burza4
04.05.08, 18:34
czy też tak macie, że czujecie się w obowiązku rewanżować?
jak przyjmuję zaproszenie na spotkanie, to czuję, że należy
odwzajemnić się zaproszeniem do siebie. I tu zaczynają się schody.
Mamy bardzo przelotnych znajomych, którzy ciągle nas zaproszają do
siebie. Na ogół udaje mi się jakoś wymigać; ale raz na jakiś czas
czuję, że już nie wypada po prostu i zgadzamy się wpaść na herbatkę.
Problem w tym, że takie przelotne spotkanko wywołuję jakąś spiralę -
jak tylko pojawiliśmy się ze 2 razy w roku na kawce, to momentalnie
zaczęli nas zapraszać na imprezy bardziej rodzinne typu imieniny czy
rocznica ślubu. Są to mili ludzie, ale jak dla mnie z zupełnie innej
bajki, w rezultacie szczerze mówiąc - ja się na tych spotkaniach
potwornie nudzę i jest to jedynie stracony wieczór. Z drugiej
strony - prześladuje mnie myśl, że należy się zrewanżować - a na to
absolutnie nie mam ochoty. Na domiar złego mieszkają po sąsiedzku -
nie sposób się wymówić że przez cały rok nigdy nie możemy przyjść;
jak się ulegnie i przyjdzie, to potem z kolei głupio bo widać, że u
nas imprezka a ich nie zapraszamy.
Zupełnie mi nie leży zacieśnianie stosunków, natomiast mój upiornie
grzeczny mąż ulega, bo mu głupio odmówić setny raz. A ja jestem
wściekła, bo nie dość, że wynudzę się raz, to muszę jeszcze
zmarnować kolejny wieczór na rewanżowe spotkanie. A oboje mamy
naprawdę znikomą ilość czasu dla własnej rodziny i bliskich
przyjaciół. I jak z tego wybrnąć?