laurie
15.02.11, 21:59
Mam okropną sytuację w domu. Mam silny charakter i łatwo się nie poddaje, ale to co się dzieje wykańcza mnie psychicznie. Właściwie jest tak już od zawsze, ale teraz jest coraz gorzej. Nie mam już pomysłu na to co robić... moje własne teorie i rady nie pomagają, przyjaciół już nawet też nie. Nie wiem do kogo mam się zgłosić na pomoc, gdzie pójść żeby mi pomogli bo ja tu zaraz zdechnę. Ale zacznijmy od początku .. a więc:
Moje dzieciństwo, jak miałam z 2-3 latka pamiętam jak we mgle. Wiem tylko że mieszkałam gdzie indziej , z innymi ludźmi. Był to duży dom, z kilkoma dziećmi. nie byłam sama.. to chyba było moje rodzeństwo. Bawiliśmy się razem całymi dniami. Nie pamiętam dokładnie jak wyglądali , pamiętam tylko niektóre urywki, niektóre sytuacje które utkwiły mi w pamięci. np. jak jakiś mężczyzna bił czarnowłosą kobiete u mnie w pokoju. Pamietam że miałam babcie, była stara, schorowana. Zawsze trzymała mnie na kolanku i głaskała po głowie. Był też ojciec, którego twarzy nie pamiętam. W pamięci trzymam tylko jego krzyk, i wyzwiska. Później nagle znalazłam się w innym miejscu, w innym mieście, w innym domu. Dzieliłam tam mały zielony pokoik z jeszcze dwoma, starszymi ode mnie dziewczynami. Było tam pełno zabawek , lalek barbie, i pięknych pluszaków. Przyjeżdżali do mnie różni ludzie , których nie dokładnie pamiętam. Pewnego dnia przyjechali tam moi 'rodzice'. Miałam wtedy chyba z 4 lata. Kupowali mi zabawki , spędzali tam dużo ze mną czasu. Pewnego dnia przyjechali tam po mnie, kazali mi się pożegnać z dziewczynami z pokoju, i zabrali mnie ze sobą, tu gdzie teraz mieszkam. Myślą chyba że ja nic nie pamiętam... ale ja dalej mam w sobie te wspomnienia których nie da się wymazać z pamięci. Nigdy im o tym nie mówiłam. Sama siebie nie rozumiałam , bo później gdy byłam starsza nie zastanawiałam się nad tym.. z czasem to uciekało, i teraz pamiętam to wszystko jak we mgle. Przez te wszystkie lata bałam się rozmowy z rodzicami na temat tego że jestem z domu dziecka. Chciałam się ich zapytać, ale się po prostu bałam. Często się kłócę z moją matką. Nie mogę znaleźć u niej jakiegoś wsparcia. Ona nie ma w ogóle do mnie zaufania, nie rozmawia ze mną. Ciągle czekam na ten moment aby mi powiedziała że jestem z domu dziecka ... Ostatnio przeszukałam cały dom, żeby znaleźć jakiś dowód na to papiery albo coś. Żeby ułożyć ten burdel w głowie którego sama nie rozumiem. Ułożyć te wspomnienia w jedną część. Nic nie znalazłam.. szuflady albo puste, albo pozamykane na klucz. nie mam pojęcia dlaczego rodzice to przede mną ukrywają. nie wiem czy oni naprawdę myślą że ja nic nie pamiętam, nie mam pojęcia o co im chodzi... kiedyś zadałam tacie pytanie, czy zawsze mówi mi prawdę. powiedział że tak. spytałam się go wtedy, czy mówi mi wszystko co powinnam wiedzieć. zrobił zmieszaną mine i powiedział ' to co powinnaś tak. a na co nie jesteś jeszcze zbyt dorosła, to nie'. dobre mam kontakty z ojcem. dużo z nim rozmawiam, więc nie wiem dlaczego to przede mną ukrywa. z mamą nie mam takich kontaktów. codziennie się z nią kłóce. dla niej jestem tylko maszyną do nauki. nie potrafi ze mną po ludzku porozmawiać. podejrzewa mnie o ćpanie, bo słucham reggae, o kradzieże jak coś zgubi, o wszystko! nie ma w ogóle do mnie jakiegoś zaufania! i to chyba przez to, że jestem z domu dziecka.. kiedy jej się spytałam dlaczego mi nie ufa, nie odpowiedziała. mogli by mi w końcu powiedzieć to, wtedy by wszystko było do zrozumienia. moje głupie sny, moje głupie wspomnienia czy co to tam jest, ale takie sytuacje siedzące w mojej głowie, ta nieufność moich rodziców, i te teksty matki. kiedyś jak bardzo się pokłóciłam z matką powiedziała mi 'jestem chora, a ty jeszcze robisz mi takie sceny. dobrze wiesz że mam chore serce.' i po cichu do siebie 'jeszcze będziemy musiały się ze sobą pożegnać.' ja na to 'czyli wrócę stąd z kąd przyszłam'. zamknęła się i nic nie odpowiedziała... moja przyjaciółka doradziła mi żebym mamie powiedziała że wiem że jestem z domu dziecka, ale boję się tego.. mama mi powiedziała że jeżeli tak dalej pójdzie z naszymi kłótniami i tą atmosferą w domu to długo z sobą nie pobędziemy, i szybko może się to skończyć. może miała na myśli to że może umrzeć, a może to że chcą mnie oddać z powrotem. nie mam pojęcia już co mam myśleć.. wiem tylko że jestem z domu dziecka, i to jest pewne. wiem że nie chcą mi tego powiedzieć. i wiem że moja matka traktuje mnie jak jakiegoś niewolnika do nauki i sprzątania, a nie jak córkę. zero miłości i czułości. dajcie pomocną rękę, i proszę o jakieś rady. z góry dzięki ;*