malinka1973 18.07.08, 08:40 Aniu, co z twoim tatusiem?. Odezwij się. Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
deria1 Re: do : deria1 18.07.08, 09:41 Dziś odbieramy go ze szpitala - z neurologii. Będzie w domu pod opieką hospicjum. Nie mielibyśmy sumienia (a i on strasznie nie chce) przekazać go do hospicjum stacjonarnego. Ma niedowład lewej części ciała. Dostaje mannitol - przeciwobrzękowo, potas, sterydy oraz lek przeciwpadaczkowy, którego nazwę dopiero poznam. Dziwnie się z nim rozmawia - traci pamięć, albo jest nadmiernie żartobliwy - co jest efektem ucisku. Tato ma 6 guzów. Czasem czemuś zaprzecza - a za chwilę zgadza się z tym. Jest agresywny w stosunku do lekarzy. I mówi, że to leczenie go nic nie daje (nic nie pomaga). Nie powiemy mu o przerzutach, niech walczy do końca. Serce wraca do normy po padaczce. Wiesz mam dylemat - za tydzień miałam jechać na 7 dni nad morze i tato o tym wie - nie chcę już słyszeć o żadnych wakacjach w takich chwilach - ale obawiam się, że jak zostanę to tata będzie coś podejrzewał i wypytywał, dlaczego nie jadę, chociaż mam od pół roku rezerwację. On zawsze był bardzo wnikliwy! Nie chcę, żeby myślał, że to jego ostatnie dni - więc zostaję. Może przesadzam, nie wiem. Byłaś w podobnej sytuacji? Ja teraz w ogóle nie zamierzam oddalać się od domu, bo gdyby odszedł tak nagle, we śnie - a byłabym nad morzem - nie darowałabym sobie. Potrzebuję jakieś 3 godziny aby dojechać do taty z nad morza. Mama mnie również "wygania" i nie chce słyszeć, że nie jadę. Jak wybrnąć z tej sytuacji? Najbardziej chcę być teraz przy tacie ile się da. Może został mu tydzień, może m-c, może więcej - jakkolwiek by nie było - nie chcę stracić żadnej chwili!!!!! Odpowiedz Link
malinka1973 Re: do : deria1 18.07.08, 10:40 Aniu, doskonale Cę rozumię. Wiesz u mnie było tak, że 2 lata temu, 20 sierpnia pojechałam z mężem i córeczką na wakacje do Angli ( jeszcze wtedy tata naprawdę się dobrze czuł, chodził, żartował).Wróciliśmy 30 sierpnia i zaraz po przyjeżdzie pojechałam do taty i....nie da sie tego opisać - nie poznałam go, w ciagu tych 2 tygodni rak zrobił takie spustoszenie że nie jestem tego wstanie opisać - horror!. Oczywiście moja mama nic mi nie mówiła przez telefon jak dzwoniłam, że stan ojca się pogarsza ( nie chciała mnie martwić) i nawet planowaliśmy zostać tam jeszcze dłużej, ale jakość tak na 3 dni przed wyjazdem dziwnie się czułam, coś czułam, sama nie wiem co i powiedziałam że wracamy. Boże, jak dobrze że wróciłam bo jeszcze tydzień nacieszyłam się tatą i koniec - odszedł. Trudno byłoby mi wybaczyć mamie fakt że mi nic nie powiedziała a ja bym wtedy nie przyjechała i tata by umarł a mnie by nie było!. Później mama mi powiedziała, że tata właśnie jakieś 3 dni przed moim przyjazdem cały czas się pytał kiedy ja w końcu przyjadę. Rozumiesz Aniu - ja sobie tak to tłumaczę że tata czekał aż przyjadę i wtedy może odejść. Aniu, pamiętaj, jest to przykre, ale to są ostatnie dni twojego taty, mogłabyś życ jeżeli coś by się stało a Ciebie by przy tym nie było. Jeszzce niejedne wakacje cię czekają, a ojca masz tylko jednego.Bądź przy nim. Jest mi naprawdę bardzo przykro z powodu twojego taty, jak również wróciły wspomienia. Ile ja bym dała żeby on żył... Aniu trzymaj się, bądź silna, napewno podejmiesz właściwą decyzję. Odpowiedz Link
deria1 Re: do : deria1 19.07.08, 12:29 Widzę, że każdy tydzień przynosi pogorszenie! TYdzień temu siedzieliśmy z tatą w ogrodzie, byli znajomi...Na drugi dzień rano był już w szpitalu, a dziś po 6 dniach - leży i śpi. Nie może chodzić, ma niedowład - jest coraz gorzej. Wolę poświęcić te 7 dni tacie - 7 dni, w ciągu których nie wiemy co się wydarzy. Modlę się, żeby była od soboty bardzo brzydka deszczowa pogoda - będę miała alibi przed tatą. On dziś mnie pytał, o której jedziemy nad morze (soboty mu się pomyliły)... Odpowiedz Link
ewelka1308 Re: do : deria1 18.07.08, 13:12 w ubiegłym roku miałam podobny dylemat. Podejrzewano noowtwór u mamy, ale lekarz onkolog, że to nie musi być rak. Za 16 dni mama miała mieć tomografię, więc my w końcu pojechaliśmy na 7 dni. Chwilę myślałam o zagranicznych wakacjach, ale jakoś nam przeszło. No i mama nam to odradzała. W ogóle miałam wrażenie, że wolałaby, żebyśmy zostali z nią (a nigdy, przenigdy nie była egoistką). Może już wtedy coś czuła. I jakoś nam się nie za bardzo składało. Pogoda była nijaka, nie mogliśmy znaleźć noclegu. Codziennie do mamy dzwoniłam, gadałam z nią ponad godzinę. Cały czas o niej myślałam, byłam prawie pewna, że wszystko się ułoży. Ona przed wyjazdem nie wyglądała na chorą. A po tygodniu... O Boże-zmieniła się ogromnie, schudła, pożółkła (żółtaczka), znacznie straciła apetyt. 2 dni po powrocie miała tomografię.No i wyrok. I powiem Ci jedno-bardzo, bardzo żałuję, że byłam na tych wakacjach. To zawsze tydzień więcej z mamą. # miesiące później już jej nie było. Decyzja należy do Ciebie. Ja w chwilach załąmania uciekałam do łazienki, albo do pracy, na zakupy; czasem cieszyłam się, że mama jest teraz u brata, bo nie mogłam patrzeć na jej zmaganie z chorobą, jej strach, ze jest coraz gorzej,jej bezsilność i te słowa wypisane na twarzy "pomóżcie mi". Nigdy się nie skarżyła. Wakacje na pewno są Ci potrzebne, bo na pewno sama jesteś ogromnie zmęczona. Ale myślę, że później możesz ich żałować.Ja akurat żałuję. Odpowiedz Link
to-wlasnie-ja Re: do : deria1 18.07.08, 13:25 Jesli nie chcesz wyjezdzac ( co zrozumiale ) , to nie jedz. I tak myslami bedziesz przy Tacie i nie wypoczniesz . Ja powiedzialabym , ze nie rezygnuje, ale przekladam wyjazd chocby z powodu pogody . Odpowiedz Link