Mimo, iż nie jestem maniaczką zakupów, to jednak - jak większość - lubię czasem sobie sprawić jakiś drobiazg - nie wiem - zapach, film, książkę. Chcę i powinnam (tak uważam

) wyglądać przyzwoicie, więc chcąc nie chcąc muszę czasem uzupełnić garderobę. No i do czego zmierzam... Otóż byłam w galerii handlowej z powodu jakiegoś drobiazgu, którego nie mogłam znaleźć w okolicznych sklepikach i... mimo, ze mam urlop, mnóstwo czasu itd., aż mnie odrzuciło na widok sklepów z ciuchami (a przecież - wydawałoby się - trwają WYPRZEDAŻE), nie weszłam do empiku, który znam niemalże na pamięć, ominęłam Rossmanna, chociaż zdaje się kolejna promocja 2+2...

Jednym słowem zakupiwszy ów drobiazg, "czem prędzej" z dużą ulgą opuściłam przybytek nie wydawszy ani złotówki więcej. Nawet nie wiecie, jak mnie ucieszyła, a zarazem zadziwiła ta sytuacja

bowiem - będę uczciwa - zawsze wstępowałam do co najmniej kilku sklepów będąc w galerii, a teraz...