Dodaj do ulubionych

Stoje na rozdrozu:-(

23.06.06, 11:12
Drogie Macochy, mam problem i nie moge sobie sama z tym poradzic, moze wy mi
cos doradzicie albo rozwiejecie moje obawy.

Dla przypomnienia; jestem ok. 5 lat w zwiazku z mezczyzna, ktory ma 2-jke
dzieci z pierwszego malzenstwa, dzieci sa u nas co drugi tydzien na 3 dni do
tego wieksza czesc swiat i wakacji.

Problem pojawil sie przy rozmowie o wydatkach na nowe mieszkanie.

Jak sie okazalo, moj M wydaje szystkie pieniadze na dzieci (nie mowiac na
alimenty bo to jego obowiazek), na zagranichne wczasy z dziecmi (w tamtym roku
turcja a w tym Majorka), nowe rowerki co roku (bo "stare sie
znudzily),dodatkowy, pieknie urzadzony u nas pokoj, dodatkowe modne ubranka
(oprocz nie "domowych"), drogie prezenty, itd., a o tym dowiedzialam sie
dopiero pare dni temu;-((( Zawsze przy rozmowie o naszej przyszlosci
finansowej, mowil, zebym sie takimi "glopstwami" nie martwila, bo
wystarczajaco zarabiamy.

Nie zwracalam prawde mowiac na to uwagi, gdyz uwazalam, jakby nie bylo to jego
pieniadze i jego dzieci, ja zarabiam bardzo dobrze, dokladam do wszystkiego i
oprocz tego, uzbieralam sobie dosc pokazna sumke, wiec myslalam, ze on tez dba
o przyszlosc, dodam, ze mam 17-letna corke, ktora wylacznie ja utrzymuje
(mieszka z nami i tez kosztuje jak dorosly), nie mowiac o 20 letnim synu,
ktoremu tez musze jakos pomagac.

Jak pisalam juz wczesniej, doszlismy do wniosku, ze nasze mieszkanko jest za
male (bioro w sypialni, a papiery sie mnoza), wiec poszukalismy sobie piekny
domek (na czynsz), zaczelismy rozmawiac o tym co mamy dokupic, i co sie
okazalo?, ze to ja mam do tego mieszkanka wylozyc, bo moj partner jest "goly",
pomimo, ze bardzo dobrze zarabia nawet po odtraceniu alimentow.

Nigdy nie sprawdzalam jego konta ani sie nie pytalam wiedzac, ze duzo zarabia
i bylam pewna, ze mysli o przyszlosci, gdyz planujemy dzidzie juz 6 miesiecy
(i jak nigdy teraz mam watpliwosci). Przy pakowaniu rzeczy wpadly mi w rece
jego rachunki, zlapalam sie za glowe (nie dziwiac sie jego goloty), bardzo
drogi komputer (ktory stoi u EXi), zloty naszyjnik, ktory widzialam juz u
malej, ale myslalam, ze to tabak, i inne przerozne rachunki z kupna zabawek
ktore u nas juz nie maja miejsca. Pomyslalam, ale ma "droga kochanke"wink, po
rozmowie sie okazalo, ze to dla malej i dla malego, od tak sobie. Przypominam
sobie, ze mala prawie co tydzen dziekowala tacie za prezenty, ale z tej
okazji, ze robi czesto "maluskie" wiec nie zwracalam na to uwagi.

OK. pomyslalam, czasu nie da sie cofnac, i suszyc glowy mojemu tez nie ma po
co, ale co dalej, teraz dochodzi do mnie jak moj wyrazal sie o mojej
"poprzedniczce", odeszla, bo nie mogla patrzec jak "rozpieszczam dzieci", i
coz z tego pomyslalam, ja moja tez rozsadnie "rozpieszczam, ale teraz dopiero
wiem o co mu chodzilo.

Po rozmowie rece mi opadly, nie mam sily sie pakowac, nie chce tego nowego
mieszkania, nie chce dziecka, nic mnie nie cieszy, bo wiem, ze on sie nie
zmieni, przy rozmowie dowiedzialam sie, ze jedze w sierpniu z dziecmi na
wczasy na Majorke a przy wycofaniu zamowienia straci 30% wplaty.

Nie piszcie mi, ze to moja wina, przyznaje sie do tego, mam do siebie zal, ze
wczesniej nie przyjzalam sie temu wszystkiemu dokladnie, ksiazeczkom
osczednosciowym dla dzieci i polisom, ogolnie wszystkim wydatkom
zwiazanych z dziecmi i ile nam zostaje na zycie, ale balam sie ze bede
posadzana o chytrostwo i myslalam, ze przy naszych wspolnych dochodach nie
mamy sie czym martwic.
On mnie pociesza i mowi jak nie starczy to rodzice pomoga, o zgrozo nigdy od
nich nie wezme ani grosza, chocbym z glodu umierala!!! te pozniejsze wymowki,
nie!!!
Jestem wku..ona, jak on sobie to wszystko wyobraza?

Ps
Przepraszam za styl pisania i bledy, nawet tego mi sie nie chce;-((

Obserwuj wątek
    • mikawi Re: Stoje na rozdrozu:-( 23.06.06, 11:24
      szczerze mówiąc napisałabym "porozmawiaj z nim" ale masz to właśnie za sobą sad
      nienormalne jest dla mnie, że facet który dużo zarabia NIC nie ma, bo wszystko
      pakuje w dzieci. Fajnie, że dba o nie, ale są granice - liczy się miłość a nie
      ilość i wartość prezentów. Mimo wszystko napiszę - pogadaj z nim, jesli on ma
      problem z kontrolowaniem wydatków może warto by było, żebyście wpłacali ze
      swoich dochodów jakąś pule na wspólne konto na wspólne bieżące wydatki, inną
      pulę odkładali na inwestycje domowe a reszta do osobistej dyspozycji? NO i
      poruszyć kwestię utrzymania wspólnego dziecka, o które się staracie.
      • mikawi Re: Stoje na rozdrozu:-( 23.06.06, 11:26
        ps. i uświadomić mu, że branie przez dorosłego faceta pieniędzy od rodziców to
        żenada, zwłaszcza w sytuacji, gdy się dobrze zarabia tylko nie potrafi
        zarządzać wydatkami
    • anastazjapotocka Re: Stoje na rozdrozu:-( 23.06.06, 11:35
      No to masz problem. Pytanie, czy chcesz być z nim nadal, czy lepiej, jak
      zakończysz związek. Zakładam, że chcesz być z nim. Zakładam, że na swoje dzieci
      wydawał swoje pieniądze. Pytanie, czy partycypował w kosztach własnego
      utrzymania, czy Ciebie zwyczajnie wykorzystywał. Zakładam, że partycypował. Ale
      już dla Ciebie pewnie nie starczyło mu na żadne prezenty? Wyjście jest jedno.
      Zrobić dokładny rachunek kosztów utrzymanaia. Koszt pobytu jego dzieci u Was
      doliczyć Panu do kosztów jego utrzymania. Rozliczać wszystko, skrupulatnie,
      podzielić co Twoje, a co jego. Zadbać o to, co Twoje. Notarialnie, trzymać
      rachunki za wszystko (plazma, komputer - bierz na siebie faktury). Jeśli
      wspólny dom - czyja własność? Jeśli za Twoje pieniądze, to Twój dom, wyłącznie
      na Twoje nazwisko. Testament wyłacznie na Twoje dzieci, z wykluczeniem Pana i
      jego zstępnych. To samo z meblami, biżuterią sprzętem, autem, wszystkim, co ma
      jakąś wartość. Czy Pan dokładał się do Ciebie (kolia z brylantami, na przykład,
      cholera) lub do Twoich dzieci? Jeśli tak, to możesz się zastanowić nad Waszym
      wspólnym dzieckiem, jeśli nie - odpuść sobie. Chyba, że Pan ma jakiś wymierny
      majątek i w razie czego sąd zasądzi mu wysokie alimenty. Współczuję Ci.
      Naprawdę. Z serca.
    • magdmaz Re: Stoje na rozdrozu:-( 23.06.06, 11:37
      Luno,
      rozumiem Cię. Liczyłaś, że prócz "moje" i "Twoje" będzie jakieś "nasze". A
      tu... no, powstrzymam się.
      Ja na to nigdy nie liczyłam. Może ja nie wierzę w "drugie związki"? Związki
      tak, ale małżeństwa - nie. Mam już swoje dzieci, swoją przeszłość, z
      przyszłością to nic nie wiadomo - mam dla kogo pracować i odkładać pieniądze. A
      chłop - dziś jest, jutro może go nie być. Wyrachowana się zrobiłam. Moja
      miłość - aczkolwiek ważna, bo to wspaniale mieć kogoś do kochania i troszczenia
      się - nie sięga portfela. Mogę dla chłopa dużo zrobić, dużo poświęcić - np.
      czasu - ale już nie kosztem czasu moich dzieci, które są jeszcze małe i
      potrzebują mnie w dość sporym wymiarze.
      Widzisz - ja też właśnie przeprowadzam się do większego mieszkania. Koszty
      ponoszę ja i tylko ja. Dzięki temu czuję się u siebie i moje dzieci czują się u
      siebie - a NM musi przestrzegać reguł.
      Wiem, ze to brzmi ponuro - kalkulowanie, czy chłop w domu się opłaca. Ano
      kalkuluję - mniej finansowo, bardziej biorę pod uwagę uczucia, poczucie
      bezpieczeństwa, dobro dzieci, moje szczęście (nie przyszłość, bo jest o tyle
      starszy, ze i tak czeka mnie samotna starość). Pieniądze rzecz nabyta, tych
      pozostałych spraw nie da się przeliczyć, toteż zgadzam się ponosić koszty
      finansowe, póki bilans pozostałych zysków i strat jest zrównoważony. Jeśli
      jednak poczuję się np. wykorzystywana, dzieci - nieszczęśliwe - to żadnymi
      pieniędzmi nie da się tego wyrównać.
      Oczywiście w tym układzie nie ma miejsca na wspólne dziecko.
      Nie polecam takiej postawy - jest jakby cyniczna. W mojej sytuacji jest jedyną
      możliwą i daje mi poczucie stabilności i zadowolenia z życia. A Ty i każdy inny
      musi znaleźć własny sposób na życie.
      Pozdrawiam.
    • beatea Re: Stoje na rozdrozu:-( 23.06.06, 12:54
      współczuję sytuacji, jak teraz jest źle to potem moze być jeszcze gorzej
    • kicia031 Re: Stoje na rozdrozu:-( 23.06.06, 13:59
      O jakze doskonale cie rozumiem. Może nie mamy zupełnie identycznych problemow,
      ale dosc podobne – samej nie udalo mi się ustawic wlasciwie naszych relacji,
      wiec nie mogę ci radzic jako ekspert, mogę za to napisac jak u nas podobne
      zagadnienia rozwiązaliśmy. Oczywiście nie wszystkie – jak pisałam w innym
      watku, probujemy wynegocjowac nowe zasady współpracy w naszym związku i finanse
      są jedna ze spraw w której jest nam trudno – a chodzi mi dokladnie o to samo co
      tobie: wspolna kase,uzgadnianie wydatkow, zwłaszcza na dzieci. Nie zaluje
      pieniędzy na Mala, zreszta tutaj akurat chłop nie przesadza, ale na przykład
      podejmuje zobowiązanie o fundowaniu lekcji tenisa bez uzgodnienia ze mna. A ja
      uwazam, ze to nie jest fair.
      Chłop ma tez niestety tendencje do rozpirzania pieniędzy i tutaj jedynym
      rozwiązaniem jakie zdołałam do tej pory wypracowac, to niestety odciac mu
      dostep do tego co ja zarabiam. Było troche dasow, ale zrozumial. Teraz czeka
      mnie kolejny etap – doprowadzenie do tego, by bardziej znacząco partycypowal w
      kosztach utrzymania naszej rodziny.
      My już mamy malenstwo – ma 13 miesiecy, i musieliśmy kupic wieksze mieszkanie.
      Oczywiście to ja mialam oszczędności – i zdolność kredytowa – i dlatego
      mieszkanie kupiłam ja i ja wzielam kredyt. Wciąż licze na to, ze będzie się
      dokładał do jego splaty, ale jeśli nie – to tak skalkulowałam rate, bym mogła
      sobie z tym poradzic. Mieszkanie w stosownej chwili zostanie przekazane jednemu
      z moich synow, a my przeprowadzimy się do starego mieszkania które w tej chwili
      wynajmujemy (tez mojego, kurka siwa). Zastanow się nad takim rozwiązaniem –
      wtedy przymanjmniej będziesz miala jasność co jest czyje i które dzieci co
      odziedzicza. .
      Optymistyczne jest to, ze twój chłop lubi rozpieszczac dzieci, także finasowo.
      Na pewno nie będzie skapil na maluszka, a ty będziesz mogła może troche
      odetchnąć finasowo? Wiem, ze to jest bardzo wjurzajace, ale pomysl, ze nie masz
      doczynienia z egoista wydającym kase na siebie, a z nierozsądnym, ale
      kochającym ojcem inwestującym w swoje dzieci! Kasa jest wazna, jest bardzo
      istotna, ale wazna jest tez milosc ojcowska. Wiec może w sumie nie jest tak zle?
    • agnese_1 Re: Stoje na rozdrozu:-( 23.06.06, 14:20
      Nie bede pisac, ze to twoja wina, sama to juz przyznalas wink
      Ale tak powaznie, wyobrazam sobie, ze nie czujesz sie z tym komfortowo. Nie ma
      co plakac nad rozlanym juz mlekiem ale pomysl co zrobic na przyszlosc.
      Ja nie jestem materialistka. Dotychczas z niemezem pieniadze wydawalismy dosc
      lekka reka, zarowno on jak i ja, na rozne wspolne przyjemnosci. Ale teraz
      niemaz sie do mnie wprowadza i uwazam, ze sprawy finansowe powinny byc obgadane
      jasno, zeby pozniej nie bylo zadnych ale. Chociazby dlatego, zeby pozniej nikt
      nie mial pretensji czy nie czul sie wykorzystywany. I nie oznacza to zadnej
      chytrosci. Mysle, ze powinnas sprawe postawic jasno i uzgodnic z niemezem jakis
      system, ze np po polowie dzielicie wydatki bierzace na mieszkanie i utrzymanie,
      dodatkowo oboje odkladacie jakas ustalona sume miesiecznie na nieprzewiedziane
      sprawy, tak jak dodatkowe meble, telewizor czy lodowke jak sie zepsuje a
      dopiero reszte wydajecie na co chcecie.
      Ja niestety mieszkam w kraju, gdzie pieniadze dla ludzi sa wazne. Moja
      przyjaciolka, polka przeszla tu katusze przez rodzine bylego meza, ktora
      uwazala, ze jest z nim dla pieniedzy (zarabiala sporo mniej od niego). Matka
      mojego niemeza rowniez wyrazila taka obawe na poczatku, teraz siedzi cicho jak
      sie okazalo, ze to ja zarabiam wiecej wink To mnie nauczylo rozsadku w sprawach
      finansowych.
      Jezeli obie strony zarabiaja na porownywalnym poziomie, tak jak jest to u was,
      to w porownywalny sposob moga sie przyczyniac do wydatkow domowych i innych
      zwiazanych z rodzina a takze do oszczednosci 'rodzinnych'. Natomiast to co sama
      oszczedzilas w czasie gdy partner swoje pieniadze beztrosko rozpirzal po prostu
      w cos zainwestuj lub zatrzymaj, tak abys skorzystala z tego ty czy twoje dzieci.
      • barbara001 Re: Stoje na rozdrozu:-( 23.06.06, 14:26
        Trudna sytuacja. Myślę, że rozwiązanie że macie jedno wspólne konto na
        utrzymanie domu i swoje wydatki jest rozsądne, i dwa własne na swoje wydatki.

        Ale czy to taka całkiem prawda, że poprzednie małżeństwo rozpadło się z tego
        powodu, że tata rozpieszczał swoje dzieci? Musiały byc i inne przyczyny.
    • mamaika Re: Stoje na rozdrozu:-( 23.06.06, 15:09
      No cóż ja właśnie dogaduję sprawy w tym i finansowe, bo inaczej to już dla mnie
      wyglada niż było. Najgłupsze jest w tym chyba to,że wiem że robię słusznie a w
      jakiś sposób niezręcznie mi o tym dyskutowac. Kredyt na mieszkanie i spłacać
      będę ja - ślubu nie mamy, mamy wspólne dziecko - nie mam ochoty szarpać się ja
      czy też nasz syn z pasierbicami ( a nadzieję mam ,że i drugie też będziemy
      szczęsliwie mieli )w razie czego.A i pieniędzy też już wszystkich w chałupę
      wkładać nie zamierzam. I wiesz co luna ja też w sumie niby wiem a tak naprawdę
      to nie do końca ile mój M i zarabia i wydaje.Fakt faktem na swoje dziewczyny
      sporo .
    • m-jak-magi Re: Stoje na rozdrozu:-( 23.06.06, 16:20
      nie dziwie sie tytulowi postu bo rzeczywiscie sytuacja trudna. doskonale cie
      rozumiem. uwazam ze kwestie finansowe w wiekszosci zwiazkow sa bardzo trudne i
      drazliwe - tym bardziej jednak nalezy rozmaiwac o nich w sposob bardzo
      bezposredni nie owiajac w bawelne. dorbne niedomowienia moga skutkowac bardzo
      powaznymi klopotami. moge sie podzielic moimi wlasnymi refleksjami na ten
      temat, bo sama nie raz musialam przeprowadzac powazna rozmowe na temat finansow
      i stawiac pewne kwestie na ostrzu noza. nie wiem na ile moje doswiadczenia beda
      ci pomocne, mam nadzieje ze byc moze skorzystasz.
      w moim zwiazku akurat jest tak ze oboje mamy tzw wolne zawody. roznica miedzy
      nami polega na tym ze moje dochody sa regularne dochody M - mimo ze niemale sa
      nieprzewidywalne. moze sie okazac ze po duzym wplywie dlugo dlugo trzeba bedzie
      czekac na nastepny.
      dodatkowo ja mam wiarygodnosc kredytowa, moj partner nie. kazde z nas ma swoje
      zobowiazania jakie regularnie musi ponosic. ja np wysoka polise, on alimenty na
      dziecko mieszkajace za granica - kwota ustalona do warunkow zagranicznych wiec
      jest jak na polskie bardzo wysoka. dodatkowo ja utrzymuje swoje wlasne
      mieszkanie ( w ktorym nie mieszkam i nie wynajmuje go ) oboje jestesmy
      zobowiazani utrzymac doscy drogie mieskzanie w stolicy.
      poczatki byly niezwykle trudne. ja jestem osoba racjonalna i oszczedna - zadko
      pozwalam sobie na szalenstwa bo nie umiem zyc na kredyt. moj M jak ma 5 wyda 10
      (w kazdym razie do niedawna tak bylo ) nie zastanawia sie przy tym kiedy bedzie
      mial nastepne 5 albo w ogole kiedy bedzie mial nastepne pieniadze. czesto bylo
      tak ze to ja przez kilka miesiecy finasowalam wszytsko ( mieskzanie, zycie,
      oplaty ) z wlasnych srodkow obciazajac np debet czego nie znosze. moment w
      ktorym pojawialy sie pieniadze u M oznaczal totalne szalenstwo i
      tzw "przepieprzanie na bzdury" - restauracje, droga bizuteria itd itd. Byl taki
      okres ze M nie zadbal nawet o pieniadze dla malej - to dla mnie byl moment
      przelomowy. doszlo do tego ze dalam pieniadze mimo ze absolutnie tego ode mnie
      nie oczekiwal. z pelna premedytacja wyciagalam ta sytuacje i "wjezdzalam" mu na
      ambicje. staralam sie wykazac ze nie potrafil zadbac o wlasne dziecko, o mnie
      juz nawet nie wspominajac. bylo to z pewnoscia dla niego bolesne ale mysle ze z
      czasem zaczal te sparwy postrzegac inaczej.
      reasumujac w kwestiach fionasowych jestem w tej chwili nieugieta - nie dlatego
      ze skapie ale dlatego ze chce go czegos nauczyc. wymagam rownego angazowania
      sie w sprawy finansowe. dzis place ty, jutro place ja. okreslona kwota
      pieniedzy zawsze musi byc na dziecko. chocby sie walilo palilo na nia musza byc
      pieniadze. jesli chce skorzystac z jakichs ekstrasow np wyjazd na mundial itd -
      prosze bardzo ale z dodatkowej kasy. nie ma odtad wydawania pieniadzy na
      przyjemnosci jesli kasa na biezace wydatki nie jest zabezpieczona.
      mieszkanie oczywoscie wezme na siebie - jesli chodzi o obciazenia kredytowe ale
      moj M musi zgromadzic 30% na 1sza wplate. od X czasu slysze ze potzrebny jest
      samochod - OK wezme go na siebie w leasing ale 25% + ubezpieczenie musi byc
      wplacone przez M. Generalnie mozna mnozyc przyklady. wiem ze ktos powie ze to
      straszne i materialistyczne podejcie do zycia. byc moze tak jest ale z moejgo
      punktu widzenia M duzo sie nauczyl przede wszytskim planowac wydatki i wydawac
      pieniadze z rozmyslem. ja moge spokojnie spac ze swiadomoscia ze jesli zajdzie
      potrzeba ( choroba itd ) bede mogla wtedy obciazyc swoje konta i zaciagnac
      pozyczke.
      Postawa twojego M jest bardzo bardzo bardzo dziecinna. mysle ze nie ma
      znaczenia na kogo wydaje ( choc niewatpliwie dobrze ze na dzieci a nie na
      bzdury) faktem jest ze wydaje bezmyslnie nie zstanawiac sie co bedzie potem.
      jesli upatrujesz jakies szanse na dialog - postaw sparwe jasno i jednoznacznie.
      Wszystko co dotyczy was obojga musi byc obopolnie finansowane. jesli chce
      wydawac tyle pieniedzy na swoje dzieci OK ale dopiero wtedy kiedy przekaze ci
      umowiaona kwote na wspolne zycie. reszta nalezy do niego - chce wiecej wydawac
      niech wiecej zarabia - wiem ze to trwialne ale masz prawo tak do tego
      podchodzic. w kwesti mieskzania bylabym nieugieta. jesli mozesz sie wstrzymac z
      decyzja poczekaj - postaw sparwe na ostrzu noza i wylicz ile rat moznaby
      zaplacic z wyjazdu na majorke. chce jechac - prosze bardzo ale musi wobec tego
      wiecej zarabiac aby jego dochody wystraczaly na wydatki.
      zycze ci duzo wytrwalosci, bo na swoim przykladzie wiem jak trudne sa to
      kwestie i jak trudno jest przekonac M do zmiany w podejsciu do finasow. dla
      twojego dobra musisz to zrobic inaczej moze byc sytuacja ze zostaniesz z
      mieskzaniem, wpolnym dzieckiem i dlugami a on dalej bedzie fruwal.
    • luna67 Re: Stoje na rozdrozu:-( 23.06.06, 19:12
      Dziekuje wam dziewczyny za troche otuchy, ulzylo mi troche.

      Nie moglam dzisiaj w nocy spac i doszukiwalam sie roznych czynnikow zwiazanych z
      zachowaniem mojego partnera. Jednym moze byc, ze pochodzi z zamoznej rodziny,
      ktora rozpieszcza jego dzieci a on probuje im dorownac. Jak babcia kupi rowerek
      to on musi motocykl (na motor) dla dzieci, jak "ojczym" kupi jedna ksiazke, to
      on 10.
      Najbardziej jest zazdrosny o "ojczyma" z ktorym prowadzi doslownie zawody kto
      jest lepszy i kto lepiej dogodzi dzieciom, wiem, ze to idiotyczne, ale tak jest
      oni tego sami nie widza.
      Zauwazylam to juz na poczatku, myslalam, ze jest to normalne, jest zazdrosny
      (tez bym byla).
      Zaczelo sie bardzo dramatycznie, jak "ojczym" z matka dzieci, oswiadczyli mu, ze
      bedzie lepiej jak beda mieli jednego tate, a on ma im dac spokoj. To byl szok
      nie tylko dla niego ale i dla mnie, nie bede opisywala tych tragicznych chwil
      kochajacego ojca, lzy cisna mi sie do oczu jak sobie wspomne jego cierpienie.

      Po dlugiej walce przed sadem wygralismy, ale pojawil sie "syndrom" do pszesady
      troskliwego ojca, ktory oddal by ostatna przyslowiowa koszule.

      Ktos sie tu zapytal czy ja chce z nim byc, napisze tylko (wiem, ze zabrzmi to
      troche zuchwale) ale takiej milosci jaka on mnie darzy jeszcze nie przezylam,
      jak i ja niego. Kocham go tez za to, ze kocha swoje dzieci, nie kocham tylko tej
      przesadysmile

      Nie mamy problemu z placeniem wspolnych wydadkow, nigdy nie byly o to spory, raz
      ja a drugi raz on, chodzi tylko o ta czesc ktora pozostaje po splaceniu
      doslownie wszystkiego wlacznie z urlopem.
      Wiem, ze jakbysmy mieli jedno konto "awaryjne", to on by je totalnie spustoszyl
      na jeszcze wieksze i drozsze prezenty dla swoich dzieci. Moze dlatego moja mama
      trzymala kase?smile, chyba bede musiala znowu skrasc jej pomysl na udane zycie z
      mezczyznawink

      I jeszcze jedno, napisalam: "...poprzedniczce"/partnerce, ktora od niego
      odeszla, a nie o zonie ktora odeszla do innego jak najmlodsze dziecko mialo 2
      albo 3 miesiace. Niewiarygodne.....Wesze nosem jeszcze wiekszy problem, ale
      dowiem sie o tym dopiero za pare tygodni.

      Naprawde wam dziekuje, i ciesze sie, ze moge przynajmniej wirtualnie po Polsku z
      wami "porozmawiwc"
      • m-jak-magi Re: Stoje na rozdrozu:-( 23.06.06, 19:16
        po tym co napisalas widze jak desperacko zabiega o uczucia dzieci. rzezcywiscie
        to piekne. uwazam ze propozycja exi i ojczyma byla nieludzka.
        nie zmienia to jednak faktu ze twoj m ma duzy problem w zarzadzaniu finasami.
        sugeruje dluuuga i powazna rozmowe i ustalenie budzetu rodzinnego i
        budzetu "extrasow". powodzenia
        • chalsia Re: Stoje na rozdrozu:-( 23.06.06, 22:21
          po tym co napisalas widze jak desperacko zabiega o uczucia dzieci. rzezcywiscie
          >
          > to piekne.

          Może i piękne, ale dziecinne i zupełnie antywychowawcze.
          Chalsia
          • m-jak-magi Re: Stoje na rozdrozu:-( 24.06.06, 21:42
            to wlasnie przyznalam w poprzednim poscie. to wyjatkowo dziecinne aczkolwiek
            bardzo nietypowe zeby mezczyzna tak desperacko zabiegal o dzieci
      • tarzynka Re: Stoje na rozdrozu:-( 26.06.06, 13:13
        > ktora rozpieszcza jego dzieci a on probuje im dorownac. Jak babcia kupi rowerek
        > to on musi motocykl (na motor) dla dzieci, jak "ojczym" kupi jedna ksiazke, to
        > on 10.
        > Najbardziej jest zazdrosny o "ojczyma" z ktorym prowadzi doslownie zawody kto
        > jest lepszy i kto lepiej dogodzi dzieciom, wiem, ze to idiotyczne, ale tak jest
        > oni tego sami nie widza.
        > Zauwazylam to juz na poczatku, myslalam, ze jest to normalne, jest zazdrosny
        > (tez bym byla).
        > Zaczelo sie bardzo dramatycznie, jak "ojczym" z matka dzieci, oswiadczyli mu, z
        > e
        > bedzie lepiej jak beda mieli jednego tate, a on ma im dac spokoj.

        Tak mi się wydaje, że rywalizacja o dzieci jest częstym błędem popełnianym przez
        rodziców nie będących razem. Niestety bardzo często objawia się rywalizacją
        prezentową. Też tak mieliśmy, tzn. mój M. tak miał (zresztą nowy partner mamy
        też miał być również nowym tatusiem, łatwe to dla niego nie było). Nie było to
        tak drastyczne, jak u Was na szczęście i przeszło. Nie samo, po
        przedyskutowaniu, po wielu nerwowych chwilach, ale się ułożyło. Otóż uważam, że
        spełnianie wszystkich zachcianek dzieci, a nawet ich uprzedzanie, czyni im tak
        naprawdę więcej złego niż dobrego. Dzieci muszą mieć jakieś niespełnione
        marzenia, pragnienia, by nauczyć się tego, że w życiu nie można mieć
        wszystkiego. A poza tym, gdy się o czymś marzy, gdy dostanie nie jest oczywiste,
        to gdy wreszcie się pojawi, to dopiero radość. To naprawdę zaprocentuje w
        przyszłości. Trudno jest, gdy druga strona (mama i ojczym w przypadku dzieci
        Twojego M.) funduje drogie prezenty. Ale pieniądze nie są najważniejsze, no i
        miłości nie da się kupić. Do dziś pamiętam jak miałam jedną babcię, którą
        uwielbiałam i drugą, która mi dawała drogie prezenty. Tak to postrzegałam jako
        dziecko, choć potem zrozumiałam, że obie mnie kochały i że jedna miała problem,
        że nie daje mi tak drogich prezentów jak druga, a druga, że nie poświęca mi tak
        wiele czasu, jak pierwsza. Tak naprawdę dużo milej się wspomina wspaniałą
        wycieczkę rowerową z tatą niż kolejnego discmana. NO i takie ładowanie w dzieci
        niesie niebezpieczeństwo, że dzieci zaczną traktować rodzica, jak nieszanowaną,
        oczywistą skarbonkę. Twojemu M. pewnie nie będzie łatwo teraz zmienić swoich
        przyzwyczajeń, bo po pierwsze będzie się bał, że dzieci go przestaną kochać
        (irracjonalne, ale zupełnie normalne w tym przypadku uczucie), a po drugie
        będzie się musiał zmierzyć prawdopodobnie z niezadowoleniem młodzieży. Mimo
        wszystko myślę, że warto go przekonać, że rywalizacja finansowa nie niesie ze
        sobą dużo pożytku. Ja mimo wszystko wierzę, że dzieci potrafią zrozumieć, że
        taty nie stać na drogie prezenty i to, że ich nie ma, nie oznacza, że ich mniej
        kocha. Tylko bym uczciwie z nim porozmawiała na ten temat.
        Co do tego, że go kochasz i chcesz z nim być, to ja to rozumiem. Wydaje mi się,
        że każda para ma problemy, z którymi się boryka i dopóki się kochają i chcą je
        wspólnie rozwiązać, i myślą wzajemnie o sobie, jest duża szansa ich pokonania.
        Trzymam kciuki, żeby się udało, choć łatwo to nie wygląda.
    • khaldum Re: Stoje na rozdrozu:-( 24.06.06, 21:19
      hej luna

      uważnie przeczytałam Twój post i podzieliłam go na 2 problemy

      1. brak umiejętności zarządzania finansami przez M.

      no cóż, to jest chyba w genach. W mojej rodzinie ma to mój tata, i nic chyba
      nie jest wstanie zmienić jego trwonienia pieniędzy. Mama mówi, że jemu
      pieniądze a małpie brzytwę, na jedno wychodzi.
      Jesli partner wychował się w dostatnim domu i wszystko zawsze przychodziło mu
      łatwo nie będzie miał szacunku do pieniędzy i jego wartości, nie nauczy go
      szacunku do pieniędzy nikt.

      Podobną sytuację miałam ze swoim ex, kupował sobie zachcianki, a nie płacił
      rachunków, w jego przypadku to była niedojrzałość. Kiedy miał pieniądze szastał
      nimi na prawo i lewo, jak nie miał szedł do mamy albo pożyczał. Obwołałam się
      ministrem finansów w związku, ale były wieczne awantury o to, że czegoś sobie
      nie może kupić (np kamerki szpiegowskiej takiej fajnej małej). Na szczęście
      teraz juz tego problemu nie mam, ale on ma go nadal, bo od czasu do czasu
      pojawia się żeby pożyczyć ode mnie.

      Rada
      a. Zaproponuj założenie rachunku, na który będziecie przelewać określoną kwotę
      na utrzymanie domu z własnych rachunków oszczędnościowych.
      np koleżanka z mężem przelewają po 30% swoich dochodów, on zarabia wiecej. Z
      tego co zostaje kupują sobie jakieś rzeczy do domu lub przeznaczają na
      szaleństwa.

      Ja z partnerem przelewamy taką sam kwotę, a ja prowadzę budżet i dom. W
      przypadku jakiś większych zakupów np oststnio pralka, koszt podzieliliśmy na
      pół, połowę on zapłacił gotówką, druga ja spłacam w ratach ze swojego roru.

      b. Rozwiązanie mojej siostry. Ona kupuje żywność, maż opłaca koszty utrzymani
      mieszkania + inwestycje. Też się dogadują.


      2. problem nr 2 - prezenty dla dzieci

      Mój NM, przez rok po odejściu z domu kupował dzieciom kosztowne prezenty bez
      okazji, to nowa komórka, MP3, Ipod, monitor plazmowy itd.
      Zwracałam mu uwagę , że przesadza, jednak on nie chciał tego słuchać.

      Myślę, że mechanizmem takiego postępowania było zagłuszenie swojego sumienia.
      Jakaś wina o to, ze dzieci wychowują się bez ojca w domu.

      Zadziałała terapia wstrząsowa.

      Partner wymieniał aparat GSM otrzymał w ramach ofery dla biznesu kosmicznie
      drogi aparat marki SONY. Kiedy to zobaczyłam twierdziłam, że A. (syn) będzie
      chciał taki sam. To było tuż przed jego 11 urodzinami. Oczywiście partner
      stwierdził, że napewno nie, bo chłopak jest rozsądny. W tym samym dniu
      spotkaliśmy się z dziećmi po południu. Kiedy chłopiec go zobaczył powiedział"
      Masz mi kupić taki na urodziny." i wtedy z uśmiechem skwitowałam a na 18
      urodziny tatuś kupi porche czy samolot? = to był krok pierwszy
      Drugi krok terapii wstrząsowej nastąpił w dniu 11 urodzin, kiedy dziecko
      dostało grę komputerową, i rzuciło ją w kąt, że to to sobie mógł z sieci
      ściągnąć i że to nie żaden prezent.

      Partnerowi otworzyły się oczy.

      Później jeszcze kilka razy dziecko wściekało się, że dostało coś do d... nic
      nie warte (np gwiazdka: aparat cyfrowy bezmarkowy, a miał być z wyższej półki)
      i rościło droższych prezentów (np sprzętu audio), ale na szczęście partnerowi
      zrozumiał swój błąd i już kupuje prezenty tylko na okazje i skończył te ekscesy.

      Porozmawiaj ze swoim M. Wytłumacz mu, że dzieci będą rościły coraz więcej i
      coraz droższych prezentów. Niech np przez miesiąc nie kupuje im nic, i zobaczy
      jaka będzie ich reakcja. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, a snobizm jest trudny
      do wyplenienia.

      Napewno dasz radę, tylko spokojnie.

      Jeszcze taka jedna metoda mojej siostry, kiedy utrzymywała cały dom ze swojej
      pensji, a mąż odkładał soją 3 krotnie wyższą pensję na swoj rachunek. Rozmowy
      niewiele przynosiły, więc zaczeła kupować mortadelę zamiast szynki, margarynę
      zamiast masła itd. Po 2 miesiącach sam zaproponował rozmowę o kosztach
      utrzymania domu.

      toż się rozpisałam...

      • lilith76 Re: Stoje na rozdrozu:-( 26.06.06, 10:09
        > Myślę, że mechanizmem takiego postępowania było zagłuszenie swojego sumienia.
        > Jakaś wina o to, ze dzieci wychowują się bez ojca w domu.
        >
        >

        chyba typowo męska forma okazywania miłości - gdyby mu ktoś powiedział, że
        zamiast drogich prezentów może po prostu dzieci przytulać, rozmawiać z nimi,
        bawić się, z szoku by nie wyszedł do końca roku.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka