dzień Matki

09.05.05, 14:16
Pewnie znacie moje niezbyt dobre relacje z synem M. Dziecko ma w szkole Dzień
Matki. Ja nie mam ochoty na imprezkę iść (pomijając, ze coś tam juz
zaplanowałam na ten dzień). Ale mam dylemat. Z jednej strony zupełny brak
ochoty, bo przecież młody w domu krnąbrny, ma wiecznie do mnie o wszystko
pretensje itd. A z drugiej, jednak mi go szkoda ("inne mamy będą , a do mnie
przyjdzie babcia"- stwierdzenie do taty z miną). Dla mnie to takie udawanie,
robienie dobrej miny do złej gry. Nie wierzę, że moje pójście zmieniłoby
cokolwiek, bo dwa lata temu, mimo oporów poszłam (w zeszłym roku takiego dnia
w klasie nie organizowano) i nic to w niczym nie pomogło. Wiem, ze młody lubi
się mną pochwalić ( jego koledzy takich młodych mam nie mają) i to tylko o to
chodzi. No i nie wiem, co zrobić. Iść dla świętego spokoju, czy też nie iść.
Piszę dla świętego spokoju, bo wiem, że M też będzie miał problem jak nie
pójdę. Pozdrawiam
    • jayin Re: dzień Matki 09.05.05, 14:29
      Idź. Jeśli nie przeszkodzi to tobie, albo nie masz specjalnych oporów, to idź.
      W niczym to nie zaszkodzi, nawet jeśli nie pomoże. A zawsze młodemu będzie milej (nawet jeśli chodzi mu tylko o pochwalenie się tobą przed kolegamismile

      pozdr.

      J.
    • magdalens Re: dzień Matki 09.05.05, 14:35
      zgadzam się z jayin. Napewno nie zaszkodzisz jak pójdziesz gorzej będzie jeśli
      nie pójdziesz wtedy mogą pojawić się problemy. Od czasu do czasu możemy się dla
      wyższych celów poświęcić . Ha Ha
      Pozdrowienia
      Magda
      Ps. Bardzo chciałabym mieć takie problemy.
    • lilith76 Re: dzień Matki 09.05.05, 15:38
      bo przecież młody w domu krnąbrny, ma wiecznie do mnie o wszystko
      > pretensje itd.

      będzie o jeszcze jeden powód do pretensji więcej smile

      > A z drugiej, jednak mi go szkoda

      no właśnie. mimo wszystko szkoda dzieciaka.
      jeśli to nie pokrzyżuje aż tak bardzo planów, czy nie będzie takie
      nieprzyjemne, to idź.

      jest taki fajny cytat, nie pamiętam już kogo (Lec???): skoro nie udaje się
      przełamac pomiędzy nami lodów, rąbmy chociaż przeręble.
    • m-m-m Re: dzień Matki 09.05.05, 16:36
      Idź jeśli młody Cię zaprasza. to nie jest udawanie: to dzień Matki, a Twoim
      wypadku Dzień Macochy wink) I nie podchodź do tego tak poważnie i srogo.
      Ja bywałam u modego w szkole na takich impreach, choć wszyscy wiedzieli, że on
      ma matkę, ale z którą on widywać się nie chciał.
      Nawet robił dla mnie laurki na owy Dzień Macochy.
    • capa_negra Re: dzień Matki 10.05.05, 10:11
      Ja bym poszła.

      Dzieci....czasami krzcza "nie kocham cię", "nie jestes moja mamą" a czasami
      zdarzy sie i "glupia baba" , ale często pod ta przykrywka złości, krnąbrnośći
      etc. kryje sie wielka potrzeba akceptacji.
      Dzieci nie umieja o pewnych sprawach rozmawiac więc manifestują niejednokrotnie
      wybuchowo swoja obecnośc, potrzeby, zagubienie.

      Idź młody sie ucieszy nawet jeśli niespecjalnie to okaże.
      Sadze, że jeśli nie pójdziesz to dopiero wtedy z jego strony możesz spodziewac
      sie emocjonalnych fajerwerków.

      Do nas dorosłych należy robienie "za tych mądrych"
      I pozostaje nadzieje, ze dziecko z czasem wraz z dorastaniem to doceni.
      A jeśli nie....no cóz to przynajmniej sama sobie nie będziesz miała nic do
      zarzucenia i bedziesz mogła z pełnym przekonaniem powiedziec : starałam sie ,
      zrobiłam wszystko co było mozliwe.
      I nigdy ci nie wypomni, ze zaprosił cie a ty odmówiłaś....

      Widzisz ja mojej rodzenej matce nie jedno pamietam....oj nie jedno, w tym
      sprawy typu jak to zaproszenie.....
      A co by było gdyby była moja macochą????
      Pewnie bym jej pamietała to potegi.
      • alfa36 Re: dzień Matki 10.05.05, 12:51
        Dzieki Powiedzialam wieczorem, że przyjdę jeśli mi w pracy nic nie wypadnie (a
        myśle, że nie wypadnie bo to tuż przes Bożym Ciałem). Przepadnie mi tylko
        promocyjna wizyta u fryzjera. No i nie bardzo wiem w co jeszcze wejdę (brzuszek
        coraz większy). Jakoś to przeżyję, choc w rolę mamy mlodego jakos trudno mi sie
        pewnie będzie wcielić. Pozdrawiam.
Pełna wersja