Dodaj do ulubionych

Fiat 126 P

25.01.12, 13:58
Kto był taki głupi jak ja i niedojadal przez cztery lata, aby otrzymać te cudo techniki----nigdy tego nie zapomnę --taki nowy czerwony --karoseria jeszcze z lakierem włoskim--bajka.
Jak przelecialam 500 km przez Polskę to bylam głucha ,tak mi szumialo od tego huku w środku.
Pies mi rzygał i mdlał musiam robić często przystanki--a nam ludziom nie szkodziło--tak nas trzymala adrenalina radości :)
Obserwuj wątek
    • a_weasley Dla żony na zakupy 25.01.12, 16:51
      Temat-bumerang, wystarczy wrzucić do wyszukiwarki na forum "maluch", żeby się o tym przekonać.
      Mogę tylko powtórzyć, com o nim na tym forum mówił:
      Maluch to był bardzo dobry pomysł na drugi samochód w rodzinie - do jeżdżenia po
      mieście dla jednej, w porywach dwóch osób, po metr siedemdziesiąt wzrostu. Mały,
      zwrotny, nisko zawieszony, wąsko wyspecjalizowany w jeżdżeniu po asfaltowych
      ulicach (bo już niekoniecznie po krawężnikach).
      Sam bym swojej kupił, ale uporczywie uchyla się od powszechnego obowiązku posiadania prawa jazdy.
      Natomiast nie rozumiałem wtedy i do dziś nie rozumiem, co się działo w głowie ojca rodziny, który mogąc za te same pieniądze kupić trabanta albo syrenę kupował ten mikrosamochód.
      • voxave Re: Dla żony na zakupy 25.01.12, 16:53
        Sorki --ale to juz było--ja tu od paru dni a nie chciało mi sie czytac jakie tematy juz były:))))
        • a_weasley Pewnie, że było 25.01.12, 17:01
          Niewiele jest artefaktów tak PRL-owskich jak ten, jak go w porywie entuzjazmu nazwał jakiś dziennikarz, "samochód rozwiniętego socjalizmu".
          Mówiono o nim, że jest jak dewizowa jawnogrzesznica: wszyscy o nim źle mówią, każdy by go chciał mieć, ale nie każdego stać.
          • kapitan_marchewa Re: Pewnie, że było 25.01.12, 17:28
            Oj było, i to co najmniej ze dwa razy..
            A ja malucha widziałem chyba ostatnio z rok temu.
            • artjomka Re: Pewnie, że było 25.01.12, 20:25
              W mym przypadku maly Fiat naprowadzil mnie na droge zdrowia (nie mylic ze slynna pozniej sciezka zdrowia).
              Chyba juz pisalem, ze w czasie kiedy dbajaca o zdrowie obywateli przewodnia sila narodu wprowadzila kartki na cukier oraz cukier po tak zwanych cenach komercyjnych (co bylo najpierw nie pamietam) postanowilismy nie uzywac cukru do slodzenia kawy i herbaty - a zaoszczedzone w ten sposob pieniadze przeznaczyc na kupno Malucha. Z obliczen wyszlo, ze potrzebujemy na to okolo 350 lat, biorac za baze cene okolo 63 tys zlotych za auto. Byl to zart wieczoru, kiedy zapominalismy stawiac cukierniczki na stol, gdy przychodzili znajomi.
              Oczywiscie z tych wielkich pieniedzy nie kupilismy tego cuda, choc 1/4 talonu na Malucha dostalem w formie cash'u od ojca, ktory otrzymal malucha jako pracownik gornictwa. Inne "czwarte" czesci dostalo rodzenstwo.
              Pozdro!
              PS: Do dzisiaj nie slodzimy kawy i herbaty - chyba ze espresso.
              • tamsin Re: Pewnie, że było 25.01.12, 20:34
                Wartosc uzywanego malucha znam z opowiesci: w 87 roku grupa studentow pojechala takim na wycieczke do Grecji, na miejscu zdecydowali, ze wakacje sobie przedluza na czas nieokreslony i poleca do Hiszpanii. No ale co zrobic z maluchem ktory wciaz byl na chodzie? Sprzedac niestety nie dalo sie, ale wymienili go na radio.
              • a_weasley Re: Pewnie, że było 25.01.12, 21:05
                Artjomka napisał:

                > w czasie kiedy dbajaca o zdrowie obywateli przewodnia sil
                > a narodu wprowadzila kartki na cukier oraz cukier po tak zwanych cenach komercy
                > jnych (co bylo najpierw nie pamietam)

                Jedno i drugie. Wprowadzili jednocześnie, latem 1976 r. Cukier na kartki był po 10 zł 50 gr, a komercyjny po 26.
                • artjomka Re: Pewnie, że było 25.01.12, 21:22
                  a_weasley napisał:

                  > Jedno i drugie. Wprowadzili jednocześnie, latem 1976 r. Cukier na kartki był po
                  > 10 zł 50 gr, a komercyjny po 26.

                  Dzieki a_weasley!
                  Na szybko przeliczylem.
                  Zakladajac, ze konsumowaloby sie 1 kg cukru na miesiac. Tak wiec po tych okolo 45 latach od wprowadzenia kartkokomercyjnych cen - biorac srednia cene 20 zlotych /kg, wychodzi mi 10.800 zlotych!
                  A wiec trza by dalej skladac!
                  Pozdrowienia
      • matylda1001 Re: Dla żony na zakupy 25.01.12, 22:53
        a_weasley napisał:

        >Natomiast nie rozumiałem wtedy i do dziś nie rozumiem, co się działo w głowie ojca rodziny, który mogąc za te same pieniądze kupić trabanta albo syrenę kupował ten mikrosamochód.<

        :) A co ten ojciec rodziny miał do powiedzenia skoro zadna szanujaca się żona nie chciała jeździć ani odkurzaczem (syrenka) ani mydelniczką (trabant)? Ja tam do maluszka mam sentyment. Robiłam na nim prawko jak miałam 16 lat, a potem miałam takiego zielonego na użytek własny. Maluszek był szczytem elegancji, a trabant i syrenka to był obciach;)
        • a_weasley Re: Dla żony na zakupy 25.01.12, 23:40
          Matylda1001 napisała:

          > a_weasley napisał:
          >
          > >Natomiast nie rozumiałem wtedy i do dziś nie rozumiem, co się działo w gło
          > wie ojca rodziny, który mogąc za te same pieniądze kupić trabanta albo syrenę k
          > upował ten mikrosamochód.<
          >
          > :) A co ten ojciec rodziny miał do powiedzenia

          Mówimy o czasach, kiedy ojciec rodziny w tych sprawach miał więcej do powiedzenia, tym bardziej że większość kobiet nie miała nawet prawa jazdy.
          Jeżeli zaś tak straceńczą decyzję jak wpakowanie rodziny, dajmy na to 2+2, do takiego pojazdu podejmował z takiego powodu, to po drodze musiał w jego głowie zajść proces, którego, będąc skądinąd żonaty z energiczną kobietą, nie pojmuję.
          O szczycie elegancji trudno mi się wypowiadać, pamiętam z podstawówki, że żaden z tych wozów w domu nie był powodem do dumy. Dopiero dużego fiata poważano.
          Zdarzało mi się w życiu jeździć wszystkimi, również jako pasażer z tyłu, zdarzało mi się do wszystkich pakować bagaże i stąd moje zdziwienie.

          > do maluszka mam sentyment.

          Mnie się też robi cieplej w sercu, gdy widzę na drodze malucha, bo to jest nieodłączny element krajobrazu z czasów, gdy ja byłem młody, rodzice w pełni sił, a babcie żyły...
          • wirujacypunkt Re: Dla żony na zakupy 27.01.12, 21:50
            To prawda.
            Nic dodać, nic ująć.
            Z sentymentem wspominam mojego białego malucha.
            Jak sprzedawałam, to mało nie popłakałam się.
            • voxave Re: Dla żony na zakupy 28.01.12, 05:27
              Ja tez sprzedalam po 5-ciu latach uzytkowania---kupila pani fryzjerka--jak go widywaliśmy to zawsze mówiliśmy nasz maluch jedzie.
              Co on z nami przeszedl....
      • momas Re: Dla żony na zakupy 26.01.12, 09:17
        Dla pracujacych w terenie: geodetow,geologow, biologow - maluch bylswietnymsamochodemterenowym. Wszedzie wjechal :)
        • horpyna4 Re: Dla żony na zakupy 26.01.12, 11:51
          To prawda. Znałam pewną panią, która miała grunty uprawne odległe od domu jakieś ładne kilka kilometrów. Co roku na wiosnę kupowała używanego malucha, żeby dojeżdżać nim po wertepach w pole, a jesienią go sprzedawała. Było to już u schyłku peerelu.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka