tak jak zreszta przypuszczalam, ale za rada dziewczyn od Toski nie bieglam z
nia od razu do lekarza. Ma cos z uszkami (nie swierzb, ale cos od kociego
kataru), kicha, z oczek plyna lzy i ropka, slipka sa zaczerwienione a powieki
nasuniete na oko. Troche rzezi. Nie wyglada to oczko ladnie, ale z kicia nie
moze byc zle, bo je za dwoje.
Dostala krople do uszu, krople do oczu, zastrzyk (antybiotyk). Za dwa dni do
veta. Niezle mnie wykasowali, akurat przed pensja, MOJ to tylko westchnal
bolesnie przy placeniu rachunku ale nic nie powiedzial, za co pokochalam go
jeszcze bardziej

Tylko jak wsiadalismy do auta to powiedzial: pamietaj, to twoj OSTATNI kot...
(w myslach dopowiedzialam: w tym roku, hi, hi

)
Dobry news jest taki, ze Toska wychodzi spod szafki, a dzis szafke odsunelam
i Toska nie zwiala pod druga (ktorej ruszyc sie nie da) tylko dala sie wziac
na rece.
Alez z niej bida...
Trzymajcie kciuki za zwierzyniec.
Wiecie, z kim czeka mnie najgorsza przeprawa? Z moja mama, ktora opiekuje sie
zwierzyncem podczas moich stosunkowo czestych wyjazdow wakacyjnych (czestych
ale krotkich, niemniej kota czy psa na 2 czy 3 dni nie zostawie).