Drogie mamy,
nawet nie wiem jak zacząć, żeby to wszystko opisać. Hania ma 3 tygodnie i jej
aktywność gdy nie je, nie śpi, nie jest w kapieli, nie jest przewijana albo
noszona na rękach (czyli w chwili gdy leży, gdy jest usypiana a także PODCZAS
SNU (!) w 90% wygląda tak, jak opisalam w tytule. Na przykład: po karmieiu
nosze ją do odbicia, Hania jest słodka, patrzy ciekawie, wszystko gra, trochę
się pobawimy nózkami, poleży mi na kolanach, ale gdy mija wiecej niz 3 minuty
takiego spokoju nagle na jej tarzy pojawia sie niemy skrzywiony grymas, za
którym następuje krzyk. Do tego dochodzi kopanie nogami, przeraźliwe machanie
rączkami, rzucanie głowąna boki i w tył i gryzienie/ssanie rąk bardzo
intensywne. Ona w tym szale wbija sobie palce w twarz, cała jest podrapana.
Był juz smok - possie go łapczywie, chwilę jest spokój, ale po jego wypluciu
wpada w jeszcze większy szał. Taka sama reakcja jest po wypiciu Plantexa.
Chwila ciszy i szał.
Nie jest glodna bo przystawiona do piersi (ssie regularnie, długo i chwyta
pierś prawidłowo) nie chce ssać, odwraca się od cycka i coraz bardziej wije.
To nie są chyba raczej kolki, bo zdarzaja się o każdej porze dnia, po
jedzeniu, po aktywności, przed i w czasie spania. Nie ma to związku z
karmieniem. Do tego młoda odbija, puszcza gazy, kupy - ok). Raczej może wiązać
się to z faktem leżenia, znudzenia, nieumiejętnością zasypiania, zbyt silną
potrzebą ssania? Nie wiem, poradźcie coś, proszę.
Uspakajana w tym wiciu się zapada na kilkadziesiąt sekund w takie odretwienie
(ale raczki i twarz ma napiete. Poleży chwilę z zamkniętymi oczami i za moment
jest to samo.
I teraz - najdziwniejsze: czasem (rzadko) potrafi z tego szału jednak przejść
w sen (stosuję meodę Tracy Hogg - tulę delikatnie, wyciszam i gdy sie uspokoi
układam w łóżeczku i tak do skutku). Ale czasem mimo tulenia, bujania,
kładzenia jej sobie przy sercu, przytulania w łóżku (bardzo to lubi),
dopajania herbatką, zatykania smokiem - wicie, rzucanie i drapanie nie mijaja
przez wiele godzin - zarówno w dzień jak i w nocy. Wczoraj choćby nie spała od
7 rano do 13.30. Przekrzyczała wszystkie karmienia uspokajając się tylko na
czas ssania.
Oczywiscie próbowaliśmy też nieinterweniować, ale po kilku minutach krzyku i
rzucania sie po łóżeczku wiemy, że ona sama się nie wyciszy a tym stanie.
Luudzie, noworodek z ADHD?

) (to żart oczywiscie). Martwię się i w
bezradności piszę do was posmarkując i pchlipując. Wiem, że to kiedyś minie,
ale jak pomóc jej teraz?
Natalia