Dodaj do ulubionych

czekając na .... guz trzustki

20.08.08, 22:13
witam

czytam forum od 2 tyg. kiedy to zdiagnozowano u mojego taty guza
trzustki . w tej chwili jest po operacji ,ale niestety okazało
się ,że to guz nieoperacyjny :(

czekamy na wyniki badań hist-pat.
na dzień dzisiejszy nie ma przerzutów ,a guza nie wycięto ,ponieważ
jest cały opleciony węzłami chłonnymi i było ogromne ryzyko ,że tata
nie przeżyje operacji

dziś tatę wypisano do domu .po operacji czuje się świetnie ,patrząc
na niego trudno uwierzyć ,że jest tak bardzo chory

lekarze mówią o najgorszym ,a ja wciąż mam nadzieję ,że zdarzy się
cud i to nie będzie nowotwór ...
każą czekać ,a mnie chodzi po głowie ,że może szukać innego
lekarza ,który podjąłby się i wyciął jednak to cholerstwo
wariuję ,a muszę być silna .dla niego .dla mamy .
Obserwuj wątek
    • yago997 Re: czekając na .... guz trzustki 21.08.08, 20:39
      jestem z Tobą..
      to poczatek drogi, walczcie co sił
      pozdrawiam
      • agam179 Re: czekając na .... guz trzustki 22.08.08, 11:01
        dziękuję za słowa otuchy .
        choć przyznam ,że boję się jak nigdy dotąd .
        moja mama jest chora na serce ,ma cukrzycę i początki miażdżycy .do
        tej pory ona tylko chorowała .tata nawet przeziębień nie łapał .był
        naszą opoką ,zawsze silny i wydawało się ,że tak będzie zawsze .a
        teraz przyszedł czas ,role się odwróciły i to my musimy być podporą
        dla niego .
        zrobimy wszystko ,żeby pomóc tacie .tylko czasem wszystko to za
        mało ... ech dziś mam gorszy dzień ,ale muszę się pozbierać ,bo
        popołudniu przyjeżdżają rodzice .i uśmiech na twarz ,bo ostatnie co
        mu teraz potrzebne ,to nasze łzy .musi wiedzieć ,że wierzymy ,że
        będzie dobrze .że będziemy szukać pomocy i walczyć do końca
        pozdrawiam
        • yago997 Re: czekając na .... guz trzustki 22.08.08, 21:54
          jeśli guza nie wycięto, już teraz staraj się o chemię, nie trac
          czasu na czekanie na wynik. To przykre ale żaden guz niezłośliwy
          nie jest nieoperacyjny. Przywyknij do mysli że to rak i staraj sie o
          jak najszybsze leczenie
          trzymam kciuki
    • polimeraska Re: czekając na .... guz trzustki 23.08.08, 11:37
      Witaj,
      mój tatuś zmarł na raka trzustki w styczniu tego roku, walczył z
      tym świństwem od czerwca...niestety takie są rokowania(ok pół roku
      dla guzów nieoperacyjnych, pomimo leczenia paliatywnego). Sytuacja
      była podobna, tata prawie nie chorowal, był silny i zdrowo sie
      odzywial całe zycie, wszystko tak nagle sie zaczeło...guz takze z
      powodu nacieków i silnego usieciowania nie mogł byc usuniety. Tata
      dostawal chemie(Gemzar)od sierpnia do pazdziernika. Potem zaczeło
      sie dratycznie pogarszac(rozsiew do otrzewnej).
      byłam na wielu konsultacjach w wielu osrodkach,ciezko jest
      zdecydowac co jest w danym momencie najlepsze, spróbuj sie
      skonsultowac u prof. Popieli, pamietam ze jego propozycja leczenia
      takich guzów była radioterapia sródoperacyjna, ale niestety tata byl
      juz za słaby zeby mogl tego spróbowac...dlatego najlepiej dzialac
      teraz, zanim organizm nie zazcal byc jeszce drastycznie wyniszczany.
      prof.Sczylik takze pozytywne wrazenie na mnie i mamie wywarl, ale on
      jest klinicysta, wiec głowenie chemie zaproponuje(pytaj o tarceve
      plus gemzar).

      gdybys miala jakies pytaania, to pisz smiało,
      duzo siły zycze i pozytywnego nastawienia - nadzieja umiera ostatnia,
      M.
      • agam179 do pilimeraski 24.08.08, 01:50
        dziękuję serdecznie za wsparcie i za informacje .mam jeszcze
        pytanie .wyczytałam ,że prof Popiela przyjmuje prywatnie na
        ul.Oś.Witkowice Nowe 53 .czy tam się udaliście do niego ,czy przez
        klinikę na Kopernika ?
        pozdrawiam
        aga
        • polimeraska Re: do pilimeraski 24.08.08, 21:12
          Tak, bylismy prywatnie wlasnie na os witkowice nowe. To jest taka
          prywatna klinika w domku jednorodzinnym.Umawialam sie
          telefonicznie,termin wizyty bardzo szybki(ok tygodnia), wizyta
          kosztuje 300zł(mogło sie cos zmienic, bo to było ponad pol roku
          temu). wezcie cala historie horoby, wszystkie wyniki, zdjecia,
          pzreswietlenia...jesli nie ma wynikow his-pat to zawsze moza sie
          rozeznac co dany speccjalista ma do zaoferowania i potem po
          otrzymaniu wyniku zdecydowac sie na konkretny tok leczenia w
          konkretnym osrodku.

          pozdrawiam cieplutko! i trzymam kciuki za pozytywne wiadomosci!
          M.
          • agam179 Re: do pilimeraski 25.08.08, 01:02
            dziękuję za wiadomość
            jutro dzwonię i spróbuję umówić Tatę na konsultację
            pozdrawiam
            aga
    • yuj1 Re: czekając na .... guz trzustki 23.08.08, 16:18
      Witaj!
      Nie tak dawno przechodzilam przez to samo co teraz jest Twoim udzialem. Moj tato
      chorowal na raka trzustki. Rokowania od razu byly zle -guz nieoperacyjny,
      pozostala tylko chemia.Mysle ze yago997 ma racje , chyba powinnas postarac sie o
      chemie i to jak najszybciej, skoro guza nie wycieto. Moj tato dostawal
      Gemcytabine + Tarceve (leczony byl w Stanach). Lekarze dawali mu 3-6 miesiecy
      zycia. Przezyl rok. Dobrze sie trzymal, mial apetyt, przybieral na wadze ,
      dobrze wygladal. Bole na poczatku byly bardzo silne pozniej nawet bole ustapily.
      Pojawila sie zoltaczka. Gdyby nie to, moze zylby znacznie dluzej. Tato zmarl w
      marcu tego roku. Tak bardzo mi go brakuje! Trzymam kciuki za Was i za Twojego
      Tate. Musicie byc dzielni!
      • agam179 Re: czekając na .... guz trzustki 24.08.08, 01:47
        dziękuję kochane dziewczyny za informacje i za wsparcie .to dla mnie
        dużo znaczy .przykro mi bardzo z powodu Waszych bliskich :(
        dziś byłam na konsultacji u ordynatora chirurgii onkologicznej w
        Łodzi .niestety nic nowego nie powiedział .chemi nie można zacząć
        bez wyników badania hist-pat
        może się łudzę ,ale dalej mam nadzieję ,że to nie będzie nowotwór .a
        jeśli tak ,to że znajdę chirurga ,który podejmie się operacji .
        • yuj1 Re: czekając na .... guz trzustki 24.08.08, 17:10
          Z całego serca życzę Twojemu Tacie, aby guz okazał się niezłośliwy.
          Ja tez miałam nadzieję, ze guz u mojego taty jest niezlosliwy,
          pozniej bralam pod uwage pomylke lekarzy. Ludzilam sie, ale to
          dodawalo mi sił do walki o mojego tate, do ostatniego dnia jego
          życia łudzilam się, ze stanie sie cud! Ty też musisz wierzyć. Tylko
          wiara może Wam pomóc przejść przez to wszystko. Na pewno przed
          otrzymaniem wynikow badan hist.pat. żaden lekarz nie poda chemii. Ty
          sie nastawiłaś na operację u Taty. Poczytaj o tym w interncie. Takie
          operacje są bardzo rozlegle i niebezpieczne. Czasem moga wyrządzić
          wiecej zła niż dobra. Przy tego typu zabiegach , z tego co
          wyczytalam , wynika, ze trzeba usunąć w całości lub częsciowo kilka
          narzadow. I jeśli nawet usuną guza to życie po takiej operacji
          czasem moze być bardzo trudne a czasem taka operacja nieodwracalnie
          moze pogorszyc stan Taty. To są bardzo trudne decyzje. Zyczę Ci
          spokoju i wytrwalosci. Badz dzielna!
          • agam179 Re: czekając na .... guz trzustki 25.08.08, 00:59
            dziękuję za odp .

            rzeczywiście jest tak jak piszesz .mam jeszcze malutką nadzieję ,że
            to pomyłka ,że guz nie okaże się złośliwy .tylko ,że tak
            naprawdę ,głęboko gdzieś w głowie czai się myśl ,że to koniec .że
            nie ma ratunku i nie da się uniknąć tego ,co szykuje nam los ...
            oczywiście nikomu nie przyznaję się do tych myśli .w rodzinie
            uchodzę za najtwardszą ,szukam pomocy ,gdzie tylko mogę ,rozmawiam z
            lekarzami ,tłumaczę wszystkim ,że będzie ok ,ale sama sypię się od
            środka :( za dużo wiem na temat guzów trzustki ,abym wierzyła w
            to ,co mówię innym .

            kurczowo uczepiłam się ponownej operacji ,choć zdaję sobie sprawę z
            ryzyka ,jakie ze sobą niesie .jeśli w ogóle znajdę się
            lekarza ,który się tego podejmie ... ale zdaję sobie sprawę ,że
            jeśli to cholerstwo jest złośliwe ,a do operacji nie dojdzie ,to nic
            nam już nie zostanie :( tylko czekanie na najgorsze ,bo to jest
            wyrok .

            jest jeszcze jedna niewyjaśniona sprawa .nie wiem ile Tacie
            powiedzieli lekarze ,ale on chyba nie wie ,że radio- i chemioterapia
            to leczenie paliatywne .że ta choroba zabija tak szybko .nie mam
            odwagi z nim rozmawiać otwarcie .tłumaczę ,że może będzie ponowna
            operacja ,a jak nie to będziemy się leczyć inaczej ,że nie z takimi
            chorobami ludzie żyją ,itp .ale przychodzi mi to z ogromnym
            trudem .ja poprostu sama nie wierzę w to ,co mówię .tylko tu mogę
            napisać ,co mi leży na sercu .
            napisz jeśli możesz ile wiedział Twój Tato na temat swojej choroby i
            jak z nim rozmawialiście

            dziękuję i pozdrawiam .aga
            • zielony_listek Re: czekając na .... guz trzustki 25.08.08, 10:50
              agam179 napisała:

              >... ale zdaję sobie sprawę ,że
              > jeśli to cholerstwo jest złośliwe ,a do operacji nie dojdzie ,to
              nic nam już nie zostanie :( tylko czekanie na najgorsze ,bo to jest
              > wyrok .

              Agam, nie patrz tak! Nie traktuj najblizszych miesięcy jako czekania
              na najgorsze, ale jako najlepszy w życiu prezent! Te kilka wspolnych
              miesięcy, oby lat (jak czytam forum to widze, że to tez jest
              mozliwe) to najpiekniejszy prezent jaki możesz dostać! Ja dostałam
              juz prawie 6 miesięcy z mamą, tez rak trzustki.

              Jeszcze na jedną rzecz chcialam Cie uczulic po doświadczeniach
              wlasnych i lekturze forum.
              Na nieoperacyjnego raka trzustki zazwyczaj jako piersza chemię
              proponują na początku gemcytabinę, czyli Gemzar (ewentualnie z
              Tercevą). Do tego nie trzeba super specjalistycznego ośrodka, więc
              gdyby sie okazało, że Wam zaproponuja to samo, ale trzeba byłoby
              czekac na pierwsze podanie, to szybko szukaj szpitala gdzie zaczną
              podawac chemię od razu! W różnych ośrodkach róznie się czeka, a
              szkoda czasu!

              Pozdrawiam
              zielony_listek
            • amberka2 Re: czekając na .... guz trzustki 25.08.08, 11:21
              agam nie zawsze guz trzustki oznacza tylko kilka miesiecy zycia .
              Pisalam o tym juz kilkakrotnie i napisze jeszcze raz:
              babcia mojej przyjaciolki choruje na raka trzustki juz od .. 4 lat i
              czuje sie dobrze. Nie zgodzila sie na operacje z racji wieku ( w
              chwili rozpoznania miala 75 lat) i lekarze rowniez powiedzieli, ze
              moze jej nie przezyc. Potem doszly przerzuty do watroby i pluc.
              Lekarze dawali jej 6 miesiecy zycia.
              Leczona byla tylko chemio i radioterapia. Na razie ukradla chorobie
              4 lata i dobrze sie czuje. W jej wieku to bardzo duzo. kto wie ile
              jeszcze czasu ma przed saba.

              Wiele chorob jest leczonych tylko paliatywnie, nie tylko rak. np
              cukrzyca czy AIDS. Ludzie umieraja rowniez nagle na zawal, wylew,
              gina w wypadkach samochodowych itd. Ciesz sie czasem z tata i nie
              rozmyslaj co bedzie, bo tego niestety nikt z nas nie jest w stanie
              przewidziec.

              Moja mam cierpi na raka pluc i rozmawiamy calkiem normalnie.
              Cieszymy sie, ze mama dobrze sie czuje i dobrze znosi chemie, ze ma
              b. dobre wyniki krwi. Mama wie, ze choroba jest nieuleczalna, ale ma
              nadzieje, ze to chorobsko tak szybko jej nie pokona. Ja tez okropnie
              sie boje, ze mam odejdzie za wczesnie, ale z drugiej strony ciesze
              sie kazdym dniem. Inaczej mozna zwariowac.
              • yago997 Re: czekając na .... guz trzustki 25.08.08, 19:48
                agam, ja również szukałam długo chirurga który podjąłby się
                operacji. Większosc rozkładała ręce i mówiła że to bez sensu, lub
                wrecz otwarcie mówili że tego nie potrafią, to bardzo bardzo cięzka
                operacja. Ale ta operacja podarowała mojej mamie jak na razie
                kilkanaście miesięcy życia!! warto szukac i się nie poddawac na
                początku walki
                • agam179 Re: czekając na .... guz trzustki 27.08.08, 01:15
                  Dziś byłam u trzeciego chirurga ,który operuje trzustkę .I
                  niestety ,ale rozkładają ręcę :((( Napisz mi jeśli możesz (może być
                  na priva) nazwisko lekarza ,który podjął się tej operacji u Twojej
                  mamy .Dziękuję Ci za wsparcie .Serdecznie pozdrawiam i życzę zdrówka
                  dla mamusi .Aga
            • yuj1 Re: czekając na .... guz trzustki 25.08.08, 19:53
              Witaj agam!
              Pytasz, co zrobić, czy powiedziec tacie o chorobie czy tez nie. To
              tez byl nasz bardzo powazny problem. Dlugo sie nad tym
              zastanawialysmy, co zrobic. Podjelysmy jednak decyzje, ze tato nie
              dowie sie, na co jest chory. I dzis dziękuję Bogu kazdego dnia, że
              tato sie nigdy o tym nie dowiedzial. Byl bardzo mocnym czlowiekiem,
              ale tylko fizycznie, psychicznie byl bardzo słaby. Zreszta kto by
              nie byl słaby, gdyby stal w obliczu smierci. Mysle , ze boi sie
              kazdy. Tato, gdy tylko zaczal sie domyslac, ze to moze byc to
              najgorsze, czul sie coraz gorzej, gasl nam w oczach, popadal w
              depresje, My go zapewnialysmy, ze bedzie dobrze, choc sciskalo nas w
              gardle, gdy o tym mowilysmy, bo znalysmy prawde,wiedzialysmy ze juz
              nigdy nie bedzie dobrze, a musialysmy klamac. Ale wiedzialysmy, ze
              robimy to dla naszego taty. Tato w koncu uwierzyl, ze moze nie
              wszystko stracone i jakby odzyl. Poczul sie duzo lepiej, zaczal
              normalnie zyc,cieszyc sie zyciem. Wrocil do swoich ulubionych zajec.
              My patrzylysmy na niego i cieszylysmy sie , choc swiadomosc
              smiertelnej choroby zabijala i te radosc. Tato nie czul bolu, choc
              na poczatku bol byl bardzo silny, pozniej ustapil. Gdyby bole sie
              nasilaly, na pewno nie daloby nam sie ukrywac dlugo przed tata
              prawdy. Pozniej pojawila sie zoltaczka, niestety odbarczenie
              przewodow zolciowych nie przynioslo rezultatow. Zółć zaatakowala
              mózg i tato gdy juz bardzo zle sie poczul, nie byl świadomy tego, co
              sie z nim dzieje. Dzis nic nie zmniejszy naszego bolu po stracie
              taty, ale dzieki temu ze tato nie musial przechodzic przez te
              psychiczne meczarnie pozwala nam spokojniej myslec o jego odejsciu.
              Nie potrafie doradzic nikomu, jak powinien postapic. Napisalam Ci
              tylko, jak my zrobilismy i dzis niczego nie zalujemy. W Stanach,
              niestety, jest tak, ze kazdy chory musi wiedziec, co mu dolega. My
              doslownie stanelysmy na glowie, zeby tato nigdy sie nie dowiedzial.
              I lekarz prowadzacy tate, z ktorym na poczatku prowadzilismy
              doslownie boje, przyznal nam pozniej racje, gdy blizej poznal tate i
              gdy widzial, ze nieswiadomosc choroby jest dla niego lepszym
              lekarstwem niz kazde inne.
              Sasiad mojego taty umarl na raka trzustki. Wiedzial o swojej
              chorobie i wydawalo sie, ze pogodzil sie z wyrokiem, podrozowal,
              zwiedzal swiat, nurkowal, cieszyl sie zyciem, ktore mu pozostalo.
              Ale kilka dni przed smiercia powiedzial nam, ze bal sie panicznie
              kazdego poranka, bo gdy sie budzil, nie wiedzial czy jeszcze zyje,
              czy tez nie, i trzasl sie ze strachu do chwili, az sobie uswiadomil
              jak jest naprawde. Mial zaledwie 46 lat, ale przezyl 2 i pol roku od
              chwili diagnozy.
              To, co mowia lekarze o okresie przezywalnosci przy tym raku, jest
              prawda, sa przypadki ze chory zyje 2-3 miesiace a sa tacy, ktorzy
              zyja ponad rok, dwa lata i wiecej. Jednak gdy sie czyta posty na tym
              forum , to wynika z nich, ze ta srednia przezycia wynosi, niestety,
              tylko pol roku. Ale zyczę Wam z calego serca, aby tato znalazl sie
              wśród tych, ktorym uda sie ukrac duzo wiecej zycia.
              Chcialam napisac jeszcze kilka slow na temat chemii, poniewaz moj
              tato leczony byl za granica i chocby po to, aby porownac tamte
              metody leczenia z tymi, o ktorych tutaj pisza.
              W momencie, gdy diagnoza u taty byla juz postawiona,
              skonsultowalismy sie z trzema szpitalami w Chicago i jednym w Maio,
              gdzie specjalizuja sie w leczeniu raka trzustki. Wszedzie
              zaproponowano tacie jedną metode leczenia: Chemia- gemcytabina plus
              tarceva, poinformowano nas, ze jak do tej pory to jest
              najskuteczniejsza metoda. Wiem na podstawie postow, ktore tutaj
              czytalam, ze u nas tez podaja taka łączoną chemię, choc podobno
              odstepuja od podawania tarcevy. Podobno w Polsce nie odnotowano
              wiekszej skutecznosci jej dzialania. Nie wiem , co o tym sadzic, bo
              nie mam odpowiedniej wiedzy na ten temat. Kilka osob pisalo o tym,
              ze lekarze nie podaja tarcevy, bo jest bardzo drogim lekiem i NFZ
              nie chce pokrywac kosztow leczenia w przypadku raka trzustki.
              Moj tato przy takiej chemii przezyl rok, choc lekarze dawali mu 2-3
              miesiace zycia. Czul sie ogolnie dobrze, nie widac bylo po nim
              choroby. Przez 10 miesiecy guz nie powiekszyl sie ani o milimetr.
              Badania byly robione srednio co 2 miesiace (Tomografia komputerowa i
              rezonans magnetyczny na zmiane) Te 10 miesiecy to byl bardzo dobry
              dla nas czas. Spedzilismy go najlepiej, jak tylko potrafilismy. Tato
              byl szczesliwy i my tez. Jedynie zabijala w nas to szczescie
              swiadomosc, ze taty moze juz niedlugo z nami nie byc. Ale mimo to
              chcielismy sie razem z nim cieszyc. Pozniej wszystko potoczylo sie
              juz bardzo szybko:((
              Rozpisalam sie i zapewne wiele osob moze to nudzic, ale gdy moj tato
              byl chory, to kazde zdanie,ktore tu znalazlam,bylo dla mnie bardzo
              wazne.
              • agam179 Re: czekając na .... guz trzustki 27.08.08, 02:30
                Dziękuję wszystkim ,którzy znaleźli czas ,aby mi odpisać .Wasze
                słowa dodają mi otuchy i dzięki nim wiem ,że nie ja jedna przechodzę
                przez piekło choroby nowotworowej .
                Dziś byłam na konsultacji u trzeciego lekarza .I nic .Guz
                nieoperacyjny .
                Najgorsze jest to ,że leki przeciwbólowe już nie skutkują .Jutro idę
                po receptę na plastry .Tata cierpi ,więc mam nadzieję ,że plastry
                przyniosą mu ulgę .
                Czekamy nadal na wyniki hist.-pat ,ale chyba bardziej na cud ,że
                zmiana nie okaże się złośliwa ...
                Ja tylko mam problem ,że w cuda to wierzę równie mocno jak w ufo i
                krasnoludki .Oczywiście staram się z całych sił dawać wsparcie mamie
                i tatusiowi ,latam po lekarzach i zapukałabym do samego
                diabła ,jeśli tylko mógłby mi pomóc .
                To nie tak miało być .Ja mam już swoją rodzinę .Dorosłemu bratu też
                dobrze się układa .Mama już na emeryturze ,więc teraz wreszcie
                rodzice mieliby czas dla siebie .Nareszcie po kilku trudnych latach
                zaczęło się wszystko stabilizować .I teraz ,kiedy mogliby spokojnie
                cieszyć się życiem ,wnukiem i nami ,los tak okrutnie z nas
                zadrwił ...
                Ja nie chcę mieć taty jeszcze 5,6,7 m-cy .Ja chcę ,żeby był przy
                mnie długie lata .On tak bardzo mi ufa ,że znajdę lekarza ,który nam
                pomoże .Nie mogę już patrzeć ,jaki jest smutny ,bo chyba czuje ,że
                to niemożliwe :( Tak bardzo chce żyć ,ma przecież dopiero 56 lat ...
                Nawet nie zdawałam sobie sprawy ,jak beztroskie było moje życie .
                • agam179 nowe wieści :( 30.08.08, 01:06
                  niestety wyniki bad. hist.-pat potwierdziło raka trzustki :(((

                  wynik brzmi :
                  "adenocarcinoma metastaticum -AB (M-8095/3)"

                  A-fragment pakietu węzłów chłonnych okolicy pnia trzewnego :2x2x1
                  cm .jak naciek nowotworowy
                  B-z guza trzustki :drobne fr.

                  tak się jeszcze tylko zastanawiam ,czy to możliwe ,aby to był guz
                  neuroendokrynny ,np.rakowiak ?czy przeprowadzone badanie to
                  wyklucza ?a jeśli nie ,to jakie badanie trzeba zrobić ?

                  i czy to możliwe ,żebym znalazła innego chirurga ,który jednak
                  zoperuje Tatę ?

                  po niedzieli robimy jeszcze raz tomografię komp .zobaczymy co
                  wykaże .poprzednia była robiona ponad 3 tyg. temu i tak ją opisano :
                  "wątroba bez zmian ogniskowych ,niepowiększona.Drogi żółciowe
                  nieposzerzone.Pęcherzyk żółciowy prawidłowy bez wyraźnych złogów
                  uwapnionych.W pograniczu głowy i trzony trzustki obecna jest
                  hypodensyjna zmiana o wymiarach 4,6x4,3 cm.Która uwypukla przedni i
                  tylny zarys trzustki.Przewód Wirsunga nierównomiernie powiększonydo
                  0,6 cm w obrębie dalszej części trzonu i ogona.Po podaniu kontrastu
                  opisany obszar uległ niejednorodnemy wzmocnieniu.Opisana patologia
                  trzustki ma charakter procesu rozrostowego.Śledziona
                  niepowiększona ,bez zmian pgniskowych.Nerki wielkości
                  prawidłowej ,bez cech zastaju.Nadnercza prawidłowe .Okolica dużych
                  naczyń p.z.o. bez zmain węzłowych .Węzły chłonne niepowiększone"

                  na środę mam umówioną konsultację u prof.Popieli .

                  w międzyczasie chyba zdecydujemy się na zabieg torakoskopowej
                  splanchnicektomii w celu uśmierzenia bólu

                  i jeszcze jedno .tyle się pisze o markerach CEA ,CA 19-9 .czy to
                  możliwe ,że mój Tato nie miał tego robionego ?bo jakoś nie mogę
                  dopatrzyć się w wynikach ?czy to w ogóle ma jakieś znaczenie dla nas
                  w tym momencie ?

                  jeśli ktoś będzie uprzejmy mi odpisać ,to z góry ślicznie dziękuję

                  yago997 -jak Mama ?mam nadzieję ,że
                  • agam179 za wcześnie enter ... 30.08.08, 01:07
                    choć troszkę lepiej się czuje

                    pozdrawiam
                    aga
                    • shope Re: za wcześnie enter ... 01.09.08, 16:24
                      a powiedzcie mi jakie sa objawy raka trzustki?
                      • agam179 u nas było tak 01.09.08, 23:37
                        mój Tato schudł od jesieni 2007r. ok 15 kg .ale kładliśmy to na karb
                        tego ,że przedtem był otyły i postanowił mniej jeść .jadł
                        częściej ,ale mniejsze porcje ,nie najadał się na maxa jak
                        kiedyś ,kolacja najpóźniej o 18.00 .fizycznie czuł się
                        dobrze .cieszyliśmy się z tego ,ale to była cisza przed burzą
                        niestety ...
                        u Taty jedynym objawem oprócz wspomnianego schudnięcia był bardzo
                        silny, tępy ból w nadbrzuszu i plecach .po 3 dniach takiego bólu
                        była już postawiona wstępna diagnoza ,która niestety okazała się
                        właściwa :(((
                        • pam_71 Re: u nas było tak 03.09.08, 10:00
                          Czesc Agam ;-)
                          Te bóle pleców/krzyża są chyba często spotykane w przypadku
                          trzustki. Nasz Tato też na nie narzekał .. właściwie to był
                          pierwszy "sygnał" ... ale że pracował jako kierowca
                          tłumaczył,że "znowu coś dźwignął ciężkiego" .. potem doszły
                          dolegliwości "od żołądka" .. zgaga i uczucie pełności .. a potem to
                          już lawina - niedrożność przewodu pokarmowego, szpital, badania
                          (min. gastroskopia,która nie wyszła ;-o) .. dwa tyg. na kroplówkach
                          operacja i diagnoza (wel. wyrok chirurga = max 7mc).
                          Na razie minęły 3mc i dwa tygodnie. Od końca czerwca chemia
                          (cotygodniowa gemcytabina + ). Jest całkiem dobrze - guz zmniejszył
                          się (z 5,4cm na 3,8), markery w dół z ponad 5000 na 2000(około) ..
                          no do normy 37 to ... ale nie o to tu chodzi .. organizm reaguje na
                          leczenie !!!
                          Co dalej .. ??? Tego nie wie nikt,ale pobijemy statystyki ;-)
                          Mam taką nadzieję.
                          Pozdrawiam
                          • ferg_666 Re: u nas było tak 03.09.08, 17:26
                            u mojego taty tez byl bol w plecach, "bolaly" go nerki, na co sie leczyl oraz
                            gwaltowne schudniecie, co tez sobie wytlumaczylismy przejsciem na diete z powodu
                            miazdzycy... :(

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka