sven_b
05.03.09, 13:17
Oglądaliśmy wczoraj z żoną Polo, 2004 1.4. Sprzedawał zacny pan starszy,
rekomendując jako zadbany i z sercem utrzymany. Istotnie autko wyglądało
dobrze. Dbającego właściciela pozna się po rozejrzeniu się wewnątrz. 2 szmatki
(do szyby i reszty), odświeżacz i lewarek zawinięty we frotke:) Także komplet
dokumentów, książka, instrukcja w etui, 2 klucze i święty przy kokpicie. W
książce 4 serwisy, w tym 2 w Niemczech. Samochód przyjechał jako 2-letni.
Ponieważ w książce na stemplach niemieckich byl telefon, wykrecilem go sobie i
zgadnijcie kto sie zglosil? BOK Sklepu Aldi. Przyłożenie miernika lakieru
stworzyło mi mapę auta uderzonego gdzieś w prawy przodobok z naciskiem na bok
(maska, blornik, drzwi, przedni slupek i pewnie rzeczy w kole). Właściciel
żachnął się a nawet zarzucił próbę zbicia ceny. Odpowiedziałem że nic
podobnego, bo ta postac rzeczy kasuje moje zainteresowanie autem. Wskazalem mu
roznice w rozstawie szczelin wzgledem przeciwleglej str. auta. Nawet nie było
sensu gdzieś podjeżdżać. W sumie zrobiło nam się żal człowieka, bo po
przyjrzeniu się faktom gasł w oczach. Żona zapytała czy kiedykolwiek sprawdzał
auto pod tym kontem. No jednak nie, ponieważ znajomy (dobry) zobowiazal sie
wyszukac coś przyzwoitego. Facet wyglądał na ewidentnie zdruzgotanego i
oszukanego.