maadzik3
24.06.13, 14:13
www.edziecko.pl/rodzice/1,79361,12592908,Strefy_wolne_od_dzieci___dobry_pomysl_czy_dyskryminacja_.html#TRrelSST
poczytalam komentarze i mam pare wlasnych spostrzezen (a przejechalam i przelecialam z dzieckiem naprawde sporo swiata):
1. Owszem bywaja rodzice ktorzy nie panuja nad swoimi dziecmi oraz - od czasu do czasu - kazdy rodzic nie panuje chwilowo nad malym dzieckiem. ALE
2. Jako bliscy towarzysze podrozy przeszkadzaja rowniez (niekiedy i niektorym): ludzie mocno starsi i ograniczeni ruchowo lub kompulsywnie gadatliwi chcacy sie podzielic swoja historia zycia i problemami (w tym medycznymi z detalami) z kazdy kto sie nawinie; dorosli bojacy sie latac panicznie; osoby cierpiace na problemy z pecherzem i zajmujace miejsce w samolocie przy oknie; osoby chorobliwie otyle zajmujace oprocz swojego polnaszego siedzenia; osoby uwazajace ze pociag/ samolot to miejsce do dlugich, intymnych i bardzo glosnych zwierzen towarzyszowi/ towarzyszce podrozy lub klotni z tymze; osoby czujace nieodparta chec do przekonywania nas do swych pogladow politycznych/ religijnych lub dowolnie wybranej spiskowej teorii dziejow itd. itp. Trudno byloby wszystkich odseparowac
3. Obowiazkiem rodzica/ opiekuna jest staranie zeby dziecko innym nie przeszkadzalo, obowiazkiem kazdego w miejscu publicznym jest nie zachowywac sie jak osoba ktora wykupila pierwsza klase z ekstra przywilejami gdy podrozujemy w economy
4. Jest zasadnicza roznica miedzy restauracja z sala dla osob bez dzieci/ barem do ktorego nie wpuszcza sie dzieci czy nawet pensjonatem gdzie dzieci sie nie przyjmuje a publicznym srodkiem transportu. O ile te pierwsze sa dla mnie czyms normalnym, o tyle tworzenie w codziennych sytuacjach stref dla dzieci i bez dzieci (swoiste rezerwaty) to juz jest dla mnie rodzaj dyskryminacji. Wyobrazcie sobie konkurencyjnie 2 sytuacje w pociagu z wydzielonymi miejscami dla rodzin z dziecmi: przedzialy "dzieciece" puste, w reszcie pociagu tlok (przewidywana reakcja: dlaczego rodzice z dziecmi maja taki luksus, ja tez zaplacilem za bilet a musze stac), przedzialy dzieciece pelniutkie, reszta pustawa (przewidywana reakcja: gdzie sie pani pcha, tu dzieciom nie wolno). Oczywiscie ze nie wszyscy i nawet nie wiekszosc a znakomita pewnie mniejszosc by sie tak zachowala ale o te mniejszosc za duzo. A czy jesli zabraknie miejsc w samolocie do strefy "dzieciecej" a beda w tej innej odmowia nam przelotu? Bo pasazerom bez dzieci pewnie w analogicznej sytuacji pozwolono by siedziec w strefie "zadziecionej".
5. Mam wprawdzie jedno i wcale juz nie malutkie dziecko, ktore w dodatku w doskonalej wiekszosci takich sytuacji (a bylo ich sporo) umialam opanowac bez problemu, ale jak patrze jak bardzo male dzieci i ch opiekunowie przeszkadzaja to wyjatkowa hipokryzja pachna pozniej rozne lamenty ze ludzie maja malo dzieci i to straszne. Posiadanie lub nie dzieci jest indywidualnym wyborem kazdej rodziny i zawsze tak uwazalam, ale widzac jak bardzo - jako spoleczenstwo - nie lubimy dzieci i chetnie to okazujemy jakos nie dziwie sie ze po przejsciu przez to raz mniej osob ma ochote na powtorke z rozrywki.