07.04.10, 01:33
Mam to długo i coraz bardzie się nasila ale dopiero teraz wiem (a przynajmniej
tak mi się wydaje)bo niedawno dopiero o tym przeczytałem i chyba wszystko co
jest w necie,i stąd wiem że to jest to.Jeżeli możecie dąć jakieś namiary na
dobrych specjalistów w tej dziedzinie w rejonie Bielska-Białej to będę
wdzięczny.Nie wiem jak długo jeszcze dom tak radę a właściwie to już niedaję
Obserwuj wątek
    • flying.weronika Re: BPD 14.04.10, 10:11
      W bardzo podobny sposób trafiłam tu...Również tkwię w tym już długi czas i też
      niedawno się dowiedziałam.Często zdarzają się sytuacje gdzie sama sobie zamykam
      wszystkie drzwi do normalnego życia,że czuję bezsilność i strach,pustkę.Choć
      nadal nie potrafię nazwać swojej osoby ani także co znaczę to świadomość Ta daję
      mi nadzieje i siłę do walki z tym.Myślę,że nie wszystko stracone.
    • annarchia Re: BPD 15.04.10, 09:26
      sper-blek napisał:

      > Mam to długo i coraz bardzie się nasila ale dopiero teraz wiem (a przynajmniej
      > tak mi się wydaje)bo niedawno dopiero o tym przeczytałem i chyba wszystko co
      > jest w necie.i stąd wiem że to jest to

      Kurcze, jak to jest, że forumowiczom wystarczy artykuł w necie, aby zdiagnozować
      u siebie samego BPD, a w moim przypadku doświadczonym specjalistom (doktorom i
      profesorom, ordynatorom, terapeutom - ponoć jedni z najlepszych w Polsce) zajęło
      to prawie miesiąc mojego pobytu w szpitalu?? Miesiąc wielu obserwacji, badań,
      wywiadów, testów, rozmów, przeglądania historii choroby... mimo, że "na pierwszy
      rzut oka" zachowywałam się jak dość typowy border?
      Przez net to można co najwyżej podejrzewać...

      sper-blek napisał:

      ,.Jeżeli możecie dąć jakieś namiary na
      > dobrych specjalistów w tej dziedzinie w rejonie Bielska-Białej to będę
      > wdzięczny.

      Poszukaj tu:

      forum.gazeta.pl/forum/w,99,36038178,0,Biala_lista_psychiatrow_psychologow_terapeuto_w.html
      Poza tym tych specjalistów kilka osób poleca (o ile to wiarygodne opinie,
      wiadomo -net):

      www.rankinglekarzy.pl/lekarz/1973023/Olgierd-Kossowski/neurolog-psychiatra/Bielsko-Biala
      www.znanylekarz.pl/39351/lukasz-pilarczyk/psycholog/bielsko-biala-szczyrk
      Pozdro
      • cyntia33 Re: BPD 15.04.10, 16:43
        Bo to bardzo modna ostatnio choroba, podobno :) Powiedział tak jeden psycholog
        publicznie.
        • annarchia Re: BPD 15.04.10, 17:41
          Mhm, szpanowanie "borderline" (zdiagnozowanego na podstawie artykułu z netu) to
          podobno aktualny lans i wyraz buntu wieku dojrzewania wśród dzisiejszych
          nastolatek :) Tak jak za moich czasów glany i słuchanie grunge'u, a za jeszcze
          innych czasów długie włosy i hippisowanie (choć oczywiście o co innego wtedy
          chodziło niż o zwykły nastoletni bunt). Bo ta etykietka daje tak bardzo pożądane
          w tym wieku poczucie Inności.

          Oczywiście nie mówię o wszystkich nastolatkach, bo z pewnością są wśród nich
          faktycznie mocno zaburzone osoby. Są przecież bardzo młodzi ludzie na oddziałach
          szpitali psychiatrycznych. Widziałam, przykre. Niektórzy psychologowie wiążą
          wysyp borderów z transformacją systemu. Kapitalizm, konsumpcjonizm,
          komórkomania, wirtualne kontakt zamiast reala, wyścig szczurów, kult intelektu i
          wykształcenia, rodzice robiący karierę, a młoda osoba home alone ze swoimi
          emocjami :( I jak tu nie zwariować.
          • flying.weronika Re: BPD 16.04.10, 08:05
            Ja mam troszkę inne zdanie na ten temat...czy każda osoba podejrzewająca(bpd)czy
            mająca je powinna mieć bynajmniej jedną kartę ze szpitala psychiatrycznego i
            pełen kalendarz terapii????tu nie ma się czym chwalić....a bynajmniej tak można
            odebrać wasze komentarze.Przecież po to jest to cholerne forum.Może zgłoście
            uwagę,że osoba zgłaszająca się na forum powinna udokumentować chorobę.......
            • the-crawl Re: BPD 16.04.10, 08:28
              internet albo książka to nie dyplom z psychiatrii czy psychologii.można sobie
              łatwo zrobić krzywdę polecam udanie się do specjalisty zamiast autodiagnozę.
            • annarchia Re: BPD 16.04.10, 09:57
              flying.weronika napisała:

              > Ja mam troszkę inne zdanie na ten temat...czy każda osoba podejrzewająca(bpd)

              Weroniko, ja pisałam nie o podejrzewaniu, ale o autodiagnozie. To dwie różne
              rzeczy. Mam na myśli takie osoby, które przeczytają artykuł o BPD (lub audycję)
              i to im wystarczy, aby powiedzieć: "MAM borderline". I tyle. Sam/sama wie
              najlepiej. I rozpisują się wszędzie, że MAJĄ borderline, choć żaden
              psychiatra/psycholog ich na oczy nie widział.

              Akurat w przypadku BPD bardzo łatwo jest podciągnąć wiele kryteriów pod siebie.
              Praktycznie każda (tzw. zdrowa) osoba, której dawałam do poczytania o tym,
              mówiła: Ja też tak mam! To o mnie! I nie dziwne, bo większość z nas ma w pewnym
              stopniu zmienne humory (smutek-złość-radość), większość nie lubi odrzucenia, boi
              się ze ukochana osoba zostawi, wiele osób ma czasem dylemat pt. "co zrobić dalej
              ze swoim życiem?", pod wpływem silnego stresu wiele osób chudnie lub objada się,
              większość osób zmienia partnerów zanim znajdzie tą Jedyną/tego Jedynego,
              niejednemu zdarzyło się czasem wybuchnąć gniewem "bez powodu" bo nikt nie jest
              święty, także każdy z nas ma na koncie manipulowanie (nawet nieświadome) drugą
              osobą, aby coś osiągnąć, większość miewa takie dni w których kocha partnera
              całym sobą a w inne dni miałby ochotę mu łeb ukręcić, wiele osób robi coś
              ryzykownego (szybka jazda, szalone zakupy, upicie się, bungee, itd.), nawet
              zdrowy człowiek czasem przeżywa stany bliskie derealizacji np. na wieść o
              śmierci bliskiej osoby, przy wypadku, każdy człowiek czasem ma tak, że "najpierw
              zrobi a potem pomyśli", no i nie trzeba mieć BPD, aby być nimfomanem, który
              uprawia seks na prawo i lewo. Tak więc łatwo zobaczyć siebie w tych kryteriach i
              przez to określenie "BPD" może być nadużywane.

              Co innego, jeśli ktoś u siebie borderline PODEJRZEWA po przeczytaniu jakiegoś
              artykułu. Cierpi strasznie, przeżywa katusze, nie ma najmniejszego pojęcia, skąd
              ten ból, może uważa "taki jestem", "tak bywa", więc nic z tym nie robi i nie
              wie, co robić - i nagle trafia na artykuł, w którym widzi siebie, czyta, że
              takie funkcjonowanie może być zaburzeniem, które nadaje się na leczenie u
              psychoterapeuty i być może psychiatry. I zastanawia się: skoro wszystko do mnie
              pasuje to może stąd ten dojmujący ból? I taki artykuł mobilizuje do tego, aby
              sięgnąć po pomoc, po profesjonalną diagnozę (która zazwyczaj formuje się przez
              tygodnie, miesiące) i leczenie.

              O co mi chodzi? To tak samo, jak z nerwicą i depresją. Teraz "każdy" ją ma. "Ja
              się nerwicy tu nabawiłam", "Mam dziś depresję, nie chce mi się iść do kina".
              Dlaczego takie nadużycia są złe? Bo takie osoby bardzo często bagatelizują
              naprawdę chorych na nerwicę, depresję czy borderline, lekceważą ich cierpienie.
              Doświadczyłam tego nie raz i czułam się naprawdę niemiło. Dlatego to jest niedobre.
              • czaragoryczy Re: BPD 16.04.10, 14:03
                Droga Aanarchio. Widzę, że znasz problem bardzo dobrze. Dla mnie prawie nie do
                zniesienia jest fakt, że moja córka (u której zdiagnozowano już dawno BPD)nie
                może przestać myśleć w ten spaczony sposób. Np: jeśli czyta o BPD i jest
                napisane " często odbierają zwykłe pytania i spojrzenia innych jako
                nieprzychylne sobie", więc wiedząc to, bo przecież rozumie co czyta, nie może
                przestać tego tak odbierać?
                Poza tym zauważam , nawet na forum osoby, które wiedzą, że to mają oskarżają
                swoich bliskich, jak są poniżani, lekceważeni, obrażani, że nawet normalny by
                nie wytrzymał. A przecież wiedzą też o swoim zaburzeniu to, że jego częścią są
                właśnie niesprawiedliwe zarzuty, obwinianie. Moja córka robi to reguralnie
                chociaż przysięgam, nigdy jej nikt z rodziny nie sponiewierał, nie ubliżył.
                Dlaczego oni to robią, dlaczego nie wyciągają wniosków, że skoro jest to opisane
                jako objaw, to znaczy, że tak naprawdę nikt kto ich kocha nie rani specjalnie,
                że im się to tylko zdaje, więc mogliby przestać i w ten sposób chociażby problem
                stosunków z bliskimi poprawiłby się i z głowy. Rany, bredzę...?
                • cyntia33 Re: BPD 18.04.10, 10:45
                  Np: jeśli czyta o BPD i jest
                  > napisane " często odbierają zwykłe pytania i spojrzenia innych jako
                  > nieprzychylne sobie", więc wiedząc to, bo przecież rozumie co
                  czyta, nie może
                  > przestać tego tak odbierać?

                  Dlatego, że wtedy musielibyśmy założyć, że wszystkie pytania i
                  spojrzenia są "zwykłe". A chyba jednak nie są.

                  Problem w tym, że nie (zawsze) potrafimy odróżnić przychylne od
                  nieprzychylnych zachowań. Doszukujemy się drugiego dna nawet w
                  "miłych" uwagach i czasami ono tam jest, a czasami go tam nie ma.

                  Tzw. bliscy (i niebliscy) czasami nas rzeczywiście poniżają i
                  ubliżają (sorry, ale nie wierzę w to pani "nikt nigdy z rodziny"),
                  więc może tym razem właśnie to robią...

                  Poza tym nie raz już się zawiedliśmy się na ludziach, więc dlaczego
                  mielibyśmy powody sądzić, że to nigdy więcej się nie stanie?

                  Nie odróżniamy intuicji od pułapek naszego umysłu i często robimy
                  błąd źle oceniając innych, ale nie zawsze i na tym polega trudność.
                  Naukowa publikacja czy terapeuta może mnie przekonać,że mam
                  skłonności do tego, by niewłaściwie odbierać rzeczywistość, ale nie
                  do tego, że zawsze się mylę, bo nie zawsze, czasem mam rację. Moje
                  intuicje do ludzi czy do motywów ich postępowania czy ich kłamstw się
                  raz na jakiś czas sprawdzają - życie to pokazało.
                • annarchia Re: BPD 22.04.10, 11:24
                  czaragoryczy napisała:

                  > Widzę, że znasz problem bardzo dobrze. Dla mnie prawie nie do
                  > zniesienia jest fakt, że moja córka (u której zdiagnozowano już dawno BPD)nie
                  > może przestać myśleć w ten spaczony sposób.

                  Jeśli w toku wychowania czułaby od rodziców szacunek do swoich uczuć i
                  instynktów, autonomii, autentyczności i miałaby zaspokajane emocjonalne potrzeby
                  i oczekiwania - nie byłaby teraz "spaczona"....

                  Osoba z borderline jest emocjonalnym dzieckiem. Może mieć metrykalnie 30 lat, a
                  emocjonalnie 2-3, co oznacza, że posługuje się dziecięcymi mechanizmami
                  obronnymi (tj. rozszczepianie, dewaluacaja, silna projekcja, itd.) i ciągle ma w
                  sobie niezaspokojone (chyba domyślasz się, przez kogo...) potrzeby emocjonalne i
                  dziecięce oczekiwania.

                  Jakie to potrzeby i oczekiwania? Odczuwa świat tak, jak kilkulatek, czyli:
                  - pragnie być ciągle w centrum uwagi i 100% zainteresowania nią, jej potrzebami,
                  emocjami (co u dziecka JEST normalne), więc jeśli poświęcasz jej 60% uwagi to
                  ona będzie czuła się lekceważona (u małego dziecka to NORMA)
                  - pragnie Idealnego rodzica (u dziecka jest to konieczne dla rozwoju), więc
                  jeśli ona dostrzeże Twój jakiś minimalny błąd, słabość, to zareaguje gniewem lub
                  histerią (dlatego, że straci poczucie bezpieczeństwa - rodzica Bez Wad)
                  - jej sposób przeżywania jest symbiotyczny (tj. u kilkulatka, nie czuje się
                  odrębną osobą), więc gdy np. zobaczy, że wychodzisz gdzieś sama bez niej to
                  poczuje się potwornie odrzucona i przerażona, co może potem skutkować
                  oskarżeniem "Zostawiłaś mnie! Masz mnie w dupie!" (i to normalne, że dziecko tak
                  czuje, bo dziecko potrzebuje prawie stałej obecności mamy)
                  - jako emocjonalne dziecko nie potrafi znosić odraczania gratyfikacji, czyli
                  czekania na coś (a w prawidłowym wychowaniu powinna była tę zdolność nabyć...),
                  więc gdy każesz jej czekać na wejście do łazienki o dwie minuty dłużej to ona
                  wpadnie w szał, a gdy spóźnisz się o pięć minut to "oskarży cię" (oskarży - jako
                  dorosła, a upomni się o swoje - jako dziecko), że ją lekceważysz (bo przez te 5
                  min będzie się czuła bardzo opuszczona). Jako (psychiczne) dziecko będzie miała
                  rację z tym zlekceważeniem!
                  - jako BPD ma silny mechanizm rozszczepiania (normalne u dziecka), tak więc nie
                  dziw się, że czasem powie, że kocha Cię całą sobą, a potem będzie krzyczeć
                  "Nienawidzę Cię!!!". Ten mechanizm funkcjonuje nadal, bo z jakichś przyczyn jej
                  psychika nie mogła dojrzeć...

                  Patrząc na nią jak na dorosłą faktycznie można stwierdzić, że jest irracjonalna,
                  nieadekwatna. Ale ona ma psychikę dziecka i jako dziecko jej sposób odczuwania
                  jest normą rozwojową. (Niebezpieczeństwo polega na tym, że dziecięcy sposób
                  odczuwania u dorosłej osoby jest groźny).

                  czaragoryczy napisała:

                  > Np: jeśli czyta o BPD i jest
                  > napisane " często odbierają zwykłe pytania i spojrzenia innych jako
                  > nieprzychylne sobie", więc wiedząc to, bo przecież rozumie co czyta, nie może
                  > przestać tego tak odbierać?

                  Rozwój osobowości człowieka nie polega na rozumowaniu i racjonalnej obróbce
                  uczuć. Osobowość i emocjonalność mają swoje własne prawa. Człowiek rozwija
                  siebie i odczuwa siebie (i potem innych ludzi) tak, jakich relacji z rodzicami
                  (opiekunami) doświadczył. Rozum ma do tego niewiele.

                  Jeśli jako emocjonalne dziecko stwierdza, że jesteś jej "nieprzychylna" to wg
                  dziecięcego sposobu myślenia... może mieć sporo racji. Wystarczy, że np. bez jej
                  zgody uprasujesz JEJ bluzkę, a to ONA chciała SAMA zrobić (jako wyraz autonomii)
                  - Twoje zachowanie (niezależnie od Twoich dobrych intencji) odbierze jako
                  wyręczanie, jako podburzanie jej autonomii i odbierze Cię wobec tego jako
                  "nieprzychylną sobie", bo "depczącą jej autonomię". Na pewnym etapie rozwoju
                  takie zachowania i odczucia są normą, gdy dziecko walczy o swoją odrębność.

                  czaragoryczy napisała:

                  > Poza tym zauważam , nawet na forum osoby, które wiedzą, że to mają oskarżają
                  > swoich bliskich, jak są poniżani, lekceważeni, obrażani, że nawet normalny by
                  > nie wytrzymał.

                  Bo jako psychiczne dzieci faktycznie możemy czuć się poniżeni, lekceważeni,
                  obrażeni pewnymi zachowaniami - gdy nasze dziecięce potrzeby są frustrowane.
                  Pomijając to, że wielu z nas faktycznie doświadczyło bicia, awantur, wyzywania,
                  przemocy, molestowania, ignorowania. My też nie wytrzymujemy...

                  czaragoryczy napisała:

                  > A przecież wiedzą też o swoim zaburzeniu to, że jego częścią są
                  > właśnie niesprawiedliwe zarzuty, obwinianie.

                  Niesprawiedliwe obwinianie? Sorry, ale to przez moich rodziców ja cierpię na tak
                  poważne zaburzenie - przez ich błędy wychowawcze. To oni są odpowiedzialni za
                  wychowanie i stosunek do mnie, który poskutkował tym, że jako metrykalnie
                  dorosła osoba mam psychikę dziecka i nie potrafię normalnie żyć. W bardzo
                  subtelny sposób pozbawili mnie autonomii, zdeptali moją autentyczną osobowość i
                  teraz rozpaczam, bo nie czuję, kim jestem... Nie lubię słowa wina, wolę
                  odpowiedzialność. On SĄ odpowiedzialni za to, jak ukształtowała się moja
                  osobowość. Gdyby byli wystarczająco dobrymi rodzicami to nie miałabym tak dużych
                  problemów psychicznych, radziłabym sobie z emocjami. Niewyrozumiałość rodziców
                  wobec osobowości dziecka i jego psychicznych problemów, zachowań (na co mieli
                  ogromny wpływ) to już jest bezczelność. Sami tak wychowali człowieka (nie chodzi
                  mi o intencje) i jeszcze mają pretensje? Do siebie powinni mieć, nie do
                  (dorosłego)dziecka.

                  Oczywiście, tu i teraz ja jestem odpowiedzialna za to, czy będę nad sobą
                  pracować czy nie (=naprawiać błędy rodziców). I robię to, chodzę na terapię.

                  czaragoryczy napisała:

                  > chociaż przysięgam, nigdy jej nikt z rodziny nie sponiewierał, nie ubliżył.

                  Pewnie masz na myśli sponiewieranie i ubliżanie sensu stricto: kopanie, bicie,
                  wyzywanie od kretynki, od debila, słowne poniżanie? Ale niekoniecznie o to
                  chodzi (choć ja akurat tego doświadczyłam) i wierzę, że u Was w rodzinie
                  faktycznie mogło tego nie być.

                  Ale SKORO córka ma tak poważne zaburzenie osobowości jak BPD to znaczy, że jej
                  sfera emocjonalne i osobowościowa BYŁY bardzo mocno sponiewierane. Mimo dobrych
                  intencji. Inaczej byłaby zdrową niezaburzoną dziewczyną, a emocje nie bolałyby
                  jej. To sponiewieranie mogło dotyczyć np. ignorowania jej uczuć, emocji, a
                  przywiązywanie większej miary do jej rozwoju intelektualnego. Sponiewieranie
                  mogło dotyczyć tego, że była za często wyręczana (a więc jej autonomia była
                  deptana). Sponiewieranie (jej autonomii) mogło dotyczyć NP. tego, że miałaś zbyt
                  silny związek z nią, a marny z mężem.

                  czaragoryczy napisała:

                  > Dlaczego oni to robią, dlaczego nie wyciągają wniosków

                  Rozwój osobowości człowieka nie polega głównie na wyciąganiu wniosków (i
                  rozumowaniu), ale na doświadczaniu wystarczająco dobrych relacji z ważnymi
                  osobami, na odczuwaniu. Teraz może pomóc nie czytanie, ale dobra relacja z
                  terapeutą (mam nadzieję.

                  Czy Ty - jako matka, współodpowiedzialna za taki a nie inny kształt psychiki
                  dziecka - czytasz książki na temat pochodzenia BPD? Jakie wnioski wyciągnęłaś?
                  Czy zmieniła się Twoja postawa wobec córki?

                  czaragoryczy napisała:

                  > że skoro jest to opisan
                  > e
                  > jako objaw

                  Ani w DSM-IV ani w ICD-10 nie ma wyszczególnionego takiego objawu BPD jak
                  "niesprawiedliwe zarzuty". Pewnie w jakimś artykule to wyczytałaś (a niestety
                  sporo jest artykułów i osób obsmarowujących borderów).

                  czaragoryczy napisała:

                  > to znaczy, że tak naprawdę nikt kto ich kocha nie rani specjalnie,
                  > że im się to tylko zdaje

                  Ja nie uważam, że moja matka rani specjalnie, ale nie zmienia to faktu, że jej
                  zachowania, gesty i słowa ranić potrafią. Wiem, że robi to nieświadomie,
                  pomijając takie incydenty, gdy faktycznie mnie uderzała lub słownie poniżała.

                  Inna sprawa, że my mamy dużo racji mówiąc, że nas nie kochano. Kochać to m.in.
                  obdarzać dziecko autonomią, a my właśnie na brak poczucia autonomii tak bardzo
                  cierpi
                  • czaragoryczy Re: BPD 22.04.10, 19:31
                    Annarchio. Kochana dziewczyno, która wiesz tak duzo, bardzo mi pomagasz. Ale
                    niestety im więcej wiem tym bardziej jestem w d...
                    Dlaczego jest tak, że nie można swojego dzieciaka przeprosić, uklęknąć na
                    kolana, poprosić o wybaczenie i już wszystko będzie dobrze? Jestem w rozpaczy.
                    Mam poczucie strasznej niesprawiedliwości. Dlaczego jeśli BPD jest tak strasznym
                    problemem to leczenia nie refunduje NFZ?
                    Wiem, że nie stać mnie na psychoterapię, wiem, że nigdy nie zdołam wytłumaczyć
                    tego ojcu córki. On uważa, że jeśli życie da jej po dupie to rozum jej wróci.
                    Niby ma rację, bo czyż anorektyczki są w Indiach? jeśli tak znalazłaby się wśród
                    głodujących szkieletów, czy nie wyciągnęła by w końcu ręki po jedzenie? Ja już
                    nie wiem.
                    Powiedz dziewczyno skąd wzięłaś psychoterapeutę? Ja nie widzę takich osób, które
                    chciałyby się podjąć pracy z borderlinką.
                    Nie mam sił, nie mogę dłużej patrzeć na życie swojego dzieciaka, sprzedałabym
                    dom, żeby tylko ją z tego wyciągnąć...
                    • annarchia 1/2 23.04.10, 09:42
                      czaragoryczy napisała:

                      > Dlaczego jest tak, że nie można swojego dzieciaka przeprosić, uklęknąć na
                      > kolana, poprosić o wybaczenie i już wszystko będzie dobrze?

                      Myślę, że potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Jeszcze ponad rok temu, uważałam,
                      że wyzdrowienie z mojego zaburzenia polegać ma na tym, że dopuszczę do siebie
                      złość, nienawiść i żal za to, co robili (a zwłaszcza - czego nie robili, a co
                      powinni) moi rodzice. Że mój ból i moja depresja biorą się zasadniczo z tego, że
                      tłumię ukrytą nienawiść, w związku z czym, aby wyzdrowieć, wystarczy te emocje
                      poczuć, odreagować i wybaczyć rodzicom za przeszłość. Zrozumieć, że chcieli
                      dobrze i im nie wyszło, wybaczyć, przestać "międlić przeszłość" (jak to matka
                      mówi) - i tyle. W rzeczywistości takie działanie może przynieść tylko (w każdym
                      razie w moim wypadku) krótszy lub dłuższy spadek napięcia i jakaś ulgę. Ale NA
                      CHWILĘ. I to nie leczy z borderline. Dlaczego?

                      Na pewno czytałaś trochę, na czym generalnie polega zaburzenie osobowości (nie
                      tylko BPD, ale każde Z.O.). Zaburzenie osobowości bierze się z emocjonalnych
                      deficytów (tj. głęboki deficyt ciepła, zainteresowania emocjami, deficyt
                      stabilnej pozytywnej więzi, deficyt poczucia bezpieczeństwa), niezaspokojonych
                      potrzeb (np. aby być w centrum uwagi), traumatycznych doświadczeń (niekoniecznie
                      molestowanie), z braku stabilnej relacji pełnej zaufania w dzieciństwie. Te
                      deficyty, braki, niezaspokojone potrzeby powodują, że w dorosłym życiu człowiek
                      bardzo mocno utrwalony i sztywny schemat patrzenia na świat (silne mechanizmy
                      obronne), przeżywania świata, funkcjonowania z ludźmi. Tak więc tu i teraz, ból
                      i cierpienie (i zachowanie) córki wiąże się z tym, jakie (i z jaką
                      intensywnością) mechanizmy obronne i poznawcze córka stosuje (oczywiście
                      nieświadomie;)) oraz z tym, że ciągle w swojej psychice odczuwa ból swoich
                      deficytów - nie dlatego, że jest "pamiętliwa", ale dlatego, że one ciągle są
                      niezaspokojone.
                      PRZEPROSZENIE córki (oraz jej ewentualne WYBACZENIE) to bardzo miłe gesty, ale
                      problem na tym polega, że one NIE LECZĄ borderline, nie wypełniają deficytów w
                      jej psychice, nie usuwają zaburzeń - czyli tego wszystkiego, co jest główną
                      przyczyną jej bólu i jej zachowania (gniewu, szantaży, manipulacji). To, że ją
                      przeprosisz, nie zmieni jej mechanizmów obronnych i sposobu, w jaki odczuwa
                      świat, bo jest to w (każdym!) człowieku silnie zakorzenione. Ona nie ma w swojej
                      psychice zakodowanego takiego wzorca relacji z bliską osobą, który mogłaby
                      powielać w dorosłym życiu i dobrze funkcjonować z ludźmi, rozumiesz? Twoje
                      przeprosiny to fajny gest, ale to nie zmieni tego, że ona nie doświadczyła
                      takiej relacji, aby normalnie funkcjonować. I póki jej nie doświadczy (myślę
                      głównie o terapeucie) to przeprosiny nie zmienią przyczyn jej bólu. Bo jej
                      zachowanie nie wiąże się tak bardzo z obecną atmosferą w domu i z Waszymi
                      obecnymi relacjami - to TEŻ, na pewno [np. ja w domu mam ciągle awantury,
                      wyzywanie], ale głównie chodzi o to, co się dzieje w jej psychice. Przy
                      zaburzeniach sprawa nie wygląda tak, jak dwie tzw.zdrowe osoby się pokłócą,
                      panuje napięta atmosfera, jedna wybuchnie, druga się popłacze, padnie jakieś
                      oskarżenie, a gdy się przeproszą i wyjaśnią, to wszystko wraca do normy.
                      Natomiast u osoby zaburzonej do "normy" może wróci (albo i nie) na chwilę
                      relacja dwóch osób, ale ona nadal ból/gniew będzie odczuwać - bo nie wróci do
                      normy jej zaburzenie.

                      Ja mojej mamie tłumaczę to tak:
                      Powiedzmy, że kilkanaście lat temu ojciec bez złych intencji(!) uderzył Cię z
                      całej siły młotkiem w kręgosłup. Nie chciał, ale tak wyszło - po prostu się
                      zagapił. Tu i teraz, choć minęło tyle lat, ciągle odczuwasz potworne bóle
                      kręgosłupa, który uniemożliwia Ci codzienne funkcjonowanie i dobre samopoczucie.
                      Ten ból jest rwący, często nie do wytrzymania i nie pomagają na niego środki
                      przeciwbólowe. Czasem, aby ugasić ten ból, załatwiasz sobie nielegalnie morfinę
                      - ojciec patrzy na Ciebie jak na godną pożałowania narkomankę, kpi z Ciebie i
                      grozi wysłaniem do Monaru, bo on ćpuna w domu nie chce. A przecież to ona ten
                      ból spowodował - i nie ważne, że nie celowo, ale odpowiedzialny jest. A teraz
                      jeszcze Cię od ćpunów wyzywa, choć cierpisz wielki ból przez JEGO
                      przewinienie... Ok, nie chciał, ale nie jest wyrozumiały. Czasami przez ten ból
                      napięcie jest takie, że wrzeszczysz na innych domowników z bezsilności, czepiasz
                      się wszystkiego, aby jakoś zagłuszyć ten ból, bo on cię rozsadza... Gdzieś w
                      duchu wybaczyłaś ojcu, bo źle nie chciał, ale ciągle cię ten kręgosłup boli i
                      jednak czujesz do niego podskórną złość... Co za kretyn, że się zagapił wtedy z
                      tym młotkiem! W momencie, gdy zwijasz się z bólu, ojciec gada "Popatrz na
                      innych, inni to dopiero cierpią - nie mają rąk, nóg. Inni mają gorzej" - masz
                      ochotę go walnąć, bo co z tego, że "inni mają gorzej", jak Ciebie nadal boli i
                      to bardzo. Czasami z powodu tego bólu (na który czasem morfina nie działa) masz
                      myśli samobójcze - już tego nie wytrzymasz. Przez ból nie masz siły skupić się
                      na nauce, spotkać z ludźmi, zrobić zakupów, pomóc w domu (czasem mówią na ciebie
                      "leń!"...). Gdy wyjawiasz je drugiej osobie, że masz myśli "s", to mówią -
                      "Bierz się w garść, bądź silna, każdy ma swój krzyż" albo "Życie jest piękne"
                      albo "Nie skupiaj się tak na tym bólu, nie rób z siebie cierpiętnicy". Czujesz
                      się niezrozumiana, i do bólu kręgosłupa dochodzi ból niezrozumienia... Ojciec w
                      końcu zdobywa się na przeprosiny, mówi, że nie chciał, klęka na kolanach i prosi
                      o wybaczenie. Fajny gest, ale Ciebie dalej kręgosłup potwornie boli...
                      "Przepraszam" bólu nie eliminuje, ten ból jest tak silny, że zagłusza to
                      "przepraszam"... Ojciec mówi, że masz już tyle lat, że powinnaś iść do pracy,
                      ale jak dasz radę?? Zejście po schodach to już męczarnia, a wśród ludzi czasem
                      masz tak silne ataki bólu, że wzywasz taxi i wracasz do domu... Próbowałaś
                      pracować, ale ten ból tak świdrował całe ciało, że nie mogłaś się na niczym
                      skupić. Czujesz się jak NIKT, jak życiowe zero, bo nie dość, że masz poharatany
                      kręgosłup to jeszcze pusto w CV... Przez ten kręgosłup jesteś trochę inna, wielu
                      mężczyzn, z którymi się spotykasz, mówi: Ty jakaś nienormalna jesteś (bo masz
                      ciało przechylone na lewą stronę, lekki garb) i nie chce się z tobą spotykać. To
                      boli (oprócz bólu kręgosłupa). Przy kolejnych związkach, aby zapobiec kolejnemu
                      ewentualnemu odrzuceniu asekurujesz się tym, że pierwsza zrywasz znajomość -
                      nawet jak kocha i szanuje, ale boisz się, że w końcu padną bolesne słowa.
                      Uciekasz. Przeraża Cię to, że z takim bólem czeka Cię kilkadziesiąt lat życia, a
                      ty nie potrafisz go niczym ugasić - ani przeprosinami ojca, ani rozmową z
                      przyjacielem, ani morfiną, piekło...
                      /Nie demonizując - przy BPD podobno długa psychoterapia może pomóc znieść ten ból.

                      czaragoryczy napisała:

                      > Jestem w rozpaczy.

                      :( Wiesz, ja naprawdę wierzę, że Ty chcesz dobrze. Moja matka też chce dobrze
                      (choć tu jest pewno "ale" - bo świadomie chce dobrze, a nieświadomie robi co
                      innego...). Podoba mi się, że starasz się ją zrozumieć. Wiesz, wydaje mi się mi
                      się, że gdzieś w necie jest grupa wsparcia dla rodziców osób z BPD. Oczywiście
                      nie mam na myśli takich grup, gdzie wszyscy się użalają, jak to ze swoimi
                      dziećmi mają niedobrze, jak te dzieci ich katują, ale takie miejsce, gdzie się
                      rozmawia konstruktywnie. Może warto poszukać.
                      • mskaiq Re: 1/2 24.04.10, 05:32
                        Napisalas Annarchio o deficytach ciepła, zainteresowania emocjami,
                        stabilnej pozytywnej więzi, poczucia bezpieczeństwa,
                        niezaspokojonych potrzeb (np. aby być w centrum uwagi), itp.
                        Mysle ze to wszystko prawda ale z drugiej strony gdyby to wszystko
                        zostalo zaoferowane to po chwili mogloby wywolac zlosc.
                        To jest tak jak u dziecka ktory jest w fazie separacji i ktore sie
                        zlosci gdy nie otrzymuje pomocy i tak samo sie zlosci kiedy ja
                        otrzymuje.
                        Aby to zmienic trzeba nauczyc kochania innych mimo ich wad i
                        sprzecznosci. Oparcia sie na wartosciach ktore najpierw musza byc
                        przekazane i zaakceptowane, na wyznaczaniu granic na ktore
                        borderline zwykle reaguje gniewem.
                        Serdeczne pozdrowienia.

                        Serdeczne pozdrowienia.
                        • annarchia Re: 1/2 24.04.10, 06:16
                          mskaiq napisał:

                          > Mysle ze to wszystko prawda ale z drugiej strony gdyby to wszystko
                          > zostalo zaoferowane to po chwili mogloby wywolac zlosc.

                          Gdyby to wszystko (poczucie bezpieczeństwa, ciepło, pozytywna więź,
                          zainteresowanie emocjami) zostało "zaoferowane" od początku i w odpowiednim
                          czasie przez rodziców, to młody człowiek nie miałby problemów z separacją i
                          emocjonalnym (i fizycznym) usamodzielnieniem się.

                          Teraz każda osoba dająca ciepło i bliskość wywołuje złość i lęk, bo nieświadomie
                          przypomina o deficycie ciepła i bezpieczeństwa od rodziców, a on boli. Z tą
                          złością i lękiem (za próby zbliżenia) raczej rodzic sobie raczej nie poradzi w
                          konstruktywny dla dorosłego dziecka sposób.

                          Masz rację, że człowiek z ogromnymi problemami z separacją może bardzo silnie
                          wkurzać się na próby bliskości, ciepła, pomocy, bo odbierać to będzie jako
                          utrudnianie jego autonomii. Zresztą ja w moim poście nie miałam na myśli tego,
                          że ma to oferować rodzic dorosłemu dziecku, absolutnie, bo teraz zachowanie
                          rodzica i tak nic nie zmieni i jak mówisz głownie wzbudzi gniew. Ja tak mam.
                          Raczej terapeutę miałam na myśli.

                          mskaiq napisał:

                          > Aby to zmienic trzeba nauczyc kochania innych mimo ich wad

                          Najpierw to dziecko musi czuć się kochane - takie jakie jest autentycznie, "mimo
                          wad", z poszanowaniem jego tendencji do autonomii - aby samo kochać potrafiło i
                          odczuwało miłość do ludzi.

                          A ja nie potrafię odróżnić miłości od potrzebowania kogoś (do wypełnienia moich
                          deficytów), od chęci stopienia się w jedno, od chęci bycia kochaną i
                          zaopiekowaną. Jednak pocieszam się, że większość ludzi (moim zdaniem) tego nie
                          potrafi :P
                          • mskaiq Re: 1/2 24.04.10, 15:59
                            Nie ma idealnych rodzicow, bardzo rzadko znajdziesz takie domy gdzie
                            oferowane jest nienaganne poczucie bezpieczenstwa, cieplo czy
                            pozytywna wiez.
                            Czesto od tych samych rodzicow jedno dziecko moze byc bpd a drugie
                            nie, jedno dziecko potrafi przejsc przez separacje a drugie nie
                            potrafi.
                            Nie wszystkie dzieci rodza sie takie same, jedne rodza sie z wielka
                            iloscia strachu a drugie z umiarkowana a jeszcze inne z mala.
                            U dzieci z wielka iloscia strachu proces indiwiduacji bedzie bardzo
                            trudny, nawet jesli rodzice nie popelnia wiekszych bledow tzn nie
                            odrzuca dziecka czy tez nie naucza dziecka nienawidzic naturalnego
                            pragnienia bycia niezaleznym.

                            Kazdy ma w sobie milosc, bpd potrafi kochac rowniez i to bardzo
                            silnie. Problem jest ze ja niszczy, zwykle boi sie stopienia w
                            jedno, albo idealizuje ja a nastepnie dewaluje.
                            Kochac trzeba sie nauczyc, wedlug mnie to wielka sztuka umiec
                            kochac, nie bac sie milosci i umiec ja obronic.
                            Serdeczne pozdrowienia.
                            • annarchia Re: 1/2 25.04.10, 09:06
                              mskaiq napisał:

                              > Nie ma idealnych rodzicow, bardzo rzadko znajdziesz takie domy gdzie
                              > oferowane jest nienaganne poczucie bezpieczenstwa, cieplo czy
                              > pozytywna wiez.

                              Idealnych nie ma. Ale istnieje takie określenie jak wystarczająco dobry rodzic.

                              mskaiq napisał:

                              > Czesto od tych samych rodzicow jedno dziecko moze byc bpd a drugie
                              > nie, jedno dziecko potrafi przejsc przez separacje a drugie nie
                              > potrafi.

                              I na pewno jest ku temu powód. Jest to moim zdaniem ogromna różnica, KIEDY rodzi
                              się dziecko: czy jako pierwsze, jako środkowe, czy jako ostatnie - i w jakiej
                              sytuacji rodzinnej przychodzi na świat, JAK wyglądają relacje między rodzicami i
                              członkami rodziny na danym etapie. Jest to NIEMOŻLIWE, aby każde dziecko z tej
                              samej rodziny doświadczało "tego samego". Niezależnie od deklaracji rodziców
                              ("Wszystkie dzieci kocham jednakowo"), bo nie o deklaracje zresztą chodzi.

                              Przykład: pierworodny syn, bardzo oczekiwany, który rodzi się z bardzo
                              kochającego się związku rodziców, odczuwa i obserwuje ich ciepłe relacje między
                              sobą, i przez pewien czas jest jedynakiem, dostaje nowe ciuchy i zabawki,
                              wychowuje się z spokojnej atmosferze, MA zupełnie inna sytuację niż kolejna
                              córka, która rodzi się z niechcianej ciąży, traktowana jest jako balast, nie
                              dorównuje bratu w oczach ojca, ma używane zabawki, rodzi się w momencie, gdy
                              małżeństwo rodziców zaczyna się rozpadać, są wobec siebie zimni i kłótliwi, a
                              matka tworzy z nią silną więź, wypłakuje się córce i przykleja się do niej bo z
                              mężem nie ma już nic wspólnego... I ta córka przykładowo ma potem BPD, a syn zdrowy.
                              Ten sam dom, a jednak... czy faktycznie "ten sam" dla obojga dzieci?

                              mskaiq napisał:

                              > Kazdy ma w sobie milosc, bpd potrafi kochac rowniez i to bardzo
                              > silnie.

                              Mask, poczytaj trochę o tym, jak wygląda STRUKTURA psychiczna (a nie tylko
                              objawy) osoby z BPD. Chociażby w "Psychoterapii" L. Grzesiuk, tam jest wiele na
                              ten temat. Osoba z BPD, ponieważ nie wyszła całkiem z fazy symbiozy (a więc w
                              takiego typu związku z ludźmi w chodzi w dorosłości), nie ma pełnego poczucia
                              odrębności "ja" od "nie-ja", siebie od drugiego człowieka (oczywiście nie tak na
                              rozum;) ale emocjonalnie). Nie potrafi więc tak naprawdę odczuwać miłości do
                              drugiej osoby, bo emocjonalnie nie spostrzega drugiego człowieka jako kogoś w
                              pełni odrębnego. My przeżywamy coś innego: cudowne poczucie połączenia w jedność
                              (cudowne do czasu...), poczucie stopienia się z drugą osobą, zaopiekowanie - ale
                              nie miłość, choć często to przeżycie łączności i przyklejenia kojarzymy z
                              miłością i mówimy (święcie przekonani), że "za mocno kochamy". I często mylimy
                              uczucia od kogoś wobec kogoś, jakby to było "jedno i to samo". Ja w związku
                              miałam problem z odróżnieniem np. czy to ja jestem zła na partnera, czy on na
                              mnie... Czy to on odczuwa radość, czy ja... Aby mieć zdolność do kochania
                              drugiej osoby trzeba siebie odczuwać jako autonomiczną osobę i tym samym drugą
                              osobę tak odczuwać. Polecam powyższą lekturę, warto. Jak mawiał Freud, celem
                              psychoanalizy powinno być nabycie zdolności do pracy i do... MIŁOŚCI.

                              mskaiq napisał:

                              > Problem jest ze ja niszczy

                              Nie, nie w tym jest problem.

                              Serdeczne pozdrowienia.
                              • mskaiq Re: 1/2 25.04.10, 17:17
                                Mysle ze wlacza sie u Ciebie rozczepienie, podzial na zlych i
                                dobrych rodzicow.
                                Dla mnie to nie jest takie oczywiste, jest jeszcze dziecko ktore nie
                                zawsze jest takie samo.
                                Czy myslisz ze proces indywiduacji u dzieci z duzym strachem
                                przebiega tak samo jak u dzieci ktorzy maja go malo albo mniej ?

                                Jesli chodzi milosc to jak Twoim zdaniem wyglada ona u neurotykow
                                albo ludzi klasyfikowanych jako zdrowych ?
                                Czy uwazasz ze cudowne uczucie stopienia sie w jednosc nie jest
                                miloscia ? A jesli nie to czym ono jest?
                                Dlaczego uczucie stopienia sie z druga osoba w jednosc jest cudowne
                                tylko do czasu ?
                                Czy myslisz ze w zwiazku dwojga ludzi zdrowych nie ma sytuacji kiedy
                                dziewczyna ma problem w odroznieniu tego czy to ona jest zla na
                                chlopoka czy tez on jest na nia zly ?
                                Serdeczne pozdrowienia.
                    • annarchia 2/2 23.04.10, 10:14
                      czaragoryczy napisała:

                      > Mam poczucie strasznej niesprawiedliwości. Dlaczego jeśli BPD jest tak straszny
                      > m
                      > problemem to leczenia nie refunduje NFZ?

                      Jest psychoterapia refundowana. Oczywiście istnieją poglądy, że prywatnie
                      lepiej, ja nie mam porównania, bo nie chodziłam na NFZ na terapię. Może to
                      prawda, że za opłatą terapeuci bardziej się starają, ale może da się znaleźć
                      kogoś godnego zaufania bezpłatnie.

                      czaragoryczy napisała:

                      > Wiem, że nie stać mnie na psychoterapię

                      400-500zł na miesiąc nie dacie rady?
                      Tak na poważnie pytam. Rozumiem, że pieniądze mogą być dużym problemem. Ale
                      mówiłaś (wiem, w przenośni), że dom byś sprzedała...

                      czaragoryczy napisała:

                      > wiem, że nigdy nie zdołam wytłumaczyć
                      > tego ojcu córki. On uważa, że jeśli życie da jej po dupie to rozum jej wróci

                      Życie to już jej dało po dupie i to mocno. Tylko w bardziej zakamuflowany sposób
                      niż innym. I to nie rozum ma jej wrócić, ale dobre samopoczucie. Dobrze, że
                      przynajmniej Ty rozumiesz.

                      czaragoryczy napisała:

                      > Niby ma rację, bo czyż anorektyczki są w Indiach? jeśli tak znalazłaby się wśró
                      > d
                      > głodujących szkieletów, czy nie wyciągnęła by w końcu ręki po jedzenie?

                      Jeśli zachorowała na anoreksję wychowując się w naszej kulturze - mogłaby nie
                      wyciągnąć ręki. Bo nadal będzie miała w psychice wzorce ze swojej rodziny i
                      swojej kultury. Ale kto wie. Ja wątpię, bo znałam dziewczyny z silną anoreksją i
                      zdjęcia wychudzonych umierających dzieci albo jeńców obozów koncentracyjnych nie
                      wpływały na ich chęć przytycia. Niewielu jest palaczy, którzy rzucają palenie
                      mimo wiedzy, że powoduje to raka płuc i śmierć i mimo drastycznych zdjęć.
                      Palenie to zresztą nie najlepsze porównanie...

                      czaragoryczy napisała:

                      > Powiedz dziewczyno skąd wzięłaś psychoterapeutę? Ja nie widzę takich osób, któr
                      > e
                      > chciałyby się podjąć pracy z borderlinką.

                      Jesteś z Warszawy?
                      Dobrego terapeutę można znaleźć tu (prywatni):
                      www.ptpp.pl/home.html
                      A lekarza (jeśli trzeba też leki) tu:
                      www.propsyche.pl/
                      Pytanie podstawowe: czy Twoja córka sama chce psychoterapii?

                      Nie mów na dzień-dobry: moja córka ma BPD. Niech t. sam ją pozna, porozmawia,
                      postawi sobie swoją diagnozę. Polecam terapeutów analitycznych, bo oni zazwyczaj
                      do diagnozy nie przywiązują szczególnej wagi.
            • cyntia33 Re: BPD 16.04.10, 13:27

              > Ja mam troszkę inne zdanie na ten temat...czy każda osoba podejrzewająca(bpd)cz
              > y
              > mająca je powinna mieć bynajmniej jedną kartę ze szpitala psychiatrycznego i
              > pełen kalendarz terapii???

              Nie, niekoniecznie. Chodzi mi właśnie, jak chyba annarchii, o łatwość szafowania
              pewnymi pojęciami. Mam borderline, bo łatwo się denerwuję. Mam anoreksję, bo już
              15.00, a ja jeszcze nic nie jadłam. Mam depresję, bo mi smutno od wczoraj.
              Jestem wegetarianką, bo dwa nie jem wołowiny.
              Nie oceniam, czy to dobrze, czy to źle. Zauważyłam fakt społeczny, że ludzi
              lubią etykietki. A teraz taką fajną etykietką stało się BPD.
    • canoine Re: BPD 24.04.10, 13:47
      Niesamowite są te ludzkie olśnienia.
      Przeczytane parę zdań w necie i och, nagle rozwiązują się wszelkie zagadki
      życiowe, nagle w magiczny sposób elementy układanki życia wskakują na swe
      właściwie miejsca i - cóż za ulga - EUREKA!

      Społecznie dość powszechne to zjawisko na początku mnie jeno bawiło. Teraz już
      nudzi.

      Parafrazując:
      Wszyscy mają border. Mam-i-ja.

      • mykolina88 Re: BPD 26.04.10, 14:16
        Czy mozna być psychicznym hipochondrykiem? A jesli to i tak w konsekwencji
        prowadzi do takich samych objawow jak w przypadku domniemanej choroby, czy sa
        one inne, lzejsze, gorsze, mniej autentyczne?...przeciez ostatczcznie kazdy bol
        psychiczny jest subiektywna kwestia i nawet, gdy ktos w swoim odczuciu cierpi
        rzeczywiscie, nie zawsze mu wierza...Ale to pogmatwane, plastyka umyslu nie zna
        granic, ta zamierzona, jak i nunieswiadomiona.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka