Dodaj do ulubionych

duchowość

03.06.09, 21:36
Jak na forum o chrześcijaństwie dużo tu teologi od przedszkola do
Opola a mi bardzo brakuje tu przemysleń i świadectw przeżyć
duchowych. Czy ktoś "dotknął " Boga w swoim życiu, uwierzył do
szpiku kości, został nawrócony, pozbył się nałogów ? Czy mógłby sie
podzielić tymi wrażeniami aby letni wierzący zapragnęli zasmakować
Boga żywego.
Wszyscy trąbią o tej Bożej miłości czy ktoś ją poczuł? Zachęcam do
dyskusji.
Obserwuj wątek
    • twoj_aniol_stroz Re: duchowość 04.06.09, 08:42
      Nas Jezus dotknął jakieś 6 lat temu... Moje małżeństwo było
      koszmarem... wychodziłam za mąż za kochającego, czułego faceta i tak
      było przez pierwsze kilka dni po ślubie, potem nagle zmieniło się o
      180 stopni (wtedy nie wiedziałam dlaczego, dziś już wiem smile ) On
      stał się zimnym draniem bez jakichkolwiek uczuć, ja nie byłam
      dłużna... Oj nie było łatwo. W sumie nie wiem jak to się stało, że
      się nie rozeszliśmy. Z Bogiem też mi nie było po drodze, Msza Św
      była stratą czasu, modlitwa też. Potrafiłam tylko mieć pretensje do
      Boga (sama nie wiem o co). Po siedmiu latach tych pytań i pretensji
      do Boga usłyszałam piosenkę:
      Jeżeli chcesz mnie naśladować
      To weź swój krzyż na każdy dzień
      I chodź ze mną zbawiać świat
      Kolejny już wiek...
      Uczepiła się ta piosenka do mnie strasznie, az w końcu pojęłam, że
      to miotanie sie w małżeństwie jest bez sensu, te ciągłe pretensje do
      męża, ciągła walka o jego uczucie, o odrobinę ciepła... Nie wiem na
      jakiej zasadzie, ale przyszła wtedy myśl, że to właśnie jest moim
      krzyżem, który będę dźwigać. Wtedy po raz pierwszy świadomie
      wypowiedziałam słowa z modlitwy: "...bądź wola twoja..." Pamiętam
      jeszcze, że wtedy tez po raz pierwszy powiedziałam: Jezu, jeśli to
      jest ten mój krzyż, to ok, będę go dźwigać, ale musisz mi pomóc, bo
      sama nie dam rady. Tak, to była wtedy naprawdę bardzo świadoma
      rozmowa z Bogiem... I pamiętam taki niesamowity spokój, który mnie
      ogarnął, takie uczucie, że obok mnie jest Ktoś, kto pomoże
      przetrwać... A potem była cała masa "przypadków": zaczęło się od
      zapisania córki do przedszkola urszulańskiego, poprzez zgłoszenie
      się do mnie na lekcje angielskiego księdza - Pallotyna, który
      całkiem nieświadomie pokazał mi jak bardzo można kochać i zawierzyć
      Bogu, i nadszedł kiedyś dzień, kiedy mój mąż podszedł i tak po
      prostu mnie przytulił. To naprawdę było niepojęte, bo wcześniej
      przez 7 lat mu się to nie zdarzyło (nie mówię o seksie, ale zwykłym
      przytuleniu kogoś kochanego). A potem było już tylko lepiej...
      Powoli nasze małżeństwo się zmieniało, ja się zmieniałam, Bóg był mi
      coraz bliższy, modlitwa przestała być czasem straconym, Msza Św była
      czymś na co czekałam z radością... Nagle okazało się, że wokoło mnie
      jest wielu ludzi potrzebujących, a ja wreszcie ich dostrzegłam... Ta
      pomoc ludziom zamiast mnie męczyć, zubażać, wręcz przeciwnie zaczęła
      dodawać sił. Ale to nie był koniec prezentów od Boga. Do przedszkola
      moich dzieci przyszła siostra Teresa - wspaniały pedagog, bardzo
      mądra kobieta, dziś mój wielki przyjaciel i, choć moje dzieci z
      przedszkola wyrosły, ja nadal spotykam się z nią, nadal mam w niej
      bardzo bliskiego, mądrego i ciepłego towarzysza smile A potem na mojej
      drodze stanął ksiądz Paweł, dziś mój kierownik duchowy - człowiek
      surowy, wymagający, ale jednocześnie pełen zrozumienia i troski smile
      Dziś w moim życiu jest wiele znaków od Boga, mój mąż też się
      zmienił, też Bóg stał się dla niego bardzo ważny...
      Oboje staliśmy się narzędziami w ręku Boga, bardzo wielu ludzi
      (czasem obcych) przychodzi po poradę, po pomoc... Rozmawiamy,
      spieramy się, wygłupiamy też, ale zawsze powoli wędrujemy w stronę
      Boga, pokazujemy innym ludziom Boga, pomagamy zrozumieć, często
      pójść po latach na spotkanie z Jezusem w spowiedzi... To jest po
      prostu niesamowite i za każdym razem mnie zadziwia i cieszy smile
      Faktem jest, że nam się często drzwi w domu nie zamykają, że bywają
      takie miesiące, że nie mamy jednego weekendu bez gości, że w
      sklepie, w którym pracuję, spędzam trzy godziny na rozmowie z kimś
      kompletnie mi obcym, kto potrzebuje modliwy, pomocy, ciepłego słowa
      lub wręcz przeciwnie, pokazania gdzie jest błąd w działaniu...
      Mam jasną świadomość, że jestem narzędziem w ręku Boga, że to nie
      moja zasługa jeśli ktoś poczuje się lepiej, ale Ducha Św, który
      pomaga mi znaleźć rozwiązanie problemu, a takiemu człowiekowi
      zrozumieć co chcę mu przekazać...
      Dziś, kiedy przypominają mi się dni sprzed 6 - 7 lat, po prostu
      trudno mi uwierzyć w zmiany w naszym życiu, gdyby wtedy ktoś mi
      powiedział, że kiedyś będę miała wspaniałego, czułego i dobrego
      męża, to w życiu bym nie uwierzyła, że to będzie ten człowiek, który
      stoi u mojego boku smile
      • marca_1 Re: duchowość 04.06.09, 10:53
        mam podobne doświadczenia, z tym,że moja "rozmowa z bogiem"
        sprawiła,że zdecydowałam się na odejście z kościoła
        był to punkt przełomowy w moim życiu, od tego momentu moje relacje z
        najbliższymi zostały uporządkowane
        zauważyłam zasadniczą różnicę pomiędzy działaniami boga a innych
        istot
        np człowiek, aby czegoś dokonać musi wypełnić wiele czynności, bóg
        natomiast za jednym działaniem "załatwia" wiele spraw równocześnie
        o osobistym doświadczaniu boga można pisać bez przerwy, ale dla mnie
        jest to zbyt intymne przeżycie, i jak sądzę, każda relacja boga z
        danym człowiekiem jest inna, indywidualna, czyli doświadczenia
        danego człowieka nie mogą być wzorem dla innego
        • twoj_aniol_stroz Re: duchowość 04.06.09, 11:35
          > o osobistym doświadczaniu boga można pisać bez przerwy, ale dla
          mnie
          > jest to zbyt intymne przeżycie, i jak sądzę, każda relacja boga z
          > danym człowiekiem jest inna, indywidualna, czyli doświadczenia
          > danego człowieka nie mogą być wzorem dla innego

          Tak, masz rację. Dlatego starałam się możliwie mało napisać z tego
          co przeżyłam. To coś w rodzaju szkicu sytuacyjnego smile
          Natomiast doświadczenia innego czowieka w drodze do Boga jak
          najbardziej mogą pomóc drugiemu człowiekowi odnaleźć swoją droge do
          Boga. To nie jest wzór, algorytm działania, bo zycie każdego jest
          inne, droga do świętości jest inna i zadania tu na ziemi są inne,
          ale... czasem jedno słowo, jedno zdanie może okazać się światełkiem,
          które pomoże zrozumieć. Dla mnie to była ta piosenka, ale znam
          ludzi, dla których jakiś fragment mojej historii stał się punktem
          zwrotnym, czasem jakieś słowo smile To trochę tak jak z Samarytanką,
          która poszła do miasteczka i opowiadała o swoim spotkaniu z Jezusem.
          To spotkanie i jej słowa spowodowały, że ludzie przyszli do Jezusa i
          poprosili Go by został dwa dni w ich mieście. Potem stało się coś co
          jest największą radością człowieka świadczącego o dotyku Boga: oni
          mówili, że już nie dzięki jej słowu wierzą, ale dlatego, że Jego
          spokali, Jego słuchali... Ona była takim drogowskazem do Niego i
          dzięki niej oni mogli Go posłuchać, przyszli do Niego, a potem
          dzięki Jego słowom uwierzyli smile
          • nowako-wa Re: duchowość 04.06.09, 12:42
            Nie rozumiem skąd w ludziach niechęć do dzielenia się swoimi
            przeżyciami, wiarą - przecież czy takie zwierzenia mogą komuś
            zaszkodzić??? Jeżeli nie poruszę czyjegoś serca, nie dam świadectwa,
            nie opowiem jak trudna ale i wspaniała jest droga z Bogiem i jego
            przykazaniami to jak sie kiedyś z tego wytłumaczę,że inni nie mówili
            to ja też. O seksie mówi sie bez ogródek - dla mnie to intymność- a
            o swoich przeżyciach religijnych cicho sza- całe pismo święte to
            zbiór prtzeżyć religijnych . Jestem dlatego na tym forum , bo gdzie
            indziej " przeganiają " mnie z tym światopoglądem - dlaczego tak
            boli innych czyjas radość ,że odnalazł Boga- raczej powinien ktoś
            taki się zastanowić - co on taki szczęśliwy i przypatrzeć się Bogu
            trochę lepiej ... Ale to inny temat...
            Moja droga jest podobna do twoj_aniol_stroz ...szatan chciał za
            wszelkę cenę zniszczyć moje małżeństwo... miłośc zwyciężyła, ale
            walka była krwawa- 2 pobyty w szpitalu psychiatrycznym- diagnoza- do
            dziś nie wiem : po prostu umysł mi sfiksował , jakbym była pod
            czyjąs hipnozą , byłam nawet wiązana pasami , zatrzymana wbrew woli,
            pózniej kilkumiesięczna depresja endogenna- totalny bezsens życia,
            rozlegulowane hormony....szczegóły w świadectwie , bo to długa
            historia...przeszłam , nawet śmierć dziecka 2 miesiące temu pomimo
            iż bardzo bolało nie spowodowała nawrotu choroby... Dziś mam radośc
            życia, spokój wewnętrzny, spokojne sumienie- jak to ładnie ujął mój
            spowiednik: nadchodzi odkupienie- to jak po majowej burzy słońce.
            Dziś wiem ,że wiara to wszystko co mam- z Bogiem przejdę wszystko co
            dla mnie zaplanował, choćby to było bardzo trudne... ufam mu...
            Kiedy moje nawrócnie ( i męza) rozpoczęło się 2,5 roku temu inni
            pukali się w głowę - my i kościół ? Dziś jestem od 2 lat CODZIENNIE
            na mszy , codziennie różaniec i nie opuszczam żadnej możliwości
            medytacji duchowej- np. czuwanie- bo to moja kotwica i ubezpieczenie
            przed błędami, słabościami, pokusami- narazie działa. I dbam o życie
            wewnętrzne- o to jak myślę - każdy grzech zaczyna sie w myśli. Nie
            jest łatwo - ludzie mnie często nie rozumieją - patrzą jak na
            dewotkę, ale oni nie przeżyli tego co ja...będe wdzięczna Bogu do
            konca życia za łaski narócenia i zmiany życia i myslenia o 180
            stopni. Koleżanka widząc jak mnie mąz wcześniej traktował -
            stwierdziła - i tak go nie zbawisz, a ja myslę ,że mi się to udało-
            kiedy On zachowywał sie tak okropnie ja przy nim trwałam - też
            zrozumiałam ,że taki jest mój krzyż - przyjęłam go...Dzisiaj mogę
            wytknąc mu wszystkie błędy nie po to aby się wyżyć, ale aby
            zrozumiał ,że to było złe... warto było walczyć.I były momenty ,że
            Bóg zadziałał nawet w widoczny sposób: wizerunek Matki Bożej na
            telewizorze, zawalone drzewa w Boże Ciało, tęcze nad kapliczką,
            samoistne włanczanie się telewizora itp.Te widoczne znaki były
            potrzebne abyśmy sie " zakochali" w Chrystusie jak św Paweł.. Dziś
            dostrzegam te subtelne znaki , wciąż uczę sie cierpliwości i pokory -
            dostrzegam w błądzącym , tkwiącym w zniewoleniach człowieku też
            dziecko Boże- niestety często nie mogę pomóc- bo ludzie nie chcą
            rezygnować ze swoich przyzwyczajeń , nałogów, sposobu myślenia. A
            żeby narodzić się na nowo trzeba aby najpierw umarł stary człowiek.
            No i Bóg dopuszcza aby nas spotkały konsekwencje naszych złych
            decyzji , bo tylko wtedy zrozumiemy czym jest grzech, obrzydzimy go
            sobie i będziemy szczerze go unikać . Moje nawrócenie pozwoliło mi
            wyjść z alkoholizmu- dziś nazywam go po imieniu- kiedyś nie do
            pomyślenia- ja alkoholiczka- przecież piję kulturalnie, pilnuję
            obowiązków... o jak mi było już z tym zle...Browar rządził moim
            życiem ,a ja nie umiałam mu powiedzieć NIE...Maryja mi pomogła - po
            16 latach skończyłam z piciem z dnia na dzień- cieżko było na
            początku- dziś rok całkowitej abstynencji- jakie to szczęscie móc
            być trzeżwym...Dziś wiem ,że modlitwa , post , wyrzeczenie i
            wszelakie ograniczenia są potrzebne nie Bogu - lecz nam , aby pomóc
            nam w walce z naszą upadłą naturą...
            Tak ,Bóg każdego dotyka inaczej , ale czeka na każdego największego
            grzesznika , wystarczy skrucha i prośba o pomoc...A Boga można
            znależc wszędzie... bo on mieszka w nas...
            Przepraszam ,że trochę chaotycznie...
            • marca_1 Re: duchowość 04.06.09, 14:13
              zgadzam się,że może być użyteczne bycie "drogowskazem" dla innych,
              czyli wskazać danemu człowiekowi kierunek jaki warto obrać
              ale jaką drogą ma w tym kierunku zdążać, to lepiej jest zostawić
              bogu, niech on prowadzi
              najlepszym sposobem na wskazywanie kierunku,jest po prostu osobisty
              przykłada, to jak żyjemy, jak sobie radzimy z przeciwnościami ,jakie
              mamy relacje z innymi,
              zbyt wiele słów, często zniechęca, tym bardziej,że ludzie
              są "uodpornieni" na rozmowy dotyczące boga
              z własnego doświadczenia wiem,że aby taka rozmowa miała sens, musi
              odbywać się w odpowiednim czasie dla danego człowieka, czyli nie mi
              decydować z kim i kiedy rozmawiać
              jeżeli mogę być użyteczna , to rozmwa zawsze będzie miała miejsce
              pisząc o intymności, miałam na myśli, osobiste doświadczenie
              obecności boga i uczucia z tym związane, to tak jak z przeżyciami
              pomiędzy kochającymi się dwojgiem ludzie (również seksualne),tylko
              tych dwoje zainteresowanych może o tym rozmawiać
              inaczej jest to obnażanie się, dla postronnych żenujące,lub śmieszne
            • marca_1 Re: duchowość 04.06.09, 14:26
              jeżeli chodzi o różne "znaki" np samoistne włączanie się telewizora,
              to nie są żadne cuda,
              nasz wymiar ziemski przenika wiele wymiarów duchowych, mogących
              oddziaływać na nasz wymiar
              takie rzeczy bardzo często się zdarzają, tylko ludzie w swoim
              zagonieniu ich na ogół nie zauważają
              najlepiej jest te zdarzenia traktować jako swoiste ciekawostki
              przywiązywanie zbyt dużej wagi, może spowodować uzależnienie naszej
              energii od mocy danego "duch"
              a najbezpieczniejszą drogą do boga jest energia miłości i lepiej na
              niej się skupiać
    • kociak40 Re: duchowość 05.06.09, 02:06

      Ze mną jest trochę inaczej. Miałem bardzo pobożną babcie, modliła
      się z rózańcem w ręku, do dwóch figur jakie miała w domu. Figury NMP
      i figury św. Antoniego. Zwłaszcza ten święty Antoni pomagał babci we
      wszystkim, na ból krzyża, ból w kolanach (stale klęczała) i na inne
      liczne dolegliwości. Tak mnie ta pobozność babci umęczyła, że z
      mojej pobożnosci zostały tylko pobozne życzenia. Co dziwniejsze, jak
      kiedyś pochwaliłem się księdzu chodzącemu po tz. kolędzie, że kiedyś
      miałem tak pobozną babcie, to ksiądz zaproponował mi aby babci pomoc
      w czyścu i wykupić msze gregoriańską w jej intencji. Uzanłem to za
      nielogiczne, jak te stałe jej modlenie za życia, do tych figur nic
      nie dały i przebywa w czyścu, to znaczy, że jest bez szans i nic jej
      nie pomoże. Po babci został mnie uraz do rózańca, figur, obrazów,
      modlitewników, klęcznika i wszelkich ceremoniałów. Szczęsliwy
      jestem, że tych "akcesoriów" w moim domu nie ma.
      • marca_1 Re: duchowość 05.06.09, 10:57
        niestety bardzo wielu księży potrafi skutecznie zniechęcić do
        kościoła katolickiego, a ponieważ kościół ten zadbał, aby jego
        wierni byli przekonani,że poza tym kościołem nie ma zbawienia,
        skutecznie zniechęcają ludzi do boga
        na szczęście bóg nie jest katolikiem, i życie wieczne nie uzależnił
        od przynależności do konkretnej religii,lub wręcz do jakiejkolwiek
        religii
        choć nie miałam "zniechęcających" zdarzeń w swoim życiu,od kościoła
        katolickiego odeszłam, ponieważ byłam przekonana,że właśnie tego bóg
        odemnie oczekuje
        mija już 18 lat, żyję poza religiami, w bezpośredniej relacji z
        bogiem
        zdaje sobie sprawę,że każdy ma swoją drogę, dlatego rozumiem tych
        którzy potrzebują obrzędów religijnych, wskazań duchowieństwa,
        ale też zdaję sobie sprawę z tego,że nauka katolicka choć wywodzi
        sie z ewangeli, od dawna już ducha ewangelii straciła, stąd brak
        miłości pośród jej wyznawców, brak tolerancji,
        dlatego też staram się wskazywać na różnicę pomiędzy ewangelią a
        nauką katolicką
        ale nigdy nikogo nie namawiam,aby odchodził z kościoła, to sprawa
        pomiędzy danym człowiekiem a bogiem,
        nawet w kościele katolickim można żyć w relacji z bogiem, można
        osiągnąć życie wieczne, choć niektórzy księża wolą temu zaprzeczać,
        i to niestety z pobudek czystko materialnych, jak to miałeś okazję
        się przekonać
        • nowako-wa Re: duchowość 05.06.09, 14:10
          Najpierw odnalazłam Boga ( może raczej On mnie odnalazł ) a potem
          wróciłam na łono kościoła i taka została kolejność... Mam to
          szczęscie ,że jestem związana z Karmelitami Bosymi- i tam odsetek
          pseudoksięzy jest niewielki- osoba konsekrowana aby dobrze pełnić
          swoją funkcję musi być naprawdę oddana Bogu i płonąć duchem miłości-
          to się wyczuwa wtedy może dopiero zapalać innych i być
          drogowskazem...jeśli ktoś zarywa noc na czuwanie i adoracje Jezusa
          tzn. że są jeszcze ludzie poszukujący Boga w kościele...
          • marca_1 Re: duchowość 05.06.09, 18:19
            zgadzam się z tobą, i bardzo dobrze,że są tacy ludzie
            ale bóg tak stworzył czlowieka,aby móc w jego sercu mieszkać, i tu
            należy boga szukać, oczywiście można poprzez kościół

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka