0riana
29.09.11, 16:20
Przegladam to forum od czasu do czasu i podziwiam Was za Wasza sile. I nie potrafie sobie wyobrazic Waszego bolu po utracie dzieci, mezow, narzeczonych, chlopakow...
Moja zaloba jest taka jakby skromna. W pazdzierniku minie pierwsza rocznica smierci mojej Mamy. Ciezko mi z tym, ze choc za nia czesto tesknie, to jednoczesnie odczuwam ulge. Z jednej strony tesknie, z drugiej zas gdy budze sie ze snu z Nia w roli glownej jestem jak w goraczce. Bo w tych snach (a miewam je naprawde czesto) znow wraca presja jaka miala nad moim zyciem. I wstyd mi z tego powodu. Bo zamiast odwaznie stawic Jej czola za zycia, postawilam na przeczekanie wiedzac, ze jest bardzo chora. Ale jak juz wczesniej napisalam - tesknie, bo moj zwiazek z Nia byl bardziej hmm... moze intelektualny niz emocjonalny.
Nie chcialabym tworzyc tutaj niepoprawnego obrazu Jej osoby. Od czasu do czasu natrafiam w internecie na wspomnienia po Niej, o jej dzialalnosci spolecznej i o tym jak wiele zrobila dla kobiet. I tym bardziej mi wstyd. Wiem ze moj problem nie jest koncem swiata, absolutnie nie mam zamiaru tak twierdzic, nawet glupio mi troche tutaj o tym pisac, ale chcialam gdzies to z siebie wyrzucic.