tak mnie naszło po niedzielnej "randce" na różne przemyślenia...
czy umawiając się z kimś, oczekujecie tego, że od razu zagra między Wami
chemia? czy jeśli zabraknie iskrzenia, dajecie drugą szansę, czy
odpuszczacie?
bo ja łapię się na tym, że jeśli nie poczuję tego czegoś na pierwszym
spotkaniu, to niestety potem tracę zainteresowanie i to jest silniejsze ode
mnie - owszem, mogę się spotykać na stopie koleżeńskiej, ale nic więcej...
ciekawa jestem, jak jest z Wami