kicia031
30.08.06, 20:56
Temat raczej nie na Macochy, ale komu mam sie wyzalic jak nie wam, znacie
zycie i wiecie jak to bywa...
Moj chlop prowadzi wlasna firme, dochody sa nieregularne, bo za wykonane
prace nie placa mu miesiacami, kupilismy mieszkanie i splacamy kredyt.
Ostatnio chlopu zaplacili kilka zaleglych naleznosci, ale wczesniej to ja w
duzej mierze utrzymywalam ten interes.
Jakis czas temu chlop dostal prozycje wyjazdu na 2 - 4 miesieczny kontrakt do
kraju skandynawskiego. Polecil go kolega, a chcieli wlasnie jego ze wzgledu
na doswiadczenie zawodowe; stanowisko kierownicze, dawali duze pieniadze.
Wahalismy sie, bo w koncu rodzina i malenki Groszkowiec, ale w sumie pewnie
co 2-3 tygodnie dawaloby sie wracac na weekend do domu. Chlop podjarany
tematem zostawil nas w dlugi weeekend sierpniowy i pognal z Wawy go Gda
spotkac sie z tymi ludzmi. Na miejscu okazalo sie, ze warunki finasowe
jeszcze lepsze, niz bylo wstepnie mowione. Mial tylko przyslac CV.
Chlop wrocil, prosil nawet zebym mu zczytala CV jak je napisze... potem
mielismy ciche dni, zreszta chyba nawet gdyby ich nie bylo, to bym go nie
poganiala,bo uwazam, ze jestem partnerka a nie matka czy jakims zandarmem. Po
paru dniach zapytalam, czy wyslal. Nie, bo mial w ciagu 2 tygodni... 2
tygodnie minely - dzis zapytalam znowu. Nie, i w ogole gdzies zgubil
wizytowke do faceta, ktoremu mial wyslac - to wszystko mi komunikuje z
radosnym usmiechem z serii "czyz nie zabawne?"
Wiecie, jest tu aspekt finasowy - mozna by wykonczyc mieszkanie, odlozyc cos
na czarna godzine, albo splacic wiecej kredytu. Ale najwieksze rozczarowanie
dla mnie to to, ze bardzo liczyla ze uwolnie sie troche od presji psychicznej
pod ktora ciagle zyje: co bedzie gdy ja strace prace? Z czago splacimy kredyt
i damy dzieciom jesc? Wykancza mnie ten ciagly strach, potezny zwlaszcza
teraz gdy mamy kredyt, bo nienawidze miec dlugow i nigdy do tej pory nie
mialam. Codziennie wychodze z pracy ze strachem, ze musze isc do malutkiego
Groszkowca, a inni siedza i sie wykazuja... I tak bardzo chcialam przestac
sie bac, poczuc pewnosc, ze kasa w domu bedzie nawet jesli ja jej nie
przyniose...
I wiecie co, ja rozumiem, ze on moze nie chciec wyjezdzac od rodziny. Tylko
ze chyba powinna byc jakas rozmowa ze mna, chocby informacja, ze taka decyzje
podjal. I facetowi tez sie nalezala odpowiedz, ze jednak rezygnuje, nie
mowiac o tym, ze sie zaprezentowal jak czlowiek niepowazny i kolega go nigdy
wiecej nikomu nie poleci.
A najbardziej przerazajace jest dla mnie to, ze sadze, ze nie bylo zadnej
decyzji. Po prostu fajniej bylo wieczorami ogladac TV albo samochody na
Alegro, niz pisac CV. Kurcze, co sie stalo z facetem ktory jeszcze niedawno
imponowal mi swoja pracowitoscia, umiejetnoscia szukania okazji do zarobku...
Ehhhh