28.10.03, 11:29
No to stary ciężko będzie bo z taką egoistą trudno liczyć na zmianę na lepsze.
Trudno jest stosować zasadę oko za oko ale chyba tylko wstrząs w postaci
twojej zdrady uświadomi jej jak głupio postepuje. Liczenie że przez rozmowę
coś się zmieni to trochę okłamywanie siebie.
Nie chce cię wprost namawiać do skoku w bok ale jeśli ktoś lekceważy
podstawowe potrzeby drugiego człowieka to nie wiem czy zasługuje żeby z nim
być. Ciekawe jakby ona się czuła gdybyś ty ani razu ją nie obją, pocałował,
powiedział coś miłego tylko zrobił to z łaski raz na miesiąc. Jestem pewien
że zaczęłaby myśleć czy warto z tobą w ogóle być.
Hipokryzja i egoizm niestety z twojej żony wyłazi.
Obserwuj wątek
    • patrysia55 ciężka sprawa 28.10.03, 12:38
      No nie wyglada to najlepiej, stary....strasznie Ci współczuję i podziwiam
      zarazem, że jako młody zdrowy facet nie wkur.. się jeszcze i nie fiknęłeś w
      bok. Wiesz, ale wydaje mi się że to coś musi być.Jeśli młoda kobieta, zakochana
      w swoim mężu ( ???) nie chce z nim sypiać, to nie jest to normalne. Moje
      propozycje:
      1. ma kogoś,
      2. paraliżuje ją lęk przed ciążą,
      3. jest tak zapracowana, że kompletnie nie ma siły na seks,
      4. nie pociągasz jej:(
      5. po prostu jest oziębła. Jesli tak to masz pecha.....
      Mimo wszystko, trzymam kciuki, może coś się zmieni na lepsze, czego życzę.
      • marcin1973 Re: ciężka sprawa 28.10.03, 15:27
        patrysia55 napisała:

        > No nie wyglada to najlepiej, stary....strasznie Ci współczuję i podziwiam
        > zarazem, że jako młody zdrowy facet nie wkur.. się jeszcze i nie fiknęłeś w
        > bok. Wiesz, ale wydaje mi się że to coś musi być.Jeśli młoda kobieta,
        zakochana
        >
        > w swoim mężu ( ???) nie chce z nim sypiać, to nie jest to normalne. Moje
        > propozycje:
        > 1. ma kogoś,
        > 2. paraliżuje ją lęk przed ciążą,
        > 3. jest tak zapracowana, że kompletnie nie ma siły na seks,
        > 4. nie pociągasz jej:(
        > 5. po prostu jest oziębła. Jesli tak to masz pecha.....
        > Mimo wszystko, trzymam kciuki, może coś się zmieni na lepsze, czego życzę.
        Twierdzi, że jest nadal bardzo zakochana; mówi (wrbalnie) że się jej podobam.
        Nadal podobam. Chyba nie najgorzej wyglądam. Zawsze zakładam gumkę, chyba, że
        wiem, że jest "dobry" okres... Pracuje fakt dość ciężko ale wciąż 1/3 tego co
        ja. Raczej nie ma nikogo. Więc jest oziębła. A na skok w bok mam ochotę. Coraz
        to silniejszą. Tym bardziej, że seks domowy jest ostatnio raz w miesiącu mniej
        więcej. I to na zasadzie: skoro nalegasz.... Trochę mnie to dołuje w sumie..
        Marcin
        • l84d8 Re: ciężka sprawa 28.10.03, 16:03
          Raczej nie ma nikogo. Więc jest oziębła. A na skok w bok mam ochotę. Coraz
          > to silniejszą. Tym bardziej, że seks domowy jest ostatnio raz w miesiącu
          mniej
          > więcej. I to na zasadzie: skoro nalegasz.... Trochę mnie to dołuje w sumie..
          > Marcin
          ile lat ma twoja żona i jaki znak zodiaku?
          • marcin1973 Re: ciężka sprawa 28.10.03, 18:23
            jest w moim wieku; byk
            > Raczej nie ma nikogo. Więc jest oziębła. A na skok w bok mam ochotę. Coraz
            > > to silniejszą. Tym bardziej, że seks domowy jest ostatnio raz w miesiącu
            > mniej
            > > więcej. I to na zasadzie: skoro nalegasz.... Trochę mnie to dołuje w sumie
            > ..
            > > Marcin
            > ile lat ma twoja żona i jaki znak zodiaku?
          • kacha31 Czasem tak jest 28.10.03, 21:52
            Wiesz, ja jako mezatka troche musze powiedziec, ze rozumiem Twoja zone. Ja tez
            mialam taki okres i tez zadko i raczej z musu sie kochalismy. Dla kobiety
            niestety wiele rzeczy jest waznych. Zmeczenie jest czasem tak duze, ze po
            prostu sie nie chce, bo jednak wspolzycie zabiera sporo energii i czasu. Dla
            mnie osobiscie to wszystko mialo i ma duze znaczenie, ale wiesz u nas jest
            coraz lepiej. PEwnie tez mowilam, ze nie ma problemu, ale przeciez wiedzialam,
            ze byl. I chcialam cos z tym zrobic. Ja przede wszystkim zaczelam sie
            odchudzac, bo jednak czulam sie szalenie nieatrakcyjna. Poza tym dobry film
            milosny wspolnie ogladany tez pomaga, ale zaden tam erotyk, bo to zbyt
            ostentacyjne. Mysle tez, ze wspolna szczera rozmowa szalenie konieczna jest. A
            co do skoku w bok to coz szalenie mocno bym go odradzala. Wasze malzenstwo
            zawsze mozna naprawic, a zdrada czasem jest po prostu sprawa przesadzajaca o
            koncu malzenstwa. Gdyby to nam sie przydazylo, to ciezko by bylo z tego wyjsc,
            a u nas wlasnie coraz lepiej, oj lepiej.
            Powodzenia i cierpliwosci zycze.
            • marcin1973 Re: Czasem tak jest 29.10.03, 00:51
              Dziękuję. Ja się na skok w bok raczej długo jeszcze nie zdecyduję. Bardzo
              długo. A co do rozmowy? To na razie są bolesne niestety. I momentami niemiłe.
              Ja tez nie mogę powiedzieć, że jej do końca nie rozumiem. Ale mnie cała ta
              sytuacja "boli" po prostu. Jest na pewno zmęczona, chce zrobić karierę,
              opanować wszystko do perfekcji, no wszystko prócz.... . To mnie drażni :
              dążenie do perfekcji, przy zaniedbywaniu i "kładzeniu lachy" na wiele ważnych
              rzeczy. Miałem okazję się puścic w sobotę, ale nie skorzystałem. Wiele było
              okazji do tego wcześniej. Wiem, że to zdrada w sumie. Ale wiem, że w pewnym
              momencie przestanę tak myśleć. Jeśli wszystko się będzie rozwijało tak jak
              teraz.

              > Wiesz, ja jako mezatka troche musze powiedziec, ze rozumiem Twoja zone. Ja
              tez
              > mialam taki okres i tez zadko i raczej z musu sie kochalismy. Dla kobiety
              > niestety wiele rzeczy jest waznych. Zmeczenie jest czasem tak duze, ze po
              > prostu sie nie chce, bo jednak wspolzycie zabiera sporo energii i czasu. Dla
              > mnie osobiscie to wszystko mialo i ma duze znaczenie, ale wiesz u nas jest
              > coraz lepiej. PEwnie tez mowilam, ze nie ma problemu, ale przeciez
              wiedzialam,
              > ze byl. I chcialam cos z tym zrobic. Ja przede wszystkim zaczelam sie
              > odchudzac, bo jednak czulam sie szalenie nieatrakcyjna. Poza tym dobry film
              > milosny wspolnie ogladany tez pomaga, ale zaden tam erotyk, bo to zbyt
              > ostentacyjne. Mysle tez, ze wspolna szczera rozmowa szalenie konieczna jest.
              A
              > co do skoku w bok to coz szalenie mocno bym go odradzala. Wasze malzenstwo
              > zawsze mozna naprawic, a zdrada czasem jest po prostu sprawa przesadzajaca o
              > koncu malzenstwa. Gdyby to nam sie przydazylo, to ciezko by bylo z tego
              wyjsc,
              > a u nas wlasnie coraz lepiej, oj lepiej.
              > Powodzenia i cierpliwosci zycze.
              • astygmatyk A jak ktos nie lubi zupy czyli Biale Malzenstwo 29.10.03, 09:30
                Drogi Marcinie,
                Stale mowisz o seksie z zona, a nie czy jestes zakochany. Oczywiscie w
                malzenstwie wcale nie musi laczyc milosc. Ani seks. Zakladam naturalnie, ze cos
                was jednak laczy, nie tylko niechec do rozwodu. I jesli naprawde czujesz
                wspolnote ze swoja zona, obojetnie czy ona lubi jesc zupe, chodzic do kina, i
                robic wiele innych rzeczy na ktore jedynie ty masz ochote (wlacznie z seksem)
                to... To powinienes jej wykazac WYROZUMIENIE i skoncentrowac sie na tym co was
                LACZY. Skoro dla niej seks nie jest wazny i twoj seks jej nie obchodzi to
                rozwiaz sprawe sam. Moze to Ty masz opory przed "zdrada" a nie ona? Czy pytales
                ja o to? Wypelnianie "malzenskiego obowiazku" moze dla niej byc duzo gorsza
                alternatywa niz twoja "niewiernosc". Uwazam tez, ze takim postawieniem sprawy
                wykazesz dla niej duzo wiecej szacunku, zwlaszcza jesli postawisz sprawe
                otwarcie. Osobiscie moge sobie wyobrazic wspaniale biale malzenstwo, ale
                malzenstwa bez szacunku nie, bo to gorzej niz seks za pieniadze.....
      • dywersant1 Re: ciężka sprawa 29.10.03, 09:43
        A moze szanowna małżonka nie satysfakcji ze stosunków, czyli orgazmów? Pytanie
        dość intymne ale zadać je trzeba. Jeśli traktujesz seks jako danie maximum
        przyjemności drugiej stronie a żonka mimo wszystko jest zimna niczym płyta
        granitowa to raczej nikt z forum ci nie pomoże. Zostaje wizyta u sexuologa.
        • patrysia55 Kolejne wywody 29.10.03, 10:29
          Marcinku! napisałeś dosyć ważną rzecz. Mianowicie, że prawie w całości Twoją
          żonę pochłania chęć robienia kariery.To teraz ja się już wcale nie dziwię, że
          jest jak jest.Myślę, że w życiu wszystko musi byś dokładnie wyważone. Na pracę
          przeznaczam tyle siebie, na rodzinę tyle, na przyjaciół tyle...i mamy jakąś
          harmonijną całość. W momencie, gdy na jedną rzecz przeznaczamy za dużo siebie,
          zaniedbujemy coś innego. Nie da się inaczej, nie jesteśmy cyborgami, tylko
          ludźmi.
          A może przywitaj ją kiedyś kolacją przy świecach z dobrym winem, cichutką muzą,
          szepnij do uszka "jak ślicznie dziś wyglądasz, kotku" do cholery musi zmięknąć.
          A jak dacie czadu :-)) to napewno na długo to zapamięta i bedzie chiała więcej.
          Narząd nieużywany zanika, smutna to prawda, nie dopuść do tego!!!
          Mądrzę się jakbym była specem, a nie jestem :-))))
          Trzymam kciuki!
          • marcin1973 Odp dla Patrysi, Dywersanta i jego Przedmówcy 29.10.03, 11:26
            Patrysia: hehehe a myślisz że tego nie robię; no może z kolacją przy swiecach
            nie zawsze, ale z wypadem z zaskoczenia do kanjpki gdzieś (tyle, ze wtedy
            nagle zakupy sie stają ważniejsze, a nie po prostu pójście do fajnego lokalu);
            wyciągam ją tuż po pracy (przy dziecku babcia w tajemnicy ściągnięta), też nie
            daje efektu....., no bliski zeru i w nieskończenie długim czasie;
            Dywresant(?) albo Przedmówca Dywersanta: było nam o.k. w łóżku, miała orgazm,
            no moze nie zawsze, ale w przeważanie;
            Białe małżeństwo: ha ha ha, no cokolwiek trudno by było, pewnie jej by
            pasowało bardzo, mnie średnio. Czy jestem zakochany? nadal tak. Bo mnie
            jeszcze boli. Nawet o seks już nie aż tak chodzi: ale na wyjście do teatru
            albo kina też nie ma chęci... wiesz poczucie zepchnięcia na bardzo daleki plan
            w sumie, gdzieś za pracą, mamusią, dzieckiem, etc.. i takie tam, na nic w
            sumie nie mam ochoty w związku z tym...... a seks? lubię po prostu i bardzo mi
            go brakuje, do kina można ostatecznie pójść samemu......
            > Marcinku! napisałeś dosyć ważną rzecz. Mianowicie, że prawie w całości Twoją
            > żonę pochłania chęć robienia kariery.To teraz ja się już wcale nie dziwię,
            że
            > jest jak jest.Myślę, że w życiu wszystko musi byś dokładnie wyważone. Na
            pracę
            > przeznaczam tyle siebie, na rodzinę tyle, na przyjaciół tyle...i mamy jakąś
            > harmonijną całość. W momencie, gdy na jedną rzecz przeznaczamy za dużo
            siebie,
            > zaniedbujemy coś innego. Nie da się inaczej, nie jesteśmy cyborgami, tylko
            > ludźmi.
            > A może przywitaj ją kiedyś kolacją przy świecach z dobrym winem, cichutką
            muzą,
            >
            > szepnij do uszka "jak ślicznie dziś wyglądasz, kotku" do cholery musi
            zmięknąć.
            >
            > A jak dacie czadu :-)) to napewno na długo to zapamięta i bedzie chiała
            więcej.
            >
            > Narząd nieużywany zanika, smutna to prawda, nie dopuść do tego!!!
            > Mądrzę się jakbym była specem, a nie jestem :-))))
            > Trzymam kciuki!
          • l84d8 Do Patrycji 29.10.03, 11:27
            > A może przywitaj ją kiedyś kolacją przy świecach z dobrym winem, cichutką
            muzą,
            >
            > szepnij do uszka "jak ślicznie dziś wyglądasz, kotku" do cholery musi
            zmięknąć.
            Mam podobną sytuacje co Marcin i czytam też twoje rady, może są dobre, jest
            tylko jedno ale.
            Trudno taką kolację robić codziennie, bardzo trudno jest starać się przez cały
            dzień, przez cały miesiąc licząc na to że żona raz na jakiś czas "będzie miała
            ochotę". Naprawdę ciężko znaleźć motywację do takiej pracy kiedy efekty są tak
            niepewne albo niewspółmierne do wysiłku.

            > A jak dacie czadu :-)) to napewno na długo to zapamięta i bedzie chiała
            więcej.
            W tym sęk że nikoniecznie. Moja żona za każdym, no prawie, każdym razem jest
            zadowolona, dostaje to co chce i nie narzeka więc nie mam żadnych podstaw do
            tego aby uważać że nie ma satysfakcjonującego seksu a jednak ochota przychodzi
            jej średnio raz na miesiąc. Mam nawet wrażenie że im bardziej ją zaspokoje to
            na dłużej jej wystarcza:))
            W każdym razie twój kobiecy punkt widzenia tej sprawy jest niewątpliwie cenny

            > Narząd nieużywany zanika, smutna to prawda, nie dopuść do tego!!!
            > Mądrzę się jakbym była specem, a nie jestem :-))))
            > Trzymam kciuki!

            Pozdrawiam
            • patrysia55 Do chłopaków!!! 29.10.03, 12:23
              Kurde, chłopaki, strasznie Wam współczuję.... Wiem, jak ważny w życiu mężczyzny
              jest seks, jak łączy, takie bycie jednym ciałem to chyba najbliższa forma
              kontaktu między dwojgiem kochających się ludzi...przecież takie wtulenie się w
              kochanego mężczyznę to prawie Kosmos.
              A z drugiej strony, gdyby mój facet mnie tak adorował jak Wy wasze panie, to by
              mógł jak chce, gdzie chce ile chce..:-)))))
              Sorki, wiem, że to marne dla Was pocieszenie, cholera może naprawdę jest coś
              nie tak, kobieta w tym wieku ma ponoć największą ochotę na sex.PONOĆ.
              A może naprawdę zróbcie coś, żeby się wami zainteresowały, takie ukłucie
              zazdrości może zdziałać cuda. Jakis późniejszy powrót do domu, dziwne
              rozpromienienie, częste wertowanie komórki... Może są zbyt pewne was i uważają,
              że nie muszą was adorować bo i tak jesteście tylko ich. Tyle, że to bardzo
              błędne myślenie, uświadomcie im to. Nikt nie dostaje miłości na własność i na
              zawsze. Ja to juz wiem.
              całusy.
              • l84d8 Re: Do chłopaków!!! 29.10.03, 12:46
                Prawdę mówiąc to mógłbym częściej "adorować" żonę ale jak sobie przypomnę jej
                wcześniejsze wymówki to naprawdę nie mam na nic ochoty.
                W każdym razie usiłowałem z nią porozmawiać na ten temat ale to kończy się
                zwykle awanturą.
                Czasami żałuję że jakaś dziewczyna nie porozmawia z moją żoną i jej pewne
                rzeczy uświadomi bo kiedy ja jej o tym mówię to ona zamiast to przemyśleć to
                zaczyna mi wypominać inne rzeczy i rozmowa schodzi na inne tematy.
                Ona chyba wszystkie moje uwagi traktuje jako ostobisty atak na nią i zamiast
                ptzemyśleć sprawę to w odruchu samoobrony zaczyna mnie sama atakować.
                Nie wiem może jakiś psycholog tu pomoże, bardzo skomplikowany jest umysł
                kobiety:)
                • marcin1973 Re: Do chłopaków!!! 29.10.03, 12:49
                  mogę się pod tym podpisać
                  > Prawdę mówiąc to mógłbym częściej "adorować" żonę ale jak sobie przypomnę
                  jej
                  > wcześniejsze wymówki to naprawdę nie mam na nic ochoty.
                  > W każdym razie usiłowałem z nią porozmawiać na ten temat ale to kończy się
                  > zwykle awanturą.
                  > Czasami żałuję że jakaś dziewczyna nie porozmawia z moją żoną i jej pewne
                  > rzeczy uświadomi bo kiedy ja jej o tym mówię to ona zamiast to przemyśleć to
                  > zaczyna mi wypominać inne rzeczy i rozmowa schodzi na inne tematy.
                  > Ona chyba wszystkie moje uwagi traktuje jako ostobisty atak na nią i zamiast
                  > ptzemyśleć sprawę to w odruchu samoobrony zaczyna mnie sama atakować.
                  > Nie wiem może jakiś psycholog tu pomoże, bardzo skomplikowany jest umysł
                  > kobiety:)
                • sutra Re: Do chłopaków!!! 22.05.04, 18:49
                  l84d8 napisał:

                  > Ona chyba wszystkie moje uwagi traktuje jako ostobisty atak na nią

                  Dla mnie oznacza to, że prawdpodobnie wybrałeś niewłaściwe techniki
                  komunikacji. Spróbuj zainteresować sie jakimiś lepszymi, np. jest na rynku
                  książka Marshalla Rosenberga "Porozumienie bez przemocy".
            • marcin1973 Re: Do Patrycji 29.10.03, 12:48
              no właśnie; po pewnym czasie się nie chce już starać: bo po co? skoro jest tak
              jak było przedtem; albo starać się, żeby było bardzo rzadko, też sie nie chce
              w sumie; kolację pare razy zrobiłem, zjadła, owszem i zajęłą się swoimi
              ważnymi sprawami,,,,,
              > > A może przywitaj ją kiedyś kolacją przy świecach z dobrym winem, cichutką
              > muzą,
              > >
              > > szepnij do uszka "jak ślicznie dziś wyglądasz, kotku" do cholery musi
              > zmięknąć.
              > Mam podobną sytuacje co Marcin i czytam też twoje rady, może są dobre, jest
              > tylko jedno ale.
              > Trudno taką kolację robić codziennie, bardzo trudno jest starać się przez
              cały
              > dzień, przez cały miesiąc licząc na to że żona raz na jakiś czas "będzie
              miała
              > ochotę". Naprawdę ciężko znaleźć motywację do takiej pracy kiedy efekty są
              tak
              >
              > niepewne albo niewspółmierne do wysiłku.
              >
              > > A jak dacie czadu :-)) to napewno na długo to zapamięta i bedzie chiała
              > więcej.
              > W tym sęk że nikoniecznie. Moja żona za każdym, no prawie, każdym razem jest
              > zadowolona, dostaje to co chce i nie narzeka więc nie mam żadnych podstaw do
              > tego aby uważać że nie ma satysfakcjonującego seksu a jednak ochota
              przychodzi
              > jej średnio raz na miesiąc. Mam nawet wrażenie że im bardziej ją zaspokoje
              to
              > na dłużej jej wystarcza:))
              > W każdym razie twój kobiecy punkt widzenia tej sprawy jest niewątpliwie cenny
              >
              > > Narząd nieużywany zanika, smutna to prawda, nie dopuść do tego!!!
              > > Mądrzę się jakbym była specem, a nie jestem :-))))
              > > Trzymam kciuki!
              >
              > Pozdrawiam
              • l84d8 Re: Do Patrycji 29.10.03, 12:57


                > no właśnie; po pewnym czasie się nie chce już starać: bo po co? skoro jest
                tak
                > jak było przedtem; albo starać się, żeby było bardzo rzadko, też sie nie chce
                > w sumie; kolację pare razy zrobiłem, zjadła, owszem i zajęłą się swoimi
                > ważnymi sprawami,,,,,
                beznadziejny przypadek.
                Skoro nie chcesz zdradzić żony to może taka zdrada na niby.
                To znaczy zaczniej tak postępować żeby żona stała sięo ciebie zazdrosna,
                oglądaj sieza dziewczynami, flirtuj w jej obecności.
                Jeśli jej na tobie zależy powinna sięzdenerwować tym, i jeśli spyta dlaczego
                tak postępujesz będziesz mógł wyłożyć kawę na ławę.
                Jeśli i to nic nie da to znaczy że jej na tobie chyba nie zależy
                • marcin1973 Re: Do Patrycji 29.10.03, 13:10
                  l84d8 napisał:
                  A takie chwyty były już stosowane:))))))) tyle, że ona się zachowała okropnie
                  nie tyle w stosunku do mnie, ile tej dziewczyny... koszmarnie się musiałem
                  wstydzić potem,,, i nie będę próbował, to równie bezcelowe, pies ogrodnika;
                  była taka sztuka kiedyś w teatrze telewizji TV o hrabinie Dianie de... coś tam
                  i jej mężu (kochanku?)... podobnie beznadziejna sytuacja
                  > Skoro nie chcesz zdradzić żony to może taka zdrada na niby.
                  > To znaczy zaczniej tak postępować żeby żona stała sięo ciebie zazdrosna,
                  > oglądaj sieza dziewczynami, flirtuj w jej obecności.
                  > Jeśli jej na tobie zależy powinna sięzdenerwować tym, i jeśli spyta dlaczego
                  > tak postępujesz będziesz mógł wyłożyć kawę na ławę.
                  > Jeśli i to nic nie da to znaczy że jej na tobie chyba nie zależy
                  • l84d8 Do Marcina 29.10.03, 13:30
                    W takim razie zostaje ci tylko zabranie siłą żony do psychologa albo seksuologa,
                    może obca osoba przemówi jej do rozsądku.
                    Mnie chyba czeka podobna wizyta z żoną:)
                    No to powodzenia
                    • marcin1973 Re: Do Marcina 29.10.03, 13:32
                      A u WAS to już długo trwa? Mogę wiedzieć ile macie lat? (My 30- ja, 32- ona).
                      ha ha zaciągnąc siła do psychologa? będzie trudno...

                      > W takim razie zostaje ci tylko zabranie siłą żony do psychologa albo
                      seksuologa
                      > ,
                      > może obca osoba przemówi jej do rozsądku.
                      > Mnie chyba czeka podobna wizyta z żoną:)
                      > No to powodzenia
                      • l84d8 Re: Do Marcina 29.10.03, 13:44
                        Mamy po 28 lat, 3 lata po ślubie,
                        A taki stan trwa od początk małżeństwa, no może na początku jeśli chodzi o
                        ilość nie było tak tragicznie jak teraz.
                        A moja żona to naprawdę niezła laska:)
                        Wiem że co najmniej jeden z moich przyjaciół miałby na nią ochotę.
                        Gdyby tylko wiedział jak kwestia seksu z nią wygląda to chyba by trochę mniej
                        chętnie na nią patrzył:))
                        • marcin1973 Re: Do Marcina 29.10.03, 14:00
                          U mnie na początku było z seksem ok. no mniej niż przed ślubem, ale i tak
                          dużo......moja też jest niezła, podoba się gościom.... ale co z tego- to
                          akurat ona lubi, podobać się, nic jednak więcej....Marcin (zamiast pracować
                          siedzimy na forum, ale jak tu można byc twórczym, mnie to dołuje, ta
                          sytuacja..)
                          > Mamy po 28 lat, 3 lata po ślubie,
                          > A taki stan trwa od początk małżeństwa, no może na początku jeśli chodzi o
                          > ilość nie było tak tragicznie jak teraz.
                          > A moja żona to naprawdę niezła laska:)
                          > Wiem że co najmniej jeden z moich przyjaciół miałby na nią ochotę.
                          > Gdyby tylko wiedział jak kwestia seksu z nią wygląda to chyba by trochę
                          mniej
                          > chętnie na nią patrzył:))
                          • l84d8 Re: Do Marcina 29.10.03, 14:13
                            marcin1973 napisał:

                            > U mnie na początku było z seksem ok. no mniej niż przed ślubem, ale i tak
                            > dużo......moja też jest niezła, podoba się gościom.... ale co z tego- to
                            > akurat ona lubi, podobać się, nic jednak więcej....
                            czy lubi się ładnie ubrać i umalować?
                            Tak żeby wszyscy ją podziwiali?
                            he he he skąd ja to znam:))


                            Marcin (zamiast pracować
                            > siedzimy na forum, ale jak tu można byc twórczym, mnie to dołuje, ta
                            > sytuacja..)
                            ja też czuję często się sfrustrowany.
                            Dobra trzeba jednak iść do specjalisty bo będzie to trwało bez końca
                      • patrysia55 Re: Do Marcina 29.10.03, 13:56
                        hej, chopaki , chyba nic tu juz nie wymyślimy. Staracie się bardzo, to widać,
                        ale co z tego, Wasze panie tego nie doceniają. Szkoda, bo chyba fajne z Was
                        chłopaki. Ja wam współczuję, bo nigdy tego bym nie zrobiła swojemu kochanemu
                        męzczyźnie. Jeśli kobieta kocha to do końca, całą sobą. Czy w Waszym przypadku
                        tak jest, odpowiedzcie sobie sami..
                        3majcie się.
                        • patrysia55 W razie potrzeby.... 29.10.03, 14:29
                          Hej, chłopaki, jakbyście mieli porządnego doła, to dajcie znać na GG- pocieszę
                          Was :-)))))3884851
                          Pat.
                          • l84d8 Re: W razie potrzeby.... 29.10.03, 14:43
                            Dzięki
                            ale gdyby zobaczyli w pracy że gadam na GG to zaraz bym wyleciał:)
                            MOże mogę napisać mejla na twój adres?
                            • patrysia55 Re: W razie potrzeby.... 29.10.03, 15:34
                              No, proste że możesz!!!!!!!!
                        • caelum Re: Do Marcina od Byłej żony!! 29.10.03, 16:02
                          No to napiszę jak to wyglada z drugiej strony.. Jetsem teraz w trakcie rozwodu
                          a wasze problemy są mi doskonale znajome! Ja też byłam żoną, która nigdy nie
                          miała ochoty, to znaczy na początku znajomości było rewelacyjnie, później
                          coreaz gorzej i gorzej - w końcu seks raz na miesiąc, dwa miesiące. Wszelkie
                          próby rozmów - fakt, że zaczynanych przeze mnie - kończyły się kłótnią i
                          jakimiś obietnicami, które nigdy nie zostały spełnione. Tak naprawdę cięzko
                          powiedzieć - mój mąż pewnie uważa, ze to ja nie miałam ochoty na seks, ja
                          uważam, że było odwrotnie.. A prawda jest chyba taka - miałam ochotę na seks,
                          ale nie z nim.. Odkąd się rozstaliśmy, moje zycie erotyczne fantastycznie
                          odżyło.. NIe polecam broń boże tak drastycznych rozwiązań,ale...praawda jest
                          taka, że ochoty na ratowanie małżeństwa nabrałam dopiero, kiedy zaczęło się ono
                          walić w gruzy.. Ten problem sam sie nie rozwiąze (wy macie pretensie do swoich
                          żon, one pewnie mają do was.. próba rozmowy spełznie na niczym), zdrada jest
                          ostatecznością - tylko wtedy, kiedy przestanie wam zależeć.. Nie wiem, może
                          czas postawić ultimatum - "albo zaczniemy coś z tym robić (tzn. wizyta u
                          lekarza - innego rozwiązania nie ma!!!) albo koniec z nami.." Nie warto czekać
                          biernie!!!
                          • astygmatyk Re: Do Byłej żony!! 29.10.03, 17:41
                            caelum napisała:

                            > No to napiszę jak to wyglada z drugiej strony.. Jetsem teraz w trakcie
                            rozwodu
                            > a wasze problemy są mi doskonale znajome! Ja też byłam żoną, która nigdy nie
                            > miała ochoty, to znaczy na początku znajomości było rewelacyjnie, później
                            > coreaz gorzej i gorzej - w końcu seks raz na miesiąc, dwa miesiące. Wszelkie
                            > próby rozmów - fakt, że zaczynanych przeze mnie - kończyły się kłótnią i
                            > jakimiś obietnicami, które nigdy nie zostały spełnione. Tak naprawdę cięzko
                            > powiedzieć - mój mąż pewnie uważa, ze to ja nie miałam ochoty na seks, ja
                            > uważam, że było odwrotnie.. A prawda jest chyba taka - miałam ochotę na seks,
                            > ale nie z nim.. Odkąd się rozstaliśmy, moje zycie erotyczne fantastycznie
                            > odżyło.. NIe polecam broń boże tak drastycznych rozwiązań,ale...praawda jest
                            > taka, że ochoty na ratowanie małżeństwa nabrałam dopiero, kiedy zaczęło się
                            ono
                            >
                            > walić w gruzy.. Ten problem sam sie nie rozwiąze (wy macie pretensie do
                            swoich
                            > żon, one pewnie mają do was.. próba rozmowy spełznie na niczym), zdrada jest
                            > ostatecznością - tylko wtedy, kiedy przestanie wam zależeć.. Nie wiem, może
                            > czas postawić ultimatum - "albo zaczniemy coś z tym robić (tzn. wizyta u
                            > lekarza - innego rozwiązania nie ma!!!) albo koniec z nami.." Nie warto
                            czekać
                            > biernie!!!
                            Nie mysl, ze ten Marcin zrozumie o czym mowisz. Zapytany co go WLASCIWIE laczy
                            z zona, wykreca sie od odpowiedzi... Zapytany czy respektuje jej brak
                            zainteresowania seksem wykreca sie od odpowiedzi... Zapytany czy pytal zony
                            jaki jest jej stosunek do jego ewentualnej niewiernosci wobec braku
                            zainteresowania z jej strony (innymi slowy czy probowal w sposob prostolinijny
                            rozwiazac swoj problem) wykreca sie od odpowiedzi....
                            Wlasciwie obchodzi go tylko jedno: zeby dla niego rozkladala nogi, bo tak mu
                            najwygodniej...
                            Coz moze po trzecim malzenstwie gdzie w trawie piszczy.....
                            • marcin1973 Re: Do Byłej żony!! 29.10.03, 18:46
                              Ja to dość dobrze rozumiem. Dużo łączy- na pewno uczucie. Kocham ją.
                              Niewierności by nie akcpetowała - rozmawiałem na ten temat. W sumie nie
                              urządzam awantur z powodu braku seksu, mogę rozumieć że nagle przestało ją to
                              bawić; ale mnie bawi nadal.. hormony grają jak szalone. 0t co. Ona właściwie
                              mnie nie chce zrozumieć- że wpędza nasz związek w ślepą uliczkę.. bo to nie
                              jest takie proste.. ona "niby" miała ochotę ale ja "zdenerwowałem" i juz
                              ochota jej nagle przeszła - to najlepszy motyw w tym wszystkim - zachęca
                              jedynie, ale potem już nic...zawsze wymyśli jakiś wykręt.. jesli myślisz że
                              seks jest dla mnie najważniejszy - jesteś w błędzie.. ale jest ważny i tyle i
                              mnie "boli", że go nie mam.... Marcin
                              > Nie mysl, ze ten Marcin zrozumie o czym mowisz. Zapytany co go WLASCIWIE
                              laczy
                              > z zona, wykreca sie od odpowiedzi... Zapytany czy respektuje jej brak
                              > zainteresowania seksem wykreca sie od odpowiedzi... Zapytany czy pytal zony
                              > jaki jest jej stosunek do jego ewentualnej niewiernosci wobec braku
                              > zainteresowania z jej strony (innymi slowy czy probowal w sposob
                              prostolinijny
                              > rozwiazac swoj problem) wykreca sie od odpowiedzi....
                              > Wlasciwie obchodzi go tylko jedno: zeby dla niego rozkladala nogi, bo tak mu
                              > najwygodniej...
                              > Coz moze po trzecim malzenstwie gdzie w trawie piszczy.....
                              • astygmatyk Do Marcina 31.10.03, 12:28
                                Powtarzam raz jeszcze, ze najwazniejsze dla rozwiazania problemu to szczerosc
                                wobec siebie samego i otoczenia. Po szczerosci najwazniejszy jest szacunek dla
                                czyjejs odmiennosci. Nie szacunek w ogole, ale wlasnie szacunek dla
                                odmiennosci. Bo co Ci z tego, ze ewentualnie sie porozumiecie (wlasnie tak,
                                prozumiecie a nie "porozumiecie") i twoja zona bedzie z toba wspolzyla
                                seksualnie jesli bedziesz mial swiadomosc, ze jej to nie sprawia przyjemnosci i
                                ze robi to jedynie z obowiazku? Czy taki seks bedzie Cie zadowalal, jesli
                                wszystko inne w malzenstwie bedzie naprawde gralo? Musisz sie naprawde
                                zastanowic nad odpowiedzia, bo stereotypowa odpowiedz moze jedynie poglebic
                                twoj kryzys. Dlaczego? Oczywiscie, zwlaszcza na logike, seks nie jest w zyciu
                                najwazniejszy. Ale poniewaz, jak to sam zauwazasz "hormony grają jak szalone"
                                i nie daja sie opanowac, wiec nic dziwnego, ze chcesz sie spelnic seksualnie.
                                Co bedzie jesli po kolejnej dyskusji twoja zona zgodzi sie na regularny seks bo
                                oboje chcecie zachowac malzenstwo, ale pozostanie nieresponsywna? Jesli takie
                                rozwiazanie jest dla Ciebie wyjsciem z sytuacji do zaakceptowania, jesli ty i
                                twoja zona zgodzicie sie, ze uprawiacie taki seks dla wlasnie dla opanowania
                                twoich hormonow to masz problem rozwiazany. Znaczyloby to, ze zgadzacie sie
                                oboje na opanowanie twojej natury dla ratowania malzenstwa i ze ona chce w tym
                                czynnie z wlasnej woli uczestniczyc, mimo ze sam seks nie sprawia jej
                                przyjemnosci. Przy jasnym postawieniu sprawy, przy obustronnym szacunku i
                                zrozumieniu, takie rozwiazanie moze byc znakomite. Ale jesli taki "uspokajajcy"
                                seks jest dla was nie do przyjecia to taki kompromis jeszcze bardziej podminuje
                                wasze malzenstwo. Dlatego wlasnie w poprzednium mailu wspomnialem o
                                alternatywie "bialego malzenstwa". Jesli sie do siebie w ogole nie macie i
                                wasze malzenstwo sie rozpada z seksem czy bez, to w ogole nie ma problemu.
                                Jesli jednak jest wam dobrze z soba tylko jestescie niedobrani seksualnie to
                                powinniscie rozwazyc biala alternatywe. Jest wiele rzeczy w zyciu wazniejszych
                                od seksu. Bliskosc miedzy ludzmi tez do seksu nie da sie sprowadzic. Malzenstwa
                                zawarte jedynie w oparciu o dobry seks moga byc jeszcze gorsze od malzenstwa
                                bez seksu. Poza tym wcale nie jest latwo znalezc naprawde dobrego partnera na
                                ktorym moznaby w zyciu polegac. Jesli wiesz, ze nie zostawisz swojej zony nawet
                                jesli znajdziesz swietna partnerke seksualna, to byc moze bialy zwiazek bylby
                                duzo lepszy od "przymuszania" zony wbrew nie tylko jej woli i ale i swojej
                                wlasnej. Oczywiscie biale malzenstwo jest bardzo specyficznym rozwiazaniem i
                                musi byc zaaprobowane przez obie strony. Z seksem jest troche tak jak z piciem
                                czy oddychaniem. Twoja zona nie moze nie wiedziec, ze pic i oddychac musisz
                                obojetnie jaki ona ma do tego stosunek. Musi wiec rowniez bardzo dobrze
                                wiedziec, ze "na dluzsza mete" nie mozesz byc jednoczesnie wierny i nie miec
                                seksu. Innymi slowy nie moze mowic "ze nie zaakceptuje twojej niewiernosci"
                                jesli sama sie do niej przyczynia. I znowu, elementarnym nie jest jej niechec
                                do seksu z toba, ale jej brak szczerosci i proba zmuszenia Cie do wyjscia "spod
                                asa". To troche tak jak ktos kto odmawia widzenia roznicy miedzy 2+2 i 2-2.
                                Jesli jest wlasnie tak to wasze malzenstwo cierpi na wiecej niz brak seksu. Ale
                                ocena jak jest naprawde nalezy wylacznie do Ciebie, zwlaszcza na odleglosc,
                                kiedy dodatkowo nie znamy opinii twojej zony. Czy kontynuowac kompromisowy
                                seks, czy niekonwencjonalnie zdecydowac sie na biale malzenstwo, czy tez po
                                prostu rozejsc? Decyzja nalezy do Ciebie, ale by dobrze wybrac musisz byc
                                szczery, szczery i jeszcze raz, do bolu, szczery przede wszystkim wobec siebie
                                samego. Musisz rowniez miec i szacunek i zrozumienie dla zony. Skoro my czasami
                                nie bardzo wiedzielismy o co Ci naprawde chodzi, to moze i twoja zona tez na
                                podobne watpliwosci?
                                • kinia72 Re: Do Marcina 08.02.04, 01:55








                                  marcin
                                  ja myślę to, co ktoś Ci już tu napisał "A prawda jest chyba taka - miałam
                                  ochotę na seks, ale nie z nim.. Odkąd się rozstaliśmy, moje zycie erotyczne
                                  fantastycznie odżyło.. """
                                  Jeżeli kobieta kocha naprawdę swojego faceta, chce z nim być i stara się o
                                  niego to bierze go z całym inwentarzem itd. itp.
                                  Albo jest to porozumienie albo go nie ma.
                                  Jezeli tak wygląda wasze życie teraz to co będzie później za ileś lat????
                                  Czarno widzę ten związek, zwłaszcza ze nie mowisz tylko o seksie ale o wielu
                                  tez innych rzeczach - brak zainteresowania wspolnym spedzeniem czasu,
                                  wyjsciem do kina itd.
                                  wiec masz dwa wyjscia - powinienes jasno z nią pogadac i powiedziec na czym
                                  ci zalezy i jak to widzisz
                                  jakie sa rozwiazania i czego oczekujesz
                                  i ze jezeli to sie nie zmieni to niestety ale bedziecie szukac innych
                                  rozwiaza, ze zalezy ci na niej i ją kochasz ale nie chcesz tkwic w takiej
                                  sytuacji to to prowadzi do slepej uliczki i tego ze bedziecie zyc oddzielnie
                                  i w samotnosci jednoczesnie będąc ze sobą razem
                                  mysle tez ze twoja zona w ogole traktuje cie jak cos co juz ma i nie
                                  dopuszcza nawet do siebie mozliwosci straty tego - to co juz tez ktos ci
                                  napisal, ze milosc to cos do czego nie dostaje sie na stałe - ze to cos o co
                                  trzeba sie starac
                                  jezeli ona tego nie rozumie - to jej strata ale musi miec swiadomosc tego ze
                                  moze ją ta strata spotkac
                                  poza tym wcale nie zdziwiloby mnie to ze ma na oku kogos dla kogo ma czas
                                  mimo swojego zapracowania czy tez miałaby czas i dla kogo mogłaby sie wrecz
                                  zamienic w tego "demona seksu" - temperament temperamentem ale prawda jest
                                  taka ze kazda zdrowa osoba mysli i chce seksu - ale niekoniecznie z tą osobą
                                  z którą powinna bo np. ma slub

                                  co do białych małzenstw itd - to prawda jest taka ze nie jestesmy robotami i
                                  czesto nie mozemy po prostu miec tylko seksu, po prostu sie zakochujemy,
                                  spedzamy z daną osobą duzo czasu itd.
                                  Mam wrazenie ze wy z zoną w ogole sie nie rozumiecie nawet w wielu innych
                                  sprawach i moim zdaniem w ogole utrzymywanie takiej atrapy nie ma sensu






                                  astygmatyk napisał:

                                  > Powtarzam raz jeszcze, ze najwazniejsze dla rozwiazania problemu to szczerosc
                                  > wobec siebie samego i otoczenia. Po szczerosci najwazniejszy jest szacunek
                                  dla
                                  > czyjejs odmiennosci. Nie szacunek w ogole, ale wlasnie szacunek dla
                                  > odmiennosci. Bo co Ci z tego, ze ewentualnie sie porozumiecie (wlasnie tak,
                                  > prozumiecie a nie "porozumiecie") i twoja zona bedzie z toba wspolzyla
                                  > seksualnie jesli bedziesz mial swiadomosc, ze jej to nie sprawia przyjemnosci
                                  i
                                  >
                                  > ze robi to jedynie z obowiazku? Czy taki seks bedzie Cie zadowalal, jesli
                                  > wszystko inne w malzenstwie bedzie naprawde gralo? Musisz sie naprawde
                                  > zastanowic nad odpowiedzia, bo stereotypowa odpowiedz moze jedynie poglebic
                                  > twoj kryzys. Dlaczego? Oczywiscie, zwlaszcza na logike, seks nie jest w zyciu
                                  > najwazniejszy. Ale poniewaz, jak to sam zauwazasz "hormony grają jak
                                  szalone"
                                  > i nie daja sie opanowac, wiec nic dziwnego, ze chcesz sie spelnic seksualnie.
                                  > Co bedzie jesli po kolejnej dyskusji twoja zona zgodzi sie na regularny seks
                                  bo
                                  >
                                  > oboje chcecie zachowac malzenstwo, ale pozostanie nieresponsywna? Jesli takie
                                  > rozwiazanie jest dla Ciebie wyjsciem z sytuacji do zaakceptowania, jesli ty i
                                  > twoja zona zgodzicie sie, ze uprawiacie taki seks dla wlasnie dla opanowania
                                  > twoich hormonow to masz problem rozwiazany. Znaczyloby to, ze zgadzacie sie
                                  > oboje na opanowanie twojej natury dla ratowania malzenstwa i ze ona chce w
                                  tym
                                  > czynnie z wlasnej woli uczestniczyc, mimo ze sam seks nie sprawia jej
                                  > przyjemnosci. Przy jasnym postawieniu sprawy, przy obustronnym szacunku i
                                  > zrozumieniu, takie rozwiazanie moze byc znakomite. Ale jesli
                                  taki "uspokajajcy"
                                  >
                                  > seks jest dla was nie do przyjecia to taki kompromis jeszcze bardziej
                                  podminuje
                                  >
                                  > wasze malzenstwo. Dlatego wlasnie w poprzednium mailu wspomnialem o
                                  > alternatywie "bialego malzenstwa". Jesli sie do siebie w ogole nie macie i
                                  > wasze malzenstwo sie rozpada z seksem czy bez, to w ogole nie ma problemu.
                                  > Jesli jednak jest wam dobrze z soba tylko jestescie niedobrani seksualnie to
                                  > powinniscie rozwazyc biala alternatywe. Jest wiele rzeczy w zyciu
                                  wazniejszych
                                  > od seksu. Bliskosc miedzy ludzmi tez do seksu nie da sie sprowadzic.
                                  Malzenstwa
                                  >
                                  > zawarte jedynie w oparciu o dobry seks moga byc jeszcze gorsze od malzenstwa
                                  > bez seksu. Poza tym wcale nie jest latwo znalezc naprawde dobrego partnera na
                                  > ktorym moznaby w zyciu polegac. Jesli wiesz, ze nie zostawisz swojej zony
                                  nawet
                                  >
                                  > jesli znajdziesz swietna partnerke seksualna, to byc moze bialy zwiazek bylby
                                  > duzo lepszy od "przymuszania" zony wbrew nie tylko jej woli i ale i swojej
                                  > wlasnej. Oczywiscie biale malzenstwo jest bardzo specyficznym rozwiazaniem i
                                  > musi byc zaaprobowane przez obie strony. Z seksem jest troche tak jak z
                                  piciem
                                  > czy oddychaniem. Twoja zona nie moze nie wiedziec, ze pic i oddychac musisz
                                  > obojetnie jaki ona ma do tego stosunek. Musi wiec rowniez bardzo dobrze
                                  > wiedziec, ze "na dluzsza mete" nie mozesz byc jednoczesnie wierny i nie miec
                                  > seksu. Innymi slowy nie moze mowic "ze nie zaakceptuje twojej niewiernosci"
                                  > jesli sama sie do niej przyczynia. I znowu, elementarnym nie jest jej niechec
                                  > do seksu z toba, ale jej brak szczerosci i proba zmuszenia Cie do
                                  wyjscia "spod
                                  >
                                  > asa". To troche tak jak ktos kto odmawia widzenia roznicy miedzy 2+2 i 2-2.
                                  > Jesli jest wlasnie tak to wasze malzenstwo cierpi na wiecej niz brak seksu.
                                  Ale
                                  >
                                  > ocena jak jest naprawde nalezy wylacznie do Ciebie, zwlaszcza na odleglosc,
                                  > kiedy dodatkowo nie znamy opinii twojej zony. Czy kontynuowac kompromisowy
                                  > seks, czy niekonwencjonalnie zdecydowac sie na biale malzenstwo, czy tez po
                                  > prostu rozejsc? Decyzja nalezy do Ciebie, ale by dobrze wybrac musisz byc
                                  > szczery, szczery i jeszcze raz, do bolu, szczery przede wszystkim wobec
                                  siebie
                                  > samego. Musisz rowniez miec i szacunek i zrozumienie dla zony. Skoro my
                                  czasami
                                  >
                                  > nie bardzo wiedzielismy o co Ci naprawde chodzi, to moze i twoja zona tez na
                                  > podobne watpliwosci?
                              • misiek991 Re: Do Byłej żony!! 31.10.03, 20:00
                                Marcin wczytaj się uważnie w to co pisze Caelum. Widziałem już w życiu kilka
                                takich sytuacji. W większości, problem polega na tym, że przestajesz w tym
                                stadzie pełnić rolę dominującego samca. Myśle tutaj nie o mięśniaku, czy
                                generała. Prowadzicie wspólne życie, ale facet musi zapewniać kobiecie jak
                                najczęściej takie nieracjonalne poczucie błogości - na wielu polach.
                                Bezpieczeństwo finansowe, w łóżku, samochód i wiele takich innych.
                                Kobiet uwielbiają żyć w takim zachwycie.
                                Nie chcę powiedzieć, że trzeba szaleć i nie myśleć o sprzątaniu, praniu i
                                kurzach. Czasem wytarcie kurzu jest więcej warte niż pierścionek z brylantem,
                                czy bukiet róż. To są takie codzienne drobiazgi.
                                Najgorsze jest to, że niewielu facetów nauczyło się takich bacznych obserwacji
                                od swoich ojców, bo było by łatwiej, a tak - muszą się męczyć.
                                Obserwuj, dostosowuj się, eksperymentuj - i tak nie masz nic do stracenia - w
                                przeciwnym razie przegrasz, rozstaniecie się, już zauważam, że zaczynacie
                                działać sobie na złość - to ślepa uliczka.
                                Pozdro chłopie
    • ki.ka Re: ehhh 10.11.03, 21:59
      do was wsyzstkich sfustrowanych niezaoskojonych:)
      pocieszeni badzcie (choc marna to pociecha- ale jednak pociecha)! pomyslcie
      sobie- ze gdzies w osigalnej wirtulanej przestrzeni i nieco mniej osiagalnej
      przestrzeni realnej funkconuje byt, plci zenskiej- ktory jest zona ktora chce!
      a ktorej maz mowi- "nie dzis"!!!
      ha! mozecie poczuc ogarniajace was slodkei uczuci zemsty- na rodzie niewiescim,
      ktorego wyrazem jest ma niezaspokojona osobka:)
      coz mozemy sobie tylko powzdychac- ze tak dziwnie sie tocza losu koleje-
      ze amabars jest w tym caly i rozne takie:)
      eh... coz- co mi tam---poplacze sobie razem z Wami nad ciezkim niezaspokojonym
      losem...

      :)

      pozdrowka


    • mickey.mouse Re: ehhh 14.04.04, 23:31
      l84d8 napisał:

      > No to stary ciężko będzie bo z taką egoistą trudno liczyć na zmianę na lepsze.
      > Trudno jest stosować zasadę oko za oko ale chyba tylko wstrząs w postaci
      > twojej zdrady uświadomi jej jak głupio postepuje. Liczenie że przez rozmowę
      > coś się zmieni to trochę okłamywanie siebie.
      > Nie chce cię wprost namawiać do skoku w bok ale jeśli ktoś lekceważy
      > podstawowe potrzeby drugiego człowieka to nie wiem czy zasługuje żeby z nim
      > być. Ciekawe jakby ona się czuła gdybyś ty ani razu ją nie obją, pocałował,
      > powiedział coś miłego tylko zrobił to z łaski raz na miesiąc. Jestem pewien
      > że zaczęłaby myśleć czy warto z tobą w ogóle być.
      > Hipokryzja i egoizm niestety z twojej żony wyłazi.


      To az truizm niestety

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka