kicia031
01.12.06, 20:18
Moj tesc jest... beznadziejny. Obiecal chlopu, ze przyjedzie do nas na weekend
i przywiezie Mala z Gdanska. Ujety ta niezwykla laskawoscia chlop pojechal z W
Warszawy do Slupska po calym dniu pracy we
wtorek, na imieniny tescia, w srode mial bys w Gdansku a na czwartek przyjal
zlecenie w Radomiu.
Tymczasem tesc zrezygnowal z przyjazdu, wiec chlop w czwartek rano wyruszyl z
Gdanska, zatrzyml sie na godzine w domu, pojechal do Radomia, a potem z
powrotem do Gdanska, zeby dzis przywiezc do nas Mala. Wlasnie sa w drodze, w
niedziele po poludniu chlop pojedzie z powrotem ja odwiezc.
Nie piszcie mi prosze, ze tesc nic nie musi. Nie musi, ale jak juz cos mowi i
chlop sobie organizuje tydzien , to moglby sie trzymac ustalen. A chlop nie
dosc, ze wykonczony kompletnie tymi jazdami, to jeszcze widze, ze jest mu
cholernie przykro.
Shit, shit, shit