nerwus

IP: *.telnet.net.pl 04.03.12, 17:05
mój sześcioletni syn jest wesołym żywym dzieckiem. Mam z nim jednak problem z którym nie mogę sobie poradzić. Gdy bawi się i mu coś nie wychodzi gdy w zabawie nie chce ktoś wykonywać jego rozkazów gdy coś mu zabraniam a on bardzo to chce robić itp. reaguje bardzo agresywnie bije wyzywa. Próbuję z nim albo wtedy spokojnie rozmawiać żeby się uspokoił jeżeli dalej się tak zachowuje zostawiam go samego. Jak syn się uspokoi przychodzi przeprasza. Wiem że nie potrafi radzić sobie z własnymi emocjami i w momencie zdenerwowania emocje biorą górę nad rozumem. Nie wiem jak mam mu pomóc opanować nerwy. Takie sytuacje zdarzają się w domu w przedszkolu na podwórku. Kilka razy pani w przedszkolu wzywała mnie na rozmowę właśnie przez takie zachowanie. Rozmawiam z synem obiecuje że już będzie grzeczny że to się więcej nie powtórzy ale niestety sytuacje ciągle się powtarzają. Już nie wiem co mam z nim robić jak pomóc mu opanować te złe emocje.
    • verdana Re: nerwus 04.03.12, 17:12
      1. Nie kaz dziecku niczego obiecywać, skoro wiesz, ze nie potrafi dotrzymać. Nie tylko jest agersywny, ale w dodatku wie, ze nie umie dotrzymać obietnicy, ze nie dotrzymuje słowa - to jeszcze albo pogłębia stres, albo uczy dziecko, aby rzucało obietnice na wiatr.
      2. Spróbuj nauczyć dziecko dopuszczalnych metod radzenia sobie z gniewem - bicie poduszki, darcie kartki, powtarzanie w mysli przekleństw (bardzo pomaga...).
      3. Obiecaj nagrody za kazdy raz, gdy zapanuje nad gniewem. Możecie, wzorem Korczaka, zawrzeć zaklad. dziecko zaklada sie z Tobą, ze najpierw jeden dzień, potem dwa, potem tydzień nie bedzie nikogo bilo. Jesli wygra, to dostaje bardzo niewielką nagrodę. Jesli przegra, nie ma wymowek, tylko kolejny zaklad - aż uda się wygrać. Zaklad ma przy tym być formą zabawy, w ktorej dziecko ma szanse na wygraną, ale nie ma możliwości przegrania - czyli na przyklad kary za to, że jednak bylo agresywne.
      Jesli to nie pomoze, to byc moze będzie potrzebny fachowiec.
    • aqua48 Re: nerwus 04.03.12, 18:12
      Gość portalu: marta napisał(a):
      > mój sześcioletni syn jest wesołym żywym dzieckiem. Mam z nim jednak problem z k
      > tórym nie mogę sobie poradzić. Gdy bawi się i mu coś nie wychodzi gdy w zabawie
      > nie chce ktoś wykonywać jego rozkazów gdy coś mu zabraniam a on bardzo to chce
      > robić itp. reaguje bardzo agresywnie bije wyzywa.

      A jak Ty i inni domownicy zachowują się gdy są źli? Tłumacz dziecku, ze każdy ma takie chwile kiedy coś go złości, ale nie wolno wtedy reagować agresją. Powiedz, że chcesz mu pomóc być lepszym człowiekiem. Zamiast wyzwisk wymyślcie na spokojnie wspólnie inne sposoby rozładowania frustracji. Np własne "brzydkie", a może bardziej śmieszne słowa, których dziecko może używać kiedy się złości, najlepiej takie z dużą ilością r. Poduszkę na krześle w którą może bezkarnie walić pięściami. A jeśli widzisz w domu, że dziecko się "nakręca" to umów się z nim, że najpierw szybko liczycie oboje na głos do dwudziestu, albo robicie dziesięć głośnych wdechów i wydechów (co będzie wolał), a potem syn mówi Ci spokojnie co go złości i dlaczego, a Ty tłumaczysz mu czemu mu coś każesz, lub czegoś zabraniasz. Dobrze też wieczorem porozmawiać z dzieckiem, żeby przypomniało sobie te sytuacje w których zapanowało nad złością(pochwalić) i te w których mu się to nie udało i przez chwilę zastanowić się wspólnie dlaczego tak było. Takie treningi choć mogą wydawać się śmieszne, konsekwentnie prowadzone pomagają dziecku radzić sobie z emocjami lepiej niż kary, które na czas edukacji emocjonalnej powinno się zawiesić.
    • mskaiq Re: nerwus 04.03.12, 18:24
      To bardzo powszechny problem u dzieci, które prubuja powstrzymywać złość.
      On słyszał od ciebie i od pani w przedszkolu, że tego nie można robić i on chce
      się zastosować do tego.
      Zwykle dziecko próbuje zatrzymać tą złosc w sobie, aby nie doszło do wybuchu.
      Ta złosć szybko sie gromadzi w dziecku i nastepuje wybuch którego dziecko nie
      jest w stanie zatrzymać.
      Pozwól mu przeżyc tą złość. Nienagromadzona złość nie wywoła wybuchu, a z czasem może byc łatwo kontrolowana i wykorzystywana przez dziecko.
      Warto pamiętać że emocje mogą być skarbem człowieka jeśli potrafi je
      wykorzystywać. Jeśli nie potrafi i próbuje je zatrzymywać to zwykle prowadzą
      do nerwicy.
      Powiedz dziecku aby powiedziało kolegom, czy koledze co czuje natychmiast
      kiedy poczuje w sobie złość. Wtedy nie bedzie tyle złosci aby wywołac atak
      na inne dziecko a tylko na wyrażenie niezadowolenia.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • eksp.tomasz.mazur Re: nerwus 04.03.12, 23:43
      Witam,

      negatywne emocje to specjalność stoików. Każdy z nas jest, w mniejszym bądź większym stopniu, na nie podatny. Uważam, że są wynikiem (częścią) określonego schematu reagowania na bodźce. Stoicy przedstawiają ten schemat za pomocą metafory walca, który stoi na szczycie wzgórza. Metafora ta składa się z czterech elementów.
      1. Ciężar właściwy walca.
      2. Nachylenie wzgórza.
      3. Bodziec, który popycha nas do działania.
      4. Opór (masa bezwładu) przed ulegnięciem popchnięciu.
      Silnym negatywnym emocjom odpowiada w tej metaforze walec toczący się, coraz szybciej, w dół wzgórza. Żeby zaczął się toczyć potrzebne są: 1) ciężar walca - czyli naturalne skłonności, wrażliwość, drażliwość; 2) Nachylenie wzgórza - sytuacja, w której się znaleźliśmy, tj. że dążymy do realizacji naszych celów w jakimś otoczeniu; 3) Bodziec, który nas popycha - czyli, że napotykamy jakąś przeszkodę w naszym dążeniu; 4) Opór - czyli zdolność nie ulegnięcia bodźcowi.
      Tyle teoria. Teraz: co z niej wynika?
      Stoicy uważają, że kiedy, posiadając określoną wrażliwość naszego systemu nerwowego, ulegniemy bodźcowi, który nas popycha - wtedy jest już za późno, lecimy na tak zwany łeb. Zarówno dorośli jak i dzieci. Wielu dorosłych równie słabo radzi sobie z takimi sytuacjami, co dzieci. Jedyny sposób, żeby temu przeciwdziałać, to systematycznie i niestrudzenie uczyć się jak nie ulec bodźcowi, czyli, mówiąc w skrócie, ćwiczyć naszą wolę. 6 lat to niezły moment, żeby zacząć to robić. Mam syna, który ma obecnie 11 lat. Ma ten sam problem - nakręca się, kiedy mu na czymś zależy. Od lat z nim nad tym pracuję. Wydaje mi się, że jest lepiej.
      Na czym polega taka praca? Po pierwsze uważam, że nie wystarczy, że dziecko rozumie, że źle zrobiło i że przeprosi. Cytuję w takich sytuacjach jednego z bohaterów serialu, który bardzo cenię "Przystanku Alaska". W jednym z odcinków pewien były astronauta, którego zawiódł w czymś podwładny, usłyszawszy przeprosiny, powiedział: "Przepraszam nie poleciało na księżyc". Jeśli zawalamy coś, bo nie potrafiliśmy się ogarnąć, to możemy stracić coś cennego. Musimy ponieść konsekwencje.
      Wiele razy rozmawiałem z synem nad tym, co się stało, żeby zrozumiał dlaczego dał się ponieść emocjom. Tłumaczyłem mu strukturę: coś sobie zaplanowałeś, czegoś bardzo chciałeś, ale to ci się nie udało, więc się rozzłościłeś. Dlaczego ci się nie udało? Bo tak się dzieje. Uwierzyłeś, że skoro to tego chcesz, to musi tak być. Nie musi. Często nie udaje nam się to, co planujemy. Choćby dlatego, że inni mają inne plany. Na przykład mój syn zaplanował sobie, że weźmie długą kąpiel. Ale nie zauważył, że jest już na to za późno, bo trzeba się już kłaść spać. Złości się, przekleństwa cisną mu się na usta. Tłumaczę, mu, że to jego wina, za bardzo się nastawił, poza tym nie uwzględnił wszystkich czynników (późnej pory). Tłumaczę mu przy okazji, że nigdy nie jesteśmy w stanie uwzględnić wszystkich czynników. Krzyczy, żebym zamknął drzwi, bo jest zdenerwowany. A ja mu odpowiadam, że mnie denerwuje (faktycznie trochę mnie to zezłościło, ale też trochę blefowałem - uważam, wbrew wielu, że trochę blefu jest w takiej sytuacji niezbędne, to rodzaj dramy; nasze dziecko gra w dramę i my się dostosowujemy), że on chce, żebym zamknął drzwi. I pytam: dlaczego mamy dostosowywać się tylko do twojego zdenerwowania, a nie do mojego? I to go nagle uspokaja. To jedna z metod stoickich: dobrze, widzę, że jesteś zdenerwowany, ale dlaczego mamy postępować zgodnie z tym, co podpowiadają ci teraz twoje emocje? Możemy zaakceptować zdenerwowanie: jak już się pojawia, jest nieuchronne. Ale nie musimy się zgadzać, żeby dyktowało nam warunki.
      A więc po po pierwsze: zrozumieć z czego bierze się nasze zdenerwowanie (na przyszłość będziemy może lepiej przygotowani). Po drugie: pamiętać o tym (i przypominać dziecka), że nie jesteśmy zakładnikami naszego zdenerwowania (nie musimy robić tego, co nam każe). Po trzecie: należy się przygotowywać. Zanim się zdenerwujemy możemy na wiele sposobów się do tego przygotować, przećwiczyć zawczasu. Na przykład wymyślić sytuację, w której następnego dnia moglibyśmy się zdenerwować i ją zasymulować, rodzaj zabawy, gry. Możemy się w nią bawić z naszym dzieckiem. Możemy też ustalić magiczne hasło. Ja sam nie zawsze byłem stoikiem. Zdarzało mi się dawniej, że też się nakręcałem. Miałem umówione z moją żoną hasło, które miało mi przypomnieć, że się nakręcam. Mówiła wtedy: "Seneka". Trochę pomagało.
      Można więc z dzieckiem porozmawiać, kiedy jest spokojne. Przypomnieć mu, że się czasem nakręca. Wyjaśnić jak to się dzieje, przećwiczyć taką sytuację (elementy parodii mile widziane), ustalić wspólne hasło. Przypominać: sprawy nie zawsze muszą się toczyć po naszej myśli.
      Po czwarte: sami powinniśmy starać się być dla naszych dzieci wzorem panowania nad sobą. Warto uzmysławiać mu takie sytuacje: "Zobacz, zależało mi na tym, czy tamtym, ale mi się nie powiodło. Nie złoszczę się. Mówię: trudno."

      Mam nadzieję, że te rady okażą się przydatne. Nie spodziewałbym się natychmiastowych efektów. Ale systematyczną pracą, krok po kroku, możemy do czegoś dojść.

      Pozdrawiam

      Dr Tomasz Mazur
      tomasz.mazur@stoicism.pl
      • verdana Re: nerwus 05.03.12, 08:41
        Hm.
        Po pierwsze uwazam, ze dziecko musi zyć w domu, gdzie nikt nie udaje emocji. Mozna, nawet dobrze jest panować nad sobą, ale dom to nie teatr. Udawanie emocji powoduje, ze dziecko nie nauczy się ich odczytywac prawidłowo. Udawana emocje sa bowiem udawane i odczytanie wtedy, w jakim człowiek jest humorze i co czuje jest utrudnione. Takie dziecko, wychodzac poza obszar rodziny, może mieć problemy z przewidywaniem czyjejś reakcji.
        Za przepraszaniem też nie przepadam. Z tym się zgadzam.
        Natomias absolutnie nie mogę zgdodzić sie z tym, aby dziecku mowić "Nie muszę dostosowywać sie do twojego zdenerwowania, smutku itd" - poniewaz to jest miecz obosieczny. My nie bierzemy pod uwagę tego, co denerwuje dziecko, a dziecko zatem ma prawo robic to, co nas denerwuje. Dlaczego ma sprzatać i nie puszczać głośno muzyki, gdy my akurat pracujemy? Bo to nas denerwuje - no to co? Po co brać to pod uwagę - to rodzice mają przestać się denerwować i uznać, ze ich plany pracy na dziś nie musza zostać zrealizowane.
        Mówienie zdenerwowanemu człowiekowi, niezaleznie od wieku, ze jego plany szlag trafił, bo jet sam sobie winien jest dobre, gdy rzeczywiście dzieje się coś złego. Ale powtarzanie tego, gdy człowiek jest rozczarowany, bo o czyms zapomniał niechcący - to zwykle świństwo. Równie dobrze można wyrazić współczucie. Powtarzanie "Sam jesteś sobie winien" nie jest dobrą metodą wychowawczą w drobiazgach. Powoduej, ze człowiek zaczyna za kazde drobne niepowodzenie się obwiniać, a ze na przykład w szkole tych niepowodzeń bywa dużo, szybko uzna sie za nieudacznika.
        No i nie mam zamiaru być wzorem panowania nad sobą. Tak, udało mi się przezwyciężyć ataki szału - ale nie mam zamiaru, niezaleznie od okoliczniości nie okazywać zdenerwowania i idealnie nad sobą panować. Bo życie to nie teatr. Ludzie, panujący nad soba niezaleznie od okoliczności bywają groźni, bo nie wiadomo, co myslą, a w dodatku szybki schodzą z tego swiata na zawał.
        Pozdrawiam
        prof.Verdana
        • princy-mincy Re: nerwus 05.03.12, 13:09
          10/10
      • princy-mincy Re: nerwus 05.03.12, 13:09
        Nie kazdy chce wychowywac dzieci w duchu stoicyzmu.
        To forum o wychowaniu dzieci a nie o nurcie stoikow.

        Nie da sie przyjmowac wszystkiego ze stoickim spokojem, udawac, ze nie ma emocji.
        Kazdy ma prawo do emocji, a dziecku, ktore nie umie sobie z nimi radzic, trzeba pokazac, jak.

        Pamietam, ze Jan Kochanowski byl stoikiem. Byl nim az do smierci ukochanej corki, Urszuli, jednak nie umial podejsc do utraty ukochanego dziecka ze stoicyzmem.
        Wiec nie jest to lek na cale zlo.
        • verdana Stoicki nastolatek 05.03.12, 13:22
          Cóż, mój syn stoików w wieku podeszłym lat 9 raczej nie czytał, a z przyczyn mi nieznanych (podejrzewam, ze jako mlodzieńczy bunt wobec matki-furiatki) postanowił, ze się nie bedzie złościł, bo to nic nie daje.
          Mam w domu nastolatka, który NIGDY nie podniósł glosu, ktory na idiotyczne polecenia reaguje mowiąc "tak jest", a który uczucia negatywne komunikuje raz na pół roku spokojnym i stonowanym tonem.
          Ideał? Cóż, poniekąd tak ( w tym zakresie, bo w innych chwała bogu nie). I czy to jest dobre? Nie, nie jest. Cała rodzina, w liczbie 4 osb doroslych, robi co może, aby zbuntować nastolatka. Bo mam w domu niezwykle uroczego, empatycznego mlodego człowieka, o którym wiem znacznie mniej, niz rodzice o wrednych i buntujących się mlodzieńcach.
          Dwa tygodnie temu odmowiłam zakupu zbyt drogiego prezentu na imieniny, co syn przyjął ze 100% zrozumieniem i bez dyskusji. Wczoraj kupilam 6-krotnie droższy laptop dla córki - bez okazji, bo laptop córki sie psuje. Syn doniósł laptop do domu, nie zrobił piekla, radośnie poszedł ze mną na lody. Gdyby był człowiekiem, który ujawnia złość i zdenerwowanie i nie zaeagował, pomyślałabym sobie "O, nie jest zazdrosny". Gdyby zrobił piekło, wiedziałabym "O, chyba coś jest nie tak". A w tej sytuacji kto mi powie, co mysli mój syn - i czy jest wsciekły czy nie? Czy jest patologicznie niezazdrosny, czy nie chce mi sprawiać przykrości, czy jest mu przykro, czy nie jest? Twierdzi, że mu nie jest - ale jako,że wyzbył się spontaniczności w okazywaniu gniewu - to ja nie wiem...
          Drugi przykład. Syn nie znosi, gdy dostaje więcej niz dwa polecenia na raz. Powtarza mi to grzecznie i uprzejmie ze trzy razy w tygodniu najmarniej. Gdyby raz , zamiast grzecznie i uprzejmie prosić wrzasnął "Q..., małpa, a i ta by się nauczyła! Matka, nie mozesz, q... zapamiętać takiej prostej rzecz?" - to pewnie bym zapamietała. A tak regularnie wyprowadzam syna z równowagi...
          • jedynybasek5 Re: Stoicki nastolatek 05.03.12, 13:52
            Verdano, nie taki był cel ale uśmiałam się czytając opis charakteru syna :) Rzeczywiście ciężki orzech do zgryzienia :D
          • princy-mincy Re: Stoicki nastolatek 05.03.12, 13:55
            :) to ja juz wole wybuchowe osoby, po ktorych od razu widac, co mysla :)
            chyba latwiejszy w obsludze taki czlowiek

            a opis syna boski
          • Gość: tojajestem1 Re: Stoicki nastolatek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.12, 14:20
            verdano a gdybyś w bliskiej rodzinie miała małego nerwuska , dziecko które nie radzi sobie z emocjami nie potrafi ich wyrażać , chodzi do przedszkola od 2 lat , widujemy się bardzo rzadko i zawsze po spotkaniach mam kaca moralnego -bo co mogę zrobić , kiedy jego matka w takich chwilach dostaje furi 2 razy większej,krzyczy ,wyzywa ,szarpie i ...nic do niej nie trafia - Ona nie ukrywa swoich emocji -oj nie .... Jego matka nie słucha sugestii o zmianę zachowania -Ona jest po prostu sobą jak twierdzi i nie zamierza zachowywać się pod publikę -może zdrowo ale kto pomoże temu dziecku .
            • verdana Re: Stoicki nastolatek 05.03.12, 14:25
              Bo najwazniejszy jest umiar.
              Dziecku, które nie potrafi wyrazać swoich emocji trzeba pomoc w wyrazaniu ich w sposób cywilizowany - pomoc w wyrazaniu, a nie tlumieniu. To sa dwie różne sprawy.
              Na głupotę rady nie ma. Jesli ktoś czuje się sobą jedynie będąc agresywny, to obawiam się, że nikt na to nie pomoże. Bo wsciekłość matek rozumiem - czasem zmęczenie, bezradność itd powodują, ze rodzice wybuchają. Ale jeśli wybuchają, bo z tym czują się dobrze - to nikt, prócz terapeuty, do ktorego oczywiście nie pójdą, albo policji - ktora moze kiedyś przyjdzie - nie pomoże.
              A w tym wypadku dziecko wydaje sie być produktem wychowania matki.
              • Gość: tojajestem1 Re: Stoicki nastolatek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.12, 14:30
                dokładnie tak jest i jestem bezradna jak na to patrzę , niszczy siebie i dziecko
      • aqua48 Re: nerwus 05.03.12, 14:45
        eksp.tomasz.mazur napisał:

        > Po czwarte: sami powinniśmy starać się być dla naszych dzieci wzorem panowania
        > nad sobą. Warto uzmysławiać mu takie sytuacje: "Zobacz, zależało mi na tym, czy
        > tamtym, ale mi się nie powiodło. Nie złoszczę się. Mówię: trudno."

        Cóż, ja bym w takie sytuacji mówiła raczej: jestem zła, rozczarowana i jest mi przykro. Prawdę mówiąc mam ochotę w coś kopnąć. Ale zamiast krzyczeć, wyzywać, kopać, albo bić, pozbieram się, na pocieszenie kupię sobie loda, przejdę się na spacer, spotkam z przyjaciółmi, odetchnę. A potem zaplanuję na nowo, biorąc pod uwagę czynniki, które sprawiły, że mi się tym razem coś nie powiodło i z nieustającą nadzieją na sukces.

        I nigdy nie mówię dzieciom, że coś im się nie uda, wręcz przeciwnie, mówię próbuj, staraj się i zwykle im wychodzi, nawet jeśli ja sama, nauczona swoim doświadczeniem jestem nastawiona sceptycznie.
        • verdana Re: nerwus 05.03.12, 14:49
          Dlaczego mam się nie złoscić? A martwić sie mogę? Też raczej nie. A może nawalilam i mam słuszny zal do siebie?
          A gdy mi się powiodło, to moge się cieszyc, czy mam przeżyć życie bez uczuć? I w imię czego?
      • mama_myszkina Re: nerwus 05.03.12, 15:57
        Witam,

        negatywne emocje to specjalność stoików.


        Pozostaje przypomnieć panu 'Dr Tomaszowi Mazurowi', iż tematem tego forum nie jest filozofia stoicyzmu (ani żadna inna) ale 'wychowanie bez porażek', a więc pedagogika stosowana. Moze warto poczytać rady poprzedniej pani Ekspert aby zorientować się, o co chodzi.

        Na przykład mój syn zaplanował sobie, że weźmie długą kąpiel. Ale nie zauważył, że jest już na to za późno, bo trzeba się już kłaść spać. Złości się, przekleństwa cisną mu się na usta. Tłumaczę, mu, że to jego wina, za bardzo się nastawił, poza tym nie uwzględnił wszystkich czynników (późnej pory).

        Zaczynam rozumieć, dlaczego 'od lat z nim nad tym pracuję. Wydaje mi się, że jest lepiej. '

        Tłumaczenie sześciolatkowi, że coś jest jego winą jedynie nasili frustrację. Proszę pamietać, że funkcją eksperta jest doradzać w KONKRETNYM wypadku.

        Tłumaczę mu przy okazji, że nigdy nie jesteśmy w stanie uwzględnić wszystkich czynników. Krzyczy, żebym zamknął drzwi, bo jest zdenerwowany. A ja mu odpowiadam, że mnie denerwuje (faktycznie trochę mnie to zezłościło, ale też trochę blefowałem - uważam, wbrew wielu, że trochę blefu jest w takiej sytuacji niezbędne, to rodzaj dramy; nasze dziecko gra w dramę i my się dostosowujemy), że on chce, żebym zamknął drzwi.

        Mieszkam w Norwegii. Tutaj stosowane przez pana Eksperta metody klasyfikowane są jako nadużycie. Przed dzieckiem nie można udawać emocji, bo dziecko uczy się ich odczytywania w domu rodzinnym i jeśli rodzice uprawiają psychodramę, to wychowają źle przystosowanego dorosłego. O ile zazwyczaj nie zgadzam się z metodami Barnevernet, to akurat tę zasadę popieram.

        Udawanie to manipulacja.

        Wykłócanie sie o sofizmaty ze zdenerwowanym dzieckiem to nakręcanie go, a więc według mnie, forma przemocy psychicznej. Podobnie jak pogadanki o tym, że złość, którą czuje to jego wina.

        I pytam: dlaczego mamy dostosowywać się tylko do twojego zdenerwowania, a nie do mojego? I to go nagle uspokaja.

        Uspokaja, bo poraz kolejny zdaje sobie sprawę, że wobec potrzeb rodziców jego potrzeby się nie liczą. Poczekajmy aż skończy lat 16, wtedy rodzice mogą liczyć na to, że ich zmartwienia i zdenerwowanie zostaną przez syna potraktowane tak samo.

        Możemy zaakceptować zdenerwowanie: jak już się pojawia, jest nieuchronne. Ale nie musimy się zgadzać, żeby dyktowało nam warunki.

        Z tym się zgadzam.

        Po czwarte: sami powinniśmy starać się być dla naszych dzieci wzorem panowania nad sobą. Warto uzmysławiać mu takie sytuacje: "Zobacz, zależało mi na tym, czy tamtym, ale mi się nie powiodło. Nie złoszczę się. Mówię: trudno."

        Złość nie jest niczym złym i nie warto uczyć dziecka, że porazki ma przyjmować z pokorą i ze spuszczoną głową. O ile wyrażana bez szkody dla innych, złość i gniew są tak samo pożyteczne jak uczucia pozytywne.

        • verdana Re: nerwus 05.03.12, 16:10
          A mnie od rana męczy pytanie - dlaczego dorosły stoik wdał się w spór ze zdenerwowanym dzieckiem , zamiast po prostu zamknąć drzwi?
          Ot, problem.
          • mama_myszkina Re: nerwus 05.03.12, 16:41
            verdana napisała:

            > A mnie od rana męczy pytanie - dlaczego dorosły stoik wdał się w spór ze zdener
            > wowanym dzieckiem , zamiast po prostu zamknąć drzwi?
            > Ot, problem.

            Myślę, że stoik został stoikiem, bo była to forma terapii własnych problemów z wybuchowością (patrz fragment wpisu Eksperta o żonie i 'Senece'). I jednak nie wszystko udało się do końca wyplenić ;) Tak to jest, że tłumienie charakteru raczej nie popłaca.
Pełna wersja