Dodaj do ulubionych

Empatycznie...

19.05.04, 14:48
Czytam Wasze wątki i nasunęło mi się pewne skojarzenie. Takie olśnienie
jakieś, czy co...
Otóż czytając wątek o obecności dzieci na ślubie ich ojca z niematką
spróbowałam sobie wyobrazić co sama bym czuła będąc takim dzieckiem. I wiecie
co? Szlag by mnie trafił, jakby mój ojciec zostawił nas (moją rodzinę i mnie)
dla innej kobiety. Nie teraz, ale właśnie kiedy byłam dzieckiem- powiedzmy
między 7 a 14 rokiem życia. Później i wcześniej by mi było obojętne. Ja bym
chyba tę kobietę zamordowała. No cóż, zawsze byłam impulsywna....
I już chyba znam odpowiedź na pytanie, dlaczego tak bardzo przeszkadzają mi
cudze dzieci. W całym psychologicznym uwarunkowaniu takiej sytuacji.

A Wy? Czy uważacie, że np. wychowanie w pełnej i kochającej się rodzinie
wpłynęło na Wasze podejście do dzieci Waszych facetów? Czy też wychowałyście
się w rozbitej rodzinie, to i dzieci M akceptujecie, bo wiecie, jak to jest?
Obserwuj wątek
    • nooleczka Re: Empatycznie... 19.05.04, 15:21
      justus100 napisała:
      > Otóż czytając wątek o obecności dzieci na ślubie ich ojca z niematką
      > spróbowałam sobie wyobrazić co sama bym czuła będąc takim dzieckiem.

      Wyobraź sobie justus, że dzieci potrafią pogodzić się, a nawet zaakceptować
      fakt, że ojciec ma nową partnerkę, ba nawet ją polubić albo nawet pokochać (ale
      szok, nie?).

      Gdyby mój ojciec zdecydował się na ślub ze swoją nową partnerką, to uważam że
      zachowałby się po prostu po chamsku mówiąc dosadnie, jeśliby mnie na ten ślub
      nie zaprosił. A czy ja bym przyszła czy nie, to już moja sprawa.


      >
      > A Wy? Czy uważacie, że np. wychowanie w pełnej i kochającej się rodzinie
      > wpłynęło na Wasze podejście do dzieci Waszych facetów? Czy też wychowałyście
      > się w rozbitej rodzinie, to i dzieci M akceptujecie, bo wiecie, jak to jest?

      Co sugerujesz?
      Pełna i kochająca się rodzina = niewłaściwy stosunek do pasierbów
      Rozbita rodzina = właściwy stosunek do pasierbów?
      • naturella Re: Empatycznie... 19.05.04, 15:38
        Oj, chyba nie ma takiej prostej zależności między właśną rodziną, a stosunkiem
        do dziecka męża. To jest znacznie bardziej skomplikowanesmile
        A żeby zamącić wszelkie stereotypy, to napiszę, że ja jestem z tej
        rodziny "Next" - moja mama jest drugą żoną mojego ojca, w poprzednim
        małżeństwie miał trójkę dzieci. A teraz mój mąż ma syna z poprzedniego
        małżeństwa i z owym synem jesteśmy w doskonałych stosunkach i tworzymy wręcz
        rodzinkę numer 2. smile
        • konkubinka Re: Empatycznie... 19.05.04, 15:56
          wychowalam sie w rozbitej rodzinie i ma to duzy wplyw na moje zycie - moja
          macocha jest rewelacyjna i biore z niej przyklad .
          Moja next nie rozbila mojego malzenstwa a ja nie rozbilam malzenstwa M z ex
          wiec nie widze w tym nic niewlasciwego zeby moj syn byl na slubie
    • lideczka_27 Re: Empatycznie... 19.05.04, 17:07
      justus100 napisała:
      >I wiecie
      > co? Szlag by mnie trafił, jakby mój ojciec zostawił nas (moją rodzinę i mnie)
      > dla innej kobiety. Nie teraz, ale właśnie kiedy byłam dzieckiem- powiedzmy
      > między 7 a 14 rokiem życia.

      Nie wiem, jaki stosunek miałaby do mnie młoda, gdybym "ukradła tatusia" jej i
      jej mamie. Pewnie zły... A na pewno jej matka wtedy by ją uświadomiła,
      komu "zawdzięcza" to, że jest z rozbitej rodziny. Ale ponieważ było na odwrót,
      mała zaakceptowała mnie "od ręki". Patrząc na to z perspektywy czasu mogę
      powiedzieć, że chyba szukała u nas tego, co straciła - po prostu dla niej model
      idealny to był dwoje rodziców i dziecko/dzieci. Z tego co wiem, nim partner
      eksi nie zaczął mocno rozrabiać, mała też go akceptowała i lubiła.
      Ona "musiała" mieć w domu dorosłą parę, wtedy dobrze się czuła. Z czasem
      poznała różnicę - zobaczyła, że my na poważnie, że wzięliśmy ślub, mamy swoje
      dziecko. Milion razy mnie pytała czy nie zostawię jej taty tak jak kiedyś
      zrobiła to mama. Uspokajałam - że nie. Myślę, że ślub był dla niej wielką
      radochą i dlatego go tak przeżywała, bo postrzegała to (nieco naiwnie) jako
      gwarancję tego, że żadne z nas nie opuści tej drugiej osoby - obiecywała sobie
      tym stabilizację i poczucie bezpieczeństwa.

      > A Wy? Czy uważacie, że np. wychowanie w pełnej i kochającej się rodzinie
      > wpłynęło na Wasze podejście do dzieci Waszych facetów? Czy też wychowałyście
      > się w rozbitej rodzinie, to i dzieci M akceptujecie, bo wiecie, jak to jest?

      W dzieciństwie zazdrościłam dzieciom, które żyły w rozbitych rodzinach. Ale
      moja mama nigdy się z tatą nie rozwiodła – „dla dobra dzieci”, rzecz jasna… Co
      sprawą wielce dyskusyjną pozostaje, ale nie mam ochoty rozwijać.
      Zaakceptowałam dziecko M., bo to jest dziecko, którego nie sposób nie
      akceptować. Gdybym miała do czynienia z dzieckiem niemiłym, wiecznie
      nastroszonym, a może gburowatym, nieuprzejmym, lub może starszym (z całym
      tym „uroczym” zestawikiem młodego buntownika), pewnie z tą sympatia byłoby
      gorzej, jeszcze gorzej z więzią, ale znam się dobrze i wiem, że nigdy nie
      chciałabym dla dziecka źle, obojętnie jakie by ono nie było i jaki stosunek by
      do mnie miało; nie próbowałabym go wykopać na margines życia M, by następnie
      sama zająć tam miejsce z tylko i wyłącznie wspólnym przychówkiem.
      Takiego postępowania nie rozumiem i szczerze nie popieram.

      pozdrawiam
      lida
      • cz.wrona Re: Empatycznie... 19.05.04, 22:01
        No cóz....Ja mam całkiem inne zdanie na ten temat- pewnie kontrowersyjne....
        Otóż uważam, że moja 'niedoszła' macocha to zła kobieta.... Ojciec miał sporo
        romansów, nadal je ma chociaż jest z tą kobietą już od ponad 10 lat...
        Jeździliśmy na wakacje, wypady- widziałam jak była wściekła na mnie, te jej
        spojrzenia, wyrzuty robione tacie, że mnie bierze (chociaż o dziwo 2 jej
        dzieci jej nie przeszkadzała). W końcu skończyły się nasze wspólne wyjazdy-
        była po prostu o mnie zazdrosna i nadal jest...
        A co do ślubu to byłabym wielce zniesmaczona i zdegustowana gdyby mój Tata się
        miał z nią ożenić- chociaż na 70 % nie zrobi tego- to nie ten typ... Nie
        wyobrażam sobie jakichkolwiek kontaktów,z osobą, która własnoręcznie napisała
        pozew rozwodowy moich rodziców...

        A więc nie wychowałam się w pełnej rodzinie, aczkolwiek- w szczęśliwej. Moi
        rodzice do dziś żyją w zgodzie, dzwonią do siebie, pomagają. Rodzina mojego M.
        twierdzi, że na starość jeszcze wrócą do siebie- ciekawe... Wiem na pewno , że
        nie chciałabym aby moje dziecko wychowywało się w rozbitej rodzinie a co do
        dziecka M....Wiem, że ma ojczyma- prawdopodobie biologicznego ojca więc chyba
        źle mu nie jest... Z drugiej strony ciekawe jak to z tym ojcostwem jest- bo
        gdyby jednak M mój był jego bilogicznym- to chłopak pewnie będzie miał trudno
        zrozumieć , że ojciec przez tyle lat się nie odzywał...
        • maverick-1 Re: Empatycznie... 19.05.04, 22:50
          a co do
          > dziecka M....Wiem, że ma ojczyma- prawdopodobie biologicznego ojca więc chyba
          > źle mu nie jest... Z drugiej strony ciekawe jak to z tym ojcostwem jest- bo
          > gdyby jednak M mój był jego bilogicznym- to chłopak pewnie będzie miał trudno
          > zrozumieć , że ojciec przez tyle lat się nie odzywał...

          Złożona sytuacja... Dlaczego nie zrobicie badań genetycznych? Twój M się nie
          odzywa, nie mając pewności, że to nie jego dziecko?!! Pozdr.
        • mumin_ek Re: Empatycznie... 22.05.04, 20:28
          Hej, a moze my mamy wspolna macoche? Moja tez pisala pozew rozwodowy rodzicow i
          tez ma dwoje dzieci? Ojca tego samego na pewno nie, bo moj balby sie spojrzec
          na inna kobiete przy tej 'milej pani' - tak go trzyma.
    • maverick-1 Re: Empatycznie... 19.05.04, 22:47
      Ja z rodziny rozbitej, ale szczęśliwie zrekonstruowanej. Na pewno wpłynęło to
      na mój stosunek do pasierbicy, bo wiem, że można być kochanym ojczymem,
      wszystko zależy od dobrej woli obu stron.

      > Szlag by mnie trafił, jakby mój ojciec zostawił nas (moją rodzinę i mnie)
      > dla innej kobiety.

      Tak się tylko wydaje. Oczywiście jest ogromna złość, ale pamięta się, że to
      jest jednak ojciec i choćby zrobił coś, co powinno go całkowicie przekreślić,
      zawsze zostaje jakiś sentyment. Dokładnie - sentyment. Mój biologiczny
      wprawdzie nie zostawił nas dla żadnej kobiety, ale nie chciał podejmować się
      odpowiedzialności i po prostu zniknął jak kamień w wodę. Nie było z nim żadnego
      kontaktu. A potem, niespodziewanie, pojawił się po dwunastu latach. Nie wiem
      czy myślał, że rzucimy mu się w ramiona, chyba nie. Zresztą nawet gdybyśmy
      chcieli, nie moglibyśmy, bo nie mieliśmy go jak poznać. Z początku był wielki
      bunt, wyzwiska i mówienie mu "pan", ale potem się unormowało. W końcu to
      ojciec. Pozdrowienia. Jakub
      • m-m-m Re: Empatycznie... 20.05.04, 07:39
        Tak, miałam rodziców rozwiedzionych, choć podłoże rozwodu w moim domu było inne
        niż u mojego M.
        Tak, przypuszczam, ze wiem, co może odczuwać mój pasierb.
        Poza tym nie moge się zgodzić z teorią, że ktoś kogos zosttawia z POWODU INNEJ
        OSOBY NA HORYZONCIE. Ta osoba to skutek, a nie przyczyna, to informacja, że w
        tym związku się nie układało.
        Z drugiej strony jestem zwolenniczką teorii, że kobieta wybiera przyszłego
        mężczyznę na obraz i podobieństwo swojego ojca i dlatego tak ważna jest więź z
        ojcem po rozwodzie. Choć na pierwszy rzut oka mój M. jest krańcowo różny niż
        mój tato, to przy bliższym przyjrzeniu się mają mnóstwo tych samych cech
        psychicznych, podobną "konstrukcję".
    • petrea Re: Empatycznie... 20.05.04, 08:54
      Czy ja wiem??? Wychowałam się w pełnej rodzinie, ale nieraz się nasłuchałąm, że
      mama została z tatą tylko dla "dobra dzieci". Nie wiem, jakbym zareagowała na
      ślub któregoś z moich rodziców z nowym partnerem, czy wogóle na rozwód i nowych
      parterów moich rodziców. Paradoksalnie, chyba lepiej, gdyby to tato znalazł
      sobie nową partnerkę, ale to dlatego, iż z moją mamą trudno wytrzymać sad
      A do dzieci mojego partnera miałam dosyć luźny stosunek. Ale sytuację mam inną
      niz większość macoch bo dzieci M. sa dorosłe.
      Dzieciaki też w sumie spokojnie podeszły do mnie. A szczególnie chłopak. Córka
      M. na poczatku wściekała się straszliwie, mówiła o mnie "ta pani". Ale nie
      chodziło tyle o mnie, co wogóle o nową kobietę przy boku jej ojca. O tyle
      dziwne zachowanie, ze jej mama też kogoś miała. No, ale dziewczę uspokoiło się,
      gdy sama zamieszkała ze swoim chłopakiem. I było ok. Do czasu awantury o
      pieniądze, ale to już inna historia.
      Acha, to nie M. zostawił swoją rodzine dla mnie. To ex odeszła dla innego
      chłopa. Nie wiem, czy to miało jakieś znaczenie dla dzieci.
    • judytak Re: Empatycznie... 20.05.04, 11:25
      justus100 napisała:

      > spróbowałam sobie wyobrazić co sama bym czuła będąc takim dzieckiem.

      no dobrze, spróbujmy sobie wyobrazić...

      > jakby mój ojciec zostawił nas (moją rodzinę i mnie)
      > dla innej kobiety.

      to myślę, że ojciec przestałby dla mnie istnieć
      przynajmniej tak mi się wydaje
      dokładniej, że nie traktowałabym go jako ojca, nie mówiłabym mu o swoich
      sprawach, nie chciałabym, żeby mi w czymkolwiek pomagał, nie chciałabym
      przyjmować prezenty itd.
      kiedy byłam dzieckiem, tzn. między 3 a 16 lat, mniej-więcej
      w stosunku do kobiety podobnie, tylko z dystansem jeszcze większym

      > No cóż, zawsze byłam impulsywna....

      ja też, ale tylko wobec osób, które "się liczą"
      krzyczę na tych, których kocham,
      a jak ktoś mi się naraża, nie odczuwam palącej nienawiści, tylko zimną
      obojętność, nawet fizyczną odrazę

      > A Wy? Czy uważacie, że np. wychowanie w pełnej i kochającej się rodzinie
      > wpłynęło na Wasze podejście do dzieci Waszych facetów? Czy też wychowałyście
      > się w rozbitej rodzinie, to i dzieci M akceptujecie, bo wiecie, jak to jest?

      wychowywałam się w normalnej, pełnej, "wystarczająco dobrej" rodzinie, co
      oczywiście kształtowało moją osobowość

      ale od 15-go roku życia sama też świadomie kształtuję swoją osobowość

      podejście do dzieci męża ma takie, jakie uważam za właściwe

      podejście dzieci mojego męża do mnie też uważam da wystarczająco poprawne

      pozdrawiam
      Judyta
      • cz.wrona do maverick 23.05.04, 18:15
        Badania można zrobić tylko za zgodą Szanownej Ex, która oczywiście odmawia...
        Pisałam o tym wiele razy juz na forum ;-(

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka