Dodaj do ulubionych

pomóżcie , przerzutowy rak wątroby

21.11.08, 13:02
Zacznę od tego , ze po raz pierwszy jestem zalogowana na jakimkolwiek forum. Zawsze radziłam sobie ze wszystkim.
Moja mama ma raka. Jest to przerzut z woreczka żółciowego na wątrobę i być może już płuca. Ostateczna diagnoza zapadła 2 X. Nie chcieli jej już operować ani robić chemii. Poruszyłam niebo i ziemię i każdy mówił to samo. Nawet bioenergoterapeutka nie dała szans.
Mówili miesiąc , góra do Świąt Bożego Narodzenia.
Mama słabnie , ale jeszcze potrafi iść sama , troszkę je , puchną jej nogi , jest wychudzona , ma duży brzuch, same guzy.Ale nie dopuszcza do siebie myśli o śmierci , a przynajmniej ze mną nie chce o tym rozmawiać.
A ja nie wiem co będzie dalej. Strasznie się boję.
I tego , ze sobie nie poradzę fizycznie i psychicznie. Nie mam ojca , rodzeństwa , żadnej ciotki. Mam męża i cudowną Córkę , która mnie wspiera.
Może ktoś miał w rodzinie podobny przypadek. Czego mam się spodziewać? Czy tu w ogóle można coś zaplanować?
Nie miałam z mamą dobrych relacji. Teraz mieszka u nas i opiekuję się nią najlepiej jak potrafię, wzięłam bezpłatny urlop, ale zaczyna brakować mi cierpliwości i sił.Są momenty , że modlę się , żeby to już się skończyło....choć nie wiem jak wtedy będę żyć...
Obserwuj wątek
    • ferg_666 Re: pomóżcie , przerzutowy rak wątroby 21.11.08, 21:19
      Dasz sobie rade na pewno, teraz Ty musisz byc silna dla mamy i wierzyc ze bedzie
      najlepiej jak najdluzej, teraz Twoja mama potrzebuje takiej wiary i pozytywnej
      energii od Ciebie. Zadbaj tez o to, zeby Twoja mama nie cierpiala w przyszłosci,
      nie czuła bólu, nie probowala byc bohaterka. Dobrze ze masz meza i corke, ich
      wsparcie wystarczy, a Twoj brak cierpliwosci przy mamie jest naturalny, to
      normalne ze czlowiek sie denerwuje z bezsilnosci.
      nic wiecej nie umiem Ci napisac, trzymam kciuki!
    • modulla Re: pomóżcie , przerzutowy rak wątroby 22.11.08, 19:21
      Witam!
      U mojego Taty międzybłoniaka opłucnej zdiagnozowano 16 lipca tego roku, zmarł 28
      sierpnia.wcześniej spędził miesiąc w szpitalu.Choroba postępowała błyskawicznie,
      właściwie z dnia na dzień.Też początkowo myślałam, że nie podołam, ale jakoś
      siła przychodziła sama.Jest taki moment kiedy chory wie, że koniec jest blisko,
      wtedy trzeba dać mu mnóstwo ciepła i bliskości.To straszna choroba, siejąca
      spustoszenie w całej rodzinie.Mój Tato stopniowo tracił apetyt, jadł coraz mniej
      aż w końcu całkowicie stracił apetyt, strasznie puchły mu nogi, furosemid nie
      pomagał.
      Tuż przed śmiercią bardzo się wyciszył, uspokoił.To były ciężkie
      chwile.Fizycznie też jest ciężko, na końcu Tata nie spał, trzeba był czuwać non
      stop.Ale gdzieś w nas są pokłady sił o których nie mamy pojęcia.
      Trzymaj się i bądź silna dla Mamy.
    • rotametr Re: pomóżcie , przerzutowy rak wątroby 22.11.08, 20:32
      Jestem w takiej samej sytuacji jak Ty,(moja mama ma równiez raka woreczka zółciowego z przerzutami na płaty wątroby, diagnoza postawiona 23 września, rokowania - 6 miesięcy, ale lekarz zaznaczył, że jak mama dożyje do końca roku to "będzie dobrze"). Niestety, nie ma pomocy w takim przypadku. Ja pogodziłem sie z tym po 4 tygodniach, (leki uspokajające, zwolnienie lekarskie itp.) Jedyne co mogę Tobie poradzić to Klinika Leczenia Bólu,(potrzebne skierowanie od lekarza rodzinnego). Moze to pomóc Twojej mamie w cierpieniu.
      Przepraszam, że nie potrafię pomóc.
      • dorotafu Re: pomóżcie , przerzutowy rak wątroby 23.11.08, 13:02
        Napisz proszę coś więcej. W jakim stanie jest w tej chwili Twoja mama? Wszystko
        zaczęło się we IX czy wcześniej były jakieś objawy choroby?
        U nas to było trochę inaczej niż zwykle. Diagnoza pierwsza była w maju!!!
        Jeszcze wtedy chcieli mamę operować , ale mama uciekła ze szpitala.Pogodziła się
        tylko z myślą o kamieniach na woreczku , słowa rak nawet nie wymawiała głośno -
        tak jest do dziś. W maju postanowiła oczyścić się sama metodą Tombaka. No i
        skończyło się we IX strasznymi bólami , wizytą w szpitalu , badaniami i tą
        ostateczną diagnozą. W tej chwili jest już bardzo słaba. Prawie nie je , nie
        załatwia się , przyjmuje morfinę w płynie 2 ml co 4 godziny , na noc 3 ml , a
        zdarza się , ze w nocy bierze dodatkowe 2ml.Jest bardzo wymagająca wobec mnie ,
        nie mogę jej odstępować na krok , w nocy wymyśla spacery po domu albo jedzenie ,
        którego i tak nie je.Nie mam już sił!!!!
        Ja jestem pogodzona z końcem - tak mi się przynajmniej wydaje.
        Mama nie. I tak jak przez całe życie - nie chce ze mną rozmawiać na ważne tematy.
        Wiem, jest we mnie dużo złości , nie potrafię sobie z tym poradzić. Nie umiem
        być dla niej ciepła , bo mnie tego nie nauczyła....
        Zajmuję się nią najlepiej jak potrafię , ale nie potrafię być czuła.
        Czy kiedyś będę umiała to sobie wybaczyć?
    • magda2123 Re: pomóżcie , przerzutowy rak wątroby 23.11.08, 12:38
      Musisz wierzyc do konca ze bedzie dobrze mimo iz lekarze niedaja
      szans,musisz byc dzielna.
      Ja przechodzilam przez to samo niestety nam sie nieudalo wygrac z
      razkiem,a tym bardzie ze przy pecherzyku zlociowym sa kiepskie
      rokowania.
      Pamietaj niepozwul by mame co bolalo jesli nadchodzi bol musisz go
      ubiec, czy twoja mama zarzywa leki przeciw bolowe????
      Moja mamusia miala przyklejane plastry z morfina a podem podawala
      jej przez skore
      Mocno cie pozdrawiam jesli miala bys jakies konkretne pytania
      chetnie na nie odpowiem w miare mozliwosc
      Pozrawiam trzymaj sie cieplutko
      • agnieszkax1977 Re: pomóżcie , przerzutowy rak wątroby 02.12.08, 11:38
        Twoja mama potrzebuje Cie i stąd te jej wymyślanie.Chce być
        blisko , bo boi sie samotności i myslenia o chorobie .Trzymajsie
        pozdrawiam i życze sił.
    • jedrek555 Re: pomóżcie , przerzutowy rak wątroby 13.12.08, 12:21
      witaj, mój Tata ma nowotwór jelita grubego z przerzutami do wątroby i na kości.
      na początku roku miał operację, podczas której jedynie wyprowadzono mu jelito na
      zewnątrz. Lekarze bali się operować guza ponieważ powstał 8 cm naciek
      nowotworowy na kość krzyżową. Po operacji lekarz prowadzący powiedział, że teraz
      pozostaje tylko leczenie paliatywne pod okiem lekarza rejonowego lub w
      hospicjum, nikt nie dawał mu szans na życie, schudł 25 kg i wyglądał jak wrak
      człowieka. wiadomość zwalała nóg i spowodowała beznadziejne samopoczucie i
      ogromnego doła w całej rodzinie. Jednakże po kilku dniach przemówił rozsądek i
      zaczęliśmy chodzić po lekarzach i prosić o dalsze leczenie. Pomimo, że jego stan
      nie pozwalał na jakiekolwiek rokowania lekarze zdecydowali się na radioterapię
      paliatywną (przeciwbólową)a później na chemię. Z ogromna nadzieją wyczekiwaliśmy
      efektów leczenia, pierwszych wyników, było w nas (dzieciach) dużo wiary, nadziei
      i wytrwałości. Pierwsze efekty pojawiły się po dwóch miesiąca leczenia. Również
      tata zaczął walczyć z chorobą po długim okresie zniechęcenia. Najbardziej
      pomogły mu chyba warsztaty w fundacji psychoonkologicznej w Warszawie dla osób z
      nowotworem i osób ich wspierających, po których pojawiły się u niego duże siły
      przetrwania i chęć walki z chorobą. W niedługim okresie po tym zaczęły mu się
      zdecydowanie poprawiać wyniki, stawał się coraz silniejszy, przybierał na wadze.
      Niestety w pewnym momencie chemia, którą dostawał przestała działać, zmieniono
      na inną i na dzień dzisiejszy kontynuujemy leczenie innymi specyfikami. Co w tym
      wszystkim okazało się najważniejsze - wiara, że możemy pomóc choremu wyjść z
      choroby, że czasem warto próbować pomimo, że inni nie dają szansy na przeżycie.
      Nie bójmy się pytać, nie wstydźmy się chodzić do psychologa... Polecam gorąco
      fundację:
      www.ogrodnadziei.org.pl/
      www.simonton.pl/ - strona poświęcona metodzie leczenia opracowaną przez
      dr. Carla Simontona
      Polecam również książki jego autorstwa - Jak żyć z rakiem, Tryumf życia. Jest to
      lektura, która przyda się nam - osobom, którym bliscy chorują na raka, pomogą
      również chorym.
      • dorotafu Re: pomóżcie , przerzutowy rak wątroby 13.12.08, 19:45
        Dziękuję za wsparcie ,życzę z całego serca , żeby Twojemu Tacie i Wam się
        udało.Moja Mama niestety odeszła 29 XI. Ale Ty się nie poddawaj. Mojej Mamy nikt
        nie chciał leczyć , ani w Polsce ani za granicą. Okazało się , że żadne
        pieniądze ani znajomości nie pomogły. Widocznie jest taki stan kiedy operacja
        czy chemia tylko wymęczy chorego , a rokowania na przeżycie żadne. Skoro Tatę
        leczą bądź dobrej myśli.Naprawdę wiem co czujesz. Ściskam serdecznie i trzymam
        kciuki.
        • jedrek555 Re: pomóżcie , przerzutowy rak wątroby 14.12.08, 10:47
          Witaj, bardzo mi przykro z powodu śmierci Mamy. Dziękuję za wsparcie. Ciągle w
          naszych działaniach jest dużo wiary i siły, choć muszę przyznać, że 2 miesiące
          temu miałem potworny kryzys i kilka dni miałem wyjęte z życia. Lekarz prowadzący
          po ostatnich wynikach przestał podawać chemię, ponieważ wyniki się pogarszały i
          wznowiły się przerzuty. Zrobili mu badania na występowanie mutacji KRAS, której
          obecność warunkuje dalsze leczenie. Na szczęście okazało się, że w jego
          przypadku taka mutacja występuje i po 2 miesiącach przerwy wracamy do
          chemioterapii. Mam nadzieję, że leczenie bedzie skuteczne - jest to ostatni lek,
          który można podać memu Ojcu - Erbitux (Cetuksymab). Pozdrawiam wszystkich i
          życzę dużo siły i wytrwałości.
        • lyonka80 Re: pomóżcie , przerzutowy rak wątroby 14.12.08, 23:43
          przyjmij naszczersze wyrazy współczucia..
          dopiero dziś przeczytałam Twój post i już chciałam Ci opisać objawy
          tej choroby... a tu ten smutny wpis.
          Moja mama odeszła tydzień temu na tą samą chorobę po 4 miesiącach
          od diagnozy. Ten rodzaj nowotworu jest naprawdę straszny bo nie
          pozostawia za dużo nadziei i tak szybko ICH zabiera :(

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka