Dodaj do ulubionych

Amputacja piersi

24.08.06, 08:32
Kto z Was przeszedł? Jak się czuje kobieta zaraz po operacji? Budzisz się z
narkozy i nie masz piersi ..... Czy to bardzo boli psychicznie? A fizycznie,
jak już minie znieczulenie?
I co robiłyście przez następne dni? Na ile można normalnei funkcjonować,
wykonywać codzienne czynności dopóki rana się nie zagoi? Czy od razu można
(trzeba) ćwiczyć, rehabilitować rękę po usunięciu wezłów?
Jak długo musiałyście być na zwolnieniu?
Czy cieżko jest się przyzwyczaić do nowej sytuacji? I do protezy piersi?

Pytam, ponieważ czeka mnie operacja w pierwszej połowie września.
Obserwuj wątek
    • promykradosci Re: Amputacja piersi 24.08.06, 22:56
      Witaj winner,
      to moj debiut na tym forum i w zwiazku z tym rownie cieplutko witam wszystkich.
      Juz kiedys pisalam Tobie o mojej mastektomii,ktora przeszlam w kwietniu.
      Wszystko da sie przezyc.Sam pobyt w szpitalu i operacje wspominam
      dobrze.Znajdujesz sie wsrod pan ,ktore wzajemnie dodaja sobie otuchy.
      Czy boli psychicznie ?Boli.Nie bede Ciebie oklamywac.Fizycznie natomiast zalezy
      od Twojej wytrzymalosci na bol.Bylam przygotowana ,ze bedzie znacznie ,znacznie
      gorzej.
      Winner ,jestem z Poznania jezeli moglabym Ci jeszcze jakos pomoc to pisz na
      priv.Bylam operowana na LakowejGarbar nie znam.
      Serdecznie Ciebie pozdrawiam,zyczac duzo zdrowia i sily.
      Ania
    • brightfuture Re: Amputacja piersi 25.08.06, 08:07
      Witaj! Trudne te Twoje pytania, a właściwie odpowiedź na nie. Każda z nas może
      podzielić się tylko włąsnym doświadczeniem i ile operacji, tyle doświadczeń. Ja
      czułam się doskonale i fizycznie i psychicznie. Na mnie w ogóle wszystkie rany
      goją się błyskawicznie, więc wieczorem w dniu operacji odebrałam gratulacje od
      pielęgniarki robiącej opatrunek, że wszystko idzię jak najlepiej. Poza tym już
      po południu poszłam sobie na spacer po korytarzu, wsparta na ramieniu męża
      (operacja skończyła się ok. 11.30). Koleżanka stwierdziła, że ze mnie jest
      terminator i to prawda. Psychicznie też nie było problemów, może dlatego, że
      moja mama była operowana w związku z tą samą chorobą i byłam przygotowana na to
      jak się wygląda i co trzeba robić po operacji. Tak bardzo postanowiłam zwalczyć
      tę cholerę, że już od diagnozy nie miałam czasu na rozmyślania, czy ewentualnie
      jestem nieszczęśliwa. Oczywiście, jeśli masz wsparcie bliskich osób i one
      przynajmniej udają, że się nie boją, to jest bardzo ważne, nie wiem, czy nie
      najważniejsze. U mnie rehabilitację zaczęto na drugi dzień po operacji, trzeba
      wykonywać różne ćwiczenia i na początku to trochę boli, a dopiero wtedy można
      się przekonać, że człowiek stanowi zespół tkanek i uszkodznie jednych wpływa na
      pracę innych. Po chyba trzech dniach pokazano nam cały zespół ćwiczeń, które
      trzeba wykonywać dwa razy dziennie z pomocą specjalnego klina, na którym układa
      się rękę - ten klin jest zresztą bardzo przydatny, gdyż dobrze jest na nim
      opierać rękę leżąc w łóżku - ręka jest wtedy odciążona i chłonka nie jest w
      niej magazynowana. Te ćwiczenia wykonuję do dziś i nie mam z ręką specjalnych
      problemów, jest może trochę bardziej wrażliwa na dotyk i mam wrażenie, że
      niekiedy bywa opuchnięta miedzy łokciem a ramieniem, ale pomiary tego nie
      potwierdzają. Oczywiście po operacji dostaniesz też skierowanie na
      rehabilitację "dochodzącą", gdzie będziesz ćwiczyć w grupie przez miesiąc, albo
      i dłużej, jeśli będzie takie zalecenie. Mnie ta grupowa rehabilitacja bardzo
      pomogła, bo kiedy się widzi, że jesteś tylko jedną z wielu, to psychicznie
      człowieka wzmacnia, no i wgrupie jest łatwiej. Poza tym rehabilitantka wyłowiła
      mnie z grupy i zaleciła jeszcze indywidualne masaże, dzięki temu mogę teraz
      posługiwać się bez problemów ręką od strony operowanej. Wszystkie ćwiczenia
      trzeba wykonywać bardzo starannie, bo inaczej nie mają sensu. Nawet jeśli boli
      czy ciągnie, to warto, bo naprawdę pomagają.
      Jeśli chcesz, napisz na priva, chętnie podzielę się moimi doświadczeniami i
      podtrzymam na duchu. A poza tym Ty jesteś WINNER, czyż nie? Skoro wybrałaś taki
      nick, to wszystko jest OK (ja jestem brightfuture, też dobre!).
    • siamlady Re: Amputacja piersi 25.08.06, 16:31
      Operacja da sie przeżyć.
      Przed operacją ( radykalna, z równoczesna plastyką )otrzymałam kieliszeczek z
      środkiem uspokajającym i usnęłam nad ksiązką, jeszcze w łóżku.
      Obudziłam się już 'po". miałam duże zaufanie do swojego operującego,
      przeprowadziłam z nim kilka rozmów i widziałam inną zooperowaną przez niego
      pacjęntkę.
      Ból po operacji minął po kilku godzinach. Nastepnego dnia już wyszłam na mały
      spacerek, za kilka dni pożniej urywałam się już ( szlafrok w torbie) na dłuższe
      spacry po plaży. Przy plastyce piersi nie wolno ćwiczyć ręki, ja miałam
      usunięte węzły chłonne, ale mimo to delikatnie ją ruszałam i masowalam. Przez
      12 dni nosiłam dreny. Podtrzymywały mnie bardzo dziewczyny z forum,i oczywiście
      rodzina i przyjaciele.
      Teraz -2,5 miesiąca po operacji - ćiwczę codziennie i wykonuję automasaż, nawet
      pływam, biegam, reka jest bardzo sprawna, podnosze ją wysoko, blizna ładnie
      zagojona. uważam podczas usypiania, ale czasami nawet śpię na brzuchu.
      Optycznie - piersi są prawie identyczne.
      Przechodzę chemoterapię ( to niestety gorzej znoszę niż zabiegi chirurgiczne;-
      )). Ale oprócz tego normalnie żyję, podróżuję, spotykam się z przyjaciółmi i
      mam plany. Trzymam za Ciebie kciuki - dasz radę!
    • winner2006 Re: Amputacja piersi 25.08.06, 19:01
      Dzięki, dziewczyny!
      Generalnie psychicznie znoszę chorobę bardzo dobrze. Nie zamartwiam się bez
      ustanku i nie zadaję sobie pytań "czemu ja?". Dzisiaj miałam czwartą chemię.
      Ale strasznie ciężko jest mi zaakceptować konieczność operacji. Mój mózg jest
      stale ustawiony na NIE. A słyszałam, ze aby coś "zadziałało" trzeba być do tego
      przekonanym.
      Promyku radości i brightfuture - skorzystamn z Waszych zaproszeń na priva :-)

      Pozdrawiam - Asia
      • brightfuture Re: Amputacja piersi 27.08.06, 19:15
        Pisz! I pamiętaj - jesteś winner!
    • jagodat Re: Amputacja piersi 27.08.06, 20:01
      Witaj winner!
      wejdż na www.amazonki.net/tam spotkasz dużo amazonek gotowych przyjśc z
      pomocą każdemu i z ogromną,praktyczną wiedzą w temacie.Jest również bardzo
      prawdopodobne że spotkasz tam amazonkę mieszkającą w poblizu Twego miejsca
      zamieszkania, będzie Ci łatwiej to wszystko przejść.Pozdrawiam
    • jagodat Re: Amputacja piersi 27.08.06, 20:04
      www.amazonki.net/ tak powinno być!
      Przepraszam za błąd
    • winner2006 Re: Amputacja piersi 27.08.06, 20:51
      Mam jeszcze takie głupie może pytanie.
      Wiem, że rękę po wycięciu wezłów powinno się unosić wyżej. A co podczas
      chodzenia? Ja dużo chodzę (nei mam auta) - ręka wtedy przecież zwisa luźno. Czy
      nalezy ją nosić na jakimś temblaku?

      I jeszcze jedno - czy to, ze należy ją unosić wyżej, spać w specjalnej pozycji
      ćwiczyć itp - to juz tak do końca życia, czy tylko przez jakiś okres (kilka
      miesiecy,?) zanim wszystko wydobrzeje?
      • siamlady Re: Amputacja piersi 31.08.06, 17:11
        hej winner!
        ja moją noszę normalnie. ;-)))
        twoja terapeutka na pewno zwróci uwage na to, czy reka postronie amputowanej
        nie ma tendencji do zbierania chłonki i zaleci odpowiednie ćwiczenia i
        automasaż, zapobiegający opuchliznom. cwiczenia i regularny masaż,najlepiej 2 x
        dziennie, są bardzo istotne i np - w moim przypadku ręka nie puchnie, nawet jak
        spię bez specjalnych poduszek czy trójkątów ( do kupienia w sklepach
        rehailitacyjnych)
        zobaczysz - będzie dobrze. znam osoby które równiez nie mają żadnych objawów,
        żyją z 'opuszczonymi 'rękoma, grają w tenisa, pływają, ćwiczą.
        sciskam serdecznie!
        ( też bez auta)
        • winner2006 Re: Amputacja piersi 31.08.06, 20:34
          Hej siamlady!
          Dzieki. Pocieszyłaś mnie :-)
          Tak, wiem, ze rehabilitacja jest ogromnei wazna i nei zamierzam czegokolwiek
          zaniedbac. Skoro piszesz, ze znasz osoby, ktore zyja "normalnie", to mam
          nadzieje, ze i ja do nich dolacze :-)
          Od poczatku tego roku zaczelam praktykowac joge. Teraz sobie chwilowo
          odpuscilam cwiczenia, ale mam nadzieje, ze po operacji bede mogla szybko do
          tego wrocić i ze dzieki jodze szybciej wroce do formy.
          Pozdrawiam
          • siamlady Re: Amputacja piersi 03.09.06, 18:36
            Joga jest fajna, t
          • siamlady Re: Amputacja piersi 03.09.06, 18:42
            Joga jest fajna, tai chi też!...
            Będziesz mogła pływać, jeżdzić na rowerze, ja też miałam wielkie obawy po
            operacji, pierwsze dni czułam się jak kaleka, z trudem mogłam sobie umyć włosy,
            ale póżniej bardzo szybko doszłam do formy. 2 miesiące po mastektomii noramlnie
            egzystuję. Dasz radę - zobaczysz.
            Jakbyś miała jakieś pytania, pisz na priva. Jezeli jesteś z WAw moę się z Tobą
            chętnie spotkac i "rozwiac wątpliwośi'.

            Pytasz w pózniejszym wątku o fakt równoczesnej chemoterapii przy operacji -
            znam też takie osoby. Moja znajoma miała "'poprawkę" po 2. chemoterapii -
            usunięcie implanta - zdarza się.
            Sciskam cie- daj znać jak tam po operacji.
            • winner2006 Re: Amputacja piersi 03.09.06, 19:35
              Hej Siamlady!
              Dzięki za informację, ze w 2 miesiące po operacji można juz normlanie zaczać
              życ :-) Bardzo boję się operacji, ale w końcu tyle kobiet już przez to
              przeszło .... :-) Mam nadzieję, ze i u mnei będzie szybko powrót do formy.
              Jestem z Poznania.

              CO do operacji w trakcjie chemii, to chce ubłagać lekarza, zeby mnei operowali
              dopiero po ostatniej chemii, ale nie wiem, czy się zgodzi, no i czy to jest
              dobre dla mojego zdrowia aby odwlekać oprację. Już i tak widzę, ze traktują
              mnie jak "zawracanie im głowy". Juz słyszałam "niech już pani tyle nie
              kombinuje". Dla nich jestem jednym przypadkiem z tysiąca, ale dla mnie moje
              życie jest jedno jedyne i mam to w nosi czy uważają mnei za natręta czy nie.
              Nie zamierzam stać biernie. Jeśli w jakiś sposób mogę moje życie przeżyc lepiej
              i zmniejszyc ryzyko jakichkolwiek powikłań to będę natrętna i upierdliwa :-)
              • brightfuture Re: Amputacja piersi 04.09.06, 10:23
                Witaj, Winner2006! Bądź upierdliwa, bo to Twoje zdrowie i życie, fakt. Ja też
                kłóciłam się z lekarzem od chemii o różne rzeczy i niekiedy szło na noże. Myślę
                sobie teraz, że on mnie podpuszczał, żebym się nie poddawała, chociaż mnie
                akurat wcale to nie było w głowie; albo może dość miał pacjentek, które
                reagowały wyłącznie płaczem i strachem, nie wiem. Podjęłam leczenie z
                nastawieniem "Idę i niech robią, co chcą, ale mnie wyleczą, a ja im w tym
                pomogę" i lekarze chyba to wyczuwali, bo dawali mi wszelkie informacje, o które
                prosiłam i w takiej formie, jaka mi odpowiadała. Ty rzeczywiście jesteś dla
                nich jedna z tysiąca, ale uwierz mi, jeśli postarasz się być dla nich partnerką
                (!), będziesz traktowana jako partnerka - lekarz też nie lubi wyłącznie
                pracować obok pacjenta, on lubi współpracować ze swoim podopiecznym i czuć, że
                to, co nadaje, jest odbierane. W ten sposób udało mi się "oswoić" kilku
                lekarzy, którzy na początku wydawali mi się mało luddzcy i na gieldzie w CO
                mieli marne notowania.
                Winner, trzymaj się dzielnie, bo wiem, że niedługo masz operację. Jestem pewna,
                że wszystko pójdzie doskonale i że szybko dojdziesz do siebie, naprawdę można
                po operacji funkcjonować normalnie zupełnie szybko i nawet jeśli chemię
                będziesz dostawała jeszcze po operacji (ja tak miałam - cztery kursy), to nie
                powinnaś odczuwać większych dolegliwości (jeśli w ogóle), niż przed operacją.
                Uszy do góry - zobacz, ile z nas przez to przeszło i ma się dobrze! Strach ma
                wielkie oczy, a przypomnij sobie piosenkę Młynarskiego o szkole torreadorów...
                Odezwę się po powrocie, bo wreszcie idę na zasłużony urlop i wtedy musisz mieć
                same dobre wieści!!!
                • winner2006 Re: Amputacja piersi 04.09.06, 12:33
                  Dzięki brightfuture!
                  Z danych na dzisiaj to wiem, że operacj ama być 19 września, ale i to nei jest
                  pewne, poneiwaz jak dzwoniłam do chirurga w ubiegłuym tygodniu, to akurat był
                  już poza szpitalem i powiedział "o ile dobrze pamiętam to 19-tego, ale jak chce
                  sie Pani dokładnie dowiedzieć to prosze zadzwonic jutro" Jak chcę się dokładnei
                  dowiedzieć???? Kurcze - nei umawiamy sie przecież do kina, tylko na obcięcie
                  piersi. A wiec jak mogę nie chcieć się dokładie dowiedzieć????? Tyle, ż eod
                  tego czasu nei mogę sie dodzwonić do mojego chirurga, bo pponoć wyjechał. A
                  prowadzący lekarz mówi, że muszę to ustalac z chururgiem - kurcze , dlaczego
                  oni nie współpracują z sobą. Myslałam, że to powinna być jakaś w
                  miarę "kompleksowa" opieka, a tu widzę, że każdy lekarz zajmuje się tylko swoją
                  działką - prowadzacy - chemią, a chirurg - operacją. Grrrrrrrrrrrrr
                  Dlatego ciężko mi sie z nimi współpracuje, jeśli oni ze sobą nei mogą
                  współpracowac.

                  Udanego urlopu, Brightfuture! (P.S. napisałam kiedyś na priv, ale pewnie nie
                  dotarło ...)
                  • brightfuture Re: Amputacja piersi 04.09.06, 17:05
                    Priv istotnie nie dotarł. Z tymi lekarzami to faktycznie masz, dziewczyno,
                    problem. "W tym największy jest ambaras..." U mnie ustalali różne rzeczy między
                    sobą, a mnie tylko pozostawało pilnować terminów. No nic, zdaje się, że
                    najgorsze, czyli biurokrację, masz, albo zaraz będziesz miała, za sobą - jak to
                    przewalczysz, to reszta pójdzie z górki. Ściskam gorąco i jestem dziwnie
                    spokojna, że wszystko jest i będzie OK, naprawdę(moja zdalna intuicja jest
                    słynna wśród znajomych, jeszcze ani razu mnie nie zawiodła)!
    • winner2006 Re: Amputacja piersi 29.09.06, 20:02
      Jestem juz po operacji. Pierś i wszystkei węzly chłonne wycieli mi w ubiegła
      srode - 20 września. Czuję się dobrze i psychicznie i fizycznie. Powolutku
      (bardzo powolutki) dołączam lewa rękę do "czynnego życia", choć na razie
      jeszcze częściowo jest drętwa.

      Wyniki histopatol. jak dobrze pójdzie to w przyszłym tygodniu. Mam nadzieję, ze
      będa korzystne dla mnei. Zreszta co ja gadam - nei żadne "mam nadzieję" _ BEDĄ
      KORZYSTNE i już !!!!!!
      :-)

      Mam wszczepiony ekspander. Uwiera. Może od przyszłego tygodnia zaczną mi go
      pompowac.

      Poza tym ciagnie mnie tak jak cholera - tkanki, nerwy, miesięć piersiowy - nei
      wiem co dokładnie, ale ciagnie. Na szczęście da sie wytrzymać.

      POzdrawiam - swiezo upieczona Amazonka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka