcze do KKK. Tam jest mowa o rozpaczy, czyli utracie
            nadziei wtedy, gdy nie wierzymy, że Bóg ma moc nam przebaczyć, gdy
            nie wierzymy w Boże miłosierdzie.
            Czy o taką rozpacz Ci chodziło?

            2091 KKK- "Wskutek rozpaczy człowiek przestaje oczekiwać od Boga
            osobistego zbawienia, pomocy do jego osiągnięcia lub przebaczenia
            grzechów. Sprzeciwia się dobroci Boga i Jego sprawiedliwości - gdyż
            Bóg jest wierny Swoim obietnicom - oraz Jego miłosierdziu".
            • mamalgosia Re: a Chrześcijanin w rozpaczy? 23.10.06, 16:28
              chodzi mi o utratę nadziei na Jego dobry plan w stosunku do mnie, na Jego
              opiekę, na lepsze jutro, brak zaufania
              • mama_kasia Re: a Chrześcijanin w rozpaczy? 23.10.06, 16:34
                Tak myślałam, ale w tym grzechu chyba nie o to chodzi.
                ...Bo któż byłby zbawiony sad - lecę na angielski, zajrzę jutro
                na forum
          • alex05012000 Re: a Chrześcijanin w rozpaczy? 23.10.06, 16:25
            hmmm ja tam uważam, że można rozpaczać i mieć nadzieję... ja np w życiu
            rozpaczałam z powodu X, ale miałam nadzieję, że Bóg mi jednak pomoże, że jest
            (nie zniknął z powodu mojej rozpaczy w konkretnych sprawach) itd...
            nadzieja jest zawsze, tli się, choćby podswiadomie... nawet jeśli mówimy:
            straciłam nadzieję, że stanie się to i to... to de facto jej nie tracimy, nawet
            śmiertelnie chora osoba ją ma... gdyby nie było nadziei należałoby od razu
            rzucić sie z mostu....odpowiednio wysokiego, pod ruchliwą autostradą...
            no jeszcze należałoby zdefiniować pojęcie rozpaczy...
      • mader1 Re: a Chrześcijanin w rozpaczy? 23.10.06, 14:40
        No właśnie. Jak to jest. Jest Jezus obok, trzyma za rękę, a boli tak samo ?
        gdybyśmy nie odczuwali cierpienia, bólu, rozpaczy oznaczałoby to, że te
        wszystkie przykre odczucia są dla innych tj. gorszych ? Mamy więc przywileje. A
        nikt nie jest w oczach Boga gorszy. Wszyscy równi aż po ból.
        Nieść radość Zmarwychwstania - to mamy robić. Ale nieść radość rozpaczając,
        mając prolemy - to dopiero sztuka.
        • tres_ka jak pomóc? 25.10.06, 09:56
          alex napisała:
          pytacie jak pomóc choremu? napewno trzeba wiele ciepła, życzliwości, uczucia...
          zwłaszcza od najbliższej rodziny... wszystko zależy od danej osoby i od relacji
          z nią ... jeśli to znajoma, to po prostu unikałabym jakichś scysji, drażliwych
          tematów...

          A czy w ogóle można zrobic cos, żeby pomóc w jakis sposób? Bo zaczynam watpić.
          Mam w rodzinie osobe chorą i próbuje ją czymś zainteresować, żeby zrobiło jej
          się miło, żeby miała jakieś zajęcie, żeby czas jakos zleciał nie tylko na
          zamartwianiu się. Podsuwam książki itp., ale nie na wiele to się zdaje.
          Zauważyłam, że czasem jej unikam, bo juz nie wiem co robić, mówić, brakuje mi
          siły na podnoszenie jej na duchu...
          A może to ja sobie wymyśliłam, że muszę ją podnosic na duchu, może trzeba
          zostawic, dac spokój? ...
          • mamalgosia Re: jak pomóc? 25.10.06, 11:15
            Moim zdaniem trzeba. Niestety piszę z własnego doświadczenia. Trzeba mówić
            tysiąc razy, a gdy to nie pomaga, to następny tysiąc dołożyć. Choć wydaje się,
            że to nie przynosi żadnego efektu (i - co gorsza - często rzeczywiście nie
            przynosi), to jednak jest bardzo potrzebne. Po pierwsze dlatego, że osoba, dla
            której to robisz widzi, że komuś na niej zalezy i że ktoś o nią w jakiś sposób
            walczy. A po drugie dlatego, że czasem jednak pomoże. Może 5 razy na tysiąc i
            może tylko na chwilę - ale choćby dlatego warto.
            Inna rzecz, że to bardzo trudne. Wymaga wielkiej cierpliwości, no i miłości,
            bez tego to nie wiem czy w ogóle się da żyć az taką osobą, czy choćby obok niej
            • tres_ka Re: jak pomóc? 25.10.06, 11:34
              Dziekuję, mamalgosiu.
              Nie żyję z tą osobą na co dzień, ale to moja siostra i widuję ją często. Bardzo
              trudno mi do niej dotrzeć, zrobić coś, by choć na chwilę poprawił jej się
              nastrój. Poza tym, brakuje mi już pomysłów. Czasem myślę, że ja się staram, a
              ona to wszystko odrzuca. Wiem, że to nie tak, ale brakuje nieraz cierpliwości.
              Ale przecież, cokolwiek bym nie zrobiła, żyć za nią nie mogę, a jej jest trudno
              żyć, podjąć swoją własną decyzję, radzić sobie w życiu. Przeraża mnie to.
              • alex05012000 Re: jak pomóc? 25.10.06, 14:46
                a co ma dokładnie zdiagnozowane? leczy się? pracuje? jeśli nie chcesz na forum
                napisz na priva, moze coś wymyślę...
                • tres_ka Re: jak pomóc? 25.10.06, 18:33
                  wolę na priv, jeśli można
              • mamalgosia odrzucanie 25.10.06, 14:52
                znam to, również i to znam. Z jednej strony człowiek chciałby się wyrwać z tego
                marazmu, z drugiej - bak mu jakichś wewnętzrnych sił. Nie potrafię tego opisac.
                I bardzo Cię rozumiem, że Ci brakuje cierpliwości. No bo brakuje. Ale mimo to
                proszę Cię: nie ustawaj. Mówisz, że czasem i że na chwilę - oby chociaż to.
                • tres_ka Re: odrzucanie 25.10.06, 18:31
                  Ale czy chory nie odczuwa tego jako narzucanie się, wtrącanie w jego sprawy?
                  Takie mozna odnieść wrażenie. Ja mogę służyć radą, pomocą, ale nie mogę przecież
                  robić czegoś za nią. Staram sie jakoś nakierować dany problem w strone
                  pozytywnego rozwiązania (plączę się teraz, ale wiadomo o co chodzi)- żeby ona
                  nabrała pewności, że sobie poradzi. Raz się uda, raz nie. Trudne to wszystko.
                  • mamalgosia Re: odrzucanie 26.10.06, 11:27
                    tresko,
                    Nie znam Twojej siostry i trudno mi cokolwiek powiedzieć. Rozumiem też Twój
                    punkt widzenia, bo przecież nie będziesz za nią wszystkiego robić. No i takie
                    to pomieszanie z poplątaniem.
                    I nie mogę odpowiedzieć za wszystkich, ale z wielką dozą prawdopodobieństwa
                    odpowiadam na Twoje pytanie zawarte w pierwszy zdaniu postu: nie.
          • pysio8 Re: jak pomóc? 07.11.06, 18:28
            Nie wiem tresko, może sięgniesz do publikacji? Jeśli mas czas i ochotę?

            Informacja na temat książki przyszła wczoraj na moją pocztę, to wklejam.

            ksiazki.wydawnictwowam.pl/?app=info&poz=1759
    • monikadz terapie 27.10.06, 13:12

    • monikadz Re: Chrześcijanin w depresji 27.10.06, 13:26
      Nie wiem, czy te moje "doły" to już depresja. Jesli akurat mam takiego doła - to mam potworne poczucie,że sama sobie nie poradzę, że potrzebuję pomocy. Owszem to modlitwa często nie pozwala mi spaść jeszcze niżej. Tylko bardzo mi pszeszkada uczucie, że od Boga się oddalam, że stoję wtedy za jakim murem i nawet nie bardzo potrafię sklecić słowa modlitwy. Wiem, że Bóg jest przy mnie, ale ja w takich chwilach tego nie czuję i zdaję sobie sprawę, że to cos we mnie ..
      Ciągnie się to od jakichś 8 lat a zaczęło (to moje odkrycie niedawne) chyba po drugim poronieniu.
      A co do terapii - czuję,że przydała by mi się, ale jak trafić na kogoś, kto nie będzie mi mówił np. o "tantrycznym wyzwoleniu mego ducha", "zablokowanych czakrach" czymś takim?

      jak znaleźć dobrego psychologa?
      • alex05012000 Re: Chrześcijanin w depresji 27.10.06, 13:50
        dziewczyny, odróżniajcie tzw "doła" od jednostki chorobowej pt depresja ...,
        której objawem nie jest tylko zły nastrój, przygnębienie itp...,
        a co do psychologa to ja byłam tylko raz u jednego, państwowego, skierował mnie
        do psychiatry i tego się trzymam... więc nie doradzę,
        napewno są jacyś katoliccy psychologowie, nie wierzę żeby nie było... jak mi
        starczy czasu poszukam w necie...
      • nordynka1 Re: Chrześcijanin w depresji 27.10.06, 13:50
        Polecam szukać Stowarzyszenia Psychologów Chrześcijańskich - nie wiem czy u
        Ciebie w Szczecinie jest placówka, w Gdańsku tak, a "centrum dowodzenia" w Wa-
        wie.
        • alex05012000 Re: www.spch.pl 27.10.06, 14:12
          www.spch.pl ale w Szczecinie niestety nie ma!!!
          • monikadz Re: www.spch.pl 02.11.06, 14:18
            Bardzo diękuję za chęci!
            Szukam dalej, jak na coś wpadnę - dam znać, może komuś też się przyda?
            • kamilla14 poradnia online 10.11.06, 02:26
              www.zyczdrowymzyciem.pl/index.php?depresja

              tu jest link do poradni online, wyglada profesjonalnie
              PS. Ja bym nie zawezala sie do psychologow chrzescijanskich, a razcej poszukala
              po prostu polecanego specjalisty o wysokich kompetencjach - moze wazniejsze jest
              pytanie, czy to ma byc psycholog, czy psychiatra?

              Dziekuje za watek, uswiadomil mi, jak wielki to problem i jak maly krok dzieli
              kazdego od tej choroby..
              k
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka