Kilka dni temu byłam na zakupach w osiedlowym markecie - niegdyś "super-sam" obecnie przynależny do popularnej sieci. W wejściu miałam małe "starcie" z panią w widocznej ciąży, która uznała, że jestem chamska bo jej nie przepuściłam przodem a ona jest w ciąży i jej się należy! Nic, to, machnęłam ręką na kłótnicę, poszłam między regały, wybrałam co chciałam i ustawiłam się w kolejce do kasy - kasy czynne dwie (ogólnie w markecie trzy), do każdej po trzy - cztery osoby, taka pora. Za mną do kolejki podeszła wspomniana pani. Już myślałam, że zacznie się awanturować, że mam ją przepuścić - ale nie! Poszła się awanturować z obsługą, że mają specjalnie dla niej otworzyć następną kasę, bo ona NIE MOŻE czekać, bo jest w ciąży... No, ok, przyszła kolejna kasjerka, paniusia podeszła... Kupowała dwie duże flaszki wódki, chipsy, popcorn, jakieś paluszki, ciasteczka... Całość niósł towarzyszący jej mężczyzna. I tak się zastanowiłam - czy serio, skoro pani najwyraźniej nie czuła się źle - powinna podawać swój stan jako powód do obsługi bez kolejki? Czy nie jest tak, że właśnie postawa takich "cwaniar" budzi w nas niechęć do ustępowania? Bo we mnie, prawdę mówiąc, budzi. I całkiem serio - GDYBY do mnie wyskoczyła z "pyskówką" już po tym jak byłam świadkiem jej zakupów - to bym ją objechała jak święty Michał diabła, a nie zmilczała... Tak całkowicie wbrew dobrym obyczajom...