Dodaj do ulubionych

Dziecinstwo świetych

30.04.07, 13:20
Wateczek luzny, choc nie bez podtekstu.
Znacie jakies historie z dzicinstwa pozniejszych swietych? Opowiadacie
dzieciom?

M. ma dwie ulubione historie: o sw. Paschalisie, wdrapujacym sie do
tabernakulum w poszukiwaniu Jezusa, i o uciekajacej z domu w celu nawracania
pogan sw. Teresie. W tej drugiej historii podoba sie jej zwlaszcza to, ze
Teresa zdolala skaperowac dla pomyslu rowniez braciszka wink)).
Obserwuj wątek
    • anies821 Re: Dziecinstwo świetych 30.04.07, 14:33
      Wiem że św Jan Bosco jako dziecko miał wizję Maryji, ale trzebaby doczytać.
      Jako młodzieniec poszedł do szkoły i zupełnie nie radził sobie z łaciną (
      wowczas nie moznabyło być ks bez łaciny) ale Bogu to nie przeszkadzało wink
    • mader1 Re: Dziecinstwo świetych 30.04.07, 18:20
      Właśnie uprzytomniłam sobie, że nie opowiadamy sobie zbyt dużo o dzieciństwie
      świętych.
      A może szkoda... Wprawdzie historia św. Krystyny, patronki jednej z córek,
      uważają za przerażającą, ale już historie z dzieciństwa bł. Zygmunta Szczęsnego
      Felińskiego sprawiają mnóstwo uciechy.Lubią tę, w której bł. jako ministrant w
      czasie mszy rzucił dzwonkami, by wystraszyc mysz i wspominają ze śmiechem, że
      przywiązał kota za łapkę do krzesła, by nauczyć go komendy " siad".
      Mnie najbardziej chwyta za serce, jak opisuje własną mamę. Miała codziennie
      czas, żeby z nimi porozmawiać, przytulić. Była dobra i łagodna, nawet upominała
      łagodnie.
      Ja taka nie jestem sad
      Idę się pobawić, bo mnie ciagną smile
      • isma Re: Dziecinstwo świetych 02.05.07, 08:29
        Maderku, dziekuje za Zygmunta Szczesnego.
        Wlasnie o takie niezbyt krawawe i niezbyt powazne historyjki mi chodzi. Moga
        byc apokryficzne, to nie chodzi o prawde historyczna, tylko raczej o pewien
        schemat fabularny wink)).
    • luccio1 Re: Dziecinstwo świetych 30.04.07, 22:27
      Jestem sceptyczny i wydaje mi się, że większość tych historii stworzono ex
      post, gdy człowiek, już dojrzały, zaczynał słynąć świętością - albo był już u
      Boga, i trzeba było "dopasować" dzieciństwo do jego późniejszego życia.
      W końcu: na podobnej zasadzie "tworzono" dzieciństwo różnych tak czy inaczej
      wybitnych ludzi, zgoła nie świętych, a wręcz przeciwnie - przykładem mogą być
      chociażby historyjki z dzieciństwa Lenina (mając 4 lata był już genialny: sam
      się domyślił, że pół godziny to jest gdy duża wskazówka obiegnie pół tarczy
      budzika!).
      • minerwamcg Iii. Chyba jesteś uprzedzony :) 30.04.07, 22:44
        Ee tam. Jeżeli za objaw geniuszu czy wielkiej pobożności uważasz ciskanie
        dzwonkami za myszą albo przywiązanie kota za łapkę do krzesła (uch, urwałabym
        smarkaczowi głowę!) to strach się bać smile))
      • a_weasley Re: Dziecinstwo świetych 17.05.08, 12:03
        luccio1 napisał:

        > wydaje mi się, że większość tych historii
        > stworzono ex post, gdy człowiek, już dojrzały,
        > zaczynał słynąć świętością - albo był już
        > u Boga, i trzeba było "dopasować" dzieciństwo
        > do jego późniejszego życia.

        E tam. To się oczywiście zdarza i jakem u stryja czytywał pobożne broszurki o
        świętych, zwłaszcza pisane z myślą o nieletnim czytelniku, to oni od początku
        byli grzeczni do mdłości. Natomiast osobnik wykonujący akcje z kotem i myszą to
        jest właśnie normalne żywe dziecko z normalnymi (jak na żywe dziecko) pomysłami.
        To o tabernakulum też mi się podoba i zdaje mi się wcale prawdopodobnym.
    • samboraga Re: Dziecinstwo świetych 09.05.07, 11:57
      dziękuję za inspiracje, myślałam kiedyś aby o świętych opowiedzieć dzieciom, ale
      nasi rodzinni patroni słabo się nadają do radosnego widzenia świetościwink
      z takich lżejszych znam dla starszych dzieci - św. Jan Vianney miał Pierwszą
      komunię w stodole, zastawionej dodatkowo wozem z sianem dla niepoznaki (komunia
      w tajemnicy, bo czasy rewolucji francuskiej), trzymam tę historyjkę na przyszły
      rok na przygotowania do I komunii mojego syna
      • isma Re: Dziecinstwo świetych 09.05.07, 12:07
        Oooo, Samborciu, to, to, dzieki, wlasnie o takie mi chodzi.
        Bo wiecie, ja sie nie pytam tak calkiem bezinteresownie wink)).
        Pssst...wink))
        • samboraga Re: Dziecinstwo świetych 10.05.07, 11:34
          to dodam garstkę, tylko uprzedzam, że z internetu, chociaż z dobrych stron, więc
          powinno byc solidniesmile
          dzieci-zakonnicy (tzn. nie ci, którzy zostali oddani, bo jako siódme dziecko
          króla nie mieli szans na koronęwink) ale tacy, co sami chcieli i mieli trudności z
          powodu wieku):
          bł. Imelda - w wieku 10 lat (zm. 11lat), św. Marek Marconi (też 10 lat) i in.
          oczywiściewink
          św. Gabriel od Matki Boskiej Bolesnej - może być coś ciekawego, bo ma przezwisko
          'śwetty uśmiechu'
          św. Dominik Savio - najmłodszy święty, patron ministrantów i młodzieży
          www.pawlowski.dk/swieci/sw_dominik_savio.htm
          dotczytałam też o św. Janie Bosko - w dzeiciństwie oglądał co niedziela występy
          kuglarzy i gdy w wieku 9 lat miał wizję, że Bóg powierza mu misję, to też robił
          takie 'występy' ze sztuczkami przplatając je modlitwami, śpiewami i 'kazaniami'
          (tzn. powtarzał kazania zasłyszane w kościele), uznał, że tak ma wypełniać misję
          od Bogasmile
    • mader1 Re: Dziecinstwo świetych 10.05.07, 09:31
      To i ja poprzepisuję coś dla Ciebie Ismo smile
      " Pamiętniki" Z. S. Felińskiego ( Pax Warszawa 1986 s. 84) :
      " Władza dyrektora była tak absolutna, iż od jego wyroków nie było apelacji;
      nie dziw też, iż dziatwa bała się go jak ognia, nie marząc nawet o możebności
      oporu. Jedyny fortel, do jakiego malcy uciekali się niekiedy w interesie
      własnej skóry, zależał na na wysmarowaniu miodem i czosnkiem wykradzionej panu
      dyrektorowi dyscypliny, przez co rzemyki tak kruszały, że silniejszego
      uderzenia wytrzymać nie były w stanie. Dzięki temu zapewne, że byłem młodszym z
      kolegów, rzadziej od innych byłem ćwiczony; nie zmniejszało to jednak grozy,
      jaką osoba pana dyrektora mię przejmowała. (...) Najdotkliwiej dałą mi się
      uczuć zdwojonej dozy otrzepanka, tj. nie pięć , ale dziesięć na raz dyscyplin,
      zaaplikowana mi za to, że służąc do mszy w kościele, popędziłem za myszą,
      wymykającą się spod stopni ołtarza, a w myśliwskiej zapamiętałości swojej tak
      się zacietrzewiłem, że cisnąłem za nią trzymanym w ręku dzwonkiem, z wielką
      uciechą kolegów, a zgorszeniem zakrystiana, który tę sprawę przed trybunał pana
      dyrektora wytoczył"
      • mader1 Re: Dziecinstwo świetych 2 10.05.07, 13:56
        na następnej stronie " Pamiętników" :
        " Podczas pobytu mojego w Nieświeżu odwiedził naszą szkołę biskup
        Podhorodeński, sędziwy i bardzo przez wszystkich poważany pasterz. Wysokie
        wyobrażenie o godności biskupiej tak mię onieśmieliło, że gdy egzaminując
        uczniów z katechizmu, zapytał mię o to, czegośmy się jeszcze nie uczyli, nie
        śmiałem mu tego powiedzieć, topiąc we łzach tajemnice nieświadomości swojej. Na
        szczęście poratował mię ks. katecheta, objaśniając biskupowi, ześmy jeszcze
        traktatu tego nie przechodzili; po czym dostojny pasterz z ojcowską dobrocią
        mię uspokoił i nowym pytaniem nastręczył mi zręczność dowieść, że próżniakiem
        nie byłem "
        • luccio1 Re: Dziecinstwo świetych 2 10.05.07, 21:05
          Stara jek świat zasada szkolna: uczeń nie ma prawa wyprzedzać programu
          nauczania - nie ma prawa umieć tego, czego "nie było", czego jeszcze "nie
          braliśmy" (tzn.: może to wiedzieć - ale biada mu, jeśli przyzna się do tego
          przed nauczycielem - to by wszak znaczyło, że jajko chce być mądrzejsze od
          kury; jeszcze w latach 70. nasz polonista w liceum dawał za coś takiego ndst.).
      • mader1 Re: Dziecinstwo świetych - o mamie 17.05.07, 17:52
        bł Z.S Feliński w " Paulinie córce Ewy Felińskiej
        s.27:
        "Obrawszy prawo Boże za jedyną normę praktycznego życia, matka nasza oceniała
        postępowanie swych dzieci nie wedle zmiennych parwideł przyzwoitości światowej
        lub doczesnej korzyści, lecz wedle zasługi lub winy każdego uczynku przed
        Bogiem. Stąd uważając za rzecz ważną to tylko, co jest cnotą lub grzechem, na
        wszystko inne mało zwaracała uwagi, chociażby opinia światowa inaczej o tym
        sądziła. Nigdy też nie przemawiała do nas w imię ambicji, współzawodnictwa lub
        fałszywego wstydu, ale odzywała się jedynie do naszego sumienia, starając się w
        serca nasze wszczepić zasady niezależne od okoliczności; iżby wszędzie i zawsze
        przewodniczyć nam mogły. Długich jednak i napuszonych morałów prawić nie
        lubiła; chociaż bez ogródki wytykała nam wady i wykroczenia nasze. Strofowania
        te były proste i krótkie, a że z serca płynęły, łatwo też do serca trafiały.
        Poczytując otwartośc dzieci względem rodziców za głowną dźwignię wychowania,
        matka starała się tak zupełne obudzić w nas zaufanie, abyśmy wszystko
        najszczerzej przed nią wyznawali. Dla osiągnięcia celu starałą się tak dalece
        panować nad sobą, karcąc nasze wykroczenia, by nigdy dziecko nie mogło sądzić,
        że gniew chwilowy lub osobista obraza przez usta jej przemawia. Z niezakłóconym
        owszem pokojem wykazywałą nam ona, w czym postępowanie nasze obrażało Boga i
        jaką własnym duszom naszym wrządzało szkodę. Kary też naznaczała zawsze w duchu
        zadośćuczynienia, stosując ich ciężkość jedynie do stopnia winy, a nie do
        materialnej szkody, jakiej wykroczenie mogło być powodem."
      • mader1 Re: Dziecinstwo świetych 3 29.05.07, 17:57
        Siostrę Antoniettę znalazłam w ogrodzie. Przesadzała do skrzynek aksamitki.
        Poznała mnie i spojrzała pytająco. " O dzieciństwie bł. Felińskiego ? Dla
        rodziców z forum www ?" Bardzo się ucieszyła, że takie miejsce w internecie
        istnieje.
        Starannie oddzielała malutkie sadzonki, umieszczała w ziemi i lekko ugniatała
        palcami. Milczała przez chwilę. To dziwne, ale nie słyszałam panującego tuż za
        murem klasztornym gwaru. " Bracia, także nasz błogosławiony, lubili psoty.
        Zauważyli, że szczególnie strachliwa jest mała Zosia. Skonstruowali kiedyś
        bałwana i zostali z nim w ciemnym pokoju. Weszła Zosia. Wtedy chłopcy ruszyli z
        bałwanem w jej kierunku... Co to był za krzyk ! A jaka bura !
        Innym razem bujali Zosię na huśtawce. Huśtawka świeżo zawieszona, siostra
        chciała wyżej i wyżej. I bujali ją coraz wyżej... aż wpadła w gałęzie drzewa i
        tam zawisła. Tym razem oberwał najstarszy. Zygmunt Szczęsny uwazał, ze zupełnie
        niesłusznie..."
        Wychodziłam już, żegnałyśmy się, a siostra jeszcze dodała - " Proszę pozdrowić
        wszystkich z forum www smile Szczęść Wam Boże " smile
        • isma Re: Dziecinstwo świetych 3 29.05.07, 21:32
          Maderku wink)).
          Mille grazie!
    • samboraga Re: Dziecinstwo świetych 26.04.08, 10:52
      miałam właśnie szukać tego wątkusmile)))
      luźny, ale w sam raz dla dziecismile
    • kann2 Re: Dziecinstwo świetych 28.04.08, 12:18
      Jeden święty (ale nie pamiętam, który!), to matczynej piersi w
      piątki ssać nie chciał, by post od niemowlęctwa zachowywać.
      • isma Re: Dziecinstwo świetych 28.04.08, 13:29
        Bog zaplac, dobry czlowieku. Ale gdyby sie udalo wyssac (z palca)
        jeszcze jakies szczegoly, to bym ponadto byla Ci osobiscie
        wdzieczna wink)).
        • kann2 Re: Dziecinstwo świetych 28.04.08, 20:38
          To mówił taki jeden, co niepoświęcone żarty pisał. O prałatach w
          Hiszpanii, o toalecie, etc.
          • isma Re: Dziecinstwo świetych 28.04.08, 20:56
            Czy ja nie mowilam, ze z palca ssane?
            No, juz dobrze, tego pralata mozna z rachunku odliczyc, niech bedzie
            moja strata.
          • isma Beata viscera, nulla sit vobis mora! 24.07.08, 17:37
            Ha. Musze uroczyscie odszczekac (choc nie lubie psow, i nie jestem w
            tej antypatii odosobniona).

            Wiec, swiety osesek poszczacy od mleka faktycznie istnial (no,
            przynajmniej w hagiografii), i byl to znany nam skadinad sw. Mikolaj
            z Miry. Z tym, ze moje pobozne zrodlo podaje, ze on nie tylko w
            piatki, ale i we srody w ten radykalny sposob post zachowywal. Dodam
            jeszcze, ze sw, Mikolaj byl jedynakiem, albowiem czcigodna jego
            rodzicielke, Nonne sama natura w ten sposob zabezpieczyla, azeby ta
            pobozna niewiasta nie miala juz wiecej dzieci podobnych do sw.
            Mikolaja. Ow wyjatkowy mlody czlowiek ponadto po zanurzeniu w wodzie
            chrztu sw. przez trzy godziny stal na wlasnych nogach, dajac tym
            samym dowod przywiazania do Przenajswietszej Trojcy wink))!

            No, ale, wracajac do jedzenia, juz w X wieku w Saint-Germain-des-
            Prés zakonnik spozywal w dzien powszedni co najmniej 6882 kalorie...
            A Bernard z Clairvaux, o ktorym oficjum powiada "za kazdym razem,
            gdy mial cos spozyc, wydawalo mu sie, ze przechodzi tortury",
            nalezal jednak chyba do wyjatkow wink)).
    • mader1 Re: Dziecinstwo świetych 28.04.08, 18:15
      M. Gogacz w" Christianitas 1,2/1999 o Sw. Teresie

      "Św. Teresa wprost nie mogła przeżyć sprawienia przykrości rodzicom.
      Zaraz przyznawała się do winy, zaraz przepraszała. Czuła, że to
      przyznanie się do winy i jej wyznanie jest sposobem uproszenia
      przebaczenia. Przygotowało ją to do korzystania ze spowiedzi, do
      żalu za grzechy. Uczyło ją także podejmowania trudu walki ze swoimi
      wadami. I uczyło ją potrzeby stałej, zgodnej z życzeniami Boga więzi
      z Bogiem. Z kolei jej modlitwa, którą jako dziecko zawsze odmawiała
      z matką, uczyła ją jawnego wyznawania Boga, tak przecież dziś
      potrzebnego u nas. Główna modlitwa, majowe nabożeństwa w domu, gdy
      była za mała, by chodzić do kościoła, a czasem udział w liturgii
      Mszy świętej, wypełniały jej dziecięce myślenie tematyką religijną.
      Za tym myśleniem szło działanie. Wszystko, czym żyła, dostosowała do
      życzeń rodziców, z czasem do życzeń Boga. I może doznawanie czułości
      rodziców uwrażliwiało ją na te fragmenty Pisma św., w których prorok
      Izajasz mówi, że Bóg będzie nas pieścił jak "matka pieści swe
      dzieci", że "zgromadzi małe baranki i do łona je przytuli" (Iz
      40,11). Z tych akcentów zbudowała później swą "małą drogę",
      propozycję życia religijnego dla wszystkich, łatwą, gdyż polegającą
      na pełnym powierzeniu się miłosierdziu Boga."
    • mader1 św. Gemma Galgani 28.04.08, 18:26
      Za Vox Domini
      "Urodziła się 12 marca 1878 w okolicach Lukki, w Borgonuovo, jako
      piąte z ośmiorga dzieci, w rodzinie Henryka i Aurelii Galganich.
      Nazajutrz została ochrzczona. Imię Gemma oznacza po włosku klejnot.
      Matka martwiła się, iż imienia tego nie nosiła żadna ze świętych,
      ale zaprzyjaźniony z nią ksiądz pocieszał ją, iż może to oznaczać,
      że dziecko stanie się pewnego dnia rajskim klejnotem.

      Zaledwie w miesiąc po jej narodzinach cała rodzina przeniosła się do
      miasta, na ulicę Borghi. Pod czułą opieką matki i Carlotty Landucci,
      która uczyła ją pisać i czytać, w wieku pięciu lat odmawiała już
      oficjum ku czci Najświętszej Maryi Panny, a także za zmarłych, z
      łatwością dorosłej osoby. Matka przed swą przedwczesną śmiercią
      zaszczepiła w niej pragnienie nieba i nauczyła wiele o Bogu.

      Pewnego dnia zastano Gemmę w pokoju, klęczącą przed obrazem
      Najświętszego Serca Maryi. Modliła się w skupieniu, ze złożonymi
      rękoma. Wujek, który ujrzał tę scenę był nią uderzony i zapytał ją
      cicho: „Co ty tu robisz?” Dziewczynka odpowiedziała: „Odmawiam
      Zdrowaś Maryjo. Pozwól mi się modlić.”
    • mader1 Dominik Savio 28.04.08, 18:53
      za M. Chmielewskim " Don Bosco" w Magazynie Salezjańskim 1-2/2001

      " W pewną niedzielę Wielkiego Postu w 1855 r. ks. Bosko wygłosił
      kazanie na temat świętości młodzieńczej i z naciskiem zaznaczył, że
      naprawdę łatwo jest ją osiągnąć. Ta idea trafiła na podatny grunt.
      Dominik był przecież chłopcem dobrym z natury, otrzymał nienaganne
      wychowanie religijne i od dzieciństwa wyrastał w klimacie bojaźni
      Bożej. Jeśli dołożymy do tego ogólną atmosferę entuzjazmu dla sprawy
      Królestwa Bożego, jaka panowała na Valdocco, to nie należy się
      dziwić, że już po pierwszych zachętach do stawania się świętymi,
      Dominik oddał się gorączkowym marzeniom i planom zdobycia nagrody w
      niebie. Z tego też powodu nie usłyszał ostatniej części kazania, w
      której ks. Bosko mówił o środkach niezbędnych do osiągnięcia
      świętości: o dobrym wypełnianiu codziennych obowiązków, o radości,
      pobożności, czystości, o miłości Boga i bliźniego, czyli - jak
      spuentował swe wystąpienie ks. Bosko - o służbie Bożej właściwej
      wiekowi młodzieńczemu.
      Podczas gdy ks. Bosko kończył kazanie, Dominik opracował już plan
      zażyłej przyjaźni z Bogiem. Być świętym - myślał - to tyle co być
      blisko Boga, cieszyć się błogosławieństwem ludzi i doświadczać
      boskich natchnień. Był przekonany, że droga do takiej świętości
      biegnie poprzez umartwienia, samotność, modlitwy i srogą pokutę.
      Wystarczyło jednak kilka dni takich praktyk, żeby popadł w
      melancholię, chodził rozmarzony, senny, przestał jeść. Nie cieszyły
      go lekcje w szkole i nie odczuwał zupełnie smaku zabawy i
      towarzystwa rówieśników.
      I wtedy wkroczył ks. Bosko. Myślałem, że łatwo zostać świętym -
      tłumaczył się speszony Dominik. - Ja muszę być świętym. Wychowawca
      pochwalił jego zapał, a potem powoli sprowadził go na właściwą
      drogę. Trzeba byś był wesoły - mówił - byś dobrze wypełniał swoje
      obowiązki szkolne i przeżywał właściwie sakramenty i praktyki
      pobożności. I nigdy nie zapominaj o zabawie z rówieśnikami."
    • luccio1 Re: Dziecinstwo świetych 03.05.08, 14:00
      Dla porządku:
      Istnieją też Święci bez biografii - w tym zwłaszcza bez jej początków.
      Wystarczy zajrzeć do obu "Żywotów" św. Stanisława Biskupa, aby spostrzec, że ich
      autor (Dominikanin, Wincenty z Kielczy) w kwestii pochodzenia Świętego świadomie
      ściemnia. Punktem wyjścia jest tam stwierdzenie, że rodzice świętego Stanisława
      są nieznani - no ale skoro zasiadł na krakowskim stolcu biskupim, to musiał być
      z urodzenia szlachcicem. Potem dopiero pojawia się zdanie o Szczepanowskich
      herbu Prus I (Turzyna), którzy przyznają się do Świętego jako do rodowca - potem
      przygody samego Wincentego w Szczepanowie: jak to mu pokazano fundamenty dworu,
      w którym Święty miał przyjść na świat; jak to jeden ze Szczepanowskich wypadł na
      niego z pyskiem, jakim prawem odprawia Mszę św. w jego kościele (był tegoż
      kościoła świeckim patronem - ponosił odpowiedzialność za stan budynku i
      utrzymanie proboszcza, mając równocześnie prawo przedstawiania biskupowi
      kandydata na probostwo, którego biskup mógł najwyżej odrzucić - do następnej
      kandydatury) - i inne jeszcze historie coraz dalej odchodzące od sprawy zasadniczej.
      Wszystko to miało najprawdopodobniej pokryć fakt, że św. Stanisław był nieprawym
      potomkiem królewskiego domu Piastowskiego...
      • ekan13 Re: Dziecinstwo świetych 17.05.08, 19:36
        Swieta Teresa od Dzieciatka Jezus obfituje w takie perełki, które moje dzieciaki rozbawiają.
        Gdy była mała, jak twierdzi, nie była grzeczna nawet w czasie snu i często wiercąc się uderzała się o łózko, a potem wołała " mamo jestem stuknieta".
        Albo mówiła mamie " o jakbym chciała zebyś jaknajszybciej umarła mamusiu" a gdy ja za to karcono, tłumaczyła, że przecież tylko wtedy mamusia będzie mogła iść do niebasmile

        Polecam tu książkę w opracowaniu Ewy Skarzyńskiej "Dzieje Białego Kwiatka".
    • samboraga Re: Dziecinstwo świetych 24.06.09, 11:23
      podciągam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka