anna.brzozowska
29.01.07, 09:41
Mój brat, 39 lat, umiera. 15 lat miał recesję w czerniaku, w listopadzie rak
zaatakował ze wzmożoną siłą. Przerzuty sa wszędzie w środku i na zewnątrz, na
oku, watrobie, sledzionie i innych miejscach. Wiem że to jego ostatnie dni -
lezy w domu, pod opieką lekarza z hospicjum. Jest strasznie chudy, nic nie
je, przyjmuje tylko mocne środki p/bólowe, teraz już tylko dozylinie -
doustne wymiotuje. Nie mieszkamy razem, więc pojechałam tam z rodziną ma
weekend, by się pożegnac. Wiem, że bardzo cierpi, widze jaka ma wykezywioną w
bólu twarz, i modlę się o dobrą i szybką śmierć. Najgordza jest jednak ta
bezradność - że poza modlitwą nie mogę NIC zrobić, patrzę na wrak młodego,
nie tak dawno przystojnego, silnego mężczyzny, którego kocham, i nie mogę się
z tym pogodzić. Zostawia tu żonę i syna. Pomóżcie proszę - czy ktoś był
kiedyś w takiej sytuacji ze swoim bliskim? Czy do końca umiera się w bólu? A
jeśli jest się zamroczonym morfiną? Jak moge mu pomóc, poza modlitwą????