Pisze tu, a nei na małym dziecku, bo macie podobne poglądy na dziecko i jego
wychowanie jak ja.
\ Otoz jestem choleryczka i zdarza mi sie nakrzyczec na dziecko, czego zaluje
i baaardzo nie chce robic. Maly wyprowadza mnei z rownowagi po prostu, gdy
chce mu sie spac, a robi wsyztsko by nie zasnac, a naprawde jest spacy nie
jest to jakies moje zmuszanie go. tak wiec naje sie, przy piersi przysypia, po
czym odwraca sie, prawie zasypia, nagle go cos zainteresuje i juz 45 min z
glowy - spiacy a brykalby po calym mieszkaniu. przytulam go, odpycha sie, bo
chce raczkowac (moglby tak do wieczora, mimo checi spania - przetestowalam,
jak kiedys byli goscie i i tak nie mogl zasnac).
mam pytanie - zdarza sie wam, ze ogrania was wscieklosc na dziecko? jakie
macie sposoby, by ja opanować.
dodam,z enie mam mozliwosci wyjsc odetchnac, bo tata pracuje z reguly po
calych dniach, a czasem to kwestia kilku minut - wyjsc na balkon i odetchnac,
ale jak mam to zrobic z dracym sie dzieckiem?
robie sie coraz bardziej nerwowa, maly chyba tez. ja tak nei chce. juz nei
wiem, co robic.
nie mam sily ani ceirpkliwosci nosic go po pokoju w te i z powrotem az sie
uspokoi, juz wole wyjsc na spacer, ale wtedy po pol godiznie ryczy ze zmeczenia.
jaki macie sposob na opanowanie nerwow?
przeciez nei moge sie taqk wkurzac, a tymczasem jego zachowanie: cos bym
chcial ale nei wiem co doprowadza mnei do szlu i potrafie naprawde paskudnie
nawrzeszczec

