Drogie Macochy, mam problem i nie moge sobie sama z tym poradzic, moze wy mi
cos doradzicie albo rozwiejecie moje obawy.
Dla przypomnienia; jestem ok. 5 lat w zwiazku z mezczyzna, ktory ma 2-jke
dzieci z pierwszego malzenstwa, dzieci sa u nas co drugi tydzien na 3 dni do
tego wieksza czesc swiat i wakacji.
Problem pojawil sie przy rozmowie o wydatkach na nowe mieszkanie.
Jak sie okazalo, moj M wydaje szystkie pieniadze na dzieci (nie mowiac na
alimenty bo to jego obowiazek), na zagranichne wczasy z dziecmi (w tamtym roku
turcja a w tym Majorka), nowe rowerki co roku (bo "stare sie
znudzily),dodatkowy, pieknie urzadzony u nas pokoj, dodatkowe modne ubranka
(oprocz nie "domowych"), drogie prezenty, itd., a o tym dowiedzialam sie
dopiero pare dni temu;-((( Zawsze przy rozmowie o naszej przyszlosci
finansowej, mowil, zebym sie takimi "glopstwami" nie martwila, bo
wystarczajaco zarabiamy.
Nie zwracalam prawde mowiac na to uwagi, gdyz uwazalam, jakby nie bylo to jego
pieniadze i jego dzieci, ja zarabiam bardzo dobrze, dokladam do wszystkiego i
oprocz tego, uzbieralam sobie dosc pokazna sumke, wiec myslalam, ze on tez dba
o przyszlosc, dodam, ze mam 17-letna corke, ktora wylacznie ja utrzymuje
(mieszka z nami i tez kosztuje jak dorosly), nie mowiac o 20 letnim synu,
ktoremu tez musze jakos pomagac.
Jak pisalam juz wczesniej, doszlismy do wniosku, ze nasze mieszkanko jest za
male (bioro w sypialni, a papiery sie mnoza), wiec poszukalismy sobie piekny
domek (na czynsz), zaczelismy rozmawiac o tym co mamy dokupic, i co sie
okazalo?, ze to ja mam do tego mieszkanka wylozyc, bo moj partner jest "goly",
pomimo, ze bardzo dobrze zarabia nawet po odtraceniu alimentow.
Nigdy nie sprawdzalam jego konta ani sie nie pytalam wiedzac, ze duzo zarabia
i bylam pewna, ze mysli o przyszlosci, gdyz planujemy dzidzie juz 6 miesiecy
(i jak nigdy teraz mam watpliwosci). Przy pakowaniu rzeczy wpadly mi w rece
jego rachunki, zlapalam sie za glowe (nie dziwiac sie jego goloty), bardzo
drogi komputer (ktory stoi u EXi), zloty naszyjnik, ktory widzialam juz u
malej, ale myslalam, ze to tabak, i inne przerozne rachunki z kupna zabawek
ktore u nas juz nie maja miejsca. Pomyslalam, ale ma "droga kochanke"

, po
rozmowie sie okazalo, ze to dla malej i dla malego, od tak sobie. Przypominam
sobie, ze mala prawie co tydzen dziekowala tacie za prezenty, ale z tej
okazji, ze robi czesto "maluskie" wiec nie zwracalam na to uwagi.
OK. pomyslalam, czasu nie da sie cofnac, i suszyc glowy mojemu tez nie ma po
co, ale co dalej, teraz dochodzi do mnie jak moj wyrazal sie o mojej
"poprzedniczce", odeszla, bo nie mogla patrzec jak "rozpieszczam dzieci", i
coz z tego pomyslalam, ja moja tez rozsadnie "rozpieszczam, ale teraz dopiero
wiem o co mu chodzilo.
Po rozmowie rece mi opadly, nie mam sily sie pakowac, nie chce tego nowego
mieszkania, nie chce dziecka, nic mnie nie cieszy, bo wiem, ze on sie nie
zmieni, przy rozmowie dowiedzialam sie, ze jedze w sierpniu z dziecmi na
wczasy na Majorke a przy wycofaniu zamowienia straci 30% wplaty.
Nie piszcie mi, ze to moja wina, przyznaje sie do tego, mam do siebie zal, ze
wczesniej nie przyjzalam sie temu wszystkiemu dokladnie, ksiazeczkom
osczednosciowym dla dzieci i polisom, ogolnie wszystkim wydatkom
zwiazanych z dziecmi i ile nam zostaje na zycie, ale balam sie ze bede
posadzana o chytrostwo i myslalam, ze przy naszych wspolnych dochodach nie
mamy sie czym martwic.
On mnie pociesza i mowi jak nie starczy to rodzice pomoga, o zgrozo nigdy od
nich nie wezme ani grosza, chocbym z glodu umierala!!! te pozniejsze wymowki,
nie!!!
Jestem wku..ona, jak on sobie to wszystko wyobraza?
Ps
Przepraszam za styl pisania i bledy, nawet tego mi sie nie chce;-((